Jacek Janiszewski, były minister rolnictwa: Zamiast antagonizować, wspierajmy

Michał Szczygielski
Zamiast antagonizować, wspierajmy – rozmowa z dr. Jackiem Janiszewskim, byłym ministrem rolnictwa w latach 1993 oraz 1997-1999, organizatorem Welconomy, jednego z największych forów ekonomiczno-gospodarczych w Polsce.

Załamanie gospodarcze i rosnące bezrobocie to skutki kryzysu wywołanego epidemią koronawirusa, z którymi zmaga się m.in. branża rolno-spożywcza. Co jest największym problemem?
Około 25% przychodów polskich firm spożywczych pochodzi z eksportu, więc wszelkie zakłócenia w tym obszarze mają istotny wpływ na krajowe przedsiębiorstwa spożywcze oraz na rolnictwo. Problemy z unijnym transportem samochodowym oraz zamknięcie placówek gastronomicznych w Polsce i innych krajach Unii spowodowały ogólne obniżenie się popytu na wielu rynkach rolno-spożywczych. Do tego dochodzi np. spadek cen bydła i świń, wahania na rynku zbóż, trudności w sprzedaży surowca – można długo jeszcze wymieniać skutki pandemii, z którymi aktualnie zmaga się branża rolno-spożywcza.
Czy któryś z obszarów jest szczególnie zagrożony?
Problem dotyczy niemal wszystkich. Grupą, która dość mocno odczuła zawirowania związane z pandemią koronawirusa na świecie, są producenci bydła. Trzeba pamiętać, że ponad 80% krajowej produkcji wołowiny trafia na eksport. A jednym z najważniejszych odbiorców są Włochy. Obecnie, z uwagi na sytuację epidemiczną w tym kraju, wysyłki mięsa do Włoch zostały w praktyce wstrzymane. Pandemia koronawirusa i związane z nią zakłócenia w łańcuchu dostaw zaczynają mieć negatywny wpływ także na polski rynek mleka. Największe zawirowanie związane z rozprzestrzenianiem się koronawirusa może dotyczyć mleka w proszku, bo Polska jest znaczącym producentem odtłuszczonego mleka w proszku oraz serwatki. Produkty te w przeważającej większości trafiają na eksport.
Ostatnio jeden z największych eksporterów mleka w proszku – Grupa Mlekovita – podał, że w pierwszym kwartale br. wyeksportował produkty o wartości 400 mln zł; wartość eksportu firmy wzrosła o 30% w porównaniu z analogicznym okresem ub. roku. Świetnymi wynikami chwalą się też inni, np. OSM Giżycko eksportuje ok. 80% swoich produktów; wartość eksportowanego w pierwszym kwartale br. towaru wynosi 120 mln zł. Co znaczy, że na tym polu sytuacja chyba jeszcze nie jest tak zła...Według danych Polskiej Federacji Producentów Żywności na eksport idzie ponad 30% wszystkich polskich produktów spożywczych, z tego ponad 80% do UE. Sytuacja, w której nie byłoby transakcji eksportowych, nie tylko pozbawiłaby nasz kraj możliwości zagospodarowania nadwyżek produkcyjnych, ale tysiące polskich rolników zostałoby pozbawionych źródła utrzymania. Wiązałoby się to również z likwidacją miejsc pracy, gdyż zamknięta zostałaby produkcja wyrobów kierowanych głównie na rynki eksportowe.
To m.in. poprzez rozwój na światowych rynkach rośnie siła i rozpoznawalność marek, co w obecnej sytuacji rynkowej szczególnie przekłada się na utrzymanie miejsc pracy oraz możliwość odbioru mleka od polskich rolników.
W czasach kryzysu ważne jest, by wspierać lokalnych przedsiębiorców. Ministerstwo rolnictwa opublikowało w ostatnich dniach listę firm mleczarskich, które importują mleko, zamiast kupować od polskich rolników. Są na niej np. OSM Giżycko i Polmlek. Uważa Pan tego typu działania za słuszne?
Ministerstwo rolnictwa poddaje w wątpliwość patriotyzm gospodarczy polskich zakładów mleczarskich, tylko że załączone do publikacji zestawienia opatrzono komentarzem, który nie prezentuje rzeczywistego obrazu działań wymienionych w publikacji firm, a przez to godzi w ich dobry wizerunek i uderza w relacje, jakie od wielu lat budują one z konsumentami i dostawcami mleka.
Jeżeli ministerstwo decyduje się na tego typu publikację, to powinna znaleźć się w niej informacja, że polskie firmy importują mleko w niewielkim zakresie – mleko sprowadzone do Polski w pierwszym kw. br. stanowi poniżej 1% prowadzonego w tym okresie w naszym kraju skupu tego produktu (dane za Związkiem Polskich Przetwórców Mleka). W dużej mierze importujemy tzw. mleko ekologiczne, którego na polskim rynku po prostu brakuje. W Polsce mamy rosnące zapotrzebowanie na ekologiczne produkty mleczarskie przy jednoczesnym deficycie tego mleka u producentów. W związku z tym niektóre firmy, np. OSM Piątnica, decydują się na sprowadzenie surowca zza granicy.
A jakie działania resortu uznałby Pan za słuszne?W sytuacji zbliżającego się kryzysu i przewidywanego wzrostu bezrobocia antagonizowanie jednych przeciwko drugim nie jest dobrą drogą. Dużo lepszym rozwiązaniem jest objęcie ochroną tych, którzy usiłują przetrwać na rynku i nie chcą zwalniać. Dlatego ministerstwo rolnictwa, chcąc przysłużyć się polskim rolnikom i polskim mleczarniom – zamiast niesłusznie je piętnować – powinno np. wesprzeć apel prezesa wspomnianej już Grupy Mlekovita Dariusza Sapińskiego do wicepremier Jadwigi Emilewicz, który w imieniu całej branży rolno-spożywczej prosi o przyjęcie nowych regulacji w tzw. tarczy antykryzysowej. Jednym ze zgłaszanych postulatów jest wprowadzenie w obrocie handlowym obligatoryjnego, 14-dniowego terminu płatności za dostarczone do sieci handlowych produkty. Innym, aby firmy mogły skorzystać ze wsparcia w ramach tarczy antykryzysowej wyłącznie w sytuacji, gdy będą na bieżąco regulowały swoje zobowiązania. Kolejny punkt, który może poprawić kondycję branży rolno-spożywczej, to całkowite zniesienie zakazu handlu w niedzielę. To są rozwiązania, które mają szansę wzmocnić m.in. przetwórców żywności.

Meszki bolimuszki utrapieniem wakacji

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie