Hiszpania poprosiła strefę euro o pomoc. Inwestorzy nie wierzą w szybki koniec kryzysu

Joanna Pieńczykowska
Giełdy w całej Europie zaświeciły wczoraj na czerwono. Najwięcej straciła hiszpańska giełda - główny indeks giełdowy Ibex obniżył się o 3,67 proc. Z kolei niemiecki Dax spadł o 2,09 proc., a francuski CAC 40 - o 2,24 proc. Na minusach rozpoczęły dzień giełdy W USA. Pesymistyczne nastroje inwestorów na zachodzie Europy miały też przełożenie na polską giełdę - główny warszawski indeks giełdowy WIG20 obniżył się o 1,51 proc.

Powodem spadków były obawy inwestorów o przyszłą sytuację gospodarczą w UE. Problemy nadmiernie zadłużonych państw strefy euro pogłębiają się. - Inwestorzy nie wierzą, że uda się szybko znaleźć rozwiązanie - mówi Piotr Kuczyński, główny ekonomista Xelionu.

Po Grecji teraz Hiszpania oficjalnie poprosiła strefę euro o pomoc finansową. W poniedziałek hiszpański minister finansów Luis de Guindos złożył na ręce szefa Eurogrupy Jeana-Claude'a Junckera oficjalną prośbę swojego rządu o wsparcie hiszpańskich banków funduszami pomocowymi. Minister de Guindos powiedział tylko, że spodziewa się, że oprocentowanie pożyczek dla banków hiszpańskich powinno wynieść 3-4 proc., a kredyty powinny być udzielone na ponad 15 lat.

Na ratowanie hiszpańskiego sektora bankowego potrzeba około 62 mld euro

Oficjalnie kwoty, jaka jest potrzebna, nie podano. Jednak - jak wynika z przedstawionej pod koniec ubiegłego tygodnia wyceny audytorów - na ratowanie hiszpańskiego sektora bankowego potrzeba ok. 62 mld euro. Dokładniejsze audyty mają być przeprowadzone w hiszpańskich bankach przez firmy Deloitte, KPMG, PwC i Ernst & Young, a rezultaty spodziewane są około 31 lipca.

I choć siedemnaście krajów unii walutowej zobowiązało się już wcześniej, na spotkaniu 9 czerwca, przeznaczyć na dokapitalizowanie hiszpańskich banków sumę nawet do 100 mld euro, to nie oznacza to wciąż rozwiązania problemów ani Hiszpanii, ani całej strefy.

- Inwestorzy zrozumieli już jakiś czas temu, że tego kryzysu nie da się powstrzymać, pożyczając pieniądze krajom południa Europy. Zrozumieli, że skończy się to wszystko na dwa sposoby: albo wyjściem ze strefy euro państw takich jak Grecja, Hiszpania, a może także Włoch, albo potężnym dodrukiem pieniądza i wysoką inflacją. I jeden, i drugi scenariusz prowadzi do kryzysu i głębokiej recesji. Niestety, inwestorzy nabierają przekonania, że najbliższe lata będą dla Europy bardzo ciężkie - mówi ekonomista Krzysztof Rybiński.

Zdaniem analityków inwestorzy nie spodziewają się również, by do przełomowych ustaleń doszło podczas zbliżającego się szczytu Unii Europejskiej, który planowany jest w dniach 28-29 czerwca. Coraz mniej z nich wierzy, że uda się wypracować rozwiązania, które będą mogły skutecznie zwalczyć kryzys i oddalić ryzyko pogłębienia recesji. Nie pomagają też mało optymistyczne wypowiedzi polityków.

Rzecznik niemieckiego rządu Steffen Seibert powiedział, że nie należy się spodziewać na najbliższym szczycie UE decyzji w sprawie programu reform dla Grecji. Sama kanclerz Merkel powiedziała, że na szczycie nie zamierza się zajmować pomysłem wyemitowania euroobligacji. Dyskusje wzbudza również projekt powołania unii bankowej, który pojawił się kilka tygodni temu. Naciska na nią m.in. włoski premier Mario Monti. Wspólne gwarancje banków, a także pogłębienie integracji bankowej i fiskalnej miałyby zapobiec atakom spekulantów na słabsze, mocno zadłużone europejskie państwa.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie