reklama

III Powstanie Śląskie: Komandosi Wawelberga

Sebastian ReńcaZaktualizowano 
Tadeusz Puszczyński Wikipedia/domena publiczna
Początek roku 1921. Do Zagłębia Dąbrowskiego, a przede wszystkim do Sosnowca, ściągają ludzie, których zadaniem będzie dywersja skierowana przeciwko Niemcom. Tutaj będą się szkolić, praktycznie i teoretycznie, przez kolejne cztery miesiące. Od powodzenia ich akcji będzie zależeć powodzenie kolejnej insurekcji, która tym razem powinna przynieść oczekiwany skutek, czyli przyłączenie Górnego Śląska do Polski.

Kim byli instruktorzy „komandosów”? Przede wszystkim byli to konspiratorzy działający w przeszłości w Pogotowiu Bojowym Polskiej Partii Socjalistycznej, w oddziałach lotnych Polskiej Organizacji Bojowej oraz w partyzantce (antyrosyjskiej i antybolszewickiej). Ich dowódca Tadeusz Puszczyński vel Konrad Wawelberg tak charakteryzował instruktorów:

Byli to „ludzie naprawdę w tych sprawach doświadczeni i otrzaskani z najdrobniejszymi szczegółami i subtelnościami pracy dywersyjnej. Wielu błędów i niepowodzeń uniknęliśmy, korzystając z ich rad i doświadczenia. Ale wykorzystywać ich bezpośrednio w terenie było nie sposób, gdyż sterani wieloletnią pracą konspiracyjną, z poszarpanymi nerwami, bardzo już niechętnie szli oni na nowe niebezpieczeństwa. Dlatego też musiałem ograniczyć się do używania ich jako instruktorów tylko na terenie Sosnowca”.

Konspira
Pomysł, by stworzyć grupy sabotażowe (destrukcyjne), narodził się na przełomie lat 1920 i 1921, wtedy to, jak pisał Bartłomiej Sielecki w „Księdze pamiątkowej powstań” (Katowice 1934), na Górnym Śląsku wybuchały mosty, tory i pomniki cesarza Wilhelma II. Była to odpowiedź Ślązaków na niemieckie prowokacje. Puszczyński nawiązał kontakt z niektórymi zamachowcami. Z kilku samorzutnych grup utworzył jedną grupę, karną i podporządkowaną. Grupa była tak dobrze zakonspirowana, że nawet w bytomskim hotelu Lomnitz, gdzie mieściła się kwatera główna polskiego Dowództwa Obrony Plebiscytu, niewiele o niej wiedziano.

CZYTAJ TAKŻE: Rozkaz: wysadzić most. Akcja sabotażowa grupy Wawelberg w Szczepanowicach

W Sosnowcu instruktorzy wywodzący się z niepodległościowych struktur PPS uczyli ich nie tylko, jak zakładać materiały wybuchowe w określonym czasie, strzelać czy maszerować z trzydziestokilogramowym obciążeniem przez kilka kilometrów, ale również jak zachować się w przypadku aresztowania przez Niemców. Każdy z dywersantów musiał na tę okoliczność przygotować sobie „legendę”, np. przemytnika czy poszukującego pracy.

Odciąć zaopatrzenie
Puszczyński po doświadczeniach z II Powstania Śląskiego zdawał sobie sprawę, że przy najbliższym wybuchu zbrojnego oporu najważniejsze będzie niedopuszczenie niemieckich posiłków z głębi Rzeszy. W tym celu musiano zerwać jej połączenia kolejowe z Górnym Śląskiem. Należało skupić się na niszczeniu mostów kolejowych na Odrze. Najważniejsze było, aby wszystkie zamachy na mosty przeprowadzono w jednym czasie. Tego samego dnia, o tej samej porze.

Już w styczniu 1921 roku uściślono plan przyszłych działań dywersyjnych, lokalizując je w powiatach: kluczborskim, namysłowskim, opolskim, strzeleckim, prudnickim, głubczyckim, raciborskim.

Ktoś otrzymał zadanie naszkicowania planów, ktoś sfotografowania obiektów, a jeszcze ktoś inny zapoznania się ze wszystkimi szczegółami technicznymi konstrukcji. Poza tym należało zapoznać się z okolicznym terenem, z drogami dojścia i odwrotu po akcji. Jak była to niebezpieczna praca, możemy się tylko domyślić. Obcy człowiek w obcym mieście czy na wsi na pewno wzbudzał zainteresowanie miejscowych.
Pierwsza akcja „komandosów” miała miejsce w nocy z 8 na 9 marca. Wtedy dywersanci Wawelberga spalili trzy największe baraki w Dobrzeniu Wielkim, Głogówku i Starym Popielowie. Baraki zostały przygotowane przez Niemców dla emigrantów, którzy mieli wziąć udziału w plebiscycie.

Gdy przygotowania dobiegły końca (przede wszystkim chodziło o dostarczenie materiałów wybuchowych do lokali konspiracyjnych), po lasach nadodrzańskich zaczęli ukrywać się ludzie Wawelberga, czekający na sygnał do akcji.

Akcja „Mosty”
Rozkaz przyszedł 1 maja 1921 roku. Akcja miała się odbyć w nocy z 2 na 3 maja.

„Tuż przed [godziną] drugą [po północy] w stronę przelewającej się szklanym dźwiękiem Odry, ku zarysowującym się w ciemności obłym kształtom mostów dążyły uginające się pod ciężarem postacie. Bacznie nasłuchując, skradały się do przyczółków, aż wreszcie przypadły u kratowni i czołgać się poczęły” - pisał Bartłomiej Sielecki.

CZYTAJ TAKŻE: Rozkaz: wysadzić most. Akcja sabotażowa grupy Wawelberg w Szczepanowicach

Akcja „komandosów” objęła 90-kilometrowy odcinek granicy i trwała trzy godziny.

Komandosi Puszczyńskiego -Wawelberga zniszczyli siedem mostów i dwa odcinki torów, co zdezorganizowało Niemcom ruch kolejowy z Kędzierzyna do Nysy, z Wrocławia do Opola oraz z Wrocławia do Kluczborka. Niemcy nie mogli przerzucić na Górny Śląsk regularnych formacji wojskowych. Rozpoczęło się III Powstanie Śląskie, w wyniku którego Polska przejęła pod administrację przyznany jej Górny Śląsk.

Późnym popołudniem 3 maja Korfanty depeszował z Bytomia do premiera Witosa:

„Dzienniki niemieckie donoszą, że za linią demarkacyjną wszystkie mosty kolejowe wyleciały w powietrze. Górny Śląsk jest zupełnie odcięty od Wrocławia. Ta wiadomość ma iść do prasy”.

Działalność „komandosów” nie zakończyła się na majowej akcji „Mosty”. Dywersanci działali do połowy czerwca.

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie