IPN burzy autorytet

Bogdan Lis, poseł Partii Demokratycznej
Mamy za sobą publikację książki IPN o Lechu Wałęsie. To chyba dobry moment na zastanowienie się, jak powinno się pisać książki o takich postaciach, jak przywódca Solidarności.

Po pierwsze, nie powinno się pozwalać, by taką książkę za publiczne pieniądze przygotowywali wrogowie Wałęsy. A tak przecież się stało. I nie mówię tu nawet o samych autorach książki, ale o środowisku, które inspirowało tę publikację i cały czas ją popiera.

Mam tu na myśli głównie członków kolegium Instytutu Pamięci Narodowej, którzy związani są z jedną opcją polityczną.

Jeśli ktoś chce pisać historię Wałęsy, Borusewicza czy moją pod określoną tezę i w ten sposób wyrabiać sobie nazwisko, to proszę bardzo. Niech to jednak robi za własne pieniądze.

Poza tym nie można badać życiorysu Lecha Wałęsy, wyrywając z kontekstu jeden epizod z jego przeszłości. A do tego nie wiemy jeszcze, co ten epizod znaczy, bo przecież historycy - także z IPN - różnie oceniają dokumenty wykorzystane w tej książce. Bo przecież ciągle nie są to zobowiązania do współpracy, które podpisałby Wałęsa. A przecież jeśli kogoś posądza się o agenturalną przeszłość, to taki dokument powinno się mieć w rękach.

Kolejną sprawą jest wiarygodność oskarżeń rzucanych przez IPN. Przecież Instytut wiele razy oskarżał o współpracę różnych porządnych ludzi, którzy potem musieli dochodzić swoich praw w sądzie i wygrywali. To oznacza, że IPN nie jest nieomylny. Do oskarżeń rzucanych przez pracowników Instytutu powinniśmy podchodzić z dystansem.

Przy okazji tego rodzaju poważnych publikacji powinien być powołany zespół historyków, który byłby na bieżąco oceniałby wartość i wiarygodność wykorzystywanych dokumentów. Można by też poprosić o współpracę historyków zza granicy, którzy znają nasze realia. Oni są wolni od naszych emocji i mogliby na całą sprawę spojrzeć chłodnym okiem.

Bo dziś jest ogromna histeria, która zastąpiła rzeczową dyskusję na temat przeszłości Wałęsy. Wynika to z faktu, że sprawa ma podtekst polityczny. Mamy do czynienia z próbą budowania nowych autorytetów. Próbuje się niszczyć te postaci, które mają swoją historię, i zastąpić je nowymi. Może wkrótce okaże się, że to Jarosław Kaczyński czy Antoni Macierewicz przewodniczyli Solidarności w stanie wojennym.

I nie chodzi tu o to, że historycy IPN chodzą na pasku braci Kaczyńskich. Oni zostali dobrani według klucza partyjnego i teraz nikt nie musi im wydawać rozkazów. Oni sami wiedzą, co robić.
Jedynym wyjściem z tej sytuacji jest powszechne otwarcie archiwum IPN. Najlepiej wszystkie teczki przekazać do Archiwum Państwowego. Przygotujemy taką zamianę ustawy o IPN.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie