Indywidualista, freelancer, kreator trendów. Kim jest prawdziwy hipster?

Redakcja
Niedbała stylizacja, niekonwencjonalna praca, artystyczne hobby i notebook Apple - czy to wystarczy, by mówić o subkulturze początku XXI wieku, zastanawia się Katarzyna Żyszkiewicz.

Każdy okres minionego wieku charakteryzował się właściwą dla siebie kulturą młodzieżową tudzież subkulturą. Lata 60. miały hipisów, 80. - punków. Czy z początkiem XXI w. nadszedł czas hipsterów?
Na początek warto podkreślić, że zjawisko, z jakim mamy do czynienia, nie jest tak naprawdę czymś zupełnie nowym. Sama jego nazwa i główne założenia mają już ponad sześćdziesięcioletnią historię. Jak twierdzi w książce "Wyż Nisz" dziennikarz i publicysta Bartek Chaciński, historia słowa "hipsters" sięga lat 40. XX w., a pochodzi od popularnego wśród muzyków jazzowych zawołania "hep" wyrażającego aprobatę czyjejś twórczości, podziw wobec umiejętności.

Z czasem na bazie "hep" powstało nowe słówko "hype" ("hajp") oznaczające kreowanie trendów. Samo zjawisko również ma swoje korzenie w kulturze amerykańskiej lat 40. Miłośnicy muzyki czarnych stali się prekursorami nowej mody oraz nowego podejścia do życia. Nie przetrwali jednak długo, wyparci przez kolejne nowomody i kultury. Druga fala hipsteryzmu, bazująca na ideologii hard core'u i post punku przyszła z końcem lat 90. Obecnie mówi się o trzeciej odsłonie hipsteryzmu, z tym że ogarnął on niemal cały świat, a od kilku lat hipsterskie trendy widoczne są także na polskich ulicach.

Czytaj także: Gdzie (i kim) jest hipster? Zobacz WIDEO

Szukając charakterystyki typowego hipstera, natkniemy się na kilka utartych stereotypów. Jest ironicznym indywidualistą, kreatorem trendów zawsze o krok do przodu. Znawcą sztuki alternatywnej, intelektualistą niedającym się zamknąć w ryzach wielkim korporacjom. Zawsze pracuje nad jakimś projektem, choć ulubionych lokali prawie nie opuszcza. W ciągu dnia popija kawę z mlekiem sojowym Eco, bo dieta przede wszystkim (w końcu nikt nigdy nie widział grubego hipstera), wieczorami bawi się w najbardziej offowych z offowych klubach w rytm muzyki, której nikt wcześniej nie słyszał. Co się tyczy pracy - najważniejsze, by nie dać się usadzić za biurkiem. Najlepiej znaleźć sobie jakieś artystyczne zajęcie, coś o tyle interesującego, co niezobowiązującego. Pieniędzmi specjalnie się nie przejmuje, w końcu od czego ma się rodziców.

Jego styl, tak ogólnie rzecz biorąc, określić można jako kontrolowany nieład. Niby nic do siebie nie pasuje, choć przed wyjściem z domu trzeba swoje przed lustrem odstać. Hipster to taki gość w wąskich, ale to bardzo wąskich spodniach, flanelowej koszuli i z charakterystycznymi okularami na nosie. Mogą to być oprawki wygrzebane na strychu ze szkłami wymienionymi na zerówki, choć niewątpliwe Ray Ban'y będą znacznie bardziej na miejscu. Nie żeby hipster przykładał wagę do metek. Co to, to nie. Odzież z sieciówki to niewybaczalne wręcz faux pas. Najlepiej pogrzebać w szafie rodziców, second-handzie tudzież skorzystać z oferty ulubionej hipsterskiej marki Cheap Monday. Z całą jednak pewnością na modzie hipster zna się jak nikt inny.

Czytaj także: Modniejszy niż sama moda. Historia hipstera

Nieodzownymi atrybutami szanującego się hipstera są: aparat fotograficzny (najlepszy pod słońcem radziecki Zenit, nie żadna czasem lustrzanka), rower - stara holenderska damka, przerobiona kolarzówka i oczywiście "ostre koło" (dość oryginalny pojazd bez przerzutek i hamulców). Nieustającą popularnością cieszą się także sprzęty Apple. W ulubionej knajpce nie wypada wręcz pokazać się bez małego, zgrabnego bielutkiego maca.

Tak, w większym skrócie, przedstawia się sylwetka szablonowego hipstera. Co ciekawe, gdyby (uznając zgodność owego opisu z rzeczywistością, choć wydaje się nieco przerysowany) rozłożyć tę charakterystykę na czynniki pierwsze, można dojść do wniosku, że poszczególne elementy często wykluczają się wzajemnie, co daje wrażenie niekonsekwencji.
Ponadto niektóre z hipsterskich przymiotów stoją w dużej sprzeczności z antykomercyjnością - dewizą każdego prawdziwego hipstera. Bo czy można z czystym sumieniem twierdzić, że epatowanie metkami nie jest w dobrym guście, ostentacyjnie wyjmując w kafejce laptopa z nadgryzionym jabłuszkiem? Jak ma się zasada indywidualności do faktu, że w gruncie rzeczy wszyscy wyglądają tak samo? A gdy dorzucić do tego utarte stwierdzenie, że żaden szanujący się hipster sam siebie histerem nie nazwie, cały obraz staje się zupełnie niespójny.

Czytaj także: Ironia to podstawa

Wielu jednak, obstając przy powyższym, usilnie nas przekonuje, że mamy do czynienia z kolejną (po punkach hipsach itd.) młodzieżową subkulturą. Czy aby na pewno? Zacznijmy od tego, że taka charakterystyka gryzie się ze słownikowym pojęciem subkultury, która od społeczeństwa winna odróżniać się przede wszystkim w kwestii wartości i norm społecznych . Opierać się na swego rodzaju buncie, opozycji wobec ogólnie przyjętemu modelowi życia, systemowi, w którym przyszło nam żyć. A przesiadywanie w knajpach i freelancerska praca do tego nie wystarczą.

Więcej przeczytasz w weekendowym wydaniu dziennika "Polska" lub w serwisie prasa24.pl

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

c
chipster
Tak zwani "chipsteży" to po prostu rozpieszczone dzieciaki bogatych rodziców, którym już wszystko obrzydło, wszystkiego już spróbowali - i teraz robią się niby na "oldshól".
Te biedne dzieciaczki mają taki problem, że każdemu z nich wydaje się, że jest niepowtarzalny i niepodrabialny - a w rzeczywistości to zwykłe "xeroboje".
Za 2 lata "chipsterstfo" nie będzie już modne tylko będzie modne co innego.
Dodaj ogłoszenie