reklama

Hytrek-Prosiecka: Może kiedyś doczekamy się kobiety komentującej mecz w polskiej telewizji

Arlena Sokalska
Arlena Sokalska
Zaktualizowano 
Hytrek-Prosiecka: Czy może być przyjemniejsza praca od takiej, w której płacą za chodzenie na mecze?
Hytrek-Prosiecka: Czy może być przyjemniejsza praca od takiej, w której płacą za chodzenie na mecze? Michał Dyjuk
Trener Nawałka ze swoją wiedzą o polskiej piłce, a zarazem z taką, a nie inną osobowością, potrafi wydobyć z polskich piłkarzy nową jakość - mówi Karolina Hytrek-Prosiecka, dyrektor ds. komunikacji i PR Ekstraklasy SA

Porozmawiajmy o piłce nożnej jak kobieta z kobietą. Czyli fachowo.
(śmiech) Nareszcie będą konkrety.

Jak oceniasz Euro? Niektórzy twierdzą, że formuła rozszerzenia turnieju do 24 drużyn nie sprawdziła się, jest sporo słabych, nudnych meczów.
Zawsze, przy każdym meczu, zadaję pytanie: dla kogo ten mecz nie był ciekawy, a z czyjego punktu widzenia był emocjonujący. W każdym kraju mecze reprezentacji są bardzo przeżywane, my też bardzo emocjonujemy się grą naszych piłkarzy. Rozszerzenie formuły do 24 drużyn dało szansę, by pokazały się drużyny mniej znane, jest przecież masa zaskoczeń. To bardzo uznaniowe, jedni powiedzą, że to jest ciekawie, inni powiedzą, że nie. To jest święto futbolu, święto dla kibiców, świadczą o tym wypełnione stadiony. I to jest najważniejsze.

Jaki zespół podobał Ci się najbardziej, kto zrobił na Tobie największe wrażenie?
Mam trudną sytuację w jednym momencie. Zawsze kibicuję Polakom, to jest jasna sprawa, ale z racji korzeni mam kłopot, kiedy gramy z Niemcami. Bardzo lubię niemiecką piłkę, ich celność podań i precyzję w grze. Niemcy bardzo mi się podobali na tych mistrzostwach. Jednak największe wrażenie zrobili na mnie piłkarze Ekstraklasy. I nie mówię tego z przyczyn zawodowych. Nawet światowe media doceniają piłkarzy grających w Polsce, za co chylę czoła przed trenerem Nawałką, bo potrafił ich wyłowić. Od początku miał pomysł na tę kadrę. Wprowadzał do gry najlepszych z Ekstraklasy. Wylewała się na niego fala krytyki dziś widzimy, że miał rację. Postawił na najlepszych z najlepszych, a to wcale nie oznacza, muszą to być piłkarze grający w Bundeslidze czy Premier League. Jest w naszej kadrze dziesięciu piłkarzy, którzy grają tu, obok nas. Nie trzeba jeździć do Francji czy Niemiec, wystarczy pojechać do Krakowa, do Chorzowa czy do Warszawy, by zobaczyć podstawowych zawodników naszej reprezentacji na stadionach Ekstraklasy.

Uważasz, że trener Nawałka to jest człowiek obdarzony taką dużą piłkarską intuicją?
Niedawno przeczytałam bardzo ciekawe zdanie: „Pamiętaj, piłkarzu Ekstraklasy, że Nawałka wie o tobie więcej, niż wiesz o sobie sam”.

Napisał to Rafał Stec ze Sport.pl w swojej analizie po świetnym występie Pazdana w meczu z Niemcami.
Mądre zdanie. Trener Nawałka ze swoją ogromną wiedzą o polskiej piłce, a zarazem z taką a nie inną osobowością, potrafi wydobyć z tych chłopaków nową jakość. Odkrył nowe pokłady ich talentu. To są w większości młodzi ludzie, wszystko przed nimi. Zresztą jestem zwolenniczką tego, by bardzo młodzi piłkarze grali w naszej krajowej lidze, a nie za wszelką cenę wyjeżdżali za granicę. Oni muszą być na odpowiednim etapie rozwoju, nie tylko piłkarskiego, ale i emocjonalnego, by tam osiągnąć sukces. Najlepsi powinni przechodzić do lig zagranicznych, gdy są już dojrzali, tak, jak zrobił to Lewandowski czy Milik. Dobrze, że Adam Nawałka pozwala się rozwijać tym młodszym w kadrze.

Co takiego ma Nawałka, że ci młodzi, ale nawet i ci starsi piłkarze tak bezgranicznie mu ufają?
Miałam okazję poznać pana Adama Nawałkę i muszę powiedzieć, że nie znam drugiego tak sympatycznego i ciepłego trenera. A zarazem czuje się do niego wielki respekt, to jest człowiek, który kieruje się twardymi zasadami, wzbudza zaufanie. I moim zdaniem to są te cechy, które budują nasz zespół. Do tego ma świetny sztab szkoleniowy. Cały czas powtarzam, że to połączenie empatii Nawałki z talentem polskich piłkarzy, tworzy sukces tej drużyny.

Nie tylko nasi piłkarze z Ekstraklasy wybijają się na tym turnieju, bramkę strzelił Słowak Ondrej Duda, błysnął Nemanja Nikolić.
Tak, mamy dziesięciu piłkarzy w naszej reprezentacji, czterech w drużynie Węgier, a Ondrej Duda był pierwszym piłkarzem Ekstraklasy, który strzelił bramkę na tym turnieju. Z kolei Nikolić miał świetną asystę przy samobójczym golu Irlandczyków. Jesteśmy bardzo dumni z tych chłopaków. Są fantastycznymi ambasadorami naszej ligi i cieszę się, gdy dziennikarze piszą, że Ekstraklasa rządzi na Euro. Mam nadzieję, że to pozwoli też zburzyć stereotypy o naszej krajowej piłce. Mamy komfortowe stadiony, świetnych piłkarzy, mamy wyjątkową kulturę kibicowania i nie zmienią tego nawet pojedyncze incydenty, które zdarzają się wszędzie.

Który zawodnik zrobił na Tobie największe wrażenie?
Nie będę oryginalna, jeśli powiem, że był to Bartosz Kapustka (śmiech). Zawsze w przypadku zawodników Ekstraklasy patrzę nie tylko na to, jak grają, bo to jest zasługa ich motywacji czy wyszkolenia, ale również na to, co mówią. To imponujące, że ci młodzi panowie są tak dojrzali, zrównoważeni, potrafią ważyć słowa, docenić przeciwnika. Dziś bardzo ważne jest, przy tej presji medialnej, przy tym natłoku informacji, by umieć się wyciszyć. Taki jest Lewandowski, taki jest Fabiański, taki jest Kapustka i za to ich cenię.
To jest to właśnie kobiece spojrzenie na piłkę? W jednym z wywiadów powiedziałaś, że kobiety oglądają piłkę bardziej intuicyjnie.
To prawda.

Trener Nawałka ma taką umiejętność intuicyjnego patrzenia na piłkę i piłkarzy?
Taki element kobiecy? (śmiech). Moi współpracownicy mają przerażenie w oczach, gdy zaczynam zdanie od: „pamiętajcie, że piłka jest kobietą”. Ale mówiąc poważnie, wielu mężczyzn w piłce jest bardzo osadzonych w przepisach, schematach, statystykach. Kobiety patrzą na grę bardziej kompleksowo. Mam grupę kolegów, z którymi chodzę na mecze i nierzadko się spieraliśmy o przebieg spotkania. I wychodziło na moje. Dlaczego? Nie wiem, może kobiety przewidują dwa kroki naprzód, może inaczej postrzegają zachowanie piłkarzy na boisku, inaczej obserwują ich reakcje. Bardzo emocjonująca jest też piłka nożna kobiet, czasem nawet dość brutalna.

Problem w tym, że gdyby spytać przeciętnego kibica o nazwiska gwiazd kobiecej piłki, to nie będą potrafili ich wymienić. No może Martę, czy Abby Wambach, bo dostawały Złote Piłki i gdzieś tam stały na gali obok Messiego czy Ronaldo.
Piłka kobieca jest moim zdaniem bardzo niedoceniana. Ale myślę, że jesteśmy u progu dość sporej rewolucji. Są kobiety, które zostają sędziami, trenerkami, w Hong Kongu Chan Yuen-ting doprowadziła swoją drużynę do mistrzostwa kraju. Jest też coraz więcej kobiet menadżerek, przeglądałam ostatnio raport UEFA na ten temat. No i gigantyczny, przełom, Fatma Samoura została niedawno sekretarzem generalnym FIFA. Kobiety - niczego nie ujmując mężczyznom - mają świetny zmysł organizacyjny. A w piłce, gdzie jest wiele rzeczy nieprzewidywalnych, jest szalenie ważne, by umieć reagować w spokojny sposób na nagłe sytuacje. Na kongresie FIFA w grudniu zdecydowano, że w każdej konfederacji kontynentalnej w ciałach zarządzających musi znaleźć się kobieta, to jest to przełom.

Parytety jak w polityce?
Jestem przeciwniczką parytetów, bo uważam, że kobieta sprawdza się przez to, co robi. Nie możemy ciągle mówić: jestem kobietą, to mam mieć inaczej. Musimy robić swoje. W Ekstraklasie jest np. Agnieszka Syczewska, wiceprezes Jagielonii Białystok, radzi sobie świetnie, jest przez mężczyzn traktowana na równi. Nie narzekaj-my, że jest nas za mało, tylko idźmy naprzód. I może doczekamy kobiety komentującej mecze piłki nożnej w polskiej telewizji (śmiech).

No właśnie, ostatnio kobieta skomentowała dwa spotkania Euro w niemieckim ZDF i zalała ją fala potwornego hejtu. Nawet w Polsce słyszałam na ten temat złośliwe uwagi. I nie dotyczyły ona tego, że była niekompetentna, to były raczej stwierdzenia w stylu: „kobieta do garów, a nie do komentowania meczów”.
Kluczowa rzecz, to nie była krytyka merytoryczna. A hejtowani są dziś wszyscy i w każdej sprawie. W jednym z krajów skandynawskich dwie kobiety prowadziły studio meczowe i spotykało się to z dobrym przyjęciem. W piłce nożnej oczywiście nie brakuje postaw patriarchalnych, ale nie demonizujmy, róbmy swoje. Doczekamy momentu, że kobiety będą sędziowały mecze na mistrzostwach. Najlepsze ciągle przed nami!

Ile czasu zajęło Ci zrozumienie spalonego? Pytam, bo są mężczyźni, którzy twierdzą, że umysł kobiety nie jest w stanie tego ogarnąć.
Zawsze w przypadku takich docinków odpowiadam: to idź na stadion i spytaj kibiców, czy był spalony, czy nie. Połowa powie, że był, a druga połowa, że nie (śmiech). Nie miałam kłopotów ze zrozumieniem spalonego, czasem mam problem, by dostrzec go na boisku. Ale widziałam nawet sędziów spierających się o to, czy był spalony, więc nie czuję się z tego powodu gorsza. O spalonego pyta każdy, a ja wtedy zawsze odpowiadam: a czym się różni rzut wolny pośredni od bezpośredniego? Wielu mężczyzn nie wie.

Ta Twoja przygoda z piłką jest krótka i dość intensywna. I nie mam tu na myśli tylko samej pracy w Ekstraklasie, ale też i Twoją fascynację piłką. To nie było tak, że od dziecka chodzi-łaś na mecze?
Oglądałam piłkę nożną jak każdy Polak, czyli byłam klasycznym kibicem sukcesu. Choć piłka nożna była w moim życiu obecna od dziecka. Moja mama była w policyjnym sztabie kryzysowym na Śląsku i jeździła na zabezpieczenia meczowe. Wiem wszystko o tym, co się działo wśród kibiców śląskich drużyn 20 lat temu (śmiech). Dziś piłka wygląda zupełnie inaczej, Piast Gliwice został wicemistrzem i będzie grał w pucharach, jest cudowny stadion Górnika Zabrze. To inny świat.

I Ty w ten świat weszłaś trochę przypadkiem?
Kilka lat temu w gronie moich kolegów, dziennikarzy biznesowych, poszłam po raz pierwszy na Legię, namówili mnie mówiąc: chodź, zobacz, jaka to jest świetna zabawa. Poszłam, a potem okazało się, że nie opuściłam ani jednego meczu i że sprawdzam tabelę Ekstraklasy częściej niż notowania giełdowe. Okazało się, że jestem częścią tej jedenastomilionwej publiki. To jest większa grupa ludzi niż ta, która wybrała prezydenta w ostatnich wyborach. (śmiech) Duża siła, którą łączy piłka.
Niektórzy mówią, że dziś Polaków łączy już tylko piłka.
I bardzo dobrze, bo jest neutralna, nieprzewidywalna, piękna. I wszyscy kibicujemy Biało-Czerwonym, zacierają się nawet podziały klubowe, nieważne, że jeden z nich jest z Cracovii, drugi z Ruchu, a trzeci z Legii. To jest fajne.

Długo się zastanawiałaś, kiedy zaproponowano Ci pracę w Ekstraklasie?
Bardzo długo. Osoba, która zaproponowała mi tę pracę, wykazała się ogromną cierpliwością. Odejście z zawodu dziennikarza jest bardzo trudną decyzją, zwłaszcza, jeśli idzie się w tak bardzo nieznany świat. Nie miałam zawodowych związków z piłką nożną, to było moje hobby. Po 13 latach pracy na antenie, kiedy każdy dzień przynosi coś innego, zmiana zawodu jest bardzo trudna. Zastanawiałam się wiele miesięcy.

Dziś nie brakuje Ci tej adrenaliny, związanej z anteną, newsami?
Gdybym miała wskazać pracę, która przynosi mi tyle emocji i adrenaliny, co dziennikarstwo, to jest nią właśnie piłka nożna. Poza tym, podobnie jak w dziennikarstwie, moja praca jest moją pasją, a moja pasja moją pracą. Powiem więcej, dziennikarzom życzyłabym tak wielu pozytywnych emocji, jakie daje piłka nożna.

Poza tym, czy może być przyjemniejsza praca od takiej, w której płacą za chodzenie na mecze? (śmiech). A jako była dziennikarka ekonomiczna lubię też patrzeć na piłkę pod kątem biznesowym, to jest fascynująca branża.

Co uznasz za swój sukces na przykład po roku pracy?
Bardzo trudne pytanie.

Zwiększenie liczby kibiców albo lepszy wizerunek Ekstraklasy?
Nie wiem, czy uda się to po roku. Zresztą ten sezon był już rekordowy: 2,7 mln kibiców na trybunach, 20 wyprzedanych meczów, tego wcześniej nie było. Dla mnie kluczowe jest obalenie stereotypów dotyczących polskiej piłki. To byłby nasz wspólny sukces.

Na meczach klubowych, nie tylko w Polsce, jest zazwyczaj fantastyczna oprawa. Ale niestety są też i race, na Euro zresztą też były takie incydenty. To odstrasza. Wszyscy zadają sobie pytanie, jak można przemycić je na stadion. Błąd ochrony?
Jest niewątpliwie niepokojące, że w dobie terroryzmu, zwłaszcza we Francji, takie rzeczy się zdarzają. I to może wzbudzać pewne wątpliwości co do bezpieczeństwa. A w Polsce race są zakazane i koniec. Czy to się komuś podoba, czy nie, rac na stadion wnosić nie można. Każdy, kto odpala race, łamie prawo. Toczyły się dyskusje na temat zalegalizowania ich w Polsce, bo są ligi, gdzie jest to dopuszczalne. Na dziś jest to jednak zakazane. I nawet, gdy race są pięknym elementem oprawy, wlepia się karę organizatorom spotkania. Dura lex, sed lex.
Myślisz, że osiągnięcia naszej reprezentacji na Euro mogą rozbudzić w Polakach namiętność również do piłki krajowej?
Bez dwóch zdań. Efekt Euro 2012 trwał ponad dwa lata. Dziś, przy tych sukcesach, które ma reprezentacja, może to potrwa nawet dłużej. Piłkarze Ekstraklasy świetnie się zaprezentowali, więc mówię wszystkim: idź, człowieku, kup bilet za 25 zł i pokaż swojemu dziecku Kapustkę.

Albo idź na Legię i zobacz Pazdana na żywo?
Albo Stępińskiego w Ruchu Chorzów, to bardzo obiecujący zawodnik. Ale jest jeszcze jedna rzecz. Polacy pokazują na Euro fantastyczne kibicowanie, nie ma chuligańskich zachowań, jak w przypadku innych reprezentacji.

A największy stereotyp jest taki, że na polskich stadionach bywa niebezpiecznie. Jeden incydent na 300 meczów to niebezpiecznie? Przy czym dziś już nawet nikt nie pamięta, co tym incydentem było. Jeżeli uda nam się pokazać, że świat polskiej piłki wygląda zupełnie inaczej, to będzie sukces.

Wystarczy przyjść na stadion i przekonać się, że to, co pamiętamy sprzed 10 lat, już nie istnieje. Na stadionach jest coraz więcej kobiet, coraz więcej dzieci. Jest nawet grupa zakonnic, która przychodzi na mecze i kibicuje. Mamy świetną kibickę, panią Julię Kmiecik, która ma 90 lat i od pół wieku przychodzi na mecze Wisły. Nasza liga na tle innych jest naprawdę spokojna. Warto pokochać to, co nasze, krajowe. Narodowe (śmiech).

Teraz jest moda na wszystko narodowe. Ale nie pomagają takie sytuacje, jak choćby ta ze słynnym transparentem, na którym grożono dziennikarzom, między innymi Monice Olejnik.
Na tego typu transparenty nie ma miejsca na stadionach. Po prostu. Stadion jest miejscem emocji sportowych, piłka ma łączyć. Kluby wykonały niesamowitą pracę z kibicami. Dziś na większości meczów nie pojawiają się żadne transparenty. Po prostu - tak to w życiu bywa - jeżeli na 300 meczów wydarzy się jeden incydent, to wszyscy właśnie o tym mówią.

I na tej podstawie kreuje się rzeczywistość. A to są sytuacje potępiane również przez samych kibiców. Zresztą bardzo się zawsze oburzam na hasło pseudokibice. Nie żadni pseudokibice, tylko chuligani. I tacy są eliminowani ze stadionów. Ci, o których rozmawiamy także dostali zakazy stadionowe.

Z czystym sumieniem zaprosiłabyś na stadion matkę czy ojca z dzieckiem? Albo całą rodzinę?
Oczywiście. Powiem więcej, mamy na stadionach cudowne sektory rodzinne...

O czym mało kto wie.
A szkoda, bo są naprawdę świetne. Często są oddalone od trybun z ultrasami, nie ze względów bezpieczeństwa, ale ze względu na głośny doping, są dzieci, które tego nie lubią. Na niektórych stadionach można też wypożyczyć takie specjalne hełmofony dla dzieci, które chronią je przed hałasem, a jednocześnie pozwalają oglądać mecz. Na Euro też takie widziałam. Ale byłam meczu Legii, na którym ten sektor rodzinny kibicował głośniej niż Żyleta, a to naprawdę wyczyn. Było to przezabawne, bo kibice Legii potrafią być głośno przez 90 minut.

Kibice Legii mogliby też nauczyć kibiców reprezentacji śpiewania, bo „Sen o Warszawie” wykonują znakomicie.
To prawda. Ale ta potyczka z kibicami Irlandii, gdy śpiewaliśmy im „Ogórek, ogórek, zielony ma garniturek” też była znakomita. Mistrzostwo świata. I takich sytuacji jest dużo na polskich stadionach. Media - i mówię to jako była dziennikarka - często zajmują się tym, co jest negatywne. Im wcześniej rodzice nauczą dzieci tego pięknego kibicowania, tym lepiej będzie w przyszłości.

A co zdarzy się w najbliższej przyszłości? Jak daleko zajdzie polska reprezentacja na Euro?
W piłce wszystko może się zdarzyć, Brazylia przecież szybko odpadła z Copa America. Ale jak patrzę na umiejętności polskich piłkarzy i ich zaangażowanie, to marzę o półfinale. Jesteśmy już chyba na to gotowi.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

K
Kulawy

A ja chcialbym aby sprawozdawca na nastepnych Euro byl inwalida. Tego wymaga elementarna polityczna poprawnosc. Kobiety moga byc sprawozdawcami na turniejach kobiecych.

@

... ale mi brakuje tvn cnbc, tego najstarszego, gdy widziałem K H-P biegającą z mikrofonem. Najlepszy format kiedykolwiek.

a
abcd

?

Dodaj ogłoszenie