Jacek Kawalec: Technologia szybko zmienia nasze życie

Tomasz Cisek
Jacek Kawalec
Jacek Kawalec Fot. archiwum
- Wirtualna Polska była zdecydowanie pierwsza, przed Onetem. Pamiętam, że próbowałem szukać Onetu, gdy byłem jeszcze poza Polską. Pamiętam, że najpierw pisałem dwa słowa: ON i NET - mówi Jacek Kawalec w rozmowie z Tomaszem Ciskiem.

Gadu-Gadu, Merlin.pl, Allegro.pl, Wirtualna Polska, Onet.pl, Money.pl - te nazwy weszły już do naszego kodu kulturowego. Jak powstawały? Kto je stworzył? Kim są e-wangeliści e-biznesu, którzy w niego wierzą od ponad dwudziestu lat, a wiarę tę przekuli w czyn i pieniądze? Fragment poniższego wywiadu pochodzi z książki "E-wangeliści. Ucz się od najlepszych twórców polskiego internetu". Patronem medialnym wydania tej książki jest Grupa Wydawnicza Polskapresse. Książka jest zbiorem wywiadów przeprowadzonych ze świadkami powstawania i rozkwitu nowych mediów w naszym kraju. Premiera 27 września.

Jaka jest rola Jacka Kawalca w zakładaniu Wirtualnej Polski? Jakie były początki portalu?
W latach 90. mieszkałem w Holandii. W tamtym czasie zdecydowanie więcej nowinek z dziedziny multimediów i internetu było dostępnych w Holandii niż w Polsce. Tak zwane środowisko internetowe w Polsce było wtedy małe. Zainteresowałem się komputerami i internetem. Później zacząłem się rozglądać w internecie, ale to było jeszcze bardzo niedojrzałe środowisko. W 1994 r., przeglądając dostępne polskie strony internetowe, natrafiłem przypadkiem na Wirtualną Akademię. Osobą związaną z tym projektem był Leszek Bogdanowicz, który wówczas przebywał w Niemczech, w Karlsruhe [to ośrodek badań nad technologią jądrową - przyp. autora]. To był taki czas w życiu Leszka, kiedy zastanawiał się nad ewentualnym powrotem do kraju i nad tym, czym mógłby się tu zajmować. Namawiałem go na założenie spółki ściśle powiązanej z dopiero tworzącą się branżą IT.

Wcześniej się nie znaliście?
Poznaliśmy się przez internet. Zaczęliśmy korespondować, czasami czatowaliśmy. Omawialiśmy ogólnoludzkie kwestie. On był w Niemczech, ja w Holandii. Rozważaliśmy wtedy różne szalone pomysły. Wrócić do Polski? A może założyć spółkę? Leszek mówił o powrocie na Politechnikę Gdańską, ja namawiałem go na zrobienie czegoś własnego, z nadzieją, że coś z tego będzie. I tak powstała koncepcja naszej współpracy.

Kiedy pojawił się pomysł, aby zrobić Wirtualną Polskę, powiedzmy, w formie zbioru linków?
Ten pomysł istniał już na stronach Politechniki Gdańskiej. To już było w jakiejś takiej formie zbioru linków, który później się po prostu rozrastał. Pamiętam, że poznaliśmy ludzi z Gdańska, którzy robili encyklopedię multimedialną. To był Marek Trojanowicz z kolegą. Właśnie w nich zainwestował potem Optimus. Pojechaliśmy we trzech, by porozmawiać z ludźmi z Optimusa. Nie z samym Romanem Kluską, ale z jakimiś jego podwładnymi. Rozmawialiśmy na temat sprzedaży całości naszego przedsięwzięcia. Nie pamiętam, jaka to była kwota, ale relatywnie niska, no... kilkaset tysięcy złotych. Transakcja nie doszła do skutku. Złożyliśmy zatem wizytę w Krakowie, ale zdaje się, że tam nie było przeświadczenia, że to jest właściwa droga. Optimus był zainteresowany ogólnie rozwojem multimediów. To ciekawostka, o której mało kto wie, że Leszek, Marek i ja byliśmy w Krakowie, by już wtedy sprzedać naszą spółkę.
To chyba też świadczy o tym, że Wirtualna Polska była pierwsza, przed Onetem.
Była zdecydowanie pierwsza. Pamiętam, że próbowałem szukać Onetu, gdy byłem jeszcze poza Polską. Wtedy dopiero usłyszałem o Onecie. Pamiętam, że najpierw pisałem dwa słowa: ON i NET. Nie mogłem tego portalu znaleźć... To był 1997 r., a w 1998 r. przeniosłem się do Stanów, skąd korespondowałem cały czas z kolegami. W trakcie tych rozmów pojawiła się pierwsza kamera internetowa, rączką żeśmy sobie pomachali - ja w Stanach, oni w Polsce. To były takie odkrycia: "O, kamera, można się przez pół świata widzieć i nie jest to satelita". Jeszcze wcześniej, przed moim wyjazdem do USA, pojawił się w spółce Maciej Grabski. Przyszedł w krótkich spodenkach - tak go zapamiętałem. Pracowaliśmy wtedy na ulicy Uphagena 2. W takiej willi dzieliliśmy pomieszczenia z innymi kolegami. Maciek Grabski przyszedł i powiedział, że on może w nas zainwestować. Chciał od nas odkupić 51 procent udziałów. Nie chcieliśmy mu wtedy tyle sprzedać.

Znaliście go wcześniej?
W Centrum Nowych Technologii pracował Michał Kołodziejczyk - był z rodziny Maćka Grabskiego. To od niego Maciek o nas usłyszał, po prostu przyszedł i chciał kupić 51 procent. Nie mieliśmy świadomości biznesowej ani nie znaliśmy wartości spółki. Dla mnie, dla Leszka, dla Marka to było pierwsze przedsięwzięcie biznesowe. Wiadomo, że jeśli sprzedasz komuś 51 czy 49 procent, to możesz łatwo stracić kontrolę. Z kolei 51 procent dzieli się na trzy równe części po 17 procent. Sprzedaliśmy więc Grabskiemu 49 procent. W naszym postępowaniu było trochę naiwności, nie doceniliśmy tego, że przedsiębiorstwo może mieć wartość większą niż przychody, jakie generuje. Kilka miesięcy później, gdy byłem już w Stanach i tam pracowałem, zaczęła się pierwsza gorączka internetowa. Yahoo! pojawiło się już w 1995 r., był też portal AOL. Mieliśmy wizyty z różnych firm. To wtedy nawiązaliśmy kontakt z Intelem w Polsce, a pomagał nam w tym Dom Maklerski Penetrator. Po wizycie jednego z seniorów z Intela (mnie tam wtedy nie było, ale wiem z relacji kolegów) firma zdecydowała, że chce w nas zainwestować. Później jeszcze były negocjacje z Softbankiem, przyleciałem na nie ze Stanów. Rozmowy z Softbankiem rozbiły się de facto o pewną małostkowość. My mówiliśmy: "Wycena, powiedzmy, dziewięć milionów", a ich prezes wychodził, potem wracał i mówił "Sześć milionów". Odpowiadaliśmy: "Nie". Byliśmy trochę zdenerwowani, kwoty były duże. Nikt wtedy nie wiedział, jak się poruszać w tym temacie, jak wyceniać spółki internetowe, ile to jest naprawdę warte.

Jaka była wtedy Twoja rola w Wirtualnej Polsce? Wniosłeś komputer, ale też wiedzę, kontakty w Oracle'u, zlecenia. A później?
Później mnie tam nie było, spółką zarządzali Marek i Leszek. Miałem z nimi kontakt, ja byłem inwestorem. W 1999 r. przyjeżdżałem na negocjacje z Softbankiem. Kiedy się nie udały, wróciłem do Stanów. Potem dochodziły do mnie wieści od Maćka i Marka, że trwają rozmowy z Prokomem i znów z Intelem. Wiedziałem, że panowie są po słowie z Ryszardem Krauze z Prokomu. Wtedy zdecydowałem, że wrócę do Polski, i przyjechałem do Gdańska na swoje urodziny - 31 sierpnia 1999 r.

Jacek Kawalec, studiował psychologię na KUL. Był u początków Centrum Nowych Technologii i Wirtualnej Polski. W Wirtualnej Polsce odpowiadał za rozwój technologii. Później zwycięsko walczył lojalnie razem z Maciejem Grabskim o prawa akcjonariuszy mniejszościowych Wirtualnej Polski z TP SA

Patronem medialnym książki "E-wangeliści. Ucz się od najlepszych twórców polskiego internetu" jest Grupa Wydawnicza Polskapresse

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie