"Il Vero Amore", czyli muzyczny podkład bunga-bunga: Najnowsza płyta Silvio Berlusconiego

Redakcja
Włoski premier po raz kolejny zaskoczył swoich rodaków. Na odchodne wydał płytę. Jakby chciał powiedzieć wszystkim mieszkańcom Italii, że nic tak nie pomaga w łóżku jak władza i rock and roll

Ten Silvio Berlusconi - jego jurność chyba nigdy nie osłabnie. Obróciwszy ziemie Cezara w perzynę, odpoczywa w ramionach swojej pierwszej miłości. Nie, oczywiście nie byłej żony, a muzyki. Właśnie ukazał się album z "prawdziwymi piosenkami miłosnymi" ("Il Vero Amore"), napisanymi przez Berlusconiego, a zaśpiewanymi przez jego partnera muzycznego Mariano Apicellę.

Czytaj też:Płyta z balladami Berlusconiego w sklepach... w 10 dni po dymisji premiera

Największą tajemnicą Berlusconiego pozostanie, jak w dobie kryzysu, który nęka Italię, znalazł czas na napisanie aż jedenastu piosenek

Nie jest to najbardziej oczywisty wybór kariery dla byłego męża stanu, lecz cóż, to łatwiejsze niż pisanie książek, praca naukowa czy działalność charytatywna w krajach, gdzie kobiety są tak biedne, że nie stać ich na powiększenie piersi.

Kiedy człowiek rządzący krajem stojącym na skraju katastrofy znalazł czas, by napisać te 11 piosenek? Pytanie pozostanie jedną z największych zagadek jego administracji.
Włoscy wyborcy szukający na tej płycie odpowiedzi będą rozczarowani. Muzyka jest bezbarwna, a teksty jeszcze bardziej. To sentymentalne i rozdmuchane wierszydła, coś, co można wybaczyć nastolatce, ale nie mężczyźnie w wieku Berlusconiego.

Czytaj też:Silvio Berlusconi ustąpił ze stanowiska, Rzym bawił się całą noc (ZDJĘCIA)

Być może w tym problem: emocjonalna głębia Il Cavaliere dorównuje miednicy do prania. "Byłoby lepiej, gdybyś nie była tobą", zawodzi (on lub Apicella), "wtedy nie myślałbym, że jesteś moim błędem". "Przytul mnie, wypełnij pocałunkami", proponuje w innej piosence. Albo ta (ironiczna piosenka, jeśli wziąć pod uwagę okoliczności): "Gdyby świat miał runąć / nigdy nie dowiedziałabyś się / że jesteś miłością mojego życia / Gdyby świat miał runąć / nie zauważyłabyś / że umieram / gdy nie ma cię przy mnie". Silvio, świat już runął. A ty razem z nim.

Trudno dyskutować o gustach. Skoro Włosi kiedyś na niego głosowali, być może poczują się zobowiązani, by kupić płytę. List przebojów poza Italią nie zawojuje. Dziwi, że tyle pominięto: nie ma słowa o luksusowych samochodach, darmowych apartamentach i rosnących szansach na zatrudnienie, o przyjęciach w eleganckich willach nie wspominając.

A szkoda. Upodobania erotyczne Berlusconiego nie różnią się od zainteresowań przeciętnego rapera, najwyraźniej zmarnował tę okazję. Po co zapraszać leciwego wazeliniarza z Neapolu, który poruszy co najwyżej babciny rozrusznik, bo nie serce nastoletniej córki, kiedy mógł był sam obwiesić się złotem i otoczony panienkami zanurzyć w jacuzzi. Następnym razem, gdy Jay-Z spotka się z Kanye West, powinni skontaktować się ze starym draniem: "Bunga-Bunga Rap" to byłby murowany hit.

Czytaj też:Berlusconi o "prawdziwych przyczynach" dymisji. "Nie wiedziałem, że dziewczyny były opłacone"

Problem w tym, że politycy grający pop robią obciach nie tylko sobie, ale też muzyce. W popie chodzi o kontrkulturę, a nie status quo. Prawda jest taka, że pop i polityka to dwie strony tego samego medalu. I tu, i tu chodzi o zmianę. Polityk, który nie chce zmieniać świata, nie powinien startować w wyborach. Gwiazda pop, której nie zależy na przekraczaniu granic, powinna poszukać pracy w księgowości. Tragedia polega na tym, że jedni i drudzy stali się przygnębiająco bezwstydnymi konformistami.
Politycy zbyt często dają się zapędzić w kozi róg, mówią to, co - ich zdaniem - ludzie chcą słyszeć, robią to, na co pozwalają im ich współpracownicy. Gwiazdy pop nie inaczej, tłuką takie przeboje, jakie zaleca Simon Cowell. Przynajmniej pod tym względem Berlusconi artysta jest wierny swoim przekonaniom. Zwłaszcza o tym, że jest kochankiem, jakiego dotąd świat nie widział.

Czytaj też:Płyta z balladami Berlusconiego w sklepach... w 10 dni po dymisji premiera

Berlusconi nie przekonał rynków, że może wyciągnąć Włochy z kryzysu, ale teraz, gdy jego kariera polityczna legła w gruzach, przynajmniej została mu ta jedna opcja: powrót na statki wycieczkowe.
Berlusconi w młodości śpiewał na statkach i jeśli sądzić po albumie z piosenkami, jakie napisał, to może być dla niego najlepsze miejsce. Zbiór tych słodkich jak syrop piosenek może przyprawić o chorobę morską.

W zdumiewającym porywie skromności były premier nie zdecydował się śpiewać. Choć ten wątpliwy zaszczyt pozostawił przyjacielowi, Berlusconi, który jeszcze niedawno był najbardziej wpływowym człowiekiem we Włoszech, odcisnął swoje piętno na każdej z tych sentymentalnych, pozbawionych ironii ballad.

Czytaj też:Berlusconi o "prawdziwych przyczynach" dymisji. "Nie wiedziałem, że dziewczyny były opłacone"

Album ma swe momenty. "Ma se ti perdu", bossa nova z towarzyszeniem trąbki jest dobra. "Quann'o'core" wykorzystuje melodię z "My Way", a i Apicella na gitarze akustycznej daje radę. Jednak płyta jest taką, jakich pełno w sklepach z rzeczami używanymi. Podczas urlopu, w blasku księżyca i przy lampce chianti wydawała się sugestywna. Po powrocie do domu człowiek zdaje sobie sprawę, jaka jest okropna.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie