Henrique Capriles Radonski. Żyd polskiego pochodzenia nie powstrzymał rewolucji Chaveza [ZDJĘCIA]

Wojciech Rogacin
Nie będzie (na razie) w Wenezueli prezydenta z polskimi korzeniami. Henrique Capriles Radonski z partii Najpierw Sprawiedliwość, którego dziadek walczył w szeregach polskiego podziemia w czasie II wojny światowej, rzucił Chavezowi największe wyzwanie polityczne w 14-letniej karierze prezydenta tego kraju. Przegrał jednak nieznacznie wybory prezydenckie. Havez, przyjaciel Fidela Castro, zwolennik nacjonalizacji i wróg Ameryki, rządzić będzie przez kolejne sześć lat.

"Rewolucja znów zwyciężyła" - tymi oklepanymi w części Ameryki Południowej słowami Hugo Chavez przywitał wyniki komisji wyborczej, która w nocy polskiego czasu podała, że zdobył on 54 procent głosów i pokonał w wyborach prezydenckich kandydata opozycji Henrique Caprilesa Radonskiego. Jak podaje dziennik "The Times", place i ulice Caracas po ogłoszeniu wyborów zapełniły się wiwatuącymi zwolennikami prezydenta, wymachującymi flagami, trąbiącymi w rogi, puszczającymi sztuczne ognie. On sam z balkonu Pałacu Miraflores ogłosił, że "ludzie zagłosowali na socjalizm".

Wielu mieszkańców Wenezueli, zwłaszcza tych najbiedniejszych, kocha Chaveza za jego program socjalny, który daje im jako takie środki utrzymania. Jednak coraz liczniejsze są kręgi społeczeństwa, które mają dość panoszącej się korupcji, upadku gospodarki, wielkiego wzrostu przestępczości zorganizowanej. A także hojnego wydawania przez Chaveza pieniędzy uzyskanych z ropy na wspieranie reżimów typu kubańskiego. Wielu właścicieli majątków boi się też szalonych planów nacjonalizacji, głoszonych przez Chaveza. Jak pisze "The Times", przed wyborami ogłosił on, że zamierza znacjonalizować wyspy należące do "bogaczy". Ameryka oskarża go nie tylko o wspieranie dyktatorskich reżimów, utrzymywanie bliskich kontaktów z Kubą, Syrią czy Iranem, ale również kolumbijskich guerillas i przemytników narkotyków.

W takiej sytuacji nadzieją na powstrzymanie szalonych rządów Chaveza dla rzesz mieszkańców Wenezueli był młody, 40-letni, energiczny Henrique Capriles Radonski. Ten wykształcony gubernator stanu Miranda wygrał prawybory partii opozycyjnych i w lutym został mianowany wspólnym kandydatem opozycji przeciwko Chavezowi. W czasie kampanii odbył niezliczoną liczbę podróży po kraju. Agitował, przemawiał, zachęcał. Rodacy nadali mu przydomek "chudzielec" ze względu na jego szczupłą sylwetkę.

Capriles Radonski wiedział jednak, że mimo niespotykanego w ciągu ostatnich kilkunastu lat poparcia dla opozycji w społeczeństwie, jego walka wyborcza z Chavezem będzie szalenie trudna. Jak podaje "The Times", już w czasie kampanii mówił, że to będzie starcie Dawida z Goliatem. Aby zyskać jak największe poparcie ogłosił, że program socjalny Chaveza dla najuboższych jest potrzebny, ale musi być sprawiedliwie wprowadzany w życie. W wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" Capriles Radonski mówił, że to historia jego dziadka, walczącego w polskim podziemiu była dla niego inspiracją do politycznej walki.

Jego dziadek Andres Radonski, wraz z babcią Lili Bochenek de Radonski przetrwali warszawskie getto, gdy dziadek wstąpił w szeregi armii podziemnej walczącej z hitlerowcami. Po wojnie Andres Radonski, wykształcony w II Rzeczpospolitej inżynier, założył nawet kino w Warszawie, ale w 1947 roku wyemigrował z żoną do Wenezueli.

Capriles Radonski opowiadał "Rzeczpospolitej", że był zżyty z babcią. - Słuchałem tych wszystkich historii wojennych z wielką uwagą. Myślę, że to co dziadkowie wtedy przeżyli, nauczyło mnie determinacji w walce z przeciwnościami i niesprawiedliwością. Równie ważny jest też szacunek dla innych narodowości i religii, którego uczyła mnie babcia. Moja rodzina znalazła w Wenezueli dom i możliwość rozwoju. Zawsze o tym pamiętam - mówił.

Jak podaje dziennik "The Times", wybory prezydenckie w Wenezueli wywołały niemal powszechną mobilizację społeczną. Frekwencja wyniosła 80 procent, a żeby zagłosować na kandydata opozycji na ten czas do kraju wróciło wielu ekspatriantów. To dlatego zwycięstwo Chaveza do ostatnich chwil wisiało na włosku. Po uznaniu swej porażki Henrique Capriles Radonski wezwał jednak Chaveza do uszanowania głosu narodu, którego niemal połowa opowiedziała się przeciwko dotychczasowemu stylowi rządów.

"The Times" pisze, że dziennikarze zapytali Chaveza czy zamierza być u władzy również po następnych wyborach w 2018 roku, kiedy miną już dwie dekady jego rządów. Odpowiedział: "Dwadzieścia lat jest niczym".

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
klara
Teraz znów wybory. Oby nie wygrał. Trzeba trzymać kciuki za Pana maduro.
z
zz
Nie Zyd, a Wenezuelczyk. Wstydz sie, Polsko.
a
ala
ze mosiek przegral
Dodaj ogłoszenie