"Ja, ciąża i cała reszta" - o jedynym w swoim rodzaju ciążowym notatniku opowiada autorka, Marta Drelich

Ewa ŻebrowskaZaktualizowano 
Zakochana w Gdyni, zabiegana i z apetytem na nową książkę. Marta Drelich opowiedziała nam o tym, jak powstała książka „Ja, ciąża i cała reszta”.

Nie ma w niej treści osobistych i wyznań, czego spodziewali się bliscy i dalsi znajomi – jest jednak miejsce, by osobista się stała. Można w niej rysować, pisać, wklejać i … wyrazić mnóstwo emocji.

mat. prasowe wyd. MUZA

Jej kolory zachwycają, treść podnosi na duchu i bawi – to pozycja zdecydowanie wyjątkowa i urocza. Rozmawiamy z autorką o ciąży, syndromie kuwady i o tym, czy znalazła swoje miejsce na Ziemi.

– Jak na ciążę reaguje mama, a jak tata?

– Kobieta robi test ciążowy, widzi dwie kreski i pstryk! Jakby był jakiś przełącznik w głowie – nagle staje się mamą. Przynajmniej u mnie tak było. Poczułam się matką nie w momencie porodu, nie kiedy po raz pierwszy trzymałam dziecko w ramionach, ale duuuużo wcześniej, właśnie kiedy zobaczyłam te dwie kreski. Mężczyzna na początku nie jest w stanie zrozumieć, co się dzieje. Pozytywny test ciążowy to dla niego tylko sygnał, że zostanie ojcem, ale ma dziewięć miesięcy, żeby się do tego przygotować.

– Dlaczego taka forma: ciążowy notatnik?
– Chyba dlatego, że przyszedł moment, kiedy pożałowałam, że sama nie prowadziłam takiego w czasie ciąży. Pisałam akurat artykuł parentingowy, robiłam research i trafiłam na radę dla kobiet w ciąży, żeby prowadzić dziennik. I pomyślałam: faktycznie, fajna sprawa! Tylko nie każdy ma w sobie tyle motywacji, żeby codziennie notować. A gdyby tak zrobić książkę, która w tym pomoże? Ta myśl była na tyle inspirująca, że chciałam się nią szybko podzielić z moją przyjaciółką, Izą. Nasze dzieci są w podobnym wieku, nadajemy na tych samych falach, zawodowo i prywatnie. Jej pomysł też się spodobał, zastrzegła tylko, że to nie może być nudny album, że musi być zabawnie i nietuzinkowo.

https://www.instagram.com/p/Bgx0BFUAkLX

– Czyli bez nudnej chronologii?
– Tak. Dlatego inspirowałyśmy się kreatywnymi książkami dla dzieci, w których można malować, rysować, uzupełniać. Ale w pamięci miałam też albumy malucha, które sama wypełniam dla swoich dzieci. Każda ciąża jest inna i każde dziecko jest inne, więc te emocje są niepowtarzalne. Warto je upamiętniać. Po latach, jak dzieci dorastają, chce się wracać do tych wspomnień, widzi się je przez różowe okulary.

ez

– Jak wyglądała współpraca między Tobą a Izą Lenkiewicz, współautorką?
– Podeszłyśmy do tego zadaniowo. Obie mamy doświadczenie wydawnicze i znamy proces powstawania książki. Miałyśmy nawet myśl, by wydać ją same, ale zdecydowałyśmy się na współpracę z wydawnictwem. Wybrałyśmy Muzę, która nasz e-mail z propozycją odpowiedziała następnego dnia. A potem była mrówcza praca. Najpierw przygotowałyśmy konspekt, zebrałyśmy wszystko, co nurtowało nas w czasie naszych ciąż. Potem wymyślałyśmy zadania do każdego zagadnienia. To bardzo kreatywna książka, więc wymagała niejednej burzy mózgów. Non stop do siebie wydzwaniałyśmy i pisałyśmy. Dopiero jak wszystko wymyśliłyśmy, siedziałyśmy i dopieszczałyśmy treść.

– Czy dowiedziałaś się nowych rzeczy podczas pisania?
– Pamiętam, że zadziwiła mnie długość pępowiny. Mierzy zwykle około 60 cm, ale może mieć nawet 1 metr długości! Najwięcej inspiracji i pomysłów pojawiło się już po puszczeniu książki do druku. Krótko po ostatniej korekcie dowiedziałam się, że istnieje syndrom kuwady. Tak określa się symptomy ciąży, czyli mdłości, zachcianki i ból, które odczuwa… mężczyzna. Bardzo żałowałam, że nie umieściłyśmy tego w książce.

– Jakie były reakcje najbliższych na książkę przed jej napisaniem i po, gdy dostali gotowy egzemplarz?
– Rodzina mnie wspierała, jak zawsze. Przyjaciółki też mocno mnie dopingowały do pracy. Chociaż jedna się obruszyła, kiedy zobaczyła pierwsze zadanie z książki, w którym radzimy schować test ciążowy. Dla niej to było szokujące, dla mnie – ani trochę. Ale rzeczywiście, dla niektórych test, na który się sikało, może być czymś obrzydliwym. Sporo znajomych spodziewało się, że w tej książce znajdą moje wspomnienia z ciąży, a tak się składa, że w niej nie ma żadnych osobistych wyznań. To książka, w której swoje wspomnienia ma zachowywać jej właścicielka. To ona z każdą uzupełnioną stroną staje się jej bohaterką i współautorką.

https://www.instagram.com/p/Bfs8VX3Bepg

– Książka ma 200 stron i opisuje ciążę od początku do końca. A który jej moment jest najważniejszy?
– Dla mnie to pytanie w stylu: kogo bardziej kochasz, mamusię czy tatusia? Nie ma jednej słusznej odpowiedzi. Mogę powiedzieć, którą stronę z książki lubię najbardziej. To zadanie, w którym zachęcamy do napisania listu do dziecka. Po pierwsze, to naprawdę piękna pamiątka. Wiem, co mówię, bo sama mam w swoich szpargałach list, który napisała do mnie mama ze szpitala, kiedy urodził się mój młodszy o dziewięć lat brat. Wracam czasem do tego listu i za każdym razem kręci mi się łza w oku. Jestem bardzo sentymentalna! Po drugie, to piękna rozkładówka, inspirowana starymi kopertami na listy wysyłane pocztą lotniczą, z ręcznymi dopiskami. Nasza ilustratorka naprawdę się postarała.

– Jak się z nią poznałyście?
– Z Karoliną Ptasznik poznałyśmy się przez jej tatę. Pomagał przy remoncie w mieszkaniu Izy. Wspomniał między malowaniem a tynkowaniem, że ma córkę, która jest na ostatnim roku studiów w ASP w Warszawie i szuka nowych wyzwań, a Iza podchwyciła temat. Miałyśmy dużo szczęścia, że trafiłyśmy na Karolinę!

mat. prasowe wyd. MUZA

– Nie przeraziło jej ponad 200 rysunków?
– Może nie wiedziała nawet, na co się decyduje. Dzielnie realizowała wszystkie nasze pomysły, nawet najbardziej szalone. Karolina jest młoda i nie ma dzieci, więc wniosła świeże spojrzenie, nie spaczone hormonami (śmiech). To dzięki niej książka jest wyjątkowa.

– Były sprzeczne wizje co do treści, okładki?
– Czasami. Właśnie okładka trochę nas poróżniła. Jest różowa, epatująca brzuchem – ja takiej nie chciałam, wolałabym coś bardziej minimalistycznego, nie tak słodkiego i oczywistego, ale poszłyśmy na kompromis.

– Wracając do różu, szybkie pytanie: chłopiec czy dziewczynka?
– Dziewczynka! Zdecydowanie! Mam dwóch synów i są dni, gdy wariują, a ja myślę „Rany, dlaczego choć jeden z nich nie jest grzeczną dziewczynką, trzymającą się mojej spódnicy?”. Czasami marzę o różu, kolorowych sukieneczkach, spineczkach i zaplataniu warkoczyków…. W pierwszej ciąży, kiedy wszyscy pytali, czy chcę chłopca czy dziewczynkę, nie miałam żadnych preferencji. W drugiej już otwarcie mówiłam, że marzę o dziewczynce, nie wyszło, trudno. Zakończyłam już swoją misję zaludniania Ziemi i zostanę z dwoma chłopcami (śmiech).

Marta Drelich

– Jak to jest, gdy zmienia się ciało w ciąży?
– Podczas ciąży każda zmiana cieszy. Kobieta często wręcz nie może się doczekać, aż jej ciało się zmieni, wypatruje w lustrze, czy już widać rosnący brzuch. A tu na początku rosną tylko piersi (śmiech). Oczywiście są też lęki związane z rozstępami, nadprogramowymi kilogramami, które lubią zostawać po ciąży. U mnie okazały się dość uzasadnione, niestety. Mogę tylko powiedzieć, że dziś nie czułabym komfortowo w bikini na plaży. Na szczęście są stroje jednoczęściowe (śmiech)! Poza tym uważam, że ciało kobiety wykonuje w ciąży piękną robotę. Może właśnie powinnyśmy prezentować je z podniesionym czołem? Jest już coraz więcej akcji w mediach społecznościowych, w ramach których kobiety odważnie pokazują swoje brzuchy po porodzie lub porodach, a rozstępy nazywają paskami tygrysa. To cieszy, bo uświadamia kobietom, że mimo tych widocznych niedoskonałości powinny być dumne ze swojego ciała, które dało z siebie wszystko, żeby stworzyć nowego człowieka.

mat. prasowe wyd. MUZA

– Łatwo jest być mamą w Trójmieście?
– Generalnie mamą jest być ciężko. Przydaje się wsparcie w postaci innych rodziców, którzy rozumieją twoje problemy. Dlatego na urlopie macierzyńskim chętnie korzystałam ze spotkań dla mam. W Gdyni takich inicjatyw nie brakuje i to jest super! Byłam częstym gościem Ciuciubabki czy Kuźni Talentów, gdzie odbywały się Gadki Szmatki, czyli szkolenia dla mam noszących dzieci w chustach. Teraz wróciłam do pracy, mam jedno dziecko w żłobku, drugie w przedszkolu, wieczorami planuję z Izą kolejne projekty, także kolejną książkę, i na spotkania z innymi mamami w ciągu dnia brakuje czasu. Ale miałam sporo szczęścia i zaprzyjaźniłam się z rodzicami dziewczynki, która chodzi z moim starszym synem do przedszkola. Świetnie się rozumiemy, bo też mają dwoje dzieci. Nikt tak nie zrozumie matki, jak inna matka.

– Mieszkasz w Trójmieście od 2 lat, jak to się stało, że przeprowadziłaś się do Gdyni?
– Mój mąż jest mocno związany z Gdynią zawodowo. Przez kilka lat rozważaliśmy przeprowadzkę. Idealnym momentem, który zmotywował nas do działania, okazał się mój urlop macierzyński. To była jedna z najlepszych decyzji, jakie podjęliśmy. Jestem zakochana w Gdyni, to miasto do kochania. Poza tym jestem totalnym morzoholikiem – nic mnie tak nie relaksuje, jak bycie sam na sam z morzem. Czuję wtedy, że żyję. Ale odkryłam to dopiero po przeprowadzce do Gdyni. Codzienne spacery po bulwarze, możliwość pobiegania wieczorem na plaży, latem pływanie na żaglach, zimą morsowanie – staram się wycisnąć z morza to, co najlepsze. Ciągnie mnie do wody, ciągnie mnie do działania. Ale jednocześnie dopuszczam myśl, że za parę lat możemy mieszkać w zupełnie innym miejscu w Polsce albo i na świecie. Marzy mi się emerytura w Hiszpanii. Moi rodzice mocno zapuścili korzenie, ale to inne pokolenie. My jesteśmy ciekawi świata i skoro on nam tyle oferuje, to dlaczego z tego nie skorzystać?

Wideo

Materiał oryginalny: "Ja, ciąża i cała reszta" - o jedynym w swoim rodzaju ciążowym notatniku opowiada autorka, Marta Drelich - Dziennik Bałtycki

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3