Jacek Kuroń a kwestia robotnicza

Andrzej Friszke
Powstanie KOR-owskiej opozycji to zarazem czas ewolucji oryginalnej myśli politycznej Kuronia - pisze znany historyk Andrzej Friszke.

W latach sześćdziesiątych Kuroń posługiwał się klasową analizą społeczeństwa, a w "Liście otwartym" przewidywał robotniczą rewolucję i projektował ustrój demokracji robotniczej. Były to konstrukcje teoretyczne, ale istniała też warstwa praktycznych zamierzeń dotyczących oddziaływania na środowisko robotnicze. Przygotowywany w 1964 r. memoriał miał być kolportowany wśród robotników. Wizja poruszenia społecznego studentów i robotników, które może doprowadzić do głębokich przeobrażeń politycznych, była zakorzeniona w doświadczeniu 1956 r. Po wyjściu z więzienia w 1967 r. Kuroń i Modzelewski nie podejmowali jednak prób dotarcia do robotników - skupili się na środowisku studenckim. Można uznać, że na dotarcie do robotników zabrakło czasu i odpowiednich kontaktów, ale trudno przy tym nie zauważyć, że żadna wypowiedź z tego okresu nie wskazuje na taki zamiar. Żadna z ulotek, które wyszły spod pióra Kuronia i Modzelewskiego na początku 1968 r., nie była adresowana do robotników. Toczoną walkę świadomie ograniczono do obszaru uczelni wyższych, a nawet - tylko do Uniwersytetu Warszawskiego.
Odejście Kuronia od marksizmu na przełomie dekad i budowanie nowego systemu wartości społecznych utrudniały przedstawienie praktycznego programu dla robotników. W tekstach Kuronia z tego okresu sprawa robotnicza się nie pojawia. Mają one charakter analiz i propozycji adresowanych do inteligencji, są podbudowane personalizmem, zawierają mocne przesłanie moralne. Wartością nadrzędną jest kultura, problem jednostki w jej relacjach społecznych, wizja małych grup oporu, kwestie ekonomiczne natomiast praktycznie w nich nie występują. Jedyną próbą dotarcia do środowiska robotniczego były wspomniane wyżej rekolekcje dla młodzieży gitowskiej, ale nic (poza rojeniami funkcjonariuszy SB) nie wskazuje na to, by Kuroń stawiał sobie w tych kontaktach jakiekolwiek cele inne niż wychowawcze. Wydaje się, że to odejście od wątku robotniczego wynikało z ducha epoki, było też konsekwencją odrzucenia marksizmu oraz pewnej bezradności (...). Niemniej, wspominając grudzień 1970 r., Kuroń pisał, że wówczas robotnicy Szczecina po raz pierwszy w powojennej Polsce zorganizowali się w komitety strajkowe i sformułowali żądania na piśmie, tak jak dwa lata wcześniej studenci. Oceniał, że te formy walki zostały przejęte z marcowego ruchu studentów.

W grudniu 1975 r. Kuroń wraz z innymi osobami z kręgu "komandosów" uczestniczył w zamówieniu mszy św. za "ofiary grudnia" w warszawskim kościele oo. Paulinów. Uczestniczyło w niej około 60 osób związanych z opozycją. Niewymienienie przez odprawiającego mszę jej intencji wywołało rozczarowanie, a Kuroń miał to nawet uznać za skandal. Jeśli wierzyć doniesieniom Ludwika Hassa opartym na relacjach wspólnych znajomych, Kuroń był jednak sceptyczny co do szans szybkiego powstania ruchu robotniczego. Natomiast Józef Śreniowski wspomina, że kiedy w lutym 1976 r. po strajku w łódzkiej Bistonie wyrzucono z pracy robotnice, ruszył na ich poszukiwanie i miał pomysł wspólnej petycji zwolnionych. Zarazem w Warszawie skontaktował się z Lipskim i Kuroniem, którzy obiecali uzyskać poparcie dla takiego listu ze strony m.in. Lipińskiego i Słonimskiego. Do podpisania listu udało się skłonić jedynie czworo zwolnionych robotników, podpisał też Śreniowski, i taką skromną petycję wysłano do I sekretarza KC i przewodniczącego CRZZ. Wobec, jak oceniano, fiaska przedsięwzięcia nie powstał list poparcia warszawskich intelektualistów. "My sami natomiast - był ze mną krytyk Konrad Tatarowski, filozofowie Włodzimierz Gromiec i Wiktor Niedźwiedzki - pomagaliśmy materialnie kilku rodzinom i uruchomiliśmy pomoc prawną". Na rozprawę przed okręgowym sądem pracy, która odbyła się na początku czerwca, Kuroń przyjechał jako osoba z publiczności. Sąd, po wysłuchaniu argumentacji adwokata Mieczysława Korczaka, wydał postanowienie podające w wątpliwość stosowanie artykułu 52 kodeksu pracy jako ustawy przeciwstrajkowej.

Na imieninach Jana Józefa Lipskiego, 24 czerwca, jak co roku zebrało się liczne grono opozycjonistów z różnych środowisk i pokoleń. Ponieważ tego dnia w Sejmie premier Jaroszewicz ogłosił podwyżkę cen, zastanawiano się, co będzie dalej. "Jedyną osobą, która dużo wcześniej mówiła, że będzie kryzys, był Jacek - wspominał Antoni Macierewicz. - Pamiętam, że mówił o tym już w maju, gdy dochodziły do nas informacje, że jest robiona ankieta-analiza na 450 zakładach przemysłowych sondująca, czy da się to [podwyżkę cen - przyp. A.F.] zrobić. Jacek był przekonany, że z tym będzie związane jakieś zaburzenie społeczne i jego perspektywa działania była tym wyznaczona". Jan Lityński wspomina, że Kuroń pytał obecnych na imieninach Lipskiego socjologów, czy dojdzie do wybuchu. Wszyscy uważali, że nie dojdzie.

Skala i ostrość wystąpień robotniczych 25 czerwca 1976 r., szczególnie w Radomiu i w Ursusie, była zaskoczeniem. Kolejnym zaskoczeniem było cofnięcie podwyżki już 25 czerwca wieczorem i ogłoszenie tego faktu całemu krajowi przez premiera. Wiele wypowiedzi Kuronia z tego dnia - uzyskanych zapewne z podsłuchu - wskazuje na jego świadomość, że oto dokonał się istotny przełom. Kuroń podkreślił, że "był przekonany, iż władza nie cofnie się przed niczym, aby podwyżki zrealizować. Sądził nawet, że władze pójdą po trupach i nie ma co liczyć, aby się wycofały, jak w grudniu 1970 r.". Oceniał, że "obecnie wytworzyła się zupełnie nowa sytuacja. Nastąpił trzeci wypadek oporu i przeciwdziałania wobec decyzji państwowo-politycznych. Poprzednie miały miejsce w grudniu 1970 r. i podczas zmiany konstytucji". Przewidywał jednak, że teraz władze "pójdą na robienie atmosfery, wytoczą proces opozycji politycznej - z wielkim krzykiem w prasie, zastosują represje i nas posadzą". Dodał, że jest psychicznie przygotowany na taką ewentualność. Pod koniec dyskusji powiedział jednak, że z obecnych wydarzeń wynika wniosek, że "wystarczy dobrze krzyknąć, a oni usłuchają. Trzeba tylko dobrze krzyknąć, bo jak cicho krzyczysz, to oni cię kopną".

W następnych dniach Kuroń podejmował starania, by ten krzyk polskiej inteligencji był odpowiednio głośny. Kontynuował podjęte już wcześniej rozmowy ze słynnym pisarzem Jerzym Andrzejewskim, by go przekonywać o konieczności napisania listu do Gierka przeciw prześladowaniom i represjom (początkowo za protest konstytucyjny, później zapewne doszedł problem robotników). Podobnie energicznie reagował Michnik, który miał mówić, że "nastała chwila, by inteligencja stanęła na czele ruchu szerokiej opozycji ludowej, że jeśli tego nie zrobi, to okaże się bandą niezdolnych do niczego gadułów itd.".

28 czerwca na spotkaniu grona, które inicjowało już poprzednie protesty, opracowano list wyrażający solidarność z robotnikami. List podpisali uczestnicy spotkania, zamierzano też zwrócić się do dalszych kilkunastu znanych osób, a wystąpienie skierować do władz i prasy. Z meldunków SB wiadomo, że Kuroń nalegał na pośpiech, mówił, iż po grudniu 1970 były pretensje, że inteligencja nie wystąpiła z protestami. Ostatniego dnia czerwca Kuroń, Michnik i Siła-Nowicki nakłonili do złożenia podpisu prof. Lipińskiego. List przekazano agencji France Presse już 29 czerwca i jeszcze tego samego dnia wieczorem został odczytany w audycji Sekcji Polskiej BBC, a nazajutrz był omawiany w Radiu Wolna Europa.

Andrzej Friszke

Więcej przeczytasz w weekendowym wydaniu dziennika "Polska" lub w serwisie prasa24.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie