Gwiazdy potrafią też grać dla idei

Marian Kmita
Trzeba ruszyć w Polskę, aby się przekonać, że polski sport to nie tylko Robert Lewandowski, jego koledzy i ich, a zarazem nasze problemy. Dość o PPV, szansach z Anglią i bólu głowy Fornalika.

W sobotę zajechałem do Oleśnicy, gdzie zorganizowano charytatywny turniej siatkarski z udziałem Skry Bełchatów, AZS Częstochowa, mistrza Niemiec SCC Berlin i beniaminka Serie A - Sir Safety Perugia. I powiem szczerze, że zaproszenie przyjąłem raczej ze względu na silną obsadę turnieju niż na jego pozasportowe aspekty. A jak od czasu do czasu człowiek musi wyjechać z Warszawy, to dopiero wtedy ma szansę spotkać prawdziwych pasjonatów sportu, a zarazem ludzi o wielkim sercu.

Wojciech Rozdolski - młody zapaleniec - prezes czwartoligowego Siatkarza Oleśnica, kilka lat temu wymyślił ideę turnieju siatkarskiego rozgrywanego na rzecz pomocy chorym dzieciom. Od trzech lat turniej jest rozgrywany w Oleśnicy w nowej miejskiej hali, nie największej, ale przytulnej. Przed pierwszym meczem spotkałem Konrada Piechockiego, prezesa Skry, i zapytałem: - Konrad, co wy tu robicie? Pasuje wam to w przygotowaniach do sezonu? A on na to: - Tu nie chodzi, ani o Skrę, ani o sezon, tylko o te chore dzieci. My sobie damy radę, one nie. Oczywiście, później dodał jeszcze coś o popularyzacji siatkówki w mniejszych ośrodkach, ale pierwszym zdaniem wyłuszczył sedno sprawy. Faktycznie chodzi o chore dzieci i generalnie sport w życiu chorych i niepełnosprawnych. I jak tak sobie siedziałem na trybunach oleśnickiej hali, to coraz bardziej rozumiałem, jak ważną rolę pełni w życiu społecznym każdego kraju tak wielkie wydarzenie - jak igrzyska paraolimpijskie - i tak małe - jak turniej w Oleśnicy. W jakimś sensie, w uniwersalnej skali humanistycznych wartości są sobie równoważne. Później poczytałem nieco w miejscowej prasie wypowiedzi rodziców dzieci, na rzecz których grano w Oleśnicy w przeszłości. Twierdzili, że pomoc finansowa z dochodów turnieju to jedno, ale ważniejsza była pomoc psychiczna - świadomość bycia równym tym, których nic nie boli. Z tego dzieci cieszyły się najbardziej i cieszą do dzisiaj. I może w skali nie tylko sportowego Uniwersum są to znikomo ważne fakty, ale czyż to nie piękne, że Winiarskiemu, Plińskiemu i Wlazłemu chciało się grać dla idei innej niż swoje pieniądze? Chciało się grać dla ciężko chorego dwuletniego Natanka i przykutego do wózka 17-letniego Tomka. Chciało się i tyle. Tak trzymać, nie tylko siatkarze.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie