Izabela Kopeć: W tangu są emocje, we mnie też

Sylwia ArlakZaktualizowano 
Izabela Kopeć jest przedstawicielką gatunku classical-crossover
Izabela Kopeć jest przedstawicielką gatunku classical-crossover Fot. Adam Stephan
Moja ostatnia płyta "Show Me Your Tango" to hołd oddany argentyńskiemu mistrzowi tanga Astorowi Piazzolli. Bo przecież obok jego geniuszu nie można przejść obojętnie - mówi Izabela Kopeć, słynna polska mezzosopranistka, w rozmowie z Sylwią Arlak.

Jest Pani jedyną polską śpiewaczką reprezentującą gatunek classical-croosover, czyli połączenie operowego wokalu z muzyką inną niż klasyczna, np. z jazzem, popem, rockiem, housem i ambientem. Czy brak konkurencji jest nobilitujący?
To był mój pomysł na siebie. Od początku mojej drogi zawodowej poszukiwałam różnych form wypowiedzi artystycznej. Chciałam nie tylko odtwarzać muzykę - na przykład znane arie - ale też tworzyć. Więc miksowałam na przykład operowy głos z muzyką klubową. Mój utwór "My Love" do dziś można znaleźć na międzynarodowych składankach chilloutowych "Cafe Krishna" i "Hotel St. Tropez". Kilkanaście lat temu byłam pierwszą w Polsce śpiewaczką, uprawiającą classical-crossover. Dziś wiele osób próbuje mnie naśladować.

Czy łącząc operowy wokal z muzyką rozrywkową, ma Pani nadzieję trafić do szerszej publiczności?

Muzyka Piazzolli jest bardzo wyrafinowana. Sama dojrzewałam do tej płyty przez wiele lat, choć zawsze była we mnie obecna

Nie mam misji krzewienia oświaty. Uważam, że ludzi powinna edukować rodzina, szkoła. Nie interesowało mnie też nigdy schlebianie gustom. To, co robię, wynika z mojej potrzeby rozwijania się, penetrowania różnych dziedzin sztuki. A także z zachwytu nad dorobkiem muzycznych mistrzów: kompozytorów, twórców. Moja ostatnia płyta to hołd oddany Astorowi Piazzolli. Obok jego geniuszu nie można przejść obojętnie. Ja szukam więc jego najpiękniejszych pieśni i nagrywam je ze świetnym światowej klasy kwintetem, a moi ludzie od promocji zastanawiają się, jak to opakować, żeby moje muzyczne fascynacje docierały do publiczności.

"Piazzolla. Show Me Your Tango" to najnowszy krążek, który ukazał się pod koniec maja i zdążył zebrać pochlebne recenzje. Skąd Pani zachwyt nad twórcą tango nuevo?
Skąd? Proszę posłuchać utworów na płycie. Jego muzyka jest niezwykła. Piazzolla był wykształconym muzykiem klasycznym. Ale nie bał się podążać własną drogą, słuchać swojej intuicji. Był innowatorem. Uczył się kontrapunktu, przełamywał harmonię, stosował zmienny rytm. Na bazie muzyki tangowej stworzył osobny gatunek - tango nuevo. 2012 rok to 20. rocznica jego śmierci. Rozmyślając o tej postaci, zdałam sobie sprawę, że większość ludzi zna wyłącznie jego muzykę instrumentalną. Albo zna światowe przeboje Piazzolli, z tym, że zupełnie nie kojarzy ich z twórcą. Na przykład "Strange" ("I've seen this face before"), kultowa piosenka Grace Jones, to w rzeczywistości genialny utwór "Libertango" Piazzolli. Postanowiłam więc nagrać pieśni Piazzolli.

W oryginale?
Tak, bo nigdy w Polsce nie były nagrane w oryginale. Po hiszpańsku, włosku i francusku. Przygotowaliśmy z genialnym aranżerem Tomkiem Filipczakiem 11 pięknych pieśni. Od "Vuelvo al sur'', co oznacza "wracam na południe", przez "Yo soy Maria", czyli arię z opery "Maria de Buenos Aires", po "Baladę Para Mi Muerte", a więc wzruszający hymn śpiewany śmierci. Nadaliśmy płycie zaczepny tytuł ,,Piazzolla. Show Me Your Tango" - "Pokaż mi swoje tango". Doktor Ewa Woydyłło, znana psycholog i miłośniczka tanga, twierdzi, że tango to muzyka, która porywa, uwodzi swoim pięknem. Mam więc nadzieję, że wielu ludzi da się temu pięknu zawładnąć i że... będzie, co obserwować!
Luksemburski Aconcaqua Quintet, z którym współpracowała Pani przy produkcji płyty, od lat specjalizuje się w muzyce Piazzolli. W Polsce artysta ma coraz większą rzeszę słuchaczy. Nie obawiała się Pani, że nie sprosta jego fenomenowi?
Nie zastanawiałam się nad tym. Piazzolla jest bardzo znany na świecie. Niektórzy starają się grać jego muzykę w sposób jak najbardziej podobny do oryginału, inni używają tylko pewnych tematów Piazzolli i budują nowe, zupełnie odrębne nowoczesne kompozycje. Ja jestem polską śpiewaczką. I zależało mi na tym, żeby tę piękną muzykę przefiltrować przez moją wrażliwość. Ponieważ wiodę życie "crossover", czyli łączę różne style, połączyłam w tym przypadku muzykę południa z pierwiastkiem słowiańskiej natury. Słowiańska dusza z ognistym argentyńskim tangiem. Na tej płycie równie ważne jak muzyka są słowa. To piękna poezja np. Horacio Ferrera. Zinterpretowałam ją na kanwie osobistych przeżyć, emocji i wrażeń.

Tak. Ale to wymaga odwagi.
To wymaga dobrego wykształcenia. I doświadczenia. Technika to fundament w pracy klasycznego artysty - niezależnie, czy śpiewa na scenie operowej, rockowej czy jazzowej. Ale do tanga potrzebne są przede wszystkim emocje i pewna refleksja, która przychodzi z wiekiem. Inaczej wykona to 20-latka, a inaczej 40-latka, która zaznała już i miłości, i tęsknoty, i rozpaczy po utracie, zazdrości, samotności, sukcesów, ale też porażek. Chodzi o dojrzałość emocjonalną i umiejętność dokonania syntezy pewnych doświadczeń. Nie musiałam oswajać się z muzyką Piazzolli, bo ona była od zawsze we mnie. Ale musiałam do niej dojrzeć.

,,Oblivion" to pierwszy teledysk promujący płytę. Znajdują się w nim sceny antyglobalistycznych rozruchów. Interesujące tło do tanga.
Tak. (śmiech) Można go już oglądać w serwisie Orange.pl. Teledysk wyreżyserowały Kasia Adamik i Olga Chajdas. Zaproponowałam im współpracę po tym, jak zachwyciła mnie ich sztuka "Zrób sobie raj" w Teatrze Studio. One postawiły warunek - że same wybierają utwór i wymyślają obrazy do niego, a ja poddaję się ich wizji. Tak też się stało. Teledysk to zmieniające się sceny walk, namiętności, tanga i sielanki, z dala od miast i wojen. W każdym z tych obrazów są emocje... Najgłośniej oczywiście było o scenie globalistycznej, bo zaprosiłam do tej sceny Kasię Zielińską, aktorkę z dużym dorobkiem, szerokiej publiczności znaną z kilku ról serialowych i udziału w popularnym telewizyjnym show. Kaśka, znana z okładek pism dla kobiet, zaskoczyła wszystkich umorusana, z petardą i kamieniem w ręku. Wsparła naszą pracę! W innej scenie - scenie tangowej - wzięli udział moi przyjaciele "milongowicze". To wyjątkowi tancerze, którzy spotykają się w Warszawie nawet po kilka razy w tygodniu, żeby tańczyć. Bo milonga to ich pasja.

Jest Pani wyjątkowo zapracowaną kobietą. Wydała cztery płyty, wciąż ma próby, koncertuje. Gdzie odnajduje Pani w sobie te pokłady energii? Pani cała jest muzyką!
Zdradzę wstydliwy sekret: często śpię do 11. Kiedy wstaję, z zasady mam więcej energii niż ci, którzy nie śpią już od 7. Moi bliscy mówią, że jestem jak Andrzej Olechowski, który powiedział kiedyś, że gdyby chciał zrywać się o świcie, zostałby mleczarzem... Cóż. Poza tym mocy dodaje mi muzyka - kiedy mam próby i jestem na scenie. No a poza tym - dom. Wsparcie rodziny, syn. On ma 17 lat i ciągle wpada w jakieś nastoletnie tarapaty. Wtedy siłą rzeczy muszę włączać turbodoładowanie i ratować go z opresji. On w zamian wspiera mnie merytorycznie. Jest moim pierwszym recenzentem.
Krytycznym?
Uczciwym. Syn ma bardzo dobry słuch. Jego uwagi są dla mnie ważne.

Śpiewa Pani od trzeciego roku życia. Koncertuje z powodzeniem po Polsce i poza jej granicami. Czy odczuwa Pani jeszcze tremę przed wejściem na scenę?
To zależy. Bardzo poważnie traktuję swoją pracę, więc bywa, że martwię się, czy wszystko zostało dopięte na ostatni guzik itd. Czy to można nazwać tremą? Nie boję się spotkań z publicznością. Uwielbiam je. Uwielbiam scenę. Uwielbiam dzielić się ze słuchaczami swoimi emocjami. Publiczność jest najważniejsza, a jeśli jest interakcja pomiędzy sceną a uczestnikami, jest to dla artysty najcenniejsze. A koncentracja i dobrze przygotowany materiał dają poczucie komfortu.

Występowała Pani z tyloma wyśmienitymi artystami, m.in. z włoskim piosenkarzem Amedeo Minghi przy okazji nagrywania utworu na beatyfikację Jana Pawła II. Czy ma Pani jeszcze jakieś fantazje związane z tym, z kim chciałaby stworzyć muzyczny duet?
Nie tylko mam fantazje, ale je realizuję. Kiedy marzyłam o współpracy ze światowej sławy didżejem - nagrywałam z Petem Haywoodem. Później nagrałam hymn na beatyfikację Jana Pawła II z jednym z najsłynniejszych włoskich artystów - Amedeo Minghi. Płytę poświęconą Piazzolli zarejestrowałam we współpracy z jednym z najlepszych na świecie kwintetów - luksemburskim Aconcagua Quintet. Będę kontynuować międzynarodową współpracę z ważnymi artystami. Właśnie pracuję nad kolejnym międzynarodowym materiałem, ale nie mogę zdradzić z kim, bo nie chcę zapeszać.

Wychowana na rocku, kształcona w klasyce. Jakie dźwięki dziś najmocniej Panią dotykają, kim się Pani inspiruje?
Słucham dużo muzyki klasycznej: Debussy'ego, Szymanowskiego, Mahlera, Rachmaninowa. Bacha! Staram się mieć rękę na pulsie - wiedzieć, co się wydaje, jakie odbywają się premiery itd. Ostatnio zachwycił mnie "Ja, Kain" z muzyką współczesnego kompozytora Edwarda Pałłasza. Można było zobaczyć tę operę w Warszawskiej Operze Kameralnej. Odświeżająca, piękna kompozycja. Lubię innowatorów i prekursorów. Od lat zachwyca mnie peruwiańska artystka Yma Sumac. Ze swoim pięciooktawowym głosem była absolutnym ewenementem. Kiedy polskie piosenkarki mówią w wywiadach, że ich głos ma pięć oktaw - nie wierzcie w to. To zdarza się raz na setki lat. Jest unikalne. A poza tym... lubię też dobre produkcje popowe. Na przykład Rihannę. Jest świetna, kiedy się jedzie samochodem i człowiek potrzebuje doenergetyzowania. Nad tymi produkcjami pracują specjaliści. Naszym rodzimym popowym produkcjom wiele jeszcze brakuje do tego poziomu "kunsztowności popowego utworu". No, ale też amerykański rynek płytowy jest znacznie bogatszy.

Wiem, że zwraca Pani szczególną uwagę na to, co je, nie przesadza z alkoholem, unika używek. Jak jeszcze dba Pani o ponad trzyoktawowy skarb?
Staram się zdrowo odżywiać. Odrzucam węglowodany. Robię dużo sałatek. Używam pysznej oliwy - wypijamy jej z rodziną hektolitry miesięcznie. Co jakiś czas stosuję dietę oczyszczającą organizm - jadę wówczas do Gołubia na Kaszubach, które jest moim ukochanym miejscem na ziemi. Nie piję coca-coli. Alkohol - tylko wino do obiadu. Ale też nie oznacza to, że nie mam używek. Bo mam. Kawę. Piję jej zdecydowanie za dużo. Mogłabym przez to być mocno zakwaszona, ale ratuje mnie dobry humor własny oraz moich najbliższych. W naszym salonie stoi rzeźba Woody'ego Allena. Jego mina (a ma ją na stałe) jest doskonałym komentarzem do wszystkich wydarzeń. Pomaga złapać dystans. A dystans dobrze wpływa na głos - bo daje przestrzeń i sprawia, że powietrze przepływa przez człowieka, a nie zatrzymuje się w nim, pompując balon.

Rozmawiała Sylwia Arlak

polecane: FLESZ: Wybory do Parlamentu Europejskiego. To musisz wiedzieć.

Wideo

Materiał oryginalny: Izabela Kopeć: W tangu są emocje, we mnie też - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 11

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Z
Zauroczona

Pani Izabela nie musi o sobie pisać. Ma wielu wielbicieli a wśród nich mnie. Smutne, że sponsorowi uroda zjawiskowa kojarzy się tylko z osiemnastkami. Ciekawa też jestem jak określa gesty i ruch artysty na scenie. Ja jak słucham to nie zamykam oczu. Umiejętność poruszania się na scenie i wyrażania emocji to wielka sztuka a każdy występ Pani Izabeli to zawsze uczta dla oczu i ducha.
Pani Izabelo, byłam teraz na Pani rewelacyjnym koncercie w Gdańsku. Dziękuję za wywołane wzruszenia. Z wielką przyjemnością, po raz kolejny, stałam po jeszcze jeden autograf, w długiej kolejce równie zauroczonych.

zgłoś
h
halibi

Proszę zająć się swoim serwisem sprzątającym. Klienci uciekną.

zgłoś
s
sponsor

widać, że Pani Iza lubi sama o sobie pisać, uroda zjawiskowa? (może ją mieć osiemnastka) wspaniały ruch sceniczny? (przeciętny odbiorca na koncercie nie opisuje tego w ten sposób jeśli słucha, chyba że ktoś pomylił just dance z koncertem Pani Izy)Pani Izo to miłe, że lubi Pani sama odpisywać na komentarze innych, szkoda że nie ma Pani odwagi i szczerości, o której tak Pani głosi, żeby się podpisać. pozdrawiam czarne BMW jak widać wszystkich sponsorów Pani pamięta (no bo skąd fani wiedzą o Pani prywatnych sprawach) cieszę, że jeszcze ktoś się odezwał, ale trzeba napisać prawdę, że wszystkie inne komentarze należą do Pani Kopeć.

zgłoś
z
zauroczona

Byłam na koncercie Pani Izy w Łodzi i stwierdzam, że na żywo ma jeszcze piękniejszy głos niż na płytach. To była prawdziwa uczta duchowo-zmysłowa: rewelacyjne wykonanie, uroda zjawiskowa i wspaniały ruch sceniczny. Koncert zapierał dech i elektryzował. Pani Iza dostała zasłużone owacje na stojąco i kilkakrotnie bisowała. Jest to prawdziwa gwiazda, osoba nietuzinkowa o czym świadczą również jej wypowiedzi. Zawsze to co wykracza poza przeciętność budzi u wielu agresję. Tym, którzy tak złośliwie komentują, życzę większej wrażliwości, życzliwości i otwartości na ludzi.

zgłoś
z
zauroczona

Byłam na koncercie Pani Izy w Łodzi i stwierdzam, że na żywo ma jeszcze piękniejszy głos niż na płytach. To była prawdziwa uczta duchowo-zmysłowa: rewelacyjne wykonanie, uroda zjawiskowa i wspaniały ruch sceniczny. Koncert zapierał dech i elektryzował. Pani Iza dostała zasłużone owacje na stojąco i kilkakrotnie bisowała. Jest to prawdziwa gwiazda, osoba nietuzinkowa o czym świadczą również jej wypowiedzi. Zawsze to co wykracza poza przeciętność budzi u wielu agresję. Tym, którzy tak złośliwie komentują, życzę większej wrażliwości, życzliwości i otwartości na ludzi.

zgłoś
l
lato

Szczerze widziałem z nią wywiad, może ma głos ale sposób wypowiadania się pozostawia wiele do życzenia oj wiele. Piła gdzieś do Rubika ale chyba z zazdrości !!! Stara głupia, polecam jej wypowiedź o aparacie na zęby, boki zrywać przez godzine !

zgłoś
m
makolągwa

A czarne bmw trójka z podwarszawskiej wsi niech się w końcu zajmie przygotowywaniem do zimy (trzeba będzie odśnieżać), zamiast szczuć na tę wspaniałą śpiewaczkę Izabelę Kopeć, która leje miód na moje serce i jest supertorpedą opery 2012.

zgłoś
m
makolągwa

Kocham Izabelę Kopeć. Ona nie była żadną kochanką Kayach ani innych mężusiów, tylko narzeczoną BMW!

zgłoś
b
bez tła

i była kochanka Kayah

zgłoś
T
Ten

Ale ona wcześniej nie wydawała żadnych płyt, w dodatku jest lekko walnięta i dlatego nie zrobiła kariery wtedy kiedy mogła. Kochanka wielu zacnych mężów

zgłoś
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3