Historia dopadnie nas jeszcze nieraz

Wiktor Świetlik, komentator
Póki "faceci w czerni" nie wymażą nam pamięci, grożą nam wielkie spory.

W jednym z opowiadań wielkiego amerykańskiego pisarza Philipa K. Dicka pojawia się przedstawiciel nowego etapu ewolucji człowieka, generacji następnej po homo sapiens. Nie pamięta przeszłości, widzi za to najlepszą dla siebie wersję przyszłości. Nie zastanawia się, a dokonuje - jak komputer - logicznych wyborów zero-jedynkowych, bo wie, co się zdarzy.

Przedstawiciele starego świata, wciąż próbujący ratować się pamięcią i doświadczeniem, nie mają z nim szans. Nowy człowiek uchyla się przed strzałem, bo widzi, gdzie padnie. Nie jest mu w stanie oprzeć się żadna kobieta, bo dokładnie wie, jaką ścieżką podążyć, by ją uwieść. My też mieliśmy stać się takimi nadludźmi z przyszłości. Ale nad Wisłą jest na to jeszcze dużo, dużo za wcześnie.

Miała być postpolityka, demobilizacja społeczeństwa, wygaszenie sporów. Według wizji PO - ale też dużej części wyborców z jesieni - mieliśmy się zająć ogródkiem, rodzinnym budżetem, gospodarką. Dzieje najnowsze mieliśmy wreszcie sobie odpuścić. Zacząć je traktować co najwyżej jak program o nowozelandzkim chrząszczu wetapunga wyświetlanym przez Animal Planet.

A tu znowu historia dała nam w pysk. W zeszłym tygodniu w Warszawie płonęły opony palone przez stoczniowców, trwał bunt służby zdrowia, kolejarze zapowiedzieli dzieciom, że w wakacje i tak nigdzie nie dojadą, bo pociągi staną, nauczyciele zapowiedzieli, że owe dzieci i tak nie będą miały gdzie wracać po wakacjach, bo we wrześniu oni z kolei będą strajkować. W tym czasie Polska żyła niemal wyłącznie książką o "Bolku".

Ten spór podzielił Polskę bardziej niż jakakolwiek pomostówka i jakikolwiek podatek. Tak wstrzemięźliwi do tej pory w konstruowaniu spiskowych teorii dziejów politycy PO już kreślą wizję politycznego układu, który doprowadził do powstania książki. Prawicowcy odkurzają zaś schemat esbeckich sieci, które nie pozwoliły oczyścić Polski i doprowadzały do tego, że polityka kraju niejednokroć była motywowana ludzkimi uwikłaniami, a nie jego interesem.

Ale jeśli wczytamy się w samą publikację IPN, także w opis i spekulacje dotyczące decyzji podejmowanych choćby przez prokuraturę czy sądy lustracyjne, to można z nich wyciągnąć nieco inny obraz Polski niż ten, który każe podzielić Polskę na uczciwych ludzi i esbecki układ. To obraz uwikłania pokaźnej części elity kraju w przeszłość. Widocznie zbyt dużej części, a do tego rodzin, znajomych, byśmy do tej pory mieli się z tego oczyścić.

A zbyt małej, by wszyscy zgodnie uznali, że lepiej to sobie odpuścić. I - jak chciałaby tego lewica - zabetonowanie archiwów IPN (najlepiej zapewne wraz z pracownikami Instytutu) nic tu nie pomoże. Wystarczy wspomnieć, że teczkami grał swojego czasu także Jerzy Urban.

Być może książka Gontarczyka i Cenckiewicza powinna być trochę inna. Być może nie byliśmy gotowi na ten spór i powinniśmy odczekać jeszcze 10 lat. Ale jeśli ktoś wierzy, że można było nad tym po prostu przejść do porządku dziennego, to jest naiwny. Musieliby się pojawić jacyś "faceci w czerni" i zresetować pamięć całej Polsce. Nie tylko pamięć 1970 roku, bo tu istotnych świadków jest kilkudziesięciu, może kilkuset, ale także zbiorową pamięć roku 1992 i lat późniejszych, akcji Macierewicza, słów Świtonia, zarzutów Walentynowicz, spekulacji Czumy czy Bugaja.

Czy się to komuś podoba, czy nie, wkrótce czekają nas odsłony innych wielkich sporów historycznych, kolejne próby usuwania białych plam z najnowszych dziejów, które sprawią, że duża część Polaków znowu porzuci kosiarki i dyskusje analityków rynkowych w CNBC i wybierze przeszłość. TVN właśnie wyemitował serię dokumentów o superszpiegu Marianie Zacharskim, w którym ponownie pojawiło się pytanie o to, czy prominentni politycy lewicy z Józefem Oleksym na czele pracowali na rzecz Moskwy.

Wkrótce ta sama telewizja wyświetli jeszcze inny dokument, który - wygląda na to - już doprowadził do ostatecznego zwolnienia Lesława Maleszki z "Gazety Wyborczej". "Trzech kumpli" - historia Maleszki, Pyjasa i Wildsteina będzie jednym z mocniejszym głosów w sprawie lustracji. Trudno będzie obok tego filmu przejść obojętnie.

Nowe tropy i wątpliwości pojawiają się w sprawie zamachu na papieża, morderstwa księdza Popiełuszki, niewyjaśnionych mordów innych księży w drugiej połowie lat 80., w tym księdza Stanisława Suchowolca. Stan naszej wiedzy na temat mordu Grzegorza Przemyka czy trybu podejmowania decyzji o strzelaniu do górników w Wujku wciąż pozostawia zbyt dużo do życzenia. Ławy oskarżonych były zdecydowanie zbyt krótkie i takie jest odczucie społeczne.

Wciąż odżywa spór o stosunek Polaków do Żydów w czasie wojny. I będzie odżywał bez względu na to, czy będzie motywowany przez Grossa, czy kogoś innego. Wkrótce czeka nas akcja roszczeniowa, a przy okazji pewnie rachunek sumienia nie tylko dla autorów marcowych czystek, ale i ich licznych kibiców.

Zbyt wielu ludzi w Polsce, tak naprawdę wciąż większość jej elity, była po jednej, drugiej, a czasem i po obu stronach zaangażowana w przeszłość, by mogła teraz skupić się tylko na indeksie giełdowym. A jeśli chodzi o moje pokolenie, które w dorosłość wchodziło po 1989 roku, to zauważyłem, że dzieci wyborów rodziców bronią często z większą gorliwością niż własnych. Nie darmo w większości kultur obraza czyjejś matki traktowana jest gorzej niż obraza jego samego.

Za ciekawą mamy historię, byśmy mogli ją z siebie wykorzenić, choć wieszczy się to od lat. Już kilkanaście lat temu furorę zrobiła telewizyjna wypowiedź licealistki, która powiedziała, że zabici w Wujku górnicy to dla niej prehistoria. Przyjmowano te słowa z mieszanką przerażenia i fascynacji. - Oto rośnie nam właśnie takie nowe pokolenie pozbawione kodu kulturowego, który do tej pory nosili w sobie wszyscy Polacy - krzyczano z przerażeniem.

Wcale aż tak bardzo nie zdziwiłbym się, gdyby ta dziewczynka nie miała teraz klarownego zdania na tak lub nie w sprawie współpracy Lecha Wałęsy. A kto wie? Może zmieniła zdanie i pracuje w IPN?

Przypomina mi się tu jeszcze jedna historia, którą kiedyś słyszałem. Szef pewnego niemieckiego koncernu miał spotkać się z jednym z bardzo ważnych polskich polityków. Planowano kurtuazyjną rozmowę. Niemiec mówił o tym, że trzeba patrzeć w przyszłość, a nie rozdrapywać rany. - Pan musi nas zrozumieć. To miasto zburzyliście. Kilka kilometrów stąd był mur getta, którego ludność zagazowaliście.

A wszędzie tu chodzimy nad trupami ludzi zamordowanych przez Niemców - miał mu odpowiadać spokojnie polski polityk. Niemiecki menedżer był twardym facetem, ale jak wychodził, trzęsły mu się i nogi, i ręce. Taki już jest ten nasz kawałek świata. Nie trzeba polityki historycznej, by stać się niewolnikiem historii. Wystarczy po prostu tu być.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

z
zawiedziony
prosze mi wybaczyc, ale juz ktorys raz zainwestowalem czas w przeczytanie pana tekstu i nic sensownego nie znalazlem - prosze postarac sie wymyslic jakas teze, a pozniej nadac forme - a tak zawsze takie pitu, pitu ktore rownie dobrze moglaby napisac owa licealistka
Dodaj ogłoszenie