18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Irak to była świetna szkoła dla wojska

gen. Stanisław Koziej, były wiceminister obrony narodowej
Pięć lat stacjonowania naszego wojska w Iraku to wystarczająco długi szmat czasu, aby przeprowadzić bilans tej operacji. Wśród najważniejszych korzyści wymieniłbym ogromne doświadczenie, które zdobyliśmy w dowodzeniu wielkimi, wielonarodowymi zgrupowaniami.

Stawia nas ono w pierwszej lidze światowej państw, które to potrafią. W dodatku tę umiejętność zdobyliśmy nie w czasie ćwiczeń, ale bezpośrednio na polu walki.

Na palcach jednej ręki, poza wielkimi mocarstwami, można wyliczyć państwa, które podobnie jak Polska dowodziły takimi dużymi wielonarodowymi zgrupowaniami, i to w tak złożonych warunkach operacyjnych, jak to ma miejsce w Iraku.

Jest to tym bardziej godne podkreślenia, że wyruszaliśmy do Iraku, nie mając w ogóle takich doświadczeń w dowodzeniu operacyjnym. Podkreśliłbym przy tym spore zasługi gen. Andrzeja Tyszkiewicza, naszego pierwszego dowódcy w Iraku, któremu udało się ze swego rodzaju zbieraniny oficerów z różnych sztabów i dowództw stworzyć w miarę spójny organizm zdolny do przejęcia, zorganizowania i dowodzenia oddziałami pochodzącymi z kilkunastu nawet państw.

Irakowi zawdzięczamy również przełom mentalnościowy kadry, która pojechała na misję. To była dla niej najlepsza szkoła od co najmniej pół wieku, zwłaszcza dla oficerów. Ci z nich, którzy przeszli przez Irak, stali się siłą napędową jakościowych przemian naszych sił zbrojnych. Mieli ogromny wpływ na ostateczną decyzję podjętą przez polityków o przejściu na armię zawodową.

Pamiętajmy, że wszyscy decydenci polityczni, wszyscy ministrowie obrony i szefowie sztabu generalnego byli zdecydowanie przeciwni armii zawodowej. Dlatego moim zdaniem szalę na korzyść armii zawodowej przeważyli ludzie, którzy byli w Iraku i widzieli, jak żołnierze zawodowi przewyższają poborowych.

Operacja iracka umożliwiła także zmiany organizacyjne wprowadzone w naszych siłach zbrojnych. Mam na myśli zwłaszcza skupienie się na tworzeniu elitarnych awangardowych jednostek, doskonale wyposażonych i ukompletowanych. Tu warto wymienić GROM, bataliony z 6. Brygady Desantowo-Szturmowej czy w końcu brygady kawalerii powietrznej.

Kolejna korzyść wynikająca z irackich doświadczeń to doskonalenie naszego sprzętu i wyposażenia techniki wojskowej. Kiedy rozpoczynała się nasza misja wojskowa w Iraku, w ogóle nie mieliśmy dostosowanego do takich warunków najprostszego nawet wyposażenia wojskowego. Pamiętamy, na jakie napotykaliśmy kłopoty z butami, mundurami, bronią strzelecką.

Dzisiaj te problemy zostały już w dużej mierze rozwiązane dzięki nieustannemu testowaniu i weryfikowaniu sprzętu w irackiej bazie.

Oprócz wymienionych korzyści trzeba też wspomnieć o słabościach, które obnażyła iracka operacja. Niektóre wnioski płynące z irackich doświadczeń wciąż jeszcze nie dotarły na najwyższy polityczno-strategiczny szczebel kierowania siłami zbrojnymi. Irak, i nie tylko Irak, pokazał, że w tym obszarze rodzi się nowa jakość, którą można nazwać kierowaniem polityczno-operacyjnym.

Decydenci polityczni, zwłaszcza minister obrony narodowej, przekonali się w Iraku, że muszą, czy chcą, czy nie, zajmować się wieloma szczegółowymi często sprawami operacyjnymi. Dlatego ten u nas wciąż obowiązujący scentralizowany system kierowania, w którym minister obrony zarządza wojskiem przy pomocy jednego generała - szefa sztabu generalnego - jest już systemem przestarzałym.

Minister obrony musi dysponować bardziej zróżnicowanym instrumentarium kierowania armią. Idzie tu zwłaszcza o usamodzielnienie i zwiększenie roli dowództwa operacyjnego. Ono musi bezpośrednio podlegać ministrowi. Szef sztabu generalnego musi się skoncentrować na planowaniu i doradzaniu strategicznym decydentom politycznym. Trzeba mu odebrać niektóre obowiązki wynikające z bezpośredniego codziennego zarządzania wojskiem.

Konieczne jest także połączenie dowództw różnych rodzajów sił zbrojnych w jedno dowództwo bazowe.

Na poziom strategicznego kierowania armią wciąż nie dotarły doświadczenia dotyczące potrzeby całościowej transformacji sił zbrojnych według paradygmatu jakościowego, a nie ilościowego. Irak wykazał wyraźnie, że jakość wojska jest o wiele ważniejsza niż ilość.

Tymczasem u nas wciąż jeszcze najwyżsi stratedzy w wojsku i politycy są zafascynowani liczebnością wojska, a nie jego jakością. Widać to przy okazji procesu profesjonalizacji, uzawodowienia wojska. W Polsce wciąż zakłada się utrzymanie 15o-tysięcznego etatu sił zbrojnych, czyli wielkości porównywalnej do armii z poboru. Jeśli jednak chcemy tworzyć wojsko lepsze jakościowo, musimy wygospodarować środki kosztem liczby żołnierzy.

Irak udowodnił także, że zadania, jakie muszą rozwiązywać oficerowie, są bardziej złożone niż zwykłe zadania na polu walki: strzelanie, nacieranie czy obrona. Są to często zadania cywilno-wojskowe, prawne i administracyjne. Wymagające wysokiego przygotowania kadry oficerskiej.
Tymczasem w naszej polityce kadrowej, także w reformie szkolnictwa wojskowego, zakłada się, że młodszy oficer nie musi mieć wykształcenia II stopnia. Ma mu wystarczyć licencjat. Jeśli tego nie zmienimy, zignorujemy doświadczenia wynikające bezpośrednio ze służby w Iraku.
Wzrasta też znaczenie logistyki mobilnej, wszechstronnej i nowoczesnej.

Powinniśmy to brać pod uwagę, planując reformę wojskowości. Tymczasem u nas utrzymuje się rozbudowaną logistykę stacjonarną, w dodatku rozrzuconą w ogromnej liczbie garnizonów. Mamy ich około 120. Aby wdrażać wnioski płynące z irackiej operacji, należałoby radykalnie zredukować liczbę garnizonów.

Potrzebne jest też bardziej zdecydowane postawienie na wdrażanie supernowoczesnej techniki wojskowej, czyli kierowanie się strategią przeskoku generacyjnego. Powinniśmy zmniejszyć zakupy sprzętu, który dziś jest już powszechny.

Irak udowodnił, jak bardzo potrzebne są supernowoczesne rozwiązania techniczne, na przykład bezpilotowce, różne systemy zdalnego rozpoznania, elektroniczne systemy zakłócania pułapek minowych etc.

Podsumowując, Irak to doskonała szkoła operacyjna dla polskich sił zbrojnych, ale wiele wniosków płynących z tej operacji ciągle czeka na przemyślenie i wdrożenie.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
JURDOM
Wprost nie moge uwierzyć, że żamieszczane sa wypowiedzi takich ludzi.Idąc dalej dla takiego człowieka,najlepszą SZKOŁĄ była by jakaś III Wojan Śweiatowa!!!! Pochylmy sie nad POLEGŁYMI w tej wojnie POLAKAMI ,a takim strategom ZABRONMY dostepu do Urzedów PANSTWOWYCH.Niech swym geniuszem ...dzielą sie z własnymi myslami i rodzina.To chyba najlepsze forum ,odpowiadające poziomowi ich wyksztalcenia i inteligencji.
Dodaj ogłoszenie