18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Indiana Jones zza biurka, czyli poszukiwaczki zagrabionych dzieł sztuki

Anita CzuprynZaktualizowano 
"Madonna pod jodłami" Lucasa Cranacha Starszego Wikipedia
Próbowałyśmy wycenić obraz Francesca Guardiego "Schody pałacowe". Usłyszałyśmy: "Jest bezcenny" - mówi Karina Chabowska. O ten obraz już w 1998 r. Polska się upominała. Opowieść o kobietach, dzięki którym odzyskujemy zagrabione dzieła sztuki.

Czwartek 3 kwietnia, godz. 12.30, sala Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Szef resortu Radosław Sikorski w obecności ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego przekazuje obraz "Schody pałacowe" Francesca Guardiego dyrektorce Muzeum Narodowego Agnieszce Morawińskiej. Historia zatoczyła koło - po 75 latach XVIII-wieczny obraz weneckiego mistrza wraca tam, skąd został zrabowany. - Ta uroczystość to ukoronowanie wieloletnich działań z naszej strony - mówi Monika Kuhnke, historyk sztuki z dwuosobowego zespołu ds. rewindykacji dóbr kultury przy MSZ. W uroczystości brały też udział panie z Wydziału ds. Strat Wojennych Ministerstwa Kultury. Prace obu tych zespołów uzupełniają się, a cel jest jeden: odzyskać utracone, skradzione i wywiezione z Polski dzieła sztuki, największe skarby kultury.

Monice Kuhnke do głowy nie przyszło, że to właśnie będzie jej pasją, kiedy po ukończeniu historii sztuki zaproponowano jej pracę w biurze pełnomocnika rządu ds. polskiego dziedzictwa kulturalnego. Były lata 90., a ona marzyła, że będzie zajmować się istniejącymi dziełami sztuki i architektury, będzie je opisywać, klasyfikować, badać. Pełnomocnikiem był wówczas młody, pełen entuzjazmu i optymizmu dr Wojciech Kowalski. - Pamiętam naszą pierwszą rozmowę. Powiedział: - To jest praca na dwa, trzy lata - opowiada. Zdumiała się. - Dlaczego tak krótko? - zapytała. Usłyszała, że Polska rozpoczęła już rozmowy z innymi krajami, podpisuje stosowne umowy z Rosją, że zaraz zaginione dzieła wrócą do kraju.

Rzeczywistość okazała się bardziej skomplikowana, a jej jednym z efektów, o czym ze śmiechem mówi Monika Kuhnke, jest fakt, że dzisiaj siedzi z prof. Kowalskim biurko w biurko, tyle że już nie w Ministerstwie Kultury, ale w MSZ, a pracy wcale nie jest mniej. Faktycznie, pierwsze lata ich działań cechował wielki entuzjazm, a to spowodowane było tym, że po upadku komuny wreszcie zostały otwarte dla badaczy archiwa, przede wszystkim w Rosji, do których mogli wkroczyć badacze. Krótko mówiąc - otwartość polityczna pociągnęła za sobą otwartość naukową, ale też wtedy okazało się, że skala niezbędnych badań jest ogromna. - Rozpoczęłam prace od opracowywania systemu kwerend dla całej Polski. O tym, co było, jeśli chodzi o dzieła sztuki, a czego dziś nie ma. Początkowo była to więc wielka akcja rozpoznawcza. Młoda historyk sztuki weryfikowała zatem, co z rzeczy, które zostały zarejestrowane jako polskie straty wojenne, opublikowane w powojennych katalogach, udało się po wojnie odzyskać. Powojenna akcja rewindykacyjna nigdy wcześniej nie została opisana, choć część dzieł wróciła w latach 1945-1945 i później. Od lat 50. do 1990 r. sprawa rewindykacji straconych podczas wojny dzieł sztuki, jako niewygodna politycznie, była zamiatana pod dywan. Monika Kuhnke była pionierką, jeśli chodzi o stworzenie bazy danych utraconych obiektów i pierwsze programy komputerowe. Kontaktowała się z niemieckim biurem poszukującym utraconych dzieł, jakie powstało w Bremie, na czele którego stała doskonała organizatorka tych poszukiwań dr Doris Lemmermeier. - Wymieniałyśmy się doświadczeniami, jak w ogóle te prace rozpocząć, bo nikt wcześniej ich na taką skalę nie prowadził - opowiada.
Szybko też okazało się, że polska dokumentacja dotycząca utraconych dzieł sztuki jest mizerna. A sprawą, która doskwierała najbardziej, był brak fotografii. Ten brak powodował, że wielu dzieł nigdy już nie uda się zidentyfikować. Inaczej jest np. z manuskryptami - w tym przypadku glosy, czyli zapiski na marginesach kart, mogą wskazywać, skąd dzieło pochodzi. Ale jak to zrobić w przypadku obrazów, portretów - zwłaszcza wielokrotnie kopiowanych, czyli istniejących w wielu tzw. egzemplarzach?
Lista dzieł, które straciła Polska, obejmuje 63 tys. tzw. rekordów - tyle udało się po dziesiątkach lat, od czasu zakończenia wojny, zanotować jako straty wojenne. Ale tylko do 13 tys. rekordów są fotografie. Oznacza to, że 50 tys. dzieł możemy nigdy nie odnaleźć. Począwszy od obrazów, ale chodzi też o inne przedmioty, jak np. kolekcje zabytkowych guzików, tkaniny, rzeźby, dzwony, które były rekwirowane, zdejmowane z dzwonnic, wywożone do Niemiec. Niestety, duża część została wówczas przetopiona. To ogromne straty, o których mało się mówi.

Cała ta baza, którą przed laty opracowali Monika Kuhnke z Wojciechem Kowalskim, pozostała w Ministerstwie Kultury i prowadzi ją teraz wydział ds. strat wojennych - kolejny zespół poszukiwaczek utraconych dzieł. Historyk sztuki i konserwator Karina Chabowska z archeologiem Agatą Modzelewską zapraszają do swojego gabinetu - centrum poszukiwawczego. Na jednej ścianie segregatory z opisanymi dziełami sztuki, na drugiej - fototeka.

Dzięki wspólnym działaniom - MSZ i Ministerstwa Kultury - w ostatnich latach coraz więcej zaginionych, zagrabionych podczas wojny dzieł wraca do Polski. Ale każdy taki przypadek to oddzielna historia. - Dzieła sztuki, rękopisy znajdowane są w bardzo różnych miejscach. Także u osób prywatnych, które nabyły dzieło w dobrej wierze, kiedyś na aukcji czy w antykwariacie, a które po latach okazało się dziełem sztuki zaginionym w jakiejś kolekcji na terenie Polski. Również domy aukcyjne wystawiały i wystawiają dzieła sztuki, co do których są pewne podejrzenia, a czasem nawet pewność, że pochodzą z polskich zbiorów publicznych. Jednak z informacji podawanych w katalogach nieczęsto można to wyczytać. Co więcej, nie można wykluczyć, że wśród oferowanych na rynku dzieł sztuki są takie, które mogą pochodzić z rabunku wojennego, ale nigdy nie zostały przez poszkodowanych zgłoszone jako straty wojenne - wymienia Monika Kuhnke.

Przykładem niezwykle zawiłej historii i wieloletnich starań są właśnie "Schody pałacowe" Guardiego. Guardi to najlepiej sprzedający się na świecie stary mistrz. Jeden z jego obrazów dwa lata temu został kupiony za 30 mln funtów. "Schody pałacowe" to niewielkie dzieło (Guardi był mistrzem małych formatów) przedstawiające fragment Pałacu Dożów w Wenecji z paradnymi schodami. Muzeum Narodowe zakupiło je w 1925 r. od Leona Kranca za sumę 8,5 tys. zł. A nie były to wówczas małe pieniądze! Obraz Guardiego stał się jednym z najwartościowszych obiektów muzeum. Został wywieziony z muzeum w 1939 r. - Niemcy też mieli świadomość, co to za cacko. Obraz wędrował wiele lat - najpierw do Krakowa, gdzie trafił do wawelskich apartamentów gubernatora Franka, potem do zamku w Siechau (dziś Sichów), następnie do Muhrau (dziś Morawa), by w niejasnych okolicznościach znaleźć się na uniwersytecie w Heidelbergu, a w końcu - w Stuttgarcie. Polska wielokrotnie upominała się o ten obraz, ale Niemcy nie potwierdzali, że mają go u siebie, albo odmawiali jego wydania. - W 2010 r. sporządziliśmy wniosek restytucyjny - mówi Karina Chabowska z wydziału ds. strat wojennych w Ministerstwie Kultury. To ogromny tom zawierający zdjęcia, dokumenty, rachunki, słowem: wszystko, co udało się na temat tego obrazu zgromadzić. - Dane przekazaliśmy też prawnikowi, który przez dwa lata prowadził sprawę, popularyzował temat obrazu z Polski w niemieckich mediach - dopowiada Agata Modzelewska. Podobno jednak, jak dowiedziała się "Polska", o tym, że obraz w końcu wrócił do Polski, zadecydowała dopiero bezpośrednia rozmowa ministra Sikorskiego z ministrem spraw zagranicznych Niemiec.
Jeszcze inaczej było ze słynną "Pomarańczarką" Aleksandra Gierymskiego. W październiku 2010 r. do wydziału przyszła informacja o "Żydówce z pomarańczami" - poinformowała o tym Muzeum Narodowe nieznajoma kobieta. Obraz pojawił się w Niemczech, w małym domu aukcyjnym pod Hamburgiem, i miał zostać sprzedany na aukcji za żenująco śmieszną cenę 4,4 tys. euro. Jego prawdziwą wartość eksperci szacują na nawet 2 mln zł. - Zgłaszali nam to też kolekcjonerzy, pasjonaci, antykwariusze i dyplomaci. Obiekt był w rękach prywatnych. Wystąpiliśmy o międzynarodową pomoc prawną do Niemiec za pośrednictwem prokuratury, wynajęliśmy adwokata. Obraz zarejestrowaliśmy też w Interpolu. Dom aukcyjny wycofał go ze sprzedaży, nie wrócił już do właściciela. Woleliśmy sprawę załatwić polubownie, niż zwracać się do sądu. Niemieckie prawodawstwo nie jest dla nas korzystne, sprawę sądową mogliśmy przegrać. Nie chcieliśmy też licytować na aukcji - nie było gwarancji, że uda nam się go kupić. Zresztą jeśli chodzi o straty wojenne, z zasady kupno na aukcji nie wchodzi w grę. Podjęliśmy więc rokowania - opowiadają Karina Chabowska, historyk sztuki i konserwator, i Agata Modzelewska, archeolog. Negocjacje trwały pół roku. W czerwcu 2011 r. dzieło udało się odzyskać - trzeba było jednak wypłacić rekompensatę. - Pieniądze pozyskaliśmy od sponsora - dopowiadają. Zdaniem Moniki Kuhnke w Niemczech odzyskanie dzieła sztuki paradoksalnie jest najtrudniejsze, bo tam prawo broni nabywcy nawet w złej wierze. Po 30 latach posiadania dzieła sztuki nawet w złej wierze, ze świadomością, że pochodzi z rabunku, jego posiadacz nabywa tytuł własności. Szalenie trudno więc jest odzyskać, cokolwiek się tam znajduje, jeśli posiadacz udokumentuje historię tego obiektu. Ale i panie z MSZ, i z Ministerstwa Kultury potrafią odtworzyć losy dzieł sztuki nawet po 70 latach. - Na przykład stolika, jaki stał w Pałacu na Wodzie w Łazienkach 1 lutego 1944 r. po lewej stronie od wejścia. Tego dnia Niemcy go wywieźli. Pałac został zbombardowany, ale stolik się uratował i mogliśmy go odzyskać.

W każdym przypadku ministerialne "poszukiwaczki" utraconych dzieł sztuki muszą stosować różne metody i sposoby, aby sprowadzić dzieło do Polski. Nie są w stanie śledzić wszystkich aukcji, kiedy codziennie na świecie odbywa się ich kilka, jeśli nie kilkanaście tysięcy, a dzieła sztuki zrabowane w Polsce nie pojawiają się tylko w wielkich i znanych domach aukcyjnych, a często zaś w takich, które trudno nawet posądzić o wystawianie muzealnych eksponatów. Nie jest też możliwe, aby przeglądały wszystkie strony internetowe i internetowe licytacje. Korzystają więc z placówek dyplomatycznych - w dużej mierze pasjonatów, których zaraziły pasją. Współpracują z zaprzyjaźnionymi kolekcjonerami, poszukiwaczami poloniców. - Z posiadaczem utraconego przez nas zabytku trzeba negocjować do końca. Choćby i kilka lat. Oczywiście, przychodzi taki moment, że dochodzimy do ściany, a dalsze negocjacje są ryzykowne, bo może to skutkować utratą zabytku. Wtedy dopiero możemy podjąć decyzję - płacimy czy nie. Ale są i takie sytuacje, kiedy posiadacz danego dzieła sztuki, nie wiedząc, że pochodzi ono z rabunku, zainwestował określone pieniądze w jego konserwację. Jest to udokumentowane. Albo płacił przez lata za wynajętą skrytkę w banku, aby "nasz" zabytek przechowywać. W takich sytuacjach możliwe jest pokrycie poniesionych przez niego kosztów. Ale podstawą zawsze jest negocjacja - opowiada Monika Kuhnke.

Najkrótsza rewindykacja, przy której pracowała, trwała siedem dni. Dotyczyła portretu Jana III Sobieskiego, który miał zostać sprzedany na aukcji w Hamburgu. - W brawurowy sposób odzyskał go nasz ówczesny konsul w Hamburgu. Sukces leżał w szybkiej reakcji i znajomościach możliwości działania na danym terenie - opowiada historyk sztuki. Ale bywa i tak, że negocjacje trwają latami. Na rysunki odnalezione w Ameryce Południowej czekaliśmy aż siedem lat. Tyle trwały negocjacje.
W ostatni poniedziałek Monika Kuhnke w Ambasadzie Polski w Pradze wzięła udział w uroczystości formalnego przekazania i odzyskania kolejnego dzieła sztuki - średniowiecznej rzeźby "Madonny z dzieciątkiem", blisko metrowej, wyrzeźbionej z drewna lipowego i pochodzącej ze śląskiego warsztatu twórców "Madonn na lwie". Rzeźba, co prawda, po formalnym podpisaniu stosownych dokumentów wróciła do czeskiego muzeum, gdzie została odnaleziona, tyle że na czasową wystawę. Do Polski na dobre wróci w maju - będzie ozdobą nyskiej bazyliki - miejsca, skąd "wywędrowała". Średniowieczna figura do 1944 albo 1945 r. stała w kościele św. Jakuba i św. Agnieszki w Nysie. Potem zaginęła. Po latach odnalazła się właśnie w Ołomuńcu. W ubiegłym roku w czeskim muzeum w Ołomuńcu rozpoczęły się prace nad wystawą "Madonna na lwie". Eksperci zaczęli więc szperać w dokumentach i sprawdzać, jaka jest proweniencja tej rzeźby. I tak trafili na informację, że pochodzi ona z Nysy. Zawiadomili MSZ. Następnie telefon odebrał ks. prałat Mikołaj Mróz z nyskiej bazyliki. Nie wierzył własnym uszom. - Zadzwonił do mnie jakiś pan Kowalski z jakiegoś ministerstwa - tłumaczył później ze śmiechem w ambasadzie - musiałem najpierw sprawdzić, kto to taki.
Czerwoną skrzynkę, w której znajdowała się rzeźba, wnieśli dwaj panowie z muzeum. Odkręcili patentowe śruby. Monika Kuhnke zobaczyła wówczas Madonnę po raz pierwszy. W takich momentach - kiedy na żywo obcuje się z oryginalnym dziełem - człowiek zawsze odczuwa silne wzruszenie i ogromną radość.

- Podobnie było, gdy po raz pierwszy ujrzałyśmy "Murzynkę" Anny Bilińskiej-Bohdanowiczowej (XIX-wieczny obraz wrócił do Polski w 2012 r.) - opowiada Karina Chabowska. Wcześniej widziała ją tylko na czarno-białym zdjęciu. Wyglądała inaczej, niż ją sobie wyobrażała. - Na żywo zapierała dech w piersi. Jest piękna. Proszę zwrócić uwagę na te limonkowe odcienie!
Z kolei sensacyjny powrót do Polski jednego z najcenniejszych dzieł - "Madonny pod jodłami" Lucasa Cranacha Starszego - w 2012 r. stał się inspiracją dla Aleksandry Klimont, doradcy ds. wizerunku i komunikacji społecznej ministra Sikorskiego, do zaprojektowania wyjątkowych pocztówek świątecznych, jakie minister spraw zagranicznych wysyła najważniejszym osobom na świecie. - Uczestniczyłam w przekazaniu tego obrazu biskupowi wrocławskiemu. Ujrzałam Madonnę i mnie olśniło. - Zróbmy pocztówkę - spontanicznie zwróciła się do ministra Sikorskiego. - Załatwiaj zgodę u biskupa - odpowiedział. Biskup się zgodził, a pomysł wszystkim tak się spodobał, że w ubiegłym roku Aleksandra Klimont projektowała już pocztówkę dla całego MSZ.

Ilustrował ją kolejny odzyskany obraz - "Madonna z Dzieciątkiem" z II połowy XVI w. W tym roku na oku ma odzyskaną właśnie rzeźbę z Czech. Traktuje to jako swój osobisty drobny wkład w promocję polskiej kultury i działań MSZ na rzecz odzyskiwania dóbr utraconych. - Warto, aby wiedziano w kraju i za granicą, iż żmudne poszukiwania niejednokrotnie kończą się sukcesem, jak było w przypadku obu obrazów, których wizerunki "pofrunęły w świat" wraz z życzeniami świątecznymi od ministra spraw zagranicznych. Kto wie, może dzięki tym pocztówkom odzyskamy kolejny obraz?- zastanawia się Aleksandra Klimont.

Aby zajmować się zaginionymi dziełami sztuki i odzyskiwać je dla Polski, trzeba mieć pasję i żyłkę poszukiwacza. I taką żyłkę, prócz wiedzy, jaką posiadają, odkryły w sobie panie z MSZ i Ministerstwa Kultury. - A co po pracy? - pytam. Karina Chabowska odpowiada błyskawicznie: - Myśli pani, że można się od tego odciąć, jak się idzie do domu? Nie można. Jeśli o godz. 20 dowiedziałabym się, że jutro na jakiejś aukcji wystawiony będzie jakiś nasz obiekt, natychmiast przyjechałabym do pracy. a

polecane: FLESZ: Ekologia na co dzień: 6 mitów, w które wierzymy

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3