reklama

Interwencja policji w Teatrze Wybrzeże. Chodziło o demoralizację młodzieży? Marcin Trzeciakowski: "Ten donos można było zbadać inaczej"

Rozmawiała: Ryszarda WojciechowskaZaktualizowano 

Wideo

Zobacz galerię (1 zdjęcie)
Z Marcinem Trzeciakowskim, szefem promocji i marketingu w "Teatrze Wybrzeże", rozmawia Ryszarda Wojciechowska.

​Tuż przed spektaklem "Śmierć białej pończochy" w Pana teatrze, nagle zjawiają się policjanci, żeby sprawdzić, czy nie dojdzie za chwilę do demoralizacji młodzieży. To czysta groteska.
- To prawda, dwóch policjantów bardzo spokojnych i kulturalnych panów, żeby była jasność, przyszło, tłumacząc, że otrzymali zawiadomienie od pewnej organizacji pozarządowej w Warszawie, że nasz spektakl "Śmierć białej pończochy" może młodzież demoralizować.

I jak się policjanci dalej zachowywali?
- Pytali o treść spektaklu, o sceny, porozmawiali z nauczycielem, który towarzyszył grupie młodzieży, czekającej na przedstawienie. A potem wyszli. Nie było jakiegoś zastraszania młodych ludzi. Ale sama obecność osób w pełnym, policyjnym rynsztunku jest jednak, naszym zdaniem, sytuacją przemocową. Stworzono atmosferę niezrozumiałego zagrożenia. Zastanawialiśmy się, dlaczego dyżurny policjant przyjmując takie zawiadomienie, nie zadał sobie trudu, żeby skontaktować się z nauczycielem, który zorganizował to wyjście młodzieży do teatru. Dlaczego nie porozmawiano o tym w kuratorium? Tylko od razu wysłano mundurowych? Poza tym wszystkie informacje na temat spektaklu były na stronie internetowej teatru. Także ta, że "Śmierć białej pończochy" jest zalecana dla widzów od 16 roku życia.

"Śmierć białej pończochy", reż. Adam Orzechowski
"Śmierć białej pończochy", reż. Adam Orzechowski
mat. prasowe Teataru Wybrzeże/ Mirosław Adamczyk

Ale jednak policjantów wysłano.
- W mojej ocenie, to nie teatr był celem, tylko ta grupa młodzieży.

To była młodzież powyżej 16 roku życia?
- Ależ my nie mamy możliwości weryfikowania wieku widzów. Decyzja o tym czy młody człowiek może pójść na ten spektakl należy do opiekunów i rodziców.

Czy takie najście policjantów to znak dla teatru, że może trzeba się będzie w przyszłości cenzurować?
- Nie czujemy się ani teraz cenzurowani, ani nie zamierzamy się tak czuć w przyszłości.

A w tym spektaklu są gorszące albo bulwersujące sceny? Jest nagość?
- Nagość się pojawia. Jest też scena gwałtu. Ale nie jest pokazana dosłownie. To mądry spektakl o młodzieńczej niewinności i brutalności polityki, i o tym, że historia nie jest taka cukierkowa, jakbyśmy chcieli ją widzieć.

Bohaterami spektaklu są m.in. król Jagiełło i królowa Jadwiga.
- A spektakl pokazuje, że Jadwiga jako dwunastoletnie dziecko nie marzyła o ponad czterdziestoletnim mężu i w dodatku takim nieokrzesanym wojowniku z puszczy. Ona była zakochana w Habsburgu, swoim rówieśniku, który należał do jej kanonu kulturowego. I ten spektakl pokazuje, że może z historycznego punktu widzenia uważamy to małżeństwo za słuszne dla kraju ale z punktu widzenia Jadwigi to była jednak tragedia młodej osoby.

Dyrektor teatru Adam Orzechowski, powiedział Radiu Zet, że to wkroczenie policjantów do teatru, to groteska i dowód na pogubienie się służb.
- Pan dyrektor określił to bardzo precyzyjnie ,ale też dyplomatycznie. Powtarzam, ten donos można było zbadać inaczej, bez wysyłania policjantów do teatru.

A może dzięki tym groteskowym działaniom spektakl zyskał pewną reklamę?
- Spektakl już wcześniej świetnie się sprzedawał. Nie mamy problemów z zapełnieniem miejsc. A młodzież, która była podmiotem "wizyty" policji, obejrzała go i nagrodziła brawami.

Oświadczenie policji dotyczące interwencji w Teatrze Wybrzeże:

"Policjanci otrzymali zgłoszenie od przedstawiciela organizacji pozarządowej o tym, że podczas spektaklu może dojść do demoralizacji młodzieży. Policjanci są zobligowani do wyjaśnienia każdej interwencji, każdego zgłoszenia i zweryfikowania informacji przekazanej od osoby zgłaszającej. Tak też było i w tym przypadku. Dzielnicowi podczas interwencji wyjaśnili sytuację i nie potwierdzili naruszenia przepisów prawa, nikogo też nie pytali „o stopień nagości". Na tym interwencja została zakończona.

Nieprawdą jest również informacja o tym, że policjanci pytali widzów o wiek oraz, że ich legitymowali. Jedynymi osobami wylegitymowanymi przez policjantów był pracownik teatru oraz opiekun grupy, której dotyczyło zgłoszenie."

POLECAMY w SERWISIE DZIENNIKBALTYCKI.PL:

Materiał oryginalny: Interwencja policji w Teatrze Wybrzeże. Chodziło o demoralizację młodzieży? Marcin Trzeciakowski: "Ten donos można było zbadać inaczej" - Dziennik Bałtycki

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

t
teatr Opole

niech przychodza policjanci i oglądają ;) zawsze to paru widzów więcej

http://teatrekostudio.pl

Dodaj ogłoszenie