Hollande może się okazać nie taki straszny

Wojciech Rogacin
Polskapresse
Kryzys finansowy w Europie zbiera swoje polityczne żniwo. Niezadowolenie z twardej polityki oszczędności i cięć wydatków doprowadziło do wyborczej porażki Nicolasa Sarkozy'ego i wyniosło we Francji na szczyt socjalistę François Hollande'a, który obiecuje nie tylko koniec cięć, ale wręcz zwiększenie wydatków socjalnych

Złość na niekończące się reformy polegające na kolejnych cięciach wydatków doprowadziła też do porażki wyborczej partii koalicyjnych w Grecji i spektakularnego sukcesu radykalnych ugrupowań, w tym neonazistowskiej Złotej Jutrzenki, zapowiadających rewizję narzuconych przez Brukselę programów oszczędnościowych. Zarówno wybory we Francji, jak i w Grecji oznaczają, że w przeciągu roku wyborcy pozbawili urzędu już połowę szefów rządów 15 krajów strefy euro.

Powstaje pytanie, czy ortodoksyjna polityka oszczędnościowa wprowadzona i narzucona Europie przez duet Merkel - Sarkozy ma jeszcze szansę się utrzymać. Zwłaszcza że coraz więcej ekonomistów w krajach strefy euro i w instytucjach finansowych stwierdza podobnie jak François Hollande, że polityka cięć i oszczędności prowadzi nie do uzdrowienia, ale do jeszcze większej recesji. Skarży się na to nie tylko Grecja, ale też Hiszpania i inne kraje, które musiały się poddać "kuracji odchudzającej".

Wybór François Hollande'a na prezydenta Francji wprowadzi więc nową dawkę niepewności co do realizacji paktu fiskalnego i niemieckich pomysłów na ratowanie finansów Eurolandu. Pocieszeniem dla zwolenników dotychczasowego programu naprawy finansów może być to, iż Hollande zaczyna się wycofywać ze swych najbardziej radykalnych wypowiedzi. Już nie mówi, że pakt fiskalny należy odstawić do lamusa, ale zrewidować.

Nowo wybrany francuski prezydent również rozwiał obawy o rozbicie francusko-niemieckiego tandemu, który nadaje ton Unii. Pierwszą rozmowę telefoniczną po wygranych wyborach Hollande przeprowadził z niemiecką kanclerz Angelą Merkel. Jak najszybciej chce się również wybrać do Berlina w swą pierwszą podróż zagraniczną. Zamierza przekonywać Merkel do zwiększenia wydatków unijnych, co jedynie - jego zdaniem - może stymulować wzrost gospodarczy. I zapewne będzie mieć w tej kwestii poparcie przywódców takich krajów jak Holandia.

Zdaniem ekspertów Hollande nie okaże się taki straszny, jak sam malował się w wyborach. Kiedy tylko zetknie się bezpośrednio z liczbami wyznaczającymi stan europejskiej i francuskiej gospodarki, będzie musiał spuścić z tonu i w dużej mierze kontynuować politykę swego poprzednika.

Wojciech Rogacin, zastępca redaktora naczelnego "Polski The Times"

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
al
W demokracji jak kto chcialby byc straszny to wylatuje z urzedu po roku albo dwoch jak Kaczynski. Nawet Kaczynski nie byl taki straszny bo nie mogl byc, on sam mowil o impossybilizmie, czyli niemoznosci zrealizowania strasznych zamiarow. A w sferze gospodarczej Kaczynski zachowal sie nie jak socjalista, jakim sie przedstawia, tylko rasowy liberal. Niektore jego dzialania byly tak liberalne, ze az smieszne. Mam tu na mysli walke z pielegniarkami, ktore chcialy podwyzki glodowych plac. Z drugiej strony obnizki podatkow dla bogatych, zniesienie podatkow od spadkow tez dla bogatych i inne tego typu posuniecia to typowe zachowanie liberalne. Natomiast wspieranie stoczni i zwiazkowcow to typowa kielbasa wyborcza,ktora jest stosowana przez wszystkich politykow - dzialanie szkodliwe dla panstwa oczywiscie.
Dodaj ogłoszenie