Ignaczak: Trudno mówić o karze głównej

Redakcja
Fot. archiwum
Nie lubię zwrotu "kara śmierci". Dużo lepiej brzmi określenie "kara ostateczna". Po angielsku brzmi to bardzo dosadnie - pisze Edward Ignaczak.

Zagadnienie kary śmierci jest ciągle podejmowane w wielu zagranicznych środowiskach. W ostatnim czasie pojawiło się także w naszej publicznej dyskusji. Temat ten jest poruszany zarówno w kręgach akademickich, jak i w prywatnych rozmowach. Kwestia nie jest łatwa, ponieważ dyskutanci mają zazwyczaj wyrobione na ten temat jasne stanowisko, na kontrargumenty reagują emocjonalnie, niekiedy zbyt stanowczo. Przyznam, że nie lubię za bardzo sformułowania "kara śmierci". Dlaczego? Nie wiem, tak po prostu jest.

Kiedy myślę o karze ostatecznej, natychmiast wracam do ostatnich scen filmu Larsa von Triera "Tańcząc w ciemnościach". Grupa ludzi przygląda się wiszącej na szubienicy Selmie

Zapytałem kilka dni temu moich rozmówców, jakiego innego terminu by użyli na określenie "kara śmierci"? Po chwili namysłu jedna z uczestniczek konwersatorium powiedziała, że dobry byłby termin "egzekucja" lub "najwyższy wymiar kary". Ja sam najczęściej mówię "kara główna" lub "kara ostateczna". Ostatni z wymienionych terminów w języku francuskim i angielskim brzmi dosadnie i znacząco. Rozumiem, że po jej wykonaniu nie ma żadnej możliwości zadośćuczynienia skazańcowi, nawet wówczas, kiedy by się okazało, że był niewinny. Jest to poważny argument dla przeciwników kary głównej. Oczywiście, odezwą się natychmiast głosy, że są przestępstwa tak oczywiste, często brutalne i okrutne zbrodnie, w pełni udokumentowane, że nie można wątpić o winie skazanego. Kara powinna być adekwatna do popełnionej zbrodni. Argument znaczący. W związku z tym przypomniałem sobie rozmowę, którą odbyłem ponad rok temu z poważnymi studentami Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Powiedziałem, że skoro kara śmierci miałaby być adekwatna do popełnionego czynu, to powstaje pewien problem. Mianowicie, czy adekwatność nie domaga się, aby skazanego ukarać w taki sam sposób, w jaki on sam dopuścił się przestępstwa. Konsekwentnie - tego, kto udusił swoją ofiarę, należałoby udusić. Osobę, która kogoś zastrzeliła, trzeba by pozbawić życia strzałem w głowę. Na końcu zapytałem, co z przestępcą, który pozbawił życia swoich najbliższych przez uderzenie siekierą? Sądziłem, że wytraciłem wszelkie argumenty zwolennikom kary ostatecznej. Uzyskaną wówczas odpowiedź zapamiętam do końca życia. Jedna z dyskutantek powiedziała, że mogłaby w taki sam sposób pozbawić życia osobę, która zabiła jej ukochane dziecko. Do dzisiaj nie wiem, jak traktować tę wypowiedź.

Podejmując kilka refleksji na temat kary śmierci, słyszę pewne głosy, że jest to zagadnienie dla nas wcale nie najważniejsze, są inne, istotniejsze. Nie rozstrzygam, które kwestie są ważniejsze. Wiem natomiast, że skoro problem na nowo odżył, to trzeba nad nim się zastanowić, umocnić dotychczasowe przekonania. Przyznam, że kiedy myślę o karze ostatecznej, natychmiast wracam do ostatnich scen filmu Larsa von Triera zatytułowanego "Tańcząc w ciemnościach". Grupa ludzi przyglądająca się egzekucji, wisząca na szubienicy bohaterka filmu, drobna Selma, to obrazy, które na zawsze zadomowiły się w mojej pamięci. Wątek ten jednak nie musi wcale być najważniejszy, skoro w przeczytanych przeze mnie zagranicznych recenzjach temat kary śmierci nie pojawia się w ogóle. Film jak film i każdy ma zapewne swoje ulubione i bardziej znane obrazy, w których zagadnienie kary ostatecznej jest wyeksponowane.
Poruszona problematyka jest obecna w prasie amerykańskiej. Powiemy, że jest to zupełnie zrozumiałe, skoro Stany Zjednoczone (oczywiście, że nie we wszystkich stanach) są jednym z około 90 krajów, w których kara główna jest ciągle wykonywana. Na początku listopada ponad 200 teologów i działaczy katolickich wystosowało apel o jej zniesienie. W swoim przesłaniu są stanowczy: "Domagamy się, aby nasz naród zniósł karę śmierci". Bezpośrednim powodem były dwie egzekucje, które wykonano w stanie Georgia i Teksas we wrześniu tego roku. Amerykanie, zupełnie tak samo jak inni, powołują się na wypowiedź Jana Pawła II z 27 stycznia 1999 r., kiedy to papież w St. Louis powiedział, że ponawia wezwanie, aby zgodzono się położyć kres karze śmierci - praktyce okrutnej i zarazem niepotrzebnej. Dodajmy, że dzisiaj pod amerykańską petycją znajduje się 350 podpisów.

W ostatnich dniach przeciwnikom kary głównej przyszedł w sukurs Benedykt XVI. Kilka dni temu, 30 listopada, zwracając się do osób zajmujących się zniesieniem kary śmierci na świecie (w tym do 20 ministrów sprawiedliwości) stwierdził: "Wyrażam swoją nadzieję, że wasze obrady zachęcą do podejmowania inicjatyw politycznych i legislacyjnych, popieranych przez wzrastającą liczbę państw, które zmierzają do wyeliminowania kary śmierci i do kontynuowania prac mających na celu dostosowanie prawa karnego zarówno do ludzkiej godności, jak i do skutecznego utrzymania porządku społecznego". Oczywiście, osoby od wielu lat bezpośrednio zaangażowane w podjętą tematykę znajdą wiele innych wypowiedzi zwierzchników kościelnych, znaczących polityków oraz ważnych osobistości. Znamy zapewne stanowisko europejskiej Konwencji praw człowieka, która w protokóle 13 całkowicie zakazuje kary śmierci, zarówno w czasie pokoju, jak i w okresie wojny. Wiem, co mówi Karta praw podstawowych Unii Europejskiej. W artykule drugim tego dokumentu czytam, że każdy ma prawo do życia i nikt nie może być skazany na karę śmierci ani poddany jej wykonaniu.

Na koniec powiem, że staram się zrozumieć tych wszystkich, którzy w obliczu rodzinnych tragedii, dotknięci niewyobrażalną traumą, wyrażają publicznie przeciwne stanowisko do oficjalnych wypowiedzi. Sam też nie wiem, czy potrafiłbym wznieść się ponad osobiste urazy i cierpienie.

Edward Ignaczak

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie