reklama

Grzegorz Kołodko: Byłem wicepremierem w czterech rządach, ale władzy nie miałem

Paweł Kozłowski
Prof. Grzegorz Kołodko, były wicepremier i minister finansów w rządach SLD. Ekonomista z Akademii Leona Koźmińskiego. Autor wielu książek, m.in. "Wędrujący świat", "Świat na wyciągnięcie myśli", "Dokąd zmierza świat. Ekonomia polityczna przyszłości"
Prof. Grzegorz Kołodko, były wicepremier i minister finansów w rządach SLD. Ekonomista z Akademii Leona Koźmińskiego. Autor wielu książek, m.in. "Wędrujący świat", "Świat na wyciągnięcie myśli", "Dokąd zmierza świat. Ekonomia polityczna przyszłości" Bartek Syta/Polskapresse
- Gdybym nie odszedł z rządu Cimoszewicza, pewnie do dzisiaj bym słuchał, że stało się tak, bo im pieniędzy nie dałem i zabrakło na wyborczą kiełbasę. A tak Cimoszewicz musi słuchać, że przegrali dlatego, iż on doradzał nieszczęsnym powodzianom, aby następnym razem się ubezpieczyli - mówi ekonomista Grzegorz Kołodko w rozmowie z Pawłem Kozłowskim.

W 1997 roku odszedłem z rządu na własne życzenie, co też wcześniej zaplanowałem. A cóż gazety wypisywały! Jak mogło być inaczej, skoro osiem godzin po odejściu z rządu byłem w samolocie do Helsinek, gdzie objąłem stanowisko Distinguished Sasakawa Chair and Research Professor in Development Economics w ONZ-owskim instytucie WIDER, czyli Światowym Instytucie Badań Rozwoju Gospodarczego. Przecież musiałem to dużo wcześniej przygotowywać. Premier Cimoszewicz w ostatniej chwili dowiedział się, że odchodzę, na kilka dni przed tym faktem. Poinformowałem go o tym podczas spotkania u prezydenta Kwaśniewskiego, który o moim zamiarze wiedział już od kilku tygodni, choć do końca nie dawał mi wiary. Gdy jednak już przekonał się, że to nie blef, postanowił, iż moim następcą zostanie Marek Belka, co w pełni popierałem. I tak się stało, chociaż premier Cimoszewicz miał w tej sprawie inne preferencje.

Kogo by wolał?
Proponował profesora Rosatiego, na co prezydent zareagował ostro: "Chcesz, żebym stracił moich dwóch najlepszych ministrów?!".

Do decyzji dojrzewał Pan niczym owoc na drzewie.
No, nie za bardzo, bo ani nikt mnie nie zerwał, ani nie spadłem. Nie odpowiadał mi sposób uprawiania polityki; tej politycznej, nie ekonomicznej, bo nad tą w miarę panowałem. Co do pierwszego pobytu w rządzie, to zanim odbyły się wybory we wrześniu 1997 r., w maju opublikowałem w "Polityce" esej zatytułowany znamiennie "Jak przegrać wybory". Pisywałem do tego tygodnika regularnie, przez pełne trzy lata, nigdy nie nawalając, pod hasłem Odpowiedzi i pytania. W ten sposób podkreślałem, że odpowiedź ekonomisty jest pytaniem dla polityka; to stwierdzenie zapożyczyłem od Joan Robinson, wybitnej brytyjskiej ekonomistki. Esej był o przegranych przez torysów wyborach w Wielkiej Brytanii, ale przecież między wierszami było o Polsce. Wtedy już nie miałem bowiem wątpliwości, że przy takim uprawianiu polityki, takim charakterze dyskursu publicznego, takich stosunkach wewnątrzkoalicyjnych, takich relacjach z mediami, jak miało to miejsce w czasie rządów premiera Cimoszewicza, najbliższe wybory będą ich porażką. Gdyby je przegrali, a ja nadal byłbym wicepremierem do spraw gospodarczych i ministrem finansów, to pewnie do dzisiaj bym słuchał, że stało się tak, bo im pieniędzy nie dałem i zabrakło na wyborczą kiełbasę. A tak Cimoszewicz musi słuchać, że przegrali dlatego, iż on doradzał nieszczęsnym powodzianom latem 1997 roku, aby następnym razem się ubezpieczyli...

Odszedłem z rządu, bowiem nie odpowiadał mi sposób uprawiania polityki. Tej politycznej, nie ekonomicznej

Nie chciałem wtedy uczestniczyć w wyborczych zmaganiach, a swoje już zrobiłem: gospodarka szła dynamicznie do przodu, więcej ludzi do Polski wracało, niż z niej wyjeżdżało, bo producenci i konsumenci tryskali optymizmem. Obniżyłem podatki, bo już to było przesądzone ustawowo. Dzięki daleko idącym zmianom strukturalnym i budowie nowoczesnych rynkowych instytucji doprowadziliśmy nasz kraj do OECD. 11 lipca 1996 r. podpisałem historyczny dokument - nie tej wagi, co wejście Polski do Unii Europejskiej, ale bardzo ważny - akt wejścia Polski do Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, ratyfikowany w listopadzie tamtego roku przez polski parlament. To nam otworzyło wiele drzwi i perspektyw oraz na pewno ułatwiło zbliżanie do Unii Europejskiej. Czy to nie ciekawe, że pomimo to ówczesna polityka polityczna - nie ekonomiczna - doprowadziła do przegranych wyborów? Pomimo takiego sukcesu gospodarczego, największego podczas ćwierćwiecza transformacji?

To kiedy postanowił Pan odejść z tamtego rządu?
Ten moment wyznaczały określone fakty, a nie daty. Wtedy gdy Polska będzie już na ścieżce szybkiego wzrostu, wtedy gdy przyjmą nas do OECD, wtedy gdy będzie już przyjęty budżet na rok wyborczy, ale i wtedy gdy rząd przyjmie trzecią część Strategii dla Polski, program Euro 2006, oraz gdy ruszy fundacja Wiedzieć Jak.

Ale, o ile dobrze pamiętam, rząd nie zatwierdził wtedy pakietu Euro 2006?
Został zaakceptowany przez Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów i przesłany na posiedzenie rządu. Jednakże już po moim odejściu premier Cimoszewicz nie postawił sprawy na Radzie Ministrów, ale to już nie miało większego znaczenia. Kierunek został wytyczony.
A co z tą fundacją?
Stworzyłem, powstała. Idea była taka, że Polska nie ma co się odwdzięczać Zachodowi za okazaną nam pomoc, bo sam sobie poradzi, ale że my nie jesteśmy niewdzięcznikami. Chciałem, aby z kolei z naszej wiedzy i gromadzonych podczas transformacji doświadczeń mogli korzystać inni, w krajach posocjalistycznych pozostających za nami w tyle co do skali, jakości, tempa systemowych przeobrażeń. Chodziło o strukturę, która angażować będzie fachowców, opracowywać projekty, wysyłać za granicę, na Wschód, polskich ekspertów. Nie ukrywam, że traktowałem to też jako dodatkowy kanał pozyskiwania informacji, które później mogłyby być przydatne do zewnętrznej ekspansji polskich przedsiębiorstw. Trochę wzorowaliśmy się na brytyjskim Know How oraz niemieckim GTZ, przy czym mnie chodziło w szczególności o to, aby skompilować trzy elementy: naszą wiedzę i umiejętności, zapotrzebowanie na doradztwo techniczne ze strony innych transformowanych gospodarek oraz wsparcie finansowe bogatych państw Zachodu.

Świetny pomysł.
Świetny, ale torpedowany. Przez naszych wielkich "reformatorów". Aby zaakcentować technokratyczny charakter projektu, poprosiłem wybitnych polityków ówczesnej opozycji, aby to współfirmowali, włączając się do dzieła. Z prośbą o objęcie funkcji przewodniczącego rady programowej wpierw zwróciłem się do przebywającego wtedy w Londynie byłego premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego. Zgodził się, ale powiedział, że musi to skonsultować z szefem swojej partii, Unii Wolności, która powstała z połączenia Unii Demokratycznej i kierowanego właśnie przez Bieleckiego Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Tego samego dnia oddzwonił, że niestety, nie może podjąć się tego zadania, bo mu partyjny szef zabronił... Zwróciłem się z kolei do Jacka Kuronia, którego uczciwie poinformowałem o przypadku Bieleckiego. Usłyszałem, że "mnie nikt nie będzie mówił, co wolno albo nie". Też dość szybko oddzwonił, że niestety nie, no bo jednak są określone układy, ale w skład rady to on wejdzie. I wszedł. A jej przewodniczącym w końcu został technokrata i bezpartyjny profesjonalista Lesław Paga. Na prezesa fundacji zaś premier powołał profesora Andrzeja Hermana z SGH.

Ale jednak pomimo obstrukcji Balcerowicza, który wtedy był szefem UW, struktura Wiedzieć Jak powstała i zaczęła działać, tak jak Pan chciał.
No, nie do końca, bo w Sejmie podczas prac nad budżetem na 1997 r. posłowie Unii Wolności zadbali, aby w punkcie startu podciąć jej skrzydła, istotnie zmniejszając dofinansowanie. A w początkowej fazie, zgodnie z założeniem i realiami, środki miały być głównie publiczne, bo na prywatne zasilanie można by liczyć dopiero po dobrym rozkręceniu się całego przedsięwzięcia. Ponadto to był zamysł na dłuższą metę, a nie jakiś jednorazowy wyczyn albo akcja. A już wkrótce kto inny rządził. Wspominałem wyżej o podróży z prezydentem Kwaśniewskim do Finlandii. Ciekawy epizod przytrafił się gdzieś nad środkowym Bałtykiem w drodze powrotnej. Podszedł do mnie Bronisław Geremek, wtedy w rządzie premiera Buzka minister spraw zagranicznych, i powiada, że wiceprezydent USA Al Gore interesuje się polskim Know How. Co się z tym stało? Jak to co? - odpowiadam - pański szef zahiber-nował całą inicjatywę, bo kto inny ją wymyślił. Na to Geremek, że Amerykanie chcieliby także ten kanał wykorzystać do wpływania na bieg pewnych spraw, zwłaszcza w Rosji i na Ukrainie. Poradziłem mu, aby porozmawiał z szefem swojej partii i aby odmrozić projekt, bo pod wieloma względami merytorycznie i logistycz-nie jest gotów do funkcjonowania. No, ale skoro był to obcy element w "zdrowym" ciele ówczesnego rządu AWS-UW, a według niektórych ludzi tamtej orientacji także konkurencja dla komercyjnych interesów Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych, CASE, to projekt nie za bardzo się rozkręcił.

Był Pan czterokrotnie wicepremierem, ministrem finansów. Spore doświadczenie i podstawa do refleksji.
Brałem udział w historycznych obradach Okrągłego Stołu w 1989 r. W latach 1989-1991 byłem członkiem Rady Ekonomicznej Rady Ministrów w rządzie premierów Mazowieckiego i Bieleckiego. Cztery razy byłem wicepremierem i ministrem finansów oraz przewodniczącym Komitetu Rady Ministrów - w latach 1994-1997 w rządach premierów Pawlaka, Oleksego i Cimoszewicza, doprowadzając w roku 1996 Polskę do OECD, oraz w latach 2002-2003 w rządzie premiera Millera. Uczestniczyłem w szczycie Unii Europejskiej w Kopenhadze w grudniu 2002 r. oraz w kwietniu 2003 r. w historycznym szczycie w Atenach, gdzie podpisaliśmy traktat ateński o przystąpieniu do Unii Europejskiej. Oprócz tego zawsze byłem - i nadal jestem - życzliwym krytykiem wszelkiej, zwłaszcza gospodarczej, polityki rządu, ktokolwiek by ją prowadził.

Ale mnie interesują tylko te cztery okresy pańskiego wicepremierostwa, kiedy Pan miał władzę.
Nie miałem władzy. Gdybym ją miał, tobym zrealizował wszystkie swoje koncepcje...

Powyższy wywiad jest fragmentem książki "Droga do teraz", która ukazała się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka, Warszawa 2014

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie