Grzegorz Religa, syn Zbigniewa Religi: Nie jesteśmy żadnymi...

    Grzegorz Religa, syn Zbigniewa Religi: Nie jesteśmy żadnymi bogami. Lekarz nie może decydować o czyimś życiu lub zdrowiu [WYWIAD]

    Dorota Kowalska

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Grzegorz Religa, rocznik 1967, kardiochirurg, syn Zbigniewa Religi.  Ordynator oddziału kardiochirurgii szpitala im. Wł. Biegańskiego w Łodzi. Zaangażowany

    Grzegorz Religa, rocznik 1967, kardiochirurg, syn Zbigniewa Religi. Ordynator oddziału kardiochirurgii szpitala im. Wł. Biegańskiego w Łodzi. Zaangażowany we współpracę z Fundacją Rozwoju Kardiochirurgii w Zabrzu. Wykonał najwięcej w Polsce wszczepień sztucznych komór wspomagania serca ©fot. Bartłomiej Ryży

    Nie jesteśmy żadnymi bogami. Lekarz nie może decydować o czyimś życiu lub zdrowiu. Jego rolą jest przedstawić możliwości i maksymalnie wykorzystać wiedzę i umiejętności w celu pomocy choremu - mówi kardiochirurg Grzegorz Religa.
    Grzegorz Religa, rocznik 1967, kardiochirurg, syn Zbigniewa Religi.  Ordynator oddziału kardiochirurgii szpitala im. Wł. Biegańskiego w Łodzi. Zaangażowany

    Grzegorz Religa, rocznik 1967, kardiochirurg, syn Zbigniewa Religi. Ordynator oddziału kardiochirurgii szpitala im. Wł. Biegańskiego w Łodzi. Zaangażowany we współpracę z Fundacją Rozwoju Kardiochirurgii w Zabrzu. Wykonał najwięcej w Polsce wszczepień sztucznych komór wspomagania serca ©fot. Bartłomiej Ryży

    Co czuje człowiek, kiedy trzyma w ręce serce drugiego człowieka?
    Pewnie trochę strachu, ale głównie odpowiedzialność.

    Bo zawód lekarza to potworna odpowiedzialność, prawda?
    Potworna odpowiedzialność, a do tego pełna świadomość faktu, że to, co robimy, bywa czasami nieodwracalne.

    O was, lekarzach, często się mówi, że jesteście bogami życia i śmierci. Pan się z tym stwierdzeniem zgadza?

    Nie, nie jesteśmy żadnymi bogami. Tak nas czasami ludzie postrzegają, szczególnie tacy, którzy intensywnie szukają pomocy i ktoś im tej pomocy potrafi udzielić. Oni mogą lekarza traktować jak boga. Natomiast myślę sobie, że normalny lekarz tak się nie traktuje, nie czuje się bogiem.

    Ale to wy, lekarze, często decydujecie o życiu i śmierci.
    Nie do końca. Staram się, żeby zawsze decydował pacjent, żeby to on podejmował decyzję, czy zgadza się na proponowane, bardzo inwazyjne w naszym przypadku, leczenie, czy nie. Lekarz nie może decydować o czyimś życiu lub zdrowiu. Jego rolą jest przedstawić możliwości i maksymalnie wykorzystać wiedzę i umiejętności w celu pomocy choremu.

    Dlaczego Grzegorz Religa poszedł w ślady ojca?


    Źródło: TVN



    Miał pan w swojej karierze takie momenty, kiedy zastanawiał się, czy wybrał dobrą drogę? Nie pomyślał, że może trzeba było zrobić coś inaczej?
    Jeśli pytanie dotyczy wyboru zawodu - nie, nigdy. Jeśli dotyczy ono konkretnych sytuacji medycznych, na pewno zdarzały się i będą zdarzały wątpliwości. Szczególnie w przypadku niepowodzeń.
    Pacjenci, którzy walczą, wychodzą czasami z bardzo ciężkich stanów. Lepiej leczy się człowieka, który ma silną wolę przetrwania
    Mówi pan, że to dobrze, iż pacjent dzisiaj decyduje. Dlaczego dobrze?
    Dlatego, że każdy powinien mieć prawo decydowania o swoim życiu. Natomiast, żeby to wszystko było uczciwe, pacjent musi mieć prawo do pełnej informacji z naszej strony, to znaczy nie może podjąć świadomej decyzji, jeśli my, lekarze, ukrywamy przed nim jakieś fakty. Więc pierwszą rolą lekarza jest informacja - poinformowanie chorego, co przemawia za danym postępowaniem, a co przemawia przeciw. Krótko mówiąc, informacji o tym, jakie jest ryzyko każdej z możliwych decyzji. Tylko wtedy pacjent może świadomie podjąć decyzję. W innej sytuacji ta decyzja nie będzie świadoma, w związku z czym może nie być słuszna. Uważam, że tak powinien postępować lekarz: przedstawić choremu wszystkie za i przeciw, i zostawić decyzję jemu samemu.

    Ale to trochę ściąga z was odpowiedzialność, nie uważa pan?
    Tak, oczywiście, że to trochę ściąga z nas odpowiedzialność, ale dobrze, że tak jest. Niech każdy decyduje o swoim życiu. Ja daję do dyspozycji swoje umiejętności i swoją wiedzę, ale nie uzurpuję sobie prawa do decydowania o tym, czy ktoś ma żyć albo w jakim stanie ma żyć. To decyzja każdego pacjenta, nie moja.

    Nigdy pan nie okłamał pacjenta?
    Chyba nie.

    Powiedział pan kiedyś pacjentowi, że umrze?
    Że może umrzeć, na pewno. Natomiast, że umrze, nie. Tego nigdy nie wiem. Jeśli podejmuję się leczenia, to mam nadzieję, że tak nie będzie. Jeśli jednak jest duże ryzyko, to mówię o tym swoim pacjentom.

    Jak ludzie w takich sytuacjach reagują?
    Różnie. Czasami widać, że w to nie wierzą. A czasami przyjmują ten fakt do wiadomości. Wie pani, takie sytuacje z reguły dotyczą ludzi bardzo schorowanych, bardzo cierpiących. I czasami jest tak, że oni zgodzą się na wszystko, żeby już nie cierpieć. Podejmują decyzję: wóz albo przewóz, przeżyją, to dobrze, nie przeżyją, to trudno, bo już nie są w stanie tak dalej żyć.
    1 3 »

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Zapytaj lekarza

    1 3 4 5 ... 28 »
    28 stycznia

    Światowy Dzień Trędowatych

    zobacz więcej »