Inwestowanie w Powstanie

Magdalena Rigamonti
Olgierd Łukaszewicz jako legendarny twórca Armii Krajowej Emil Fieldorf w filmie ?Generał Nil? Ryszarda Bugajskiego. Premiera kinowej fabuły zapowiadana jest na przyszły rok
Olgierd Łukaszewicz jako legendarny twórca Armii Krajowej Emil Fieldorf w filmie ?Generał Nil? Ryszarda Bugajskiego. Premiera kinowej fabuły zapowiadana jest na przyszły rok fot. Marta Gostkiewicz/FabrykaObrazu
"Katyń" Wajdy kosztował 16 mln zł. Zarobił trzy razy tyle. Polacy chcą oglądać własną historię w kinie, więc reżyserzy biorą się za Westerplatte, Powstanie Warszawskie i stan wojenny - pisze Magdalena Rigamonti

Polska historia tak kręci artystów, że kręcić o niej filmy zapragnęli nawet zagraniczni. Już wkrótce brytyjski twórca John Irvin zmierzy się z legendą księdza Popiełuszki, a litewski filmowiec Raimundas Banionis weźmie na warsztat bitwę pod Grunwaldem.

Jednak nasi twórcy nie oddają pola obcokrajowcom. Szykują wysyp fabuł o naszych historycznych bohaterach. Na pierwszy ogień idą cichociemni - wojskowa formacja nieustraszonych żołnierzy sił specjalnych szkolona w Wielkiej Brytanii, działająca podczas drugiej wojny światowej na terenie okupowanej Polski. Fabularyzowany dokument autorstwa Pawła Kędzierskiego o naszych pierwszych komandosach jest już gotowy. "My, Cichociemni. Głosy żyjących" już 1 sierpnia, czyli w 64. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, trafi do kin w całej Polsce.

I tym samym przetrze szlaki serialowi telewizyjnemu, w którym role cichociemnych zagrali najprzystojniejsi przedstawiciele młodej aktorskiej braci, czyli Antoni Pawlicki, Jakub Wesołowski, Jan Wieczorkowski i Maciej Zakościelny. Premierę 13-odcinkowej opowieści rozgrywającej się w Warszawie Anno Domini 1941, a zatytułowanej "Czas honoru", TVP 2 zaplanowała na połowę września.

Jak się dowiedzieliśmy, telewizyjni decydenci chcą tym serialem wycelować w gusta co najmniej czterech milionów widzów i tym samym sprawić, by nowa produkcja zaliczana była do serialowej czołówki. Podobne plany mieli jednak wobec "Tajemnicy twierdzy szyfrów", odcinkowej fabuły Bogusława Wołoszańskiego, emitowanej jesienią zeszłego roku. Wybrednej publice najwyraźniej nie bardzo spodobał się Paweł Małaszyński wystrojony w hitlerowski mundur, bo słupki oglądalności nie wspięły się na oczekiwane wyżyny - średnio za ekranami zasiadało bowiem tylko 2,97 mln widzów.

Michał Kwieciński, reżyser "Czasu honoru", jest przekonany, że znakomita historia opowiedziana przez Pawlickiego, Wesołowskiego, Wieczorkowskiego i Zakościelnego przyciągnie przed telewizory rzesze widzów i zaszczepi w nich historycznego bakcyla. Co niewątpliwie ułatwi start w odmętach upodobań publiczności kinowym filmom historycznym. A zanosi się, że będziemy mieli ich pod dostatkiem.

Już w październiku zmasowany atak na multipleksy planuje producent superprodukcji "Popiełuszko" w reżyserii Rafała Wieczyńskiego (ur. 1968). Opowieść o życiu księdza Jerzego, nazywanego kapelanem Solidarności, kosztowała ponad 14 milionów złotych (to tylko o dwa mniej od "Katynia" Andrzeja Wajdy) i była realizowana przez siedem miesięcy. Wieczyński zapewnia, że zrobił film dla młodych i na nich liczy w kinach.

Jego starszy kolega po fachu, autor słynnego "Przesłuchania" (1982), 65-letni Ryszard Bugajski, właśnie kończy pracę nad filmem "Generał Nil", pełnometrażową opowieścią o ostatnich latach życia gen. Emila Fieldorfa, w czasie wojny zastępcy komendanta Armii Krajowej, który w latach 1945-1953 nie chciał się ugiąć pod pręgierzem komunistycznej władzy. W tytułowej roli Bugajski obsadził Olgierda Łukaszewicza. A sądząc po budżecie - zaledwie 4,5 mln zł - możemy raczej liczyć na film z rozmachem teatru telewizji niż kinową superprodukcję.

Na szczęście kasy nie zamierzają szczędzić producenci wojennej fabuły zatytułowanej "Tajemnica Westerplatte", do której zdjęcia powinny rozpocząć się na początku września. Debiutujący w długim metrażu reżyser Paweł Chochlew ma mieć do dyspozycji prawie 14 milionów, za które zobowiązał się widowiskowo sfilmować bohaterską siedmiodniową obronę Westerplatte. Zapewnia, że dotarł do nieznanych dokumentów, porozmawiał z żyjącymi westerplatczykami i napisał na nowo prawdziwą historię tego, co wydarzyło się między 1 a 7 września 1939 roku na Westerplatte.

Scenografię przygotowuje zaprawiony w wojennych klimatach, nagrodzony Oscarem ("Lista Schindlera", 1993) Allan Starski, a z filmowcami współpracuje Mariusz Wójtowicz-Podhorski, szef powstającego właśnie multimedialnego Muzeum Westerplatte. Wójtowicz-Podhorski jest też twórcą Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej Wojskowej Składnicy Tranzytowej na Westerplatte i współautorem komiksu "Westerplatte: Załoga śmierci".

W filmowej poczekalni leży jeszcze kilkanaście gotowych scenariuszy, które po zekranizowaniu mogłyby podnieść o kilka kresek poczucie wartości naszego zahukanego narodu. Wśród projektów mamy m.in. dwa skrypty opiewające bohaterstwo i tragedię żołnierzy Powstania Warszawskiego. Nie brakuje scenariuszy o heroicznych czynach naszych rodaków, którzy podczas wojny ratowali Żydów - w tym jeden o zmarłej w maju Irenie Sendlerowej, która ocaliła przed śmiercią dwa i pół tysiąca dzieci z warszawskiego getta.

No a do tego zagraniczni reżyserzy najwyraźniej pozazdrościli prof. Normanowi Daviesowi światowej sławy, jaką zyskał dzięki obróbce nadwiślańskich klimatów, i też zaczynają dobierać się do najbardziej pamiętnych kart polskiej historii. Brytyjski reżyser John Irvin jeszcze w tym roku rozpoczyna zdjęcia do własnego filmu o esbeckim mordzie na Popiełuszce. W filmie zatytułowanym z elegancką prostotą "Jerzy" główną rolę zagra sam Paul Bettany, gwiazdor m.in. "Pięknego umysłu" i "Kodu da Vinci".

Również w tym roku kawał tortu polskiej historii ukąszą Litwini, którzy rozpoczną zdjęcia do najdroższego filmu w dziejach kinematografii znad Niemna. Za ponad pięć milionów euro nakręcą superprodukcję o bitwie pod Grunwaldem. Oczywiście głównym bohaterem fabuły "Žalgiris - the Day of Iron" w reż. Raimundasa Banionisa nie będzie nasz Władysław Jagiełło, lecz wielki książę litewski Witold. Oj, zzielenieją z zazdrości Bogusław Linda i Jarosław Żamojda, którzy cały koniec lat 90. strawili na krwawej bitwie o prawo do sfilmowania pogromu krzyżackich hufców.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie