Igor Ostachowicz: Lekcje w polityce słono kosztują i ja...

    Igor Ostachowicz: Lekcje w polityce słono kosztują i ja swoje zapłaciłem

    Arlena Sokalska, Agaton Koziński

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    - Dostałem propozycję napisania polskiej wersji "House of Cards", ale nie mogę się do tego zabrać. Nie wiem, jak to zrobić, żeby być w porządku wobec osób, które znam i lubię - mówi Igor Ostachowicz.
    Ostachowicz: Polityka to głównie siła osobowości. Podstawowa zasada brzmi: Nie można kłamać. Każdy polityk powinien to wiedzieć

    Ostachowicz: Polityka to głównie siła osobowości. Podstawowa zasada brzmi: Nie można kłamać. Każdy polityk powinien to wiedzieć ©Fot. Bartek Syta

    Nie lepiej byłoby Panu w Brukseli?
    Niż w Warszawie? Na pewno nie. Warszawa jest dużo ciekawszym miastem niż Bruksela.

    Ale to tam są Pana koledzy, tam są zarobki, tam jest władza.
    Nie, nie miałem pokusy, żeby pojechać do Brukseli.

    Był Pan namawiany?
    Gdybym chciał tam pojechać, to prawdopodobnie bym pojechał, ale nawet nie podjąłem próby.

    Co tak Pana trzyma w Warszawie?
    Po pierwsze - miasto, bo jestem z nim związany i nie umiem nigdzie indziej dobrze funkcjonować. Po drugie - nie przepadam za Brukselą. Argumentem rozstrzygającym była moja córka, która bardzo mnie prosiła, byśmy nie wyjeżdżali.

    Ale tak całkiem Pan nie uciekł od polityki. Jest powieść "Zielona wyspa", która wszystkim kojarzy się tylko z jednym.
    Niech sobie myślą. Ale tam polityki nie ma. Po prostu nawiązałem do sformułowania, które rzeczywiście powstało w obrębie polityki.

    Powstało czy to Pan je wymyślił i teraz się przyznał do autorstwa?
    Nie chcę się przyznawać do autorstwa, bo tego typu pomysły często powstawały kolegialnie, a jeszcze częściej spontanicznie, bez mojego udziału, podczas publicznych wypowiedzi. Nie pamiętam, jak to było z zieloną wyspą, więc ani nie chcę sobie jej przywłaszczać, ani nie chcę się jej wypierać.

    "ZIELONA WYSPA" IGORA OSTACHOWICZA | RECENZJA NOWEJ KSIĄŻKI BYŁEGO PR-OWCA DONALDA TUSKA


    Powtarza Pan, że jest słaby w promowaniu własnej osoby, ale tytuły Pana książek są bardzo chwytliwe: najpierw "Noc żywych Żydów", teraz "Zielona wyspa".
    Najchętniej swoje książki wydawałbym pod pseudonimem, tyle że nie bardzo się da.

    Pierwszą się udało - pseudonim: Julian Rebes.
    Krępuje mnie sytuacja, gdy widzę własne nazwisko na reklamach, w księgarniach. Nie utożsamiam się z zachętami do czytania moich książek i najchętniej bym o nich nie rozmawiał - stąd pseudonim. Poza tym tę pierwszą powieść napisałem, zanim jeszcze zacząłem pracę w kancelarii premiera. To zresztą była moja druga książka. Pierwsza nie została wydana - nie udało mi się znaleźć wydawcy. Promowanie własnej osoby przychodzi mi z trudem. Nawet nie poświęcam czasu na to, żeby się zastanowić, co można by zrobić. Moje ostatnie wywiady są raczej wyjątkiem i wynikają z uczciwości względem wydawcy. Jeśli natomiast chodzi o tytuły, tak się składa, że są adekwatne do treści książek.

    Równie dobrze mógł Pan zatytułować swoją książkę np. "Cierpienia młodego glazurnika". Przyzna Pan, że "Noc żywych Żydów" to był tytuł prowokacyjny.
    Tak, ale też sama zawartość książki jest prowokacyjna, więc ten tytuł był odpowiedni. Oprócz tego, że nawiązywał do horroru George'a Romero, to przypominał o istotnym i bolesnym z mojego punktu widzenia braku wśród nas żywych Żydów. Uważam, że bez tych paru milionów osób, które powinny żyć, nasze społeczeństwo i nasza rzeczywistość są niekompletne.

    To była trudna decyzja? Wydanie książki w czasie, gdy pracował Pan w kancelarii premiera i wiadomo było, że to stanie się kwestią polityczną?
    Powiem szczerze - bardzo się bałem, że ta książka dostanie się w wir polityki i przestanie być oceniana jako oddzielna wypowiedź. Na szczęście tak się nie stało. Nie chciałem też nikomu zaszkodzić, więc uprzedziłem wszystkich lojalnie, że taką książkę wydaję.

    Były jakieś głosy protestu?
    Nie uznano tego za powód, żebym odszedł z KPRM. Co więcej, i mój szef, i koledzy publicznie wypowiadali się o mojej książce w sposób pochlebny. Rzeczywiście obawiałem się natomiast, że zostanie wciągnięta w spolaryzowany podział wszystkiego, co dla wielu osób stało się czymś naturalnym. Zresztą pojawiły się głosy, czasem bardzo inteligentnych osób, że ta książka im się nie podoba, chociaż jej nie czytały. Dla wielu ludzi na wieki pozostanę z pieczęcią polityczną i ci moich książek nie dotkną. Ale dla większości czytelników to była pozapolityczna lektura.

    A tę książkową zieloną wyspę, która zielona jest tylko w folderze, faktycznie powinniśmy rozpatrywać bez kontekstu polskiej rzeczywistości?
    Oczywiście, że ten kontekst jest obecny. Bohaterowie są z Polski, ja jestem z Polski, czytelnicy są z Polski.
    « 1 2 3 4 6

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Ciężko

    Gość (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1 / 1

    było kłamac, uczyć kłamać, kto ędzie czytał te kłamstwa..

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Już u przedszkolaków jest tak, iż wszelkim indywidualistom i lizusom nigdy nie jest łatwo

    valenty (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 3 / 1

    Kariera zawodowa dla klakierów i pochlebców nigdy nie jest łatwa ani długa. Już począwszy od Osóbki-Morawskiego
    każdy służbista kończył swoją karierę zawsze przed czasem. A zresztą, także on sam....rozwiń całość

    Kariera zawodowa dla klakierów i pochlebców nigdy nie jest łatwa ani długa. Już począwszy od Osóbki-Morawskiego
    każdy służbista kończył swoją karierę zawsze przed czasem. A zresztą, także on sam. Były, apodyktyczny ex-chief,
    nigdy w żadnym team pracować nie potrafił! Dlaczego jego team nie szukał dla siebie innego miejsca zatrudnienia?
    No i stąd, stało się tak, jak się stało! Gdyż do Brukseli odjechali wszyscy inni, czyli mniej ufni i mniej służbiści. A zatem,
    pytanie: jak można pozostać czyimś doradcą sercowym, kiedy samemu się nie wie, jak się ma sprzyjać samemu sobie?
    Teraz nie żadne "House of Cards" pisać, bo któż to będzie czytać. Ale można pamiętniki dla osamotnionych dam z PO
    I takich będzie cała masa, i kiedy na jesieni PO-wcy spadną z firmamentu i z list płacy. Nie ma takiej mądrej babki, aby
    żyła z przegranym i gołodupcem. Ale leśniczówkę w dobrym stanie, i co do nowelowej twórczości, należałoby już teraz
    sobie upatrzyć, więc zanim wszystkich nie wykupią obcy i za bezcen. Również można i z drugim wykiwanym, choćby
    z baronem z Kujaw, założyć wzięty biznes porad psycho nt.: „Jak należy służyć panom, ażeby nie dać się wykiwać”
    zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo