Indie w szponach gorączki złota: Rozkopane zabytki i nastolatek złożony w ofierze

Redakcja
Odnalezienie bajecznego skarbu w podziemiach świątyni w stanie Kerala sprawiło, że szuka się dziś złota w całym kraju. W intencji powodzenia poszukiwań złożono nawet ofiarę z pewnego nastolatka

Jak kraj długi i szeroki szuka się złota i innych skarbów. Indie znalazły się bowiem w szponach gorączki złota. Wysyp terenów wykopaliskowych, na których możliwe jest znalezienie wielkiego skarbu, jest wynikiem ubiegłorocznego odkrycia. Wówczas to archeologowie wykopali ogromne skarby pod świątynią Padmanabhaswamy.

W całym kraju koparki poszły w ruch na podstawie słabej jakości dowodów, czasami nawet plotki. Odkrywają one ziemię na terenie kilku wątpliwych wykopalisk. Wszystko to w nadziei, że dokonają podobnego odkrycia.

Czytaj też: Nowa gorączka złota przywraca blask starym kopalniom

Odkrycie skarbu w świątyni Padmanabhaswamy rozpaliło wyobraźnię ludzi, którzy szukają skarbów w świątyniach, a nawet zwykłych szkołach

Ostatni obiekt poszukiwań - i prawdopodobnie najbardziej kontrowersyjny - znajduje się pod szkołą. W sercu miasta Hyderabad. Prace podjęto po oświadczeniu jednego robotnika, który twierdzi, że trzy lata temu natknął się na wejście do tunelu. Opowiadał, że zbadał owe przejście i doszedł do drzwi. Przez dziurkę od klucza ujrzał dwie olbrzymie miedziane skrzynie pełne klejnotów.

Owe zeznanie robotnika wystarczyło lokalnym oficjelom za dowód na istnienie skarbu. Dodatkowym bodźcem, który ich motywował, było ubiegłoroczne odkrycie pod świątynią w mieście Kerala, gdzie naukowcy odkryli skarby warte 12 mld funtów. Mając w pamięci klejnoty świątynne, nie mieli problemów, by w Hyberabadzie rozpocząć wykopy.

Czytaj też: Nowa gorączka złota podbija cały świat - od Brazylii po Chiny

Członkom departamentu archeologii z ramienia rządu Andhra Pradeś grozi olbrzymie upokorzenie. I to zaledwie tydzień po tym, jak mechaniczna koparka zaczęła prace pogłębiające rów znajdujący się na terenach należących do szkoły. Ta sprawa, która upokorzy oficjeli, będzie mocno nagłośniona w mediach.

Politycy, którzy udzielili swojego błogosławieństwa, by rozpocząć prace, zdążyli się zastanawiać nad tym, co zrobią ze znalezioną fortuną. Wkrótce w ich ręce miały wpaść skarby o wartości przeszło 250 mln funtów. Lecz teraz stoją przed niesamowicie kłopotliwą sytuacją. Rzeczywiście pod powierzchnią znajduje się wydrążenie, które może być komnatą. Wykazały to badania, do których użyto odpowiednich sprzętów do odkrywania diamentów. Prace zostały przeprowadzone przez Narodową Korporację Rozwoju Minerałów. Jednak wydaje się niemożliwe, by 23 m od szkołą znajdowało się pomieszczenie stworzone przez człowieka. Zwłaszcza że do tej pory nie odkryto żadnego przejścia, które mogłoby do niej prowadzić.

Czytaj też: Rekordowe ceny złota. A biżuteria jeszcze droższa

Temat zdążyły podchwycić lokalne telewizje i gazety. Kiedy rozpoczęto wykopy, przedstawiały przeróżne grafiki ilustrujące podziemne sieci prowadzące do wypełnionego skarbami bunkra. Teraz zmieniły ton i sceptycznie odnoszą się do prac, które miałyby doprowadzić do odkrycia olbrzymich skarbów. Dla niektórych to dowód na to, że w Indiach zbyt często rozdmuchuje się pewne rzeczy. A powinno się patrzeć pod kątem tego, czy są dowody. Od czasu odkrycia skarbów pod świątynią Padmanabhaswamy w ubiegłym roku kraj ten zaczął bardziej polegać na zmysłach niż na badaniach.

- Wygląda na to, że ludzie kopią pod każdego rodzaju pomnikami - opowiada Rammanohar Reddy, miejscowy dziennikarz i rodzic dziecka z szkoły Vidyaranyi. - Każdy chce znaleźć swój garnek ze złotem. Jednak wykopaliska te są dla mnie teatrem absurdu.
Jest jeszcze o wiele więcej pytań dotyczących wykopalisk. Pomijając sam fakt, że zostały one zlecone na podstawie świadectwa zwykłego pracownika budowlanego. Reddy sam ma obawy co do kompetencji osób, które prowadzą prace wykopaliskowe. - Zazwyczaj archeologowie używają do swoich badań łopatek, a czasami tylko i wyłącznie pędzli. Natomiast te prace wykopaliskowe są pewnie pierwszymi na świecie, przy których używa się koparek - wymienia się swoimi spostrzeżeniami dziennikarz. Gorączka złota jest także odpowiedzialna za śmierć nastolatka w ubiegłym miesiącu. Ciało zostało wykopane z fortowego okopu i nosi na sobie pewne ślady. Według policji wskazują one na to, że zostało ono złożone w rytualnej ofierze. Miało to przynieść szczęście w okolicznych poszukiwaniach skarbu.

Czytaj też: Nowa gorączka złota przywraca blask starym kopalniom

Wszyscy jednak liczą na powtórzenie się cudu. A te się jednak zdarzają. Nie tylko w bajkach. Grupa ekspertów i służby pomocnicze otworzyły właśnie granitowe wrota krypty A położonej w jednej z najbardziej tajemniczych świątyń hinduistycznych w Indiach. Przez ponad wiek nikt nie śmiał tu nawet zajrzeć. W ciemnościach rozchodził się zapach stęchlizny. Prace trwały już trzy dni. Przedzierano się w stronę przynajmniej dwu głęboko ukrytych krypt. Świątynia Śri Padmanabhaswamy, jednego z wcieleń boga Wisznu, znajduje się w położonym na południu kraju stanie Kerala.
Badacze znali doskonale podania ludowe, że tych tajnych korytarzy strzegą jadowite węże, a na głowę każdego śmiałka spadnie klątwa, jeśli tylko dobierze się do skarbu. Co jakiś czas w blasku świateł pochodni ich oczom ukazywał się cenny kamień czy grudka złota. Te "drobiazgi" wskazywały, że są już blisko bajecznego skarbu, o którym wspominali miejscowi skrybowie, a poeci układali pieśni.

Czytaj też: Nowa gorączka złota podbija cały świat - od Brazylii po Chiny

O odnalezionym skarbie jak na razie cisza, nie wiadomo, co poczną z nim miejscowe władze, czy uszanują wolę starych duchownych, którzy apelują o pozostawienie tego miejsca w nienaruszonym stanie, czy też ulegną naciskom ludności, by podzielić wśród potrzebujących środki uzyskane ze sprzedaży skarbu. Jak na razie lokalni politycy radzą nad planem, co zrobić ze skarbem, ludziom musi wystarczyć opis, jak do tych sekretnych komnat docierano.

Kiedy po dużym wysiłku do niewielkiej krypty o wielkości 2,5 na 1,5 m weszli strażacy w maskach, musieli najpierw wypompowywać tlen. Wyszli stamtąd wstrząśnięci. Nie mogli wydobyć z siebie ani jednego słowa. Ruchem dłoni przywołali pozostałych.
- Byłem w środku. Wchodziliśmy dwójkami. W rękach mieliśmy pochodnie. Widok zaparł nam dech w piersiach. Nie ma słów, aby go opisać - mówił później o swoich doznania jeden z członków zespołu. Nawet wtedy nie mógł jeszcze ukryć radosnego uniesienia.
- Pełno złotych naszyjników. Niektóre długości równej mojemu wzrostowi. Ciężkie pasy ze złotej blachy inkrustowanej drogocennymi kamieniami. Po schodkach zeszliśmy w dół w stronę wydrążania zapełnionego złotymi monetami - mówił machając rękoma i ani na chwilę nie przerywając.

Czytaj też: Rekordowe ceny złota. A biżuteria jeszcze droższa

Skarb ma być wart 12-14 mld funtów. Świątynia znajduje się w stolicy stanu Kerala Triwandrumie. Niemal 20 kg złotych monet napoleońskich. Tona złotych drobnych przedmiotów. Ponad pięciometrowy ciężki złoty łańcuch. Worek pełen diamentów z Birmy i Cejlonu. Do tego biżuteria wysadzana diamentami. Sam inkrustowany szlachetnymi kamieniami posążek Wisznu o wysokości nieco ponad 30 cm jest wart podobno 70 mln funtów!
Nic więc dziwnego, że po takim opisie skarbu do roboty ruszyli amatorzy poszukujący legendarnych skarbów w niemal całych Indiach. Bo opisów kosztowności i złota ukrytych nie tylko w podziemiach świątyń, choć tych jest najwięcej, nie brakuje w tym kraju. To tylko potęguje gorączkę złota. Jednak licząca pół tysiąca lat wspomniana świątynia - tylko nieliczni mieli prawo ją odwiedzać - może skrywać jeszcze wiele innych tajemnic. Już odkryty skarb, zdaniem wielu, to tylko początek tej współczesnej baśni z tysiąca i jednej nocy. Nie do wszystkich jednak jej zakamarków można już dotrzeć. Nadal bowiem indyjski sąd najwyższy nie wydał decyzji w sprawie otwarcia ostatniej krypty B - zamkniętej od ponad półtora wieku! Sędziowie odłożyli decyzję i zażądali ekspertyzy najlepszych fachowców, co zrobić ze starym zamkiem, do którego nie pasuje żaden klucz.

Czytaj też: Nowa gorączka złota przywraca blask starym kopalniom

W grę, co prawda, wchodziła siłowa próba wyważenia wrót, ale to mogłoby wywołać gniew miejscowej ludności, bo wyznawcy hinduizmu twierdzą, że pogwałcono by w ten sposób świętość starożytnego miejsca kultu.

Według legendy krypty można otwierać tylko w czasie kryzysu. Miejscowa ludność od dawna wiedziała, że jeśli ktoś otworzy je bez potrzeby, na cały stan Kerala spadnie przerażająca klątwa. Nie odstrasza to jednak poszukiwaczy skarbów w innych częściach kraju, jako koronny argument ludzie podają, że jest kryzys, że pora, by stare skarby zaczęły pomagać dzisiaj potrzebującym.

Czytaj też: Nowa gorączka złota podbija cały świat - od Brazylii po Chiny

Wokół tej wspomnianej świątyni nagromadziło się sporo legend, mowa jest o złym omenie dotyczącym wrót. Strzeże ich pięciogłowa kobra, która zamiast oczu ma klejnoty. Strażnik ten ma tylko jedno zadanie - wzbudzić przerażenie w każdym, kto nieopatrznie zbliży się do krypty z zamiarem grabieży. Jak na razie ta groźba działa i na zwykłych mieszkańców, i na urzędników, i na sędziów, którzy niespecjalnie się kwapią, by dopuścić postronnych do spoczywających od wieków skarbów.
Przestrogą dla takich działań mają być poprzednie próby wejścia do krypt. Jedna z nich miała miejsce w latach 30. ubiegłego wieku. Kiedy władze stanu Kerala zdecydowały się na dobranie się do tych skarbów, gdy posłano tam już ludzi, okazało się, że w pieczarach były nie tylko bajeczne kosztowności, ale też stada jadowitych węży, strażników tego miejsca. Widok węży skutecznie odpędził śmiałków, pieczary zaplombowano, czekano na lepsze czasy.

Niektórzy mówili nawet o tym, iż przez ściany krypt słyszeli szmer płynącej wody. To miał być znak, że jakieś podziemne przejście łączy je z położonym o 5 km dalej brzegiem Morza Arabskiego. Przez trzy stulecia maharadżowie feudalnego księstwa Trawankoru - obejmowało połacie południowych Indii - strzegli skarbu jak oka w głowie. Obecny maharadża 91-letni Uthradam Thirunal Marthanda Warma przebywał w swoim pałacu. Martwi się o skutki tego, że świat już dowiedział się o skarbie. Ich zdaniem nieprzerwane rządy rodu maharadżów jako strażników świątyni zakwestionował miejscowy prawnik i krzykliwy działacz polityczny T.P. Sundaradżan. To on wszczął procedurę mającą na celu uzyskanie zgody na otworzenie krypty. Podstawa? Skarb padł łupem rabusiów, bo rodzina maharadży dopuściła się zaniedbań.

Czytaj też: Rekordowe ceny złota. A biżuteria jeszcze droższa

Dziś świątynia jest pod ochroną policji, ale wciąż pojawiają się żądania, aby zgromadzone tam skarby posłużyły jako pomoc biednym.

Grupy wyznawców hinduizmu zajmują twarde stanowisko: skarb ma na zawsze pozostać w kryptach. W przeciwnym wypadku niektóre z nich grożą masowymi protestami. Inne - zbiorowymi samobójstwami. Szef rządu stanowego Oommen Chandy zapowiedział, że wszystkie cenne przedmioty pozostaną pod opieką stanu w świątyni.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

W
W.Erty
Co za głupoty. Strażacy z pochodniami wypompowują tlen z pomieszczeń. Ktoś czyta te brednie przed opublikowaniem?
Dodaj ogłoszenie