Iwaszkiewicz jako supergej literatury. Wśród jego kochanków - Miłosz, Hłasko, Stachura...

Bożydar Brakoniecki
Miłosz, Hłasko, Stachura - lista kochanków Jarosława Iwaszkiewicza wygląda tak imponująco jak wypis z historii literatury
Miłosz, Hłasko, Stachura - lista kochanków Jarosława Iwaszkiewicza wygląda tak imponująco jak wypis z historii literatury Fot. domena publiczna
Jarosław Iwaszkiewicz żył jakby w dwóch światach: jako klasyk pióra i homoseksualny łasuch, który arbitralnie testował literacki narybek - autorowi "Kochanków z Marony" przygląda się Bożydar Brakoniecki.

Na jednym z gejowskich portali ogłoszono niedawno ranking Supergejów polskiej literatury. Sądząc po dość żenujących komentarzach rozentuzjazmowanych użytkowników, mało który czytał choć jeden wers z bogatej spuścizny Iwaszkiewicza. Ale to właśnie on wygrał w cuglach wyścig na "ikonę" tego środowiska. To skutki krążącej po Polsce legendy, do której zresztą pisarz sam walnie się przyczynił.

Odkrywanie seksualnych upodobań pisarza jest dziś zajęciem dość jałowym, bowiem Iwaszkiewicz wcale ich nie krył. Wielokrotnie pisał o sobie jako homoseksualiście (expressis verbis list do Piotra Lachmanna z 1973 r.) i przytaczał, głównie w "Dziennikach", co soczystsze opisy swoich podbojów i romansów. Znacznie ciekawsze jest, jak wykorzystywał swoje preferencje w relacjach z innymi ludźmi pióra. Bowiem wedle wielu świadectw to między innymi on był jednoosobową instancją decydującą, kto ma prawo parać się literaturą. Egzekwującą swoje przywileje z godną podziwu sumiennością.

Kompozytor, malarz i poeta

"A w ogóle dziwnie jest z tymi pederastami, wydaje się, że coraz to ich więcej, klan osobliwy. A król to Iwaszkiewicz" - wyzłośliwiał się w "Dziennikach" Stefan Kisielewski w latach 70., w czasach, kiedy pisarz był już nad Wisłą literacką legendą. Poseł na Sejm PRL, szef Związku Literatów Polskich, nagradzany i fetowany pisarz, a także redaktor "Twórczości", w której miał prawa wywyższania debiutantów w ulubiony przez siebie sposób. Wśród nich znalazły się najgłośniejsze później pisarskie nazwiska.

Trzeba przyznać, że "rozszyfrowanie" Iwaszkiewicza nigdy nie było trudne. W latach 30., kiedy publikował m.in. "Przyjaciół", "Zygfryda" czy "Nauczyciela", w których przewija się wątek uwiedzenia młodzieńca przez starszego mężczyznę, jego seksualne gusta były tajemnicą poliszynela. Pisarz miał już za sobą romans z kompozytorem Karolem Szymanowskim, skądinąd dalekim krewnym, który poświęcił mu nawet powieść "Efebos" (rękopis spłonął w 1939 r. w warszawski mieszkaniu pisarza). Jeśli wierzyć Zofii Nałkowskiej, liczne ówczesne fascynacje Iwaszkiewicza traktowane były przez plotkarską Warszawkę z lekkim przymrużeniem oka. Pisarz miał wszak żonę, córki i widoki na karierę.

Nie uciekał od seksualnych uciech, ale nie lubił też zbytniej ostentacji. Dlatego nie bardzo nadaje się na ikonę ruchu LGBT

Dlatego jego związek z Józefem Rajnfeldem, młodym malarzem, grafikiem i niespełnionym pisarzem, komentowano lawiną plotek i złośliwości. Jedna z nich głosiła, że Rajnfeld porzucił wcześniejszego kochanka Jana Lechonia, bowiem Iwaszkiewicz zapewniał lepszą odskocznię do sławy, a przynajmniej lepsze towarzystwo w podróżowaniu po Włoszech. Trzeba to jednak włożyć między bajki - obu panów łączyło autentyczne uczucie, a najlepszym dowodem są namiętne listy malarza do Iwaszkiewicza, które są ciekawym przyczynkiem do obyczajowości tamtych czasów.

Iwaszkiewicz nie wprowadził Rajnfelda na literacki Parnas, choć do końca życia wywyższał go, jak mógł. Ale nie uciekł plotkarskiemu wyrokowi. Zresztą w dwudziestoleciu o karierze przez łóżko szeptano nie mniej niż dziś. Bohaterką takiej obyczajowej legendy byli choćby wspomniana już Zofia Nałkowska, która przemaglowawszy w łóżku Brunona Schulza, zapewniła mu poczytność i sympatię krytyków, Kazimierz Wierzyński, znany ponoć z wyszukiwania pupili na konkursach poetyckich, czy zapomniana dziś Maria Morska, jedna z niewielu kobiet w środowisku "Wiadomości Literackich", którą uparcie swatano buduarowo z Marią Pawlikowską-Jasnorzewską.
Jak widać, Iwaszkiewicz nie odstawał więc aż tak bardzo od postępowej normy. O jego największym podboju dowiedzieliśmy się jednak dopiero w pierwszym tomie "Dzienników" opublikowanym w 2007 r. Rzecz wydarzyła się w drugiej połowie lat 30., a ofiarą podboju, choć wcale nie bezwolną, był późniejszy noblista Czesław Miłosz. "Każda epoka ma swój styl, nawet w drobiazgach, i w innej epoce nie można pewnych rzeczy realizować. Mogłem w maju 1936 roku chędożyć Czesia Miłosza w mickiewiczowskiej celi Konrada u Bazylianów w Wilnie. Była cudowna noc z księżycem i słowikami", notował Iwaszkiewicz.

Hagiografom Miłosza zostawmy drażliwą kwestię, czy Iwaszkiewicz tylko fantazjował, czy też przeżył uniesienie w historycznej scenerii. Autor "Ziemi Urlo" nigdy bowiem nie odniósł się wprost do epizodu z przeszłości, co więcej - z licznych świadectw, także jego własnych, można wywnioskować, że był w Iwaszkiewiczu śmiertelnie zakochany. Traktował go jak przyjaciela, mentora, największą gwiazdę literatury polskiej. Czy Iwaszkiewicz przyczynił się do jego kariery? Można rzec, że owszem, stosunki między nimi zerwane zostały dopiero po wojnie, gdy Miłosz wstąpił na służbę u nowej władzy.

"Przejęcie" Marka Hłaski

We wspomnieniach, komentarzach i zwykłych paszkwilach o Iwaszkiewiczu uderza czytelnika to, jak bardzo pisarz ściągał ludzką ciekawość. Opinia lubieżnego homoseksualisty, która ciągnęła się za nim od początków dwudziestolecia, skutkowała nierzadko fantastycznymi zmyśleniami. Znaleźli się i tacy, którzy widzieli go w objęciach Andrzejewskiego, który był częstym gościem na Stawisku w czasie okupacji. Inni z kolei oskarżali go, że "uwodził" powstańczą młodzież: Baczyńskiego i Stroińskiego, którzy pielgrzymowali do niego po literackie błogosławieństwo. Opinie te trudno w jakiś sposób zweryfikować, choć niewątpliwie działają na wyobraźnię.

Bezdyskusyjne jest natomiast, że największą powojenną miłością Iwaszkiewicza był Jerzy Błeszyński. To jemu poświęcił w większości drugi tom "Dzienników". Co ciekawe, sporo młodszy od pisarza Błeszyński nie aspirował do literatury, sztuką interesował się raczej mało, można nawet powiedzieć, że stał się raczej dla Iwaszkiewicza archetypem zaczerpniętej od Platona miłości "starszego mężczyzny do wkraczającego w życie młodzieńca". Ale czy zauroczony Iwaszkiewicz mógł przypuszczać, że pożyje jeszcze 30 lat, a jego kochanek umrze niebawem na gruźlicę?

Siermiężne lata rządów tow. Gomułki to dla pisarza pasmo literackich sukcesów i erotycznych podbojów. Jednym z nich było wylansowanie nowej gwiazdy polskiej prozy - Marka Hłaski, który także złożył rytualną wizytę w buduarze Iwaszkiewicza. Oddajmy głos Barbarze Stanisławczyk, autorce "Miłosnych gier Marka Hłaski": "Najważniejszymi pismami kierowali - bezpośrednio lub pośrednio - homoseksualiści". Chodzi o Wilhelma Macha, Jerzego Andrzejewskiego, Juliana Stryjkowskiego, Henryka Berezę, no i oczywiście Iwaszkiewicza, który miał "przejąć" Hłaskę po Andrzejewskim. Czy tak było w istocie - nie wiadomo. Iwaszkiewicz nie zająknął się o tym ani słowem.

Przeciwnie, ma momenty buntu wobec natury: "Nikt tego nie rozumie, tej radości i tego szczęścia. Wszyscy myślą, że to polega na rżnięciu w dupę! A przecież już Sokrates wyłożył Alcybiadesowi, że nie na tym polega szczęście i radość, jakiej doznają dwaj mężczyźni z obcowania ze sobą. I przez tyle wieków nikt właściwie nie zrozumiał - i zawsze to interpretują przez gówno. Dlaczego człowiek musi być zawsze brudny?" - pytał w "Dziennikach". W 1960 r., po tym jak uciekł z homoseksualnej orgii zorganizowanej przez Henryka Krzeczkowskiego, zapisał: "Publicznie chędożyć nieznajomych chłopaków? Coś nieprawdopodobnego. Dlatego, że mam pociąg do mężczyzn, to od razu już tak? Uczułem się do głębi, do żywca, obrażony. Wróciłem do domu, położyłem się do łóżka i rozpłakałem się".

Warszawskie podboje

Czy Iwaszkiewicz czuł się bardziej Sokratesem niż łóżkowym herosem? Nawet jeśli, jego literackie otoczenie nie podzielało tego przeświadczenia. Leopold Tyrmand nazywał go pogardliwie "Globtroterem, pederastą, stalinowcem, dyplomatą, smakoszem, poetą i pionkiem" (w tej kolejności), a nienawidzący go i konkurujący z nim o rząd dusz Antoni Słonimski wymyślił nawet okrutny dowcip. Oto gdy Iwaszkiewicz dostał talon na samochód i chwalił się wszystkim wokół, że auto ma włoską tapicerkę, francuski lakier, niemiecką precyzję, Słonimski spytał: "A chociaż pedały polskie?".

Nie rozstrzygniemy już, czy pisarz zdawał sobie sprawę, że traktowany jest jako przystanek do literackiej kariery. Możemy przyjąć za to, że ostatnim jego podbojem był Edward Stachura, autor legendarnej "Siekierezady", guru młodzieży późnego PRL. Kiedy i w jakich okolicznościach Iwaszkiewicz zwrócił na niego uwagę? Ponoć jeszcze wtedy, gdy Stachura studiował na KUL. Ściągnął go do Warszawy, a nawet wystarał się o kawalerkę na ulicy Kobielskiej na Pradze. Ich związek nie przetrwał zresztą długo. Nie wiadomo, co Iwaszkiewicz naobiecywał, ale ostatecznie Stachura wybrał życie wędrującego prostaczka, a pisarz wrócił do swej oazy luksusu i stabilizacji.

Jego Stawisko, ziemiańska perła w PRL-owskim chaosie, pełne było zawsze szoferaków, kelnerczyków i zwykłych cwaniaczków pomagierów, którzy próbowali wkraść się do łask pisarza. On sam wypuszczał się do Warszawy na słynne podboje kończące się w wynajmowanej na tę okoliczność garsonierze. Marek Nowakowski wspominał ongiś, że jednym z ulubionych zagrań Iwaszkiewicza było dziarskie wejście do wypełnionej mężczyznami restauracji z okrzykiem "Cześć, dziewczynki!".

Kim zatem Iwaszkiewicz był? Romantykiem rozdartym seksualną namiętnością czy cynikiem czerpiącym uciechę z władzy nad innymi i roztaczającym przed Hłaską oraz Stachurą świetlane perspektywy? Wszystko wskazuje na to, że klasyfikowanie pisarza to rzecz nie do przeprowadzenia. Gdy Maria Danilewiczowa pytała w recenzji "Tataraku", dlaczego wszyscy mężczyźni w opowiadaniach Iwaszkiewicza płaczą, ten odpowiedział: "Bo wszystkie są o mnie, droga pani Danilewiczowa". I bądź tu, człowieku, mądry.

Wideo

Komentarze 42

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

D
Diz

Chyba on na nią. Baba miała zeza i generalnie była paszczakowata.

l
lili

No, bądź tu mądry i marsz do szkół, wybrakówko. Student pierwszego roku polonistyki czy innego dziennikarstwa, ba! licealista- napisałby bardziej wiarygodny i bezstronny materiał niż to to, co go wyżej popełniło. I żal, i wstyd. Kto tego "żurnalistę" zatrudnia? Jakaś katogazeta grzybotwórcza?

l
lili

No, bądź tu mądry i marsz do szkół, wybrakówko. Student pierwszego roku polonistyki czy innego dziennikarstwa, ba! licealista- napisałby bardziej wiarygodny i bezstronny materiał niż to to, co go wyżej popełniło. I żal, i wstyd. Kto tego "żurnalistę" zatrudnia? Jakaś katogazeta grzybotwórcza?

l
lili

No, bądź tu mądry i marsz do szkół, wybrakówko. Student pierwszego roku polonistyki czy innego dziennikarstwa, ba! licealista- napisałby bardziej wiarygodny i bezstronny materiał niż to to, co go wyżej popełniło. I żal, i wstyd. Kto tego "żurnalistę" zatrudnia? Jakaś katogazeta grzybotwórcza?

m
marta

Komu zalezy ? miernotom takim jak bozydar brakoniecki - nazwisko möwi samo za siebie. Tyle ze prawdziwa sztuka sie ostanie, a bzdury pöjda w zapomnienie.
Co jakies zera moze obchodzic orietaja geniusza niech zajmnie sie soba.

H
HALIK

KOMU ZALEŻY, ŻEBY OPISYWAĆ INNOŚĆ CZŁOWIEKA A NIE JEGO WIELKIE ZASŁUGI DLA LITERATURY. NIECH KTOŚ TERAZ TAK PIĘKNIE PISZE JAK WYMIENIENI PISARZE I POECI W TEKŚCIE

P
Podpis

Treść komentarza

b
borys

Fajny artykuł, żywy, z poczuciem humoru i, co ważne, przynajmniej starający się o obiektywizm :)

b
bolcio

Fajny artykuł, żywy, z poczuciem humoru i, co ważne, przynajmniej starający się o obiektywizm :)

P
Patrz zdjęcie Schulza

że Nałkowska miała ochotę na Schulza.

N
Nikt nie jest idealny...

Picasso to był numer, ale malarz doskonały.

q
quark

"pisać mniej wulgarnie" oczywiście można, choć to prawdy nie zmieni, jedynie oczy zamydli. Można przecie napisać, że Persona ładnie się wypróżniła, fakt zas pozostanie taki, że chłop się zwyczajnie obesrał.

m
mmm

żenujący artykuł, żenujący autor, którego życie i poziom pisarstwa jest... a z resztą szkoda słów.

S
Sine

E tam, wielki pisarz nie ma siusiaka? Papież kupy nie robi? Otóż robi i to nie tylko to. Przemaglowała to przemaglowała - nie ona jedna i nie on jeden, czy to się panience podoba czy nie :-) I dobrze, bo poza siedzeniem na brązowym cokole, gdzie niespełnione polonistki z koziej wólki chciałyby go widzieć; przynajmniej za życia się naciupciał, zuch jeden!

g
gosc

a mnie o Schulzu najbardziej sie podobalo heheheh

Dodaj ogłoszenie