Jabłoński: Do wywiadu PRL wstąpiłem, bo jestem patriotą, nie byłem w Służbie Bezpieczeństwa...

Marcin Darda
Marcin Darda
Ireneusz Jabłoński
Ireneusz Jabłoński Krzysztof Szymczak
Udostępnij:
O to, czy swój majątek zawdzięcza pracy nielegała w wywiadzie PRL, czy stanowisko wiceprezydenta Łodzi to część „legendy” zapewnionej przez macki peerelowskich służb specjalnych i dlaczego nigdy wcześniej publicznie nie przyznał się do współpracy z komunistycznym wywiadem - Ireneusza Jabłońskiego pyta Marcin Darda.

W 1988 r. przychodzi Pan do oficera SB i powiada: „chcę od życia czegoś więcej”. Jest rok 2017, a Pan ma za sobą stanowiska w zarządach banków, funduszy leasingowych, jest wiceprezydentem Łodzi i posiada majątek wart 3,5 mln zł. Pytanie, czy teraz ktoś uwierzy, że to wyłącznie kwestia pańskiego talentu, czy też wykorzystania dawnych kontaktów w specsłużbach PRL...

Pierwsza istotna uwaga jest taka, że to, co pan zacytował na temat mojej rzekomej motywacji, nie jest moją wypowiedzią. To autorska interpretacja oficera, z którym rozmawiałem. A wszyscy oficerowie, z którymi rozmawiałem, w mojej percepcji byli pracownikami bezpośrednimi lub pośrednimi polskiego wywiadu. Oczywiście poza tymi od akt paszportowych, z którymi rozmawiał wówczas każdy, kto chciał uzyskać paszport. Co do meritum pytania: przez blisko dwadziescia lat byłem członkiem zarządów firm sektora finansowego i energetycznego z określonym, jawnym wynagrodzeniem i premiami płaconymi za rezultaty. Suma tych dwudziestokilkuletnich dochodów i oszczędności zaowocowała tym, że dysponujemy, razem z żoną, dużym domem o pewnej wartości i niedużym mieszkaniem w Warszawie. Ale cały czas do spłacenia mamy jakiś kredyt, zatem nasze aktywa netto są nieco niższe. Myślę, że jak na dorobek dwojga ludzi z wyższym wykształceniem, sprawujących funkcje kierownicze w swoich instytucjach, to ten dorobek i tak nie jest szczególnie imponujący. On na tle osób żyjących skromniej wygląda dobrze, ale mam również kolegów, którzy prowadząc podobną aktywność zawodową jak ja, stali się osobami znacznie bardziej zamożnymi, czego im wyłącznie gratuluję.

Czy Pan aby nie próbuje się wybielić? Zaprzecza Pan kontaktom z SB, akcentuje zaś sformułowanie „polski wywiad”. Polski wywiad był wówczas wywiadem PRL, pracującym nad utrzymaniem komunistycznego reżimu.

Mam nieco inną ocenę. W Polsce w późnych latach 80. nie było już żadnego komunizmu, był system totalitarny i to w stanie znacznego rozkładu, co było widoczne gołym okiem. M.in. ten stan rozkładu i świadomość konieczności przeprowadzenia istotnych zmian otwierających system były jednym z czynników przekonujących mnie do podjęcia tej pracy. Uważałem i nadal uważam, że pewne cele i funkcje racji stanu Polski zarówno wtedy, jak i dziś są ciągłe, choćby spójność terytorialna, pewność granic czy ochrona majątku narodowego. To się nie zmieniło. Szczęśliwie zmienił się ustrój, z tego powinniśmy się cieszyć, ale to nie zwalnia nas z refleksji, że pewne funkcje państwa, choć w sposób niedoskonały, powinny być kontynuowane.

Czy Pan chce powiedzieć, że podejmując pracę w wywiadzie PRL, już wówczas był wolnorynkowcem i antykomunistą?

Ależ oczywiście. Na to są dowody materialne w zbiorze IPN. Jeden z kolegów, z którym wówczas działałem w organizacjach studenckich, podzielił się ze mną informacją otrzymaną z IPN, która dotyczy jego, jednak w tych materiałach jestem również wymieniony ja, z imienia i nazwiska, jako ten, który „jest szczególnie niebezpieczny, aktywny, źle oceniający władze partyjne uczelni” oraz definiowany jako nieprzychylny ustrojowi. Wolnorynkowcem byłem od szkoły średniej, kiedy na serio zacząłem interesować się ekonomią. To wtedy przeczytałem szereg artykułów i książek, tak na marginesie z bardzo ciekawych tłumaczeń z lat 50., bo wtedy właśnie przetłumaczono m.in. Adama Smitha. Na moje poglądy wpływ miało także wychowanie, odnoszące się do tradycji I RP, własności i odpowiedzialności obywatelskiej. Bo zgodnie z moją definicją obywatel i społeczeństwo obywatelskie to ludzie, którzy posiadają i z faktu posiadania łożą na wspólnotę. Tak było w I RP i być może jeszcze kiedyś tak będzie w naszej ojczyźnie.

Tyle tylko, że w 1988 r. oficer MSW wystawił laurkę nie tylko pod adresem pańskich talentów, ale i wartości, które Pan wyznawał, czyli materializmu. A to sprzeczne z tym, co Pan mówił jako liberał gospodarczy...

Tak, ta opinia jest w kontrapunkcie do moich rzeczywistych i prezentowanych również wówczas przekonań. Myślę, że był to rutynowy wpis. Z tego, co ja pamiętam, żaden z oficerów, z którymi miałem kontakt, a nie była to duża grupa, ani w komunizm, ani w marksizm już nie wierzył. To była rutynowa działalność służby na rzecz wtedy totalitarnego państwa. Natomiast wartości przez mnie wtedy i teraz wyznawane były i są oparte na naszych korzeniach chrześcijańskich. Wtedy miałem już wszystkie sakramenty właściwe dla Kościoła katolickiego, a na początku lat 90. również sakrament małżeństwa, który odebrałem jak najbardziej oficjalnie i hucznie. W związku z tym wpis ten biorę za figurę retoryczną, wynikającą z rutyny tamtych czasów, tak jak i to stwierdzenie cytowane wcześniej o jakichś tam moich oczekiwaniach w związku ze służbą. Ja takiego języka nie używałem i nie używam, a to najlepszy dowód na to, że są to „wariacje na temat” oficera, który ze mną rozmawiał.

Powiedział Pan, że „wtedy nawet oficerowie nie wierzyli w marksizm”. Ale dziś w Polsce wierzy się w coś innego: że to, do czego doszli niektórzy pracownicy dawnych specłużb PRL, i ich dzisiejsze poglądy domykają pewną narrację. Że na przykład to, do czego Pan doszedł i to kim Pan jest dziś, to właśnie część lub całość tzw. legendy nielegałów wywiadu PRL, tyle że wykorzystanej nie w obcym państwie, a w nowym systemie, który nadszedł po PRL.

Oczywiście, że można snuć wiele takich i innych scenariuszy, i przypuszczeń, tu fantazja może być nieograniczona. Fakty są jednak takie, że moje poglądy były ukształtowane, tak jak to możliwe u człowieka kończącego studia w czasach realnego socjalizmu, przy czym ten socjalizm bardziej wtedy dotyczył samej formy opresji, niż ideologii stricte marksistowskiej. Na to nie ma innego dowodu jak prześledzenie mojej aktywności publicznej i zawodowej.

Publicznej? W 1997 r. wprowadzono ustawę lustracyjną, wedle której osoby publiczne i kandydaci na parlamentarzystów musieli złożyć oświadczenia, czy współpracowali z organami bezpieczeństwa PRL. Tymczasem Pan w tym samym roku rezygnuje ze stanowiska burmistrza Łowicza i z kandydowania na posła z listy AWS. Przez tę zbieżność trudno uwierzyć w inny powód niż taki, że się Pan obawiał ujawnienia pracy w wywiadzie PRL...

Nie pamiętam tej sekwencji zdarzeń. Jeśli dobrze przypominam sobie, to wybory wtedy mieliśmy w czerwcu, a nie wiem, kiedy ta ustawa weszła w życie...

11 kwietnia.

Czyli wcześniej, a burmistrzem byłem do połowy listopada. Umieszczono mnie na liście AWS województwa skierniewickiego jako burmistrza Łowicza i to na miejscu biorącym mandat. Aż na dwa tygodnie przed zamknięciem list, byłem faktycznym liderem tworzącej się wtedy grupy, która później zdefiniowała się jako AWS. Jednak do kontynuowania aktywności w tym zakresie zniechęciło mnie stanowisko samych związkowców, którzy przestali udawać i postawili się w roli recenzentów działań moich i kolegów, trochę w charakterze POP (Podstawowa Organizacja Partyjna - red.), tak jak ją zapamiętałem jeszcze z czasów PRL. A ponieważ jeden z tych aktywistów, który skończył aż/tylko szkołę zawodową, był moim młodszym kolegą z drużyny piłkarskiej, uznałem poddawanie się takiej presji za niestosowne. Historia przyznała mi rację, bo rządy AWS-u zakończyły się zupełną klapą. I mówię to bez cienia satysfakcji. Zatem to był powód bezpośredni, natomiast pośredni, który dawał mi komfort podjęcia decyzji o rezygnacji z ubiegania się o mandat poselski, była perspektywa zatrudnienia w grupie PBG, bo latem byłem już z nimi po słowie. Zaproponowano mi poprowadzenie firmy leasingowej, a pierwszy raz ta propozycja padła w wiosną 1994 r., czyli jeszcze przed wyborami samorządowymi.

A po wielu latach, w 2015 r. powrócił Pan do twardej polityki. Znów ktoś może powiedzieć, że to „legenda” nielegała wywiadu PRL, że macki dawnych służb są tak długie, iż ulokowały Pana na stanowisku wiceprezydenta Łodzi.

To by sugerowało, że wybór władz w mieście nie jest dziełem lokalnego suwerena, a prezydent miasta wybierany w wyborach bezpośrednich większością głosów mieszkańców, też nie jest samodzielny. Na tak dalece idącą fantazję jednak nie jestem gotów (śmiech). A na serio, realizuję własną koncepcję rozwoju zawodowego. Mówiłem wcześniej, że te prawie 20 lat harówki w sektorze gospodarczym zaowocował skumulowaniem pewnych oszczędności, które pozwalają mi dziś z rodziną osiągnąć przyzwoity poziom i standard życia. Zgodnie z dobrą tradycją przedwojennej Polski i krajów o ugruntowanych systemach politycznych, zadeklarowałem chęć zaangażowania swoich sił i talentów w sektor publiczny.

Niektórzy powiadają, że i tak by Pan odszedł z urzędu i wystąpił w kontrze do prezydent Hanny Zdanowskiej. Po to, by liczyć na poparcie PiS w ubieganiu się o prezydenturę Łodzi. Tyle że pojawił się ten artykuł ujawniający pańską przeszłość i nic z tego nie będzie...

Raz jeszcze zwrócę uwagę, że moje zaangażowanie w wywiad miało początki w PRL, ale patrząc na proporcje czasu, było znacznie poważniejsze w wolnej Polsce. W okresie PRL przeprowadzono rekrutację i szkolenie. Natomiast co do tych spekulacji, cóż... To jest zgrabna teoria spiskowa, ja takie lubię, bo się je dobrze czyta, pod warunkiem, że są dobrze napisane. Skorzystam z nabytych umiejętności analitycznych i teorię tę poddam wnikliwemu badaniu (śmiech).

Nigdy Pan nie brał pod uwagę tego, żeby publicznie przyznać, iż był pracownikiem wywiadu PRL?

Tak, kilka razy byłem nawet gotów to zrobić, ale kontekst, w którym miałbym to zrobić, po prostu wygasł. Nie było takiej subiektywnej potrzeby, bo sytuacja mnie do tego nie mobilizowała. Poza tym nie było takich wymogów formalnych. Natomiast pamiętając o tym, że działalność wywiadowcza z natury rzeczy jest działalnością tajną, nie chciałem tego faktu eksponować. Dziś przecież są nie tylko dziennikarze i ciekawscy, którzy tego słuchają, ale także ci, którzy zawodowo zajmują się tego typu ciekawostkami i analizują zdarzenia z okresu, który został wymieniony. Zatem mając na względzie, iż mówimy o poważnej działalności i poważnej służbie, uważam, że i wtedy, i dziś, powinienem być powściągliwy w opowiadaniu o tym, co to było, kiedy było i jak było.

Ale przecież politycy PiS o odtajnieniu zbioru zastrzeżonego opowiadali co najmniej od roku. Nie przyszło Panu na myśl, albo może miał Pan nadzieję, że pańskich akt nie odtajnią i wszystko będzie po staremu?

Przychodziło. Pewnie powinienem to w jednym z możliwych wariantów rozwoju wypadków uwzględnić. Natomiast w mojej ocenie nie ma to większego znaczenia, pomijając oczywiście elementy histerii, które towarzyszą nam od dwóch dób. One jednak z natury rzeczy wygasną, bo nawet najbardziej rozemocjonowany histeryk traci w końcu energię i wraca do stanu normalnego, przynajmniej na jakiś czas. Ja byłem gotów ujawnić tę informację i zrobiłem to wobec osób, z którymi współpracowałem. Oświadczenie lustracyjne w każdym z przypadków podjęcia przeze mnie pracy okazywało się niekonieczne. Dziś jednak myślę, mówiąc językiem mediów, że gdybym „zdetonował ten ładunek”, miałbym większy komfort opowiedzenia o tym. Co prawda mój status i stan faktyczny raczej by się nie zmienił, ale byłyby dla mnie bardziej przyjazne okoliczności, niż taka sensacyjna i agresywna informacja. Ale cóż... mleko się rozlało, jestem bogatszy o te doświadczenie.

Co to były za tajne służby, w których Pan pracował po przełomie 1989 roku? Urząd Ochrony Państwa?

Powiedziałem tylko tyle, że kontynuowałem tą aktywność po zmianie ustroju i w ramach wolnej Polski. Na tym muszę poprzestać.

Oni zrezygnowali z Pana czy Pan z nich?

Tego też nie mogę powiedzieć.

Jaka była reakcja prezydent Łodzi, gdy Pan jej powiedział o współpracy w wywiadem PRL?

Pani prezydent powiedziała, że dobrze, iż to jej ujawniłem, ponieważ w jej otoczeniu taka informacja, czy raczej plotka, krążyła. A po drugie, po mojej deklaracji, że nikogo nie skrzywdziłem, a moja aktywność toczyła się poza granicami naszego kraju, uznała, że takie wyjaśnienie jest wystarczające.

Pan wskazał jako swą motywację patriotyzm. A pamiętam jednego ze znanych biznesmenów, który stwierdził, że podjął współpracę, bo chciał być takim Jamesem Bondem i otaczać się pięknymi kobietami...

Będąc na politechnice studentem, miałem wiele pięknych kobiet wokół siebie z natury rzeczy, bo studentki politechniki są piękne. Nie musiałem aspirować do wywiadu, po to by mieć takie otoczenie. Ale mówiąc serio, była w tym nuta takiego młodzieńczego wyzwania, o czym piszą również w swoich opiniach ci, którzy mnie rekrutowali. Myślę, że dla każdego młodego mężczyzny, który jest ciekawy świata i lubi wyzwania, jest, była i pewnie jeszcze długo będzie to pociągająca perspektywa.

A co z Panem dalej?

Decyzję pani prezydent przyjmę z właściwym sobie spokojem, uznając, że ma pełne prawo do wyboru współpracowników. Natomiast aktywność publicystyczną promującą idee konserwatywne i wolnorynkowe będę bez wątpienia kontynuował. A w jakim wymiarze, to muszę się jeszcze zastanowić i porozumieć z kolegami, z którymi robię to od blisko 25 lat. Działania takie uważam za pożyteczne, słuszne i celowe.

Tyle tylko, że poziom pańskiej wiarygodności delikatnie mówiąc może być już nie taki, jaki był wcześniej...

Ze wszystkimi kluczowymi kolegami udało mi się porozmawiać w ciągu tego gorącego czasu. Byli bardzo otwarci, a wielu z nich wiedziało o mojej aktywności wcześniej. Przyjęli ujawnienie tego faktu, mój wcześniejszy i obecny komentarz do tych zdarzeń w sposób rozważny i wyważony. Dlatego m.in. są moimi wieloletnimi kolegami. Przy tak aktywnej i jednak odważnej, bo anty- mainstreamowej działalności, byliśmy poddawani wielu próbom czasu, także lojalności. I próby te przeszliśmy z sukcesem.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: Jabłoński: Do wywiadu PRL wstąpiłem, bo jestem patriotą, nie byłem w Służbie Bezpieczeństwa... - Dziennik Łódzki

Komentarze 33

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

R
R.
James Bond z Łowicza - dokładnie tak! Mitoman, megaloman, egocentryk, długo by wymieniać .......
G
Gość
Każde z tych środowisk po wyborach upomniało się o stołek. Podejrzewam, że umowa była taka: jeśli to wyjdzie na jaw, to koniec. Dymisja.
Ł
Łow.czanka
Zwyzywać od czterokopytnego zwierzęcia z chlewika, to dla takiego zaszczyt. I toto jeszcze gada o wychowaniu wyniesionym z domu. Ładne to było w takim razie wychowanie: na agenta UB, który w dodatku traktuje to tak lekko! A braciszek dyrektorem szkoły katolickiej w Łowiczu. Gówniarstwo i tyle.
S
Sten
I wszystko jasne.
g
genotyp
Język kreta: "Z kluczowymi kolegami udało mi się porozmawiać". Kluczowi koledzy. Każdy normalny człowiek ma kolegów. Kluczowy kolega to jest dopiero coś...! To ponad - towarzysz. No i Jabłoński, z kluczowymi kolegami z której strony mocy udało się wam porozmawiać? Precz z reprezentacji politycznej! Ta komusza klika musi odejść, bo jest rakiem dla Łodzi!
g
genotyp
Język kreta: "Z kluczowymi kolegami udało mi się porozmawiać". Kluczowi koledzy. Każdy normalny człowiek ma kolegów. Kluczowy kolega to jest dopiero coś...! To ponad - towarzysz. No i Jabłoński, z kluczowymi kolegami z której strony mocy udało się wam porozmawiać? Precz z reprezentacji politycznej! Ta komusza klika musi odejść, bo jest rakiem dla Łodzi!
h
hmm
W normalny Państwie za zdradę był tylko jedn wyrok !!!! a to bydle to zwykły zdrajca i cwaniak z oczu mu źle patrzy
s
sztyrlic
bo ja wiem? gada, gada, spogląda spod powiek, zaufania raczej nie wzbudza, trochę mitoman ( "nie mogę powiedzieć" :)). Swoja drogą, ciekawe kto w UMŁ się wystraszył i takie donosy do gazet pisał. Musi chłop ma wrogów wśród swoich "koliegów" jak mówi Putin. A może już załatwił co miał załatwić i odejdzie na nową placówkę?
G
Gość
Jest tak jak mówi Gustaw - nawet największą granda propagandowo się wkrótce wypala i ludzie zapominają, bo są tysiące nowych tematów jak brak połączenia pi 2 kwietnia itp. Dlatego ten pan się tym nie martwi, dla człowieka wrażliwego byłaby to hańba i rozpaz, ale tacy nie godzą się na współpracę. I ta samą znajomość socjotechiki mieli i wykorzystywali komuniści, a teraz z powodzeniem PO. Tyle mieli afer i wszystkie się wypalily - bo nie dano tlenu, a oni uchodzą za obrońców ustroju. Tylko Pis tego nie rozumie i nie umie wykorzystać. Za to sam o byle gowno jest szarpany tylko dlatego, że jest to odpowiednio przedstawiane w mediach które powielaja nic nie warte brednie setki razy. Można było odwołać Krope tylko za to, że jeździł jako przewodniczący jakiegoś tam związku miast i to nie za kasę lodzi, a obecna Diva też jeździ i to więcej i po nic, i zatrudnia sbekow, i nic. Nic jej nie szkodzi. To trochę dlatego, że tu ślepe i tępe ludzie mieszkają, ale też dlatego, że nie działają organa oraz społeczeństwo obywatelskie. No bo jakie można mieć zaufanie do urzędu, w którym przylapano choćby jednego ubeka, o którym wiedziała Zdana. A inni, których przyjęła? A inni, których przyjął ubek. Chyba nie sądzicie, że przyjmował nie takich jak on sam, tylko podobnie myślących. Są to szkody dla rozwoju miasta i jego samorządności nie do opisania, bo można obsadzic urząd takimi na lata. I nikt ich nie rozszyfruje, bo ludzie ci mają nieformalne relacje podobne do funkcjonowania mafii włoskich. Stołki zobowiązują do posłuszeństwa, więc rządzi interes grup nacisku, a nie społeczny. A co do braku zbieżności służby i kariery, to nikt mi kitu nie wcisnie, że to byty równolegle. Jest służba, są patroni. Sb to naprawdę kadtowi z przebiciem. Ludzie mają po klika fakultetow w inyrstnych dziedzinach i w dojrzałym wieku borykają się z trudnościami właściwymi absolwentom, żadnej stabilizacji, o karierze lub dorobieniu się nie mówiąc. Dlatego osoba, która przyjmuje takich za wiedzą jest niezgodna reprezentować interes publiczny, nawet bardziej niż główny bohater. Przy tym tłumaczy się jak osoba niepowazna, ale ludzie przyzwyczaili władzę do łatwości robienia z nich wariata w żywe oczy. Bezczelność stała się cnotą, zwłaszcza u "dam". A co do konieczności posiadania przez państwo szpiegów, to niekoniecznie muszą być ukrywani na najwyższych stanowiskach kierowniczych by byli skuteczni. Są nawet skuteczniejsi wcisnie i nawet komuna to rozumiała, bo To nie byli partyjne na stanowiskach. Więc te bajki Pana opowiadacza są raczej dla mało rozgarnietej obecnie młodzieży, bo dorośli swoje wiedzą. I stąd platforma chce praw wyborczych dla nieletnich, ciekawe jakim prawem
G
Gość
Hanna Z. to największe zło w historii łódzkich władz!
g
gość
Pół Łodzi do dziś się śmieje jak patriota pił kiedyś wino w tej samej restauracji, w której zrobił konferencję prasową o swoim patriotyzmie. Najpierw ostentacyjnie zamówił drogą butelkę do posiłku. Potem ją ze smakiem wypił. A kiedy przyszło płacić za wino, stwierdził przy ludziach, że nie zapłaci, bo wino było zepsute.
Człowiek na poziomie, znawca win na poziomie i patriota na poziomie.
Aby tylko drogie wino było za darmo i życie dawało coś więcej też najlepiej za darmo.
l
lol
lustracji nie podlegał. A ty jesteś śmieszny.
a
alf
Patriota ale chyba ruski.....
b
brrrum
i proislamskie, a ludzi zarabiających mniej niż 6 tys. (czyli większość Polaków) uważa przecież za idiotów.
J
J Miod
;-)
Więcej informacji na stronie głównej PolskaTimes
Dodaj ogłoszenie