Im bliżej czwartej fali, tym większa aktywność antyszczepionkowców

Witold Głowacki
Witold Głowacki
Podpalony punkt szczepień w Zamościu
Podpalony punkt szczepień w Zamościu Fot. Bogdan Nowak / Polska Press
Antyszczepionkowcy są coraz lepiej zorganizowani i coraz bardziej zmotywowani do kontynuowania swej kampanii dezinformacyjnej.

Antyszczepionkowcy są coraz lepiej zorganizowani i coraz bardiziej zmotywowani do kontynuowania swej kampanii dezinformacyjnej.

Jeszcze jesienią zeszłego roku wydawało się, że antyszczepionkowcom trudno będzie przekonywać do swoich racji Polaków. Druga fala pandemii przybierała na sile, a społeczeństwo zdecydowanie bardziej wyczekiwało szczepionki przeciwko COVID-19, niż się jej bało. Sami antyszczepionkowcy jeśli chodzi o główną materię swoich zainteresowań, pozostawali zaś w przyczajeniu - propagując przede wszystkim teorie spiskowe związane z samą pandemią i wspierając ruchy protestu przeciwko „sanitaryzmowi” - jak określane są w tych środowiskach nie tylko w Polsce restrykcje i obostrzenia przeciwepidemiczne.

Zimą, w pierwszych tygodniach akcji szczepień, było już jednak zdecydowanie inaczej. Antyszczepionkowcom pomagało niemal wszystko - i ślamazarne ówczesne tempo Narodowego Programu Szczepień, i kontrowersje wokół szczepionki Astra Zeneca, i wreszcie nadchodząca trzecia fala pandemii, wraz z którą nadszedł kolejny lockdown. Teorie spiskowe o „plandemii” i zmowie Big Pharmy tworzyły powoli doskonały grunt do kolejnej fazy kampanii dezinformacyjnej - tym razem wymierzonej bezpośrednio w szczepienia. Okazała się ona sporym sukcesem antyszczepionkowców. W jej efekcie dziś prawie połowa społeczeństwa co najmniej zwleka z zaszczepieniem się, co sprawia, że Narodowy Program Szczepień może nie doprowadzić do zaszczepienia choćby 60 procent Polaków. Na obecnym etapie akcji szczepień wciąż zaś sporo nam brakuje, by względnie bezboleśnie przejść spodziewaną czwartą falę pandemii. Im bardziej gwałtowny zaś będzie jej przebieg, tym bardziej prawdopodobny jest powrót dotkliwych obostrzeń, którymi szczerze zmęczony jest ogół społeczeństwa. Atmosfera do szerzenia teorii spiskowych i protestów przeciw „sanitaryzmowi” byłaby wówczas jeszcze bardziej sprzyjająca niż obecnie. Takie epidemiczno-społeczne sprzężenie zwrotne, które w tej chwili wydaje się niemal nie do zatrzymania.

Z sieci na ulice

Ale już teraz antyszczepionkowcy na dobre wyszli z internetu na ulice. Zdumionej reszcie społeczeństwa ukazały się antyszczepionkowe bojówki gotowe do całkiem dosłownej walki z instytucjami opresji, jakimi dla tych środowisk są punkty szczepień czy placówki sanepidu. Środowisko „antyszczepionkowców walczących” spajają już nie facebookowe grupy i profile pełne teorii spiskowych, ale działające w pełni instytucjonalnie, choć całkiem nowe, organizacje o zewnętrznych cechach albo skrajnie prawicowych grup paramilitarnych, albo też antysystemowych ruchów protestów - jednak zawężające swoje zainteresowania niemal wyłącznie do kwestii szczepień i obostrzeń antyepidemicznych. Inaczej niż na zachodzie Europy, gdzie kwestie programów szczepień i walki z „sanitaryzmem” stawały się raczej nowym obszarem zainteresowań organizacji i ruchów już od kilku lat działających na lokalnych scenach. Podobne jest jednak to, że początkowo niekoniecznie chętnie ze sobą współpracujące środowiska antyszczepionkowców, przeciwników restrykcji epidemicznych i zwolenników teorii spiskowych na temat pandemii obecnie trzymają się razem - w ścisłym sojuszu.

Grupy antymaseczkowców, antyszczepionkowców - i zwolenników teorii spiskowych dotyczących pandemii - już wcześniej, zwłaszcza podczas trzeciej fali epidemii, wdzierały się do szpitali i placówek medycznych. Najczęściej po to, by filmować wnętrza oddziałów - najlepiej z wolnymi łóżkami - i personel - najlepiej bez masek i strojów ochronnych. Ten materiał służył potem do montowania filmików mających dowodzić, że trzecia fala epidemii jest mistyfikacją - bo przecież łóżka są wolne, a lekarze nie wyglądają na przepracowanych. Tak było na przykład pod koniec marca w Toruniu, gdzie zwolennicy teorii o „plandemii” z grupy „Wolni My” wtargnęli do Szpitala Miejskiego. Weszli kolejno na oddział rehabilitacyjny, chirurgiczny, neurologiczny i onkologiczny - wszędzie filmowali puste łóżka. Oddział COVID-owy, gdzie rzeczywistość wyglądała zgoła inaczej, ominęli jednak szerokim łukiem.

Bardzo niepokojące było też pojawienie się kilkunastoosobowej grupy krewkich antymaseczkowców w bloku na warszawskim osiedlu, w którym mieszka minister zdrowia Adam Niedzielski. -My wiemy dokładnie, gdzie on mieszka i będziemy tutaj, nie raz, nie dwa - mówił jeden z uczestników zajścia. Kiedy minister pojawił się pod blokiem, cała grupa ruszyła za nim, zadając mu napastliwie pytania i „odprowadzając” niemal do drzwi.

Seria ataków

Nawet na tym dość ponurym tle ataki na punkty szczepień to jednak zupełna nowość.

Najpierw był Grodzisk Mazowiecki. W niedzielę 25 lipca grupa antyszczepionkowców szturmowała tam punkt szczepień. Była przemoc słowna, doszło też do przepychanek z ochroną obiektu, nagranie z całej sytuacji obiegło zaś media i media społecznościowe, co zwalnia nas z konieczności szczegółowego jej opisywania.

Chwilę później, czyli na przełomie lipca i sierpnia w Polsce doszło do całej serii ataków antyszczepionkowców na różne obiekty. W Poznaniu - na „piknik laktacyjny” zorganizowany dla kobiet spodziewających się dzieci odbywający się przed Ginekologiczno-Położniczym Szpitalem Klinicznym Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu oraz do samej placówki wtargnęła ekipa antyszczepionkowców. W szpitalu ruszyła właśnie akcja szczepień dla kobiet w ciąży. Część z intruzów była ubrana w wojskowe stroje, sprawiali wrażenie zorganizowanych.

W ostatnią sobotę w Gdyni miał miejsce incydent przy tzw szczepionkobusie, czyli mobilnym punkcie szczepień. 15 osobowa grupa antyszczepionkowców obrzuciła personel obelgami, do rękoczynów na szczęście nie doszło.

Najpoważniejszy był atak w Zamościu. Tam zamaskowany- co zarejestrował monitoring - osobnik podpalił stację sanitarno-epidemiologiczną i punkt szczepień. Obyło się bez ofiar i wielkich strat, bo straż pożarna była na miejscu błyskawicznie, ale sytuacja była jednoznacznie groźna.

Po podpaleniu w Zamościu premier Mateusz Morawiecki zapowiedział politykę „zera tolerancji” dla dalszych ataków na punkty szczepień. Szef resortu zdrowia Adam Niedzielski nazwał podpalenie w aktem terroru. Minister zdrowia obiecał też 10 tysięcy złotych nagrody za pomoc w schwytaniu jego sprawcy.

Monotematyczne organizacje

Co bardzo znamienne, uczestnicy ataków na punkty szczepień są zorganizowani - i to instytucjonalnie. Antyszczepionkowcy z Grodziska Mazowieckiego należą do grupy „Polskie Żółte Kamizelki” - nawiązującej nazwą i symboliką do podobnych ruchów, które w ostatnich latach mocno namieszały w polityce kilku krajów europejskich z Francją na czele. Choć europejskie „Żółte Kamizelki” były i są przede wszystkim ruchem o charakterze socjalnym, protestującym głównie przeciwko rosnącym kosztom życia i obciążeniom fiskalnym, ich krajowa wersja zajmuje się tylko jednym obszarem tematycznym, czyli kwestią szczepień i „sanitaryzmem”. Polskie Żółte Kamizelki wywodzą się ze środowisk związanych z Pawłem Tanajną i jego Strajkiem Przedsiębiorców, jednak jak twierdził w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” sam Tanajno, działacze Strajku uważają, że „byliśmy dla nich zbyt spokojni”.

Od zeszłego roku Polskie Żółte Kamizelki można było zobaczyć w wielu miejscach Polski na protestach przeciwko obostrzeniom sanitarnym i akcji szczepień. Manifestowali między innymi w Warszawie, Lubinie, Białymstoku, Radomiu czy Krakowie. Najczęściej używanym przez Polskie Żółte Kamizelki słowem jest „Wolność”, jednak nie pada ono właściwie w żadnych innych kontekstach niż te związane z pandemią, szczepieniami i obostrzeniami sanitarnymi. O co natomiast miałoby Polskim Żółtym Kamizelkom chodzić, gdy pandemia się skończy, tego już nie wiadomo.

Do domu dziecka w Aleksandrowie Kujawskim wtargnęła z kolei grupa antyszczepionkowców, która domagała się od dyrektorki placówki, by zaprzestała szczepienia podopiecznych przeciwko COVID-19. Tam też było gorąco. - Siedziałam w gabinecie i pracowałam, kiedy nagle do biura weszło mi kilka osób z antyszczepionkowymi banerami, które zaczęły się domagać, żebym zaprzestała „szprycowania dzieci” i „eksperymentów medycznych”. Spotkał mnie nieprawdopodobny hejt w internecie. Byłam zastraszana przy dzieciach. Mówili, że jestem morderczynią, doktorem Mengele i mam krew na rękach. Że takim jak ja należy się Norymberga - mówiła w rozmowie z „Wysokimi Obcasami” dyrektorka placówki Alina Mikołajska.

Antyszczepionkowcy, którzy wkroczyli do domu dziecka w Aleksandrowie Kujawskim, byli zorganizowani a nawet umundurowani - różnili się jednak od tych z kręgu „polskich żółtych kamizelek”.

„Bydgoskie Kamractwo Rodaków”, które odpowiada za wtargnięcie do domu dziecka w Aleksandrowie Kujawskim, to bardzo specyficzna organizacja. Jako stowarzyszenie została zarejestrowana dopiero w kwietniu tego roku. Pierwsze ślady działalności Kamractwa na Facebooku pochodzą z grudnia zeszłego roku, ale jego tamtejsza zamknięta grupa ma kilkuset członków - całkiem sporo jak na lokalną organizację o dość ekstrawaganckim charakterze. Członkowie Kamractwa chadzają w mundurowych koszulach stalowego koloru i noszą naszywki ze znakiem swarzycy - znanym również jako kołowrót, czy „słowiańska swastyka”. Do tego jeszcze emblemat z orłem - bez korony - i panslawistycznymi barwami tożsamymi z kolorystyką rosyjskiej flagi. Choć ta symbolika wskazywałaby na jakąś paramilitarną grupę ultraprawicowych neopogan znajdujących się pod wpływem czy to klasyków panslawizmu, czy też jego nowszej wersji spod znaku Aleksandra Dugina, Kamractwo zajmuje się chwilowo tylko jednym tematem - prowadzeniem kampanii antyszczepionkowej. Na tym zapewne jednak nie koniec, bo organizacja nawet w regulaminie swej facebookowej grupy zaznacza, że „Polska jest pod okupacją”. Podobnie jak w wypadku Polskich Żółtych Kamizelek, także i „Bydgoskie Kamractwo Rodaków” innych niż pandemiczne wątków w swej działalności nie rozwija.

Jest trochę tak, jakby obie organizacje przybierały kostiumy innych ruchów o podobnej symbolice - jednak tylko po to, by podjąć ten jeden jedyny temat - i uderzyć w akcję szczepień.

Czas antyszczepionkowców

Rzecz jasna atmosfera temu sprzyja, sprzyjają także społeczne nastroje i liczby, które sprawiają, że wciąż znajdujemy się w połowie akcji szczepień. Nie bez wpływu na tę atmosferę są także mainstreamowi politycy, którzy flirtując z antyszczepionkowcami i antymaseczkowcami próbują ciułać polityczny kapitał. Tu szczególnie zaangażowani są Konfederaci, chętnie wplatający swe antysystemowe i wolnościowe hasła w retorykę obu ruchów i równie chętni do angażowania się w organizowane przez nie manifestacje i protesty. Na Konfederatach lista się jednak nie kończy.

W połowie lipca polityczno-antyszczepionkowy show w innym niż ten już domu dziecka - w Nowym Dworze Gdańskim - urządzili posłowie Anna Siarkowska (PiS) i Janusz Kowalski (Solidarna Polska). Siarkowska i Kowalski przyjechali tam z interwencją poselską protestując przeciwko rzekomemu szczepieniu w placówce dzieci (powyżej 12 roku życia) bez zgody ich opiekunów prawnych. Urządzili też konferencję prasową.

Siarkowska i Kowalski należą do grupy posłów Zjednoczonej Prawicy (przede wszystkim z Solidarnej Polski) opowiadających się za złożonym przez Konfederację projektem ustawy „Stop Segregacji Sanitarnej”. Choć z punktu widzenia priorytetów rządu i celów Narodowego Programu Szczepień robią krecią robotę, napięcia w koalicji i wynikające z nich paty na liniach pomiędzy partiami koalicyjnymi dają im rodzaj parasola. Tym łatwiej z niego skorzystać, że temat stosunku do szczepień jest problemem całej klasy politycznej. Z badań wynika, że antyszczepionkowcy (i antymaseczkowcy) są obecni dosłownie we wszystkich elektoratach - i w każdym z nich mają swą mniejszościową, ale silną reprezentację. Dlatego obowiązuje ponadpartyjna doktryna uników. Politycy dość łatwo namawiają do szczepień, ale gdy przychodzi do sytuacji, w których oczekiwana by od nich była krytyka antyszczepionkowców, zapał łatwo gaśnie. Trzeba dopiero ataków na punkty szczepień czy sytuacji takich, jak podpalenie w Zamościu, by padły jednoznaczne słowa potępienia.

Jest jeszcze geografia - która w szczególnie kłopotliwej sytuacji stawia rządzącą większość. Mapa najsłabiej wyszczepionych gmin i powiatów pokrywa się dość dokładnie z mapami wyborczego poparcia dla Prawa i Sprawiedliwości. Ostro krytykując szczepionkowych sceptyków rząd może więc bardzo łatwo narazić się w tych regionach, w których dotąd miał najwyższe poparcie. To też część przyczyn, dla których ewentualne nowe restrykcje sanitarne raczej nie będą w Polsce dotyczyć - wzorem choćby Francji czy Austrii - samych nieszczepionych.

Do sytuacji rodem z Niemiec - gdzie w 20-tysięcznych zamieszkach wywołanych przez przeciwników obostrzeń na ulicach Berlina rannych zostało właśnie kilkudziesięciu policjantów, a około 600 uczestników zajść zostało zatrzymanych, wciąż nam jeszcze trochę brakuje. Ale skala działań antyszczepionkowców i antymaseczkowców zdaje się wskazywać, że droga do podobnego stanu jest już całkiem niedaleka.

Podatek od psa

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie