Hubert Zdankiewicz: Z precyzją szwajcarskiego zegarka

dziennikarz działu sport, Szwajcaria
Do czego to doszło - pomyślałem sobie, obserwując świętujących na ulicach Bazylei tureckich kibiców.

Do czego to doszło - pomyślałem sobie, obserwując świętujących na ulicach Bazylei tureckich kibiców. Pamiętacie uśmiechy politowania towarzyszące transferowi Romana Koseckiego do Galatasaray Stambuł? Pamiętacie oburzenie po tym, jak nasza reprezentacja przegrała z Turkami 1:2 w eliminacjach mistrzostw świata? Kiedy to było? Raptem kilkanaście lat temu.

Dziś to Turcy patrzą na nas z politowaniem. Serio. Po wtorkowej konferencji prasowej Fatiha Terima wpadłem na znajomego dziennikarza z Trabzonu. - Gratulacje, nie spodziewałem się, że zajdziecie tak daleko - rzuciłem na powitanie. - Ja też nie - odparował z uśmiechem. - Nie spodziewałem się również, że twoja reprezentacja zagra tak słabo. Co się z wami stało? - nie mógł zrozumieć.

Próbowałem mu wytłumaczyć. - Wiesz, przyjacielu, my mieliśmy podobne problemy - przerwał mi po kilku minutach słuchania skróconej historii polskiej piłki. A potem opowiedział, jak zrobili to nad Bosforem. Mówił o ściąganiu zagranicznych trenerów. O tym, jak wzrosło zainteresowanie futbolem w Turcji od momentu, gdy mecze ekstraklasy zaczęto pokazywać w ogólnodostępnej telewizji.

O tym, jak rosnące zainteresowanie przekładało się na zyski klubów. O tym, jak mogły zainwestować dzięki nim w rozbudowę stadionów i kupno zagranicznych gwiazd, a także na szkolenie młodzieży. Słuchając go, przestałem się dziwić, dlaczego Turcy po raz drugi w ciągu sześciu lat dotarli do półfinału wielkiej imprezy, a ich kluby regularnie grają w Lidze Mistrzów. - Zróbcie to samo - poradził mi na pożegnanie.

Miał rację. Tylko jak to zrobić w Polsce, gdzie odspawanie leśnych dziadków od stołków w PZPN wydaje się zadaniem niewykonalnym? Tu przypomniał mi się przykład rosyjski. Kilka lat temu, kiedy tamtejsza piłka sięgnęła dna (reprezentacja przegrała 1:7 z Portugalią w eliminacjach mistrzostw świata), prezydent Władimir Putin po prostu? rozgonił miejscowy PZPN, zatrudniając specjalistów od zarządzania i marketingu.

Zupełnie nie przejmował się przy tym pogróżkami FIFA o "naruszaniu autonomii związku". Efekty widać dziś gołym okiem i - co ciekawe - nikt za to Rosji nie zawiesił. Może więc warto spróbować raz jeszcze?

A zresztą, do diabła! Niech nas nawet zawieszą. Na co mamy czekać? Aż zaczną się z nas śmiać w Kazachstanie?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie