reklama

Ian McEwan „Maszyny takie jak ja”. Recenzja książki

Włodzimierz Jurasz
Włodzimierz Jurasz
Zaktualizowano 
Fot. Archiwum
Sztuczna inteligencja coraz bardziej wkracza w nasze życie. Czy grozi nam bunt robotów?

Ideologia LGBT i gender. Islamiści. Zmiany klimatu, a raczej próbujący z nimi walczyć ekologiści. To – tak w każdym razie dowodzi współczesne życie publiczne – największe zagrożenia dla naszej, zachodniej, judeochrześcijańskiej cywilizacji. Walcząc z nimi, spierając się z ich wyznawcami i ideologami, zapominamy o zagrożeniu największym, które może unieważnić wszystkie wymienione spory wraz z ich uczestnikami. To tzw. sztuczna inteligencja, coraz intensywniej wkraczająca w nasze życie, która wkrótce może przybrać kształt nie tylko internetu ze śledzącymi nas algorytmami czy inteligentnych lodówek samodzielnie robiących zakupy, ale i człekokształtnych robotów mających nam służyć. W każdym razie służyć w teorii, w wyobrażeniach co bardziej naiwnych przedstawicieli gatunku homo sapiens.

Były czasy (w połowie XX wieku), kiedy owo zagrożenie błyskotliwie analizowała literatura fantastycznonaukowa, niestety nie traktowana zbyt poważnie, choć tymi zagadnieniami zajmowały się takie tuzy intelektu jak Stanisław Lem czy Isaac Asimov. Potem sprawa jakoś przycichła, tym większe uznanie należy się więc brytyjskiemu pisarzowi Ianowi McEwanowi, autorowi bardzo popularnemu i w Polsce, który właśnie tym problemem zajął się w swojej najnowszej powieści zatytułowanej „Maszyny takie jak ja”. Ponieważ McEwan to nie fantasta, ale pisarz „głównego nurtu” jest nadzieja, że jego powieść zostanie zauważona i potraktowana poważnie.

Rzeczywistość tej książki to świat alternatywny, w którym Alan Turing, uważany za ojca sztucznej inteligencji, nie popełnił samobójstwa, ale nadal żyje, prowadząc badania nad imitującymi człowieka robotami, eksperymentalnie wprowadzonymi do kilkudziesięciu zwykłych domów, gdzie mają pełnić rolę służebną. Tak powstaje fundamentalny (nie tylko dla tej powieści) problem: jak traktować owe rozumne przecież maszyny; w końcu – na co zwraca uwagę autor – sam „Alan Turing często pisał i mówił w młodości, że kiedy maszyny od człowieka nie da się odróżnić po zachowaniu będziemy musieli przypisać jej człowieczeństwo”.

Na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi, tej kwestii nie rozstrzyga jednoznacznie także sam McEwan. Za to stawia kolejne pytania: czy obdarzone zdolnością uczenia się roboty nie usamodzielnią się intelektualnie? Czy na pewnym etapie nie pojawi się zdolność do autorefleksji nad własnym potencjalnym człowieczeństwem? Jak maszyny, z definicji posługujące się wyłącznie logiką, zachowają się w kontaktach z powodowanymi także emocjami ludźmi? I czy w końcu nie doprowadzi to do konfliktu?

Na szczęście dla ludzkości i samopoczucia czytelnika u McEwana roboty nie tyle wywołują bunt (niczym maszyny w „Terminatorze”), ile nie mogąc dostosować się do świata do jakiego trafiły, wpadają w obłęd bądź depresję, dokonując masowo dezaktywacji.

Niestety, nie wszystkie…

Ian McEwan „Maszyny takie jak ja”, Albatros 2019, 350 str.

Czytaj także

Muzotok - AniKa Dąbrowska: "(...) z Roxy jesteśmy przyjaciółkami"

Wideo

Materiał oryginalny: Ian McEwan „Maszyny takie jak ja”. Recenzja książki - Dziennik Polski

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie