Grzegorz Krychowiak: Jeśli w futbolu nie stworzysz kolektywu, to nic nie osiągniesz

Arlena Sokalska
Arlena Sokalska
Pewność siebie jest ważna w codziennym życiu, a kluczowa w piłce nożnej. Istotne jest to, by nie dopuszczać do siebie myśli, że coś nie wyjdzie. To jest pewność siebie, a nie pycha - mówi Grzegorz Krychowiak, piłkarz reprezentacji Polski, która w poniedziałek, 14 czerwca zagra pierwszy mecz - ze Słowacją - na turnieju EURO 2020, a przy okazji pasjonat mody i stylu.

Za panem bardzo intensywny i udany sezon w lidze rosyjskiej, czyli po pierwsze jest piłka nożna. Ma pan sklepy z ekskluzywną odzieżą, czyli po drugie jest moda. Teraz wystąpił pan w filmie fabularnym, jest pan też jednym z bohaterów książki. Skąd pan bierze czas na to wszystko, zważywszy, że chodzi pan spać bardzo wcześnie, więc ta doba się jeszcze skraca?

Wydaje mi się, że jak się dobrze człowiek zorganizuje, to na wszystko ma czas. Przede wszystkim najważniejsze są chęci. Jeśli ktoś chce coś robić, a na dodatek to go pasjonuje, to znajdzie czas, by temu podołać. Filmem, w którym wystąpiłem, byłem bardzo podekscytowany, bo to pierwsze takie moje doświadczenie, coś, czego wcześniej nie robiłem. A wszystko, co robię, staram się robić dobrze i dać z siebie 100 procent.

Filmu „Druga połowa” jeszcze nie widziałam, ale recenzenci mówią, że kamera pana lubi. To było ciekawe przeżycie?

Tak, ta praca była dla mnie wielką frajdą. Kiedy zaakceptowałem rolę i zgodziłem się wystąpić w tym filmie, nie zdawałem sobie sprawy, jak wiele ludzi nad tym pracuje, ile trzeba czasu, żeby widzowie mogli zobaczyć mój epizod w kinie. Spędziliśmy na planie kilka godzin, żeby osiągnąć dobry efekt, a Maciek Musiał, z którym grałem w tej scenie, pomógł mi się zaaklimatyzować.

Rozmawiamy przy okazji wydania książki o męskiej modzie „Nowy dress code”, gdzie jest pan bohaterem jednego z rozdziałów. Myślę, że w powszechnej świadomości kibiców fakt, że interesuje się pan modą i niebanalnie ubiera, zaistniał podczas dyskusji na Twitterze z prezesem PZPN Zbigniewem Bońkiem na temat pewnego płaszcza z futrzanym kołnierzem. Ale wtedy był już pan mocno wkręcony w modę, prawda?

Zgadza się, to nie od tego momentu wszystko się zaczęło. Moda jest moją ogromną pasją od wielu lat. I nie tylko pasją, ale też zabawą. A jednocześnie traktuję ją bardzo poważnie. Brzmi może dziwnie, ale to jest połączenie tych wszystkich rzeczy. Modą zainteresowałem się po wyjeździe do Francji, wtedy wszystko się zaczęło. Choć zawsze lubiłem dobrze się ubierać i dobrze wyglądać. Jak cię widzą, tak cię piszą (śmiech). Dla jednych banał, dla mnie fakt.

A tak wracając do tych twitterowych dyskusji i uszczypliwości, to chyba prezes Boniek potrafi się ubrać, prawda? Raczej nosi włoską klasykę, ale pan taki styl komplementuje w książce. Jest dobry dla mężczyzn w pewnym wieku?

Zbigniew Boniek ubiera się elegancko. Wielu ludzi w Polsce, kiedy wkłada garnitur, to jest to coś nadzwyczajnego. We Włoszech można nosić garnitur na co dzień bez żadnego powodu i wyglądać dobrze, świetnie się prezentować, elegancko. Ja podobnie do tego podchodzę: garnitur nie musi być czymś wyjątkowym. Może być stylizacją na cały dzień, na pójście do restauracji, do centrum miasta, a nawet na spacer.

W kolekcjach Balamonte garnitury to nie są takie nudne zestawy, do jakich przywykliśmy, tylko często jest to marynarka inna niż spodnie. To jest pana pomysł na nowoczesną elegancję?

Możliwości naprawdę są ogromne i każdy w modzie znajdzie coś dla siebie. Oczywiście zależy, gdzie chcemy nosić ten garnitur, bo kiedy idziemy do biura, do pracy, nie zawsze możemy sobie pozwolić na ekstrawagancki kolor, np. żółty czy czerwony. Trzeba umieć ubrać się odpowiednio do sytuacji. Mamy do dyspozycji ogromny wachlarz kolorów, krojów i stylów. W szyciu na miarę fajne jest to, że można stworzyć coś naprawdę unikatowego. Jedyny taki garnitur, który powstał tylko dla tej jednej osoby. I to właśnie jest najlepsze.

Myśli pan, że Polacy są w tej chwili gotowi na zmiany modowe? Kiedyś byłam na ślubie, gdzie pan młody, nie znoszący ani krawatów, ani muszek, wystąpił w garniturze ze stójką. I niektóre starsze osoby szeptały, że wygląda jak ksiądz. To jest jednak pewien konserwatyzm.

Wydaje mi się, że teraz sporo się zmieniło. Polacy dużo podróżują. Dzisiaj lot do Paryża, Mediolanu czy Londynu trwa 2-3 godziny. Kiedy widzimy ludzi, którzy tam mieszkają, ludzi, którzy wyglądają inaczej, w pewnym momencie do nas też dociera, że chcemy sami tak wyglądać. Też chcemy się elegancko prezentować. Widać na ulicach Warszawy marki znane z francuskich wybiegów czy najbardziej modowych miast świata. To potwierdza, że Polacy podchodzą już inaczej do mody, podobają im się oryginalne ciuchy. Widzę ogromny, naprawdę ogromny progres w patrzeniu na modę w Polsce.

Wrócę jeszcze do tych twitterowych dyskusji, ostatnio komentowany był strój Erlinga Haalanda - dość oryginalny, przyznaję - i napisał pan, „Jestem za stary na tyle przepychu”. Mężczyzna w pana wieku nie może sobie pozwolić na taki ekstrawagancki outfit jak Haaland?

Każdy ma swój styl i prawo do tego, żeby ubierać się tak, jak chce.

Mieszkał pan w wielu „modowych” miastach, może Sewilla to nie Mediolan, ale Hiszpanie przywiązują wielką wagę do wyglądu, był też Paryż, wiadomo, stolica mody, teraz jest Moskwa, a Rosjanie potrafią się dobrze ubrać. Jak pan patrzy na taką modę codzienną, uliczną, to w którym kraju najbardziej się ona panu podoba?

W przypadku Moskwy byłem bardzo pozytywnie zaskoczony, bo ludzie tam ubierają się naprawdę modnie. Widać, że mają dostęp do najlepszych marek, że nie obawiają się reakcji innych ludzi na ulicach. To jest najwyższy poziom mody, który można porównać do Paryża, do włoskich ulic bądź Londynu. Wiele lat spędziłem we Francji i kiedy wychodzi się na paryskie ulice, to widać, że ludzie tam wyglądają świetnie, nie robiąc w zasadzie nic nadzwyczajnego. Czuć naturalność, z jaką noszą swój ubiór. Wydaje mi się, że to jest najważniejsze, właśnie naturalność sprawia, że ubranie staje się wyjątkowe. Styl noszenia ciuchów jest bardzo istotny. Włożenie garnituru nie da gwarancji, że ktoś będzie elegancko wyglądał, bo elegancja jest czymś więcej. Ważna jest prezencja i sposób noszenia ubrań. Kiedy jesteśmy dobrze ubrani i dobrze się w tym czujemy, to wchodząc do pomieszczenia, przyciągamy wzrok innych. Tak jest w Paryżu.

Też mam wrażenie, że paryżanie są po prostu ubrani, a nie przebrani, noszą to wszystko z pewną wrodzoną nonszalancją. A jak pana zdaniem na tym tle wygląda polska ulica?

Widać, że zaczynamy dbać o to, jak wyglądamy na co dzień. Wszystko idzie w dobrym kierunku.

Myśli pan, że pewien konserwatyzm polskiej ulicy to wynik lęku przed tym, żeby się zbytnio nie wyróżniać? Młodsi nie mają z tym problemu, ale starsi często wolą się nie wychylać, bo „co ludzie powiedzą”.

Najważniejsze jest to, żebyśmy się dobrze czuli w naszych ubraniach. Żeby nie było tak, że ubieramy się tylko dla kogoś, bo będzie nam niekomfortowo. Możemy pomyśleć o nowych detalach. Są pewne drobiazgi, które można poprawić w naszej garderobie czy w naszej stylizacji, które od razu zrobią ogromną różnicę w całym wyglądzie. Moda to też ważne detale, które dobrze jest znać, podobnie jak podstawy. Ale najważniejsze jest to, żebyśmy w ubraniu czuli się super, żeby to nie było przebranie.

Stylu można się nauczyć? Co by pan doradził komuś, kto czuje, że ubiera się niemodnie i chciałby to zmienić?

Dla mnie jako mężczyzny, kluczową kwestią w garderobie jest przede wszystkim garnitur. Każdy mężczyzna powinien mieć jeden lub dwa dobre garnitury, nie jak w tym żarcie, że mamy ten sam na wesele i na pogrzeb. Garnitur to podstawa, do której trzeba dobrać wszystkie dodatki: odpowiedni krawat, buty. Tego można się nauczyć albo ktoś może nam to podpowiedzieć. Można włożyć bardzo piękny, elegancki garnitur, ale wszystko zepsuć na przykład złym krawatem lub złym doborem dodatków. Będziemy wtedy wyglądać jak w przebraniu, zamiast być eleganckim.

Wrócę jeszcze do tej prezencji, o której pan wspominał i tutaj nie uciekniemy od piłki nożnej. Bo kiedy myślę o pana prezencji, to przypominam sobie, jak pan podchodził do ostatniego karnego w meczu ze Szwajcarią na EURO 2016. Zawsze obstawiam przy karnych, czy piłkarz strzeli czy nie - i często trafiam. To kwestia mowy ciała, postawy. I wtedy krzyknęłam: „strzeli”, a wszyscy obecni to potwierdzili, bo pan podchodził do piłki jak król boiska. Takiej prezencji można się nauczyć na boisku i w codziennym życiu?

Pewność siebie jest ważna w codziennym życiu, a kluczowa w piłce nożnej. Istotne jest to, by nie dopuszczać do siebie myśli, że coś nie wyjdzie. To jest pewność siebie, a nie pycha. Podobnie było z tym karnym w mojej głowie. Nie docierała do mnie żadna myśl, że jest jakieś inne wyjście niż strzelenie tego gola. I tak podszedłem do piłki. To jest kluczowe, żeby wierzyć w swoje umiejętności, żeby znać swoją wartość.

Jak już rozmawiamy o piłce nożnej: turniej EURO we Francji był dla pana bardzo udany, z kolei mundial w Rosji nie wyszedł całej reprezentacji, a pan miał gorszy moment w klubach. Z pana punktu widzenia przesunięcie EURO o rok, kiedy jest pan po znakomitym sezonie w Lokomotiwie Moskwa, jest korzystne?

Dla mnie nie ma żadnej różnicy. Wcześniej, przed covidem też miałem bardzo dobry sezon, strzelałem bramki. Oczywiście odpowiedzi nigdy nie poznamy, czy teraz jest lepszy moment niż rok temu. Jesteśmy nastawieni naprawdę bardzo bojowo, optymistycznie i chcemy powtórzyć właśnie taki dobry turniej jak ten we Francji.

Oglądałam pana konferencję prasową podczas zgrupowania w Opalenicy i zaskoczyło mnie, jak często powtarzał pan słowa „kolektyw” i „drużyna”, padły kilkanaście razy. W reprezentacji Polski jest wiele osobowości, indywidualności. Łatwo jest skleić kolektyw z takich piłkarzy, stworzyć zwarty team?

To jedna z najtrudniejszych rzeczy w futbolu. Możesz mieć fantastycznych piłkarzy, wielkie indywidualności w zespole, ale jeśli nie stworzysz kolektywu, to nic nie osiągniesz. Drużyna to nie jest tylko jedenastu zawodników na boisku. Ważny jest cały zespół, cały sztab, poczynając od kucharza, który przygotowuje nam jedzenie, po trenera i piłkarzy. To musi być grupa ludzi, która dąży do osiągnięcia wspólnego celu i ciężko pracuje, by to zrobić.

Piłkarze nie muszą się kochać jak bracia czy lubić jak przyjaciele - ale jak pan mówi - mieć wspólny cel. Kto jest najważniejszy w budowie drużyny? Trener?

Najważniejsi są zawodnicy, bo nawet najlepszy trener nie stworzy świetnej drużyny ze słabych piłkarzy. Ale tutaj każdy element jest równie ważny. To trener jest jest tą osobą, która nakreśla plany, ustawia zespół, ufa zawodnikom, których wystawia, więc na pewno jest wiodącą postacią.

Pan ostatnio gra w klubie nieco bardziej ofensywnie niż kiedyś, na innej pozycji niż w reprezentacji. My nie wiemy - pan już zapewne już tak - jak będzie wykorzystany pana potencjał w meczach reprezentacji na EURO. Czy nie jest czasami trochę trudno poświęcić swoje własne ambicje, czy swoją własną indywidualność do tego, by wykonywać założenia taktyczne wyznaczone przez selekcjonera?

Nie mam z tym najmniejszego problemu. Wielokrotnie powtarzam, że zwycięstwo zespołu jest najważniejsze. Gramy jako drużyna, wygrywamy jako drużyna i przegrywamy jako drużyna. Moja indywidualna przyjemność nie jest ważna. Zrobię to, czego oczekuje ode mnie trener. Nie będę za wszelką cenę starał się biegać po całym boisku, żeby strzelić bramkę albo asystować, jeżeli to źle wpłynie na na grę całego zespołu.

Przed tym EURO nie ma w mediach aż takiego dmuchania balonika, jak przed poprzednimi imprezami. Rosjanie mają takie powiedzenie „tiszje jed’jesz, dalsze bud’jesz” (Cicho jedziesz, dalej zajedziesz). To będzie udany turniej dla reprezentacji Polski?

Każdy z nas pracuje z myślą, że to będzie udane EURO, bo jesteśmy profesjonalistami. Nie ma innej myśli, nic innego do nas nie dociera. Oczywiście to jest piłka nożna. W każdym meczu są dwa zespoły, które chcą wygrać, a jeden musi przegrać. Ale jedziemy tam, żeby wygrywać, taki jest nasz cel. Faworytami nie zawsze jesteśmy, ale najważniejsze jest to, żeby myśleć o zwycięstwach.

Niedawno zaprezentowano stroje reprezentacji Polski - nie te boiskowe, tylko„cywilne”. Nie będziemy ich oceniać, bo chyba nie wypada. Ale czy pan kiedyś, może już po zakończeniu kariery, chciałby ubrać jakąś kadrę narodową Polski - w piłce nożnej, a może olimpijczyków?

Wszystko przed nami (śmiech). To by mnie zainteresowało, bo jest to spore wyzwanie. Mógłbym wybrać kroje, materiały, styl. To naprawdę duża odpowiedzialność, znacznie większa niż wtedy, gdy chodzi tylko o mój wygląd. W tym wypadku wielu ludzi by to oceniało. Naprawdę ambitne wyzwanie.

Czasami, zwłaszcza na igrzyskach olimpijskich, niektóre reprezentacje narodowe są ubrane wręcz dziwacznie. Co pana zdaniem jest najbardziej istotne, żeby sportowiec dobrze wyglądał?

Balans między tym, co klasyczne, a tym co oryginalne. Taki strój nie może być zbyt ekstrawagancki, ale nie może być też zwykłym granatowym garniturem, co się czasem zdarza w niektórych reprezentacjach. Można pokusić się o coś więcej, ale nie przekroczyć cienkiej linii do zbytnich udziwnień.

A jakie jest pana największe marzenie dziś?

Bardziej myślę o celach niż o marzeniach. Najbliższy cel to są Mistrzostwa Europy, chcę zagrać jak najlepiej, pokazać się z jak najlepszej strony, osiągnąć sukces jako reprezentacja Polski. Po to przyjechaliśmy na zgrupowanie, po to ciężko trenujemy, żeby wygrywać.

Krzysztof Łoszewski, „Nowy Dress Code. Im mniej w szafie, tym lepiej wokół nas”, Wydawnictwo: Bosz, Warszawa 2021

Grzegorz Krychowiak: Jeśli w futbolu nie stworzysz kolektywu, to nic nie osiągniesz

Tokio Flesz

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie