Groźniejsza od Piechocińskiego jest młodzież: Niechciany odpoczynek Pawlaka

Barbara Dziedzic
Były szef ludowców może albo się oddalić, albo odczekać i uderzyć z podwójną siłą, gdy nadejdzie odpowiednia pora. A i tak bardziej groźna od Piechocińskiego jest młodzież - pisze Barbara Dziedzic.

Na chwilę sobie odpocznę - tak podsumował swoje najbliższe plany polityczne Waldemar Pawlak w chwilę po porażce, która spadła na niego jak grom z jasnego nieba. I pewnie byłemu szefowi ludowców trudno na tydzień po feralnej sobocie precyzować, jak długi planuje urlop oraz czemu docelowo ma on służyć - wycofaniu czy raczej zbieraniu sił, aby ruszyć do dalszej walki.

O odpoczynku lidera zdecydowali na kongresie delegaci niespodziewanie i małą przewagą głosów. To zresztą sytuacja byłemu wicepremierowi dobrze znana. W swojej karierze zdążył dwukrotnie utracić ster na kilka lat, ale wracał zawsze, kiedy PSL-owcy dochodzili do wniosku, że bez niego nie da się zdobyć i utrzymać władzy. Tym razem porażkę przyjął przewidywalnie: honorowo, gwałtownie i emocjonalnie. Formalnie dymisją, nieformalnie cierpkimi słowami m.in. o tym, że "za doradztwo mu nie płacą, a za darmo nie zamierza doradzać" nowemu szefowi ugrupowania. - Jego reakcja nie ułatwiła mu powrotu, ale też niczego nie przekreśliła. Teraz wiele zależy od tego, jak będą go postrzegać ci, od których zależy w partii wiele. A takim człowiekiem jest teraz Jarosław Kalinowski - ocenia politolog dr Jarosław Flis.

Kalinowski ma z byłym prezesem własne rachunki do wyrównania, bo sam przegrał z Pawlakiem walkę o przywództwo. Nie wiadomo, jak zabliźnione są dziś dawne rany. Wiadomo natomiast, że eurodeputowany ma w Stronnictwie silną pozycję po tym, jak po raz kolejny stanął na czele Rady Naczelnej. - Kalinowski doskonale rozumie, że więcej ugra, jeśli stanie pomiędzy Piechocińskim a Pawlakiem i nie da żadnemu z nich wysunąć się przed szereg. Jednego będzie blokował drugim - analizuje politolog prof. Kazimierz Kik.

Wiele zależy od tego, jak rozłożą się miejsca w Naczelnej Radzie Wykonawczej. Jej członkowie zostaną wybrani 1 grudnia. Jeżeli Piechociński zdoła wprowadzić do niej przedstawicieli 15 zarządów wojewódzkich, nie mając większości w Radzie Naczelnej, może uzyskać znaczenie w drugim kluczowym ciele partyjnym. Taka przewaga może mu pozwolić na stopniową eliminację ludzi Pawlaka i zastępowanie ich swoimi. Dlatego najbliższy tydzień będzie czasem ważnym, jeśli nie decydującym z punktu widzenia nowego rozdania u ludowców.

Jeżeli próba z Radą Wykonawczą się nie powiedzie, nic straconego. Nowy szef może w ramach umacniania pozycji wejść w porozumienie z Kalinowskim. - Ten ostatni nie ma żadnego powodu, żeby podawać rękę tonącemu Pawlakowi. Ma natomiast oczywisty interes w przeforsowaniu swojej pozycji - mówi prof. Kik. Nie tylko zresztą on widzi w takim sojuszu szansę. Nawet ludzie życzliwi Pawlakowi mogą wykorzystać czas odpoczynku inaczej, niż by sobie tego życzył, co utrudni szanse na późniejszy powrót.

Sytuacja jest wyjątkowa także z powodu rosnącej w siłę młodzieży. Poprzednie powroty Pawlaka, po Januszu Wojciechowskim i Jarosławie Kalinowskim, były łatwiejsze, bo następowały po wyraźnie słabszych przeciwnikach. A dziś do głosu dochodzi młoda generacja, która stanowi realne zagrożenie nie tylko dla pokonanego, ale też nowego prezesa, o czym już zdążył się przekonać.

Nastroje peeselowskiej młodzieży dobrze oddaje cytat z Adama Jarubasa. Zapytany przez tygodnik "Wprost" o to, dlaczego Pawlak przegrał wybory na szefa ludowców, odparł: Zapłacił za jakość sprawowania władzy i zachowanie swojego otoczenia, które było zbyt pewne wygranej. Ludzie to źle odebrali.
Dodatkowo same za siebie mówią liczby. W głosowaniu do Rady Naczelnej Kalinowski uzyskał 486 głosów, a Adam Jarubas 483. "Pewniakiem" na stanowisko wicepremiera, jeśli nie zdecyduje się na nie Piechociński, jest minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz. W sejmowych kuluarach słychać jednak ostatnio, że pod naciskiem szefów regionów Piechociński mimo początkowych oporów rozważa swoją kandydaturę na wiceszefa rządu. Być może wbrew wcześniejszym informacjom obejmie tekę, ale nie dostanie żadnego resortu. W takiej sytuacji ministrem gospodarki miałby zostać Jarubas, marszałek województwa świętokrzyskiego, jeden z młodych groźnych. Według innych informacji Piechocińskiemu ze względu na doświadczenie w tej dziedzinie miałoby przypaść Ministerstwo Transportu, na czele którego stoi obecnie Sławomir Nowak.

Pojawiły się także informacje o tym, że Piechociński zamierza naciskać na Donalda Tuska w sprawie dodatkowych rządowych miejsc dla PSL-owców. Miałoby chodzić o resorty finansów i administracji, choć takie informacje wydają się mało prawdopodobne. Walka o pozycję dla ludowców jest z punktu widzenia świeżo upieczonego prezesa kluczowa, bo to właśnie brak możliwości rozwijania karier i zastany układ polityczny są wymieniane jako główne powody rewolty przeciwko szefowi. - Najlepszą zachętą dla PSL-owskiego rozumu jest pytanie: jak wiele dany kandydat potrafi załatwić? Jeśli okaże się, że Piechociński załatwić potrafi niewiele, a przynajmniej mniej, niż obiecał, trzeba będzie szukać człowieka doświadczonego w rządzeniu - mówi prof. Kazimierz Kik.

Pawlak zawsze był premierem, wicepremierem lub prezesem partii. Przed ponad dwadzieścia lat, bo tyle czasu minęło od chwili, kiedy Lech Wałęsa zaproponował 32-letniemu Pawlakowi stanowisko szefa rządu. Ogromne doświadczenie w ruchu ludowym, młody wiek, niepewne plany na powrót do sterów - to pewne zmienne, które charakteryzują jego obecną sytuację. Gdyby się teraz nie odsunął, większość ewentualnych niepowodzeń szefa partii spadłaby na niego. Dlatego odsuwa się, wypuszczając rywala na głębokie wody.

Odtrącony przywódca zawsze może próbować sił na własną rękę. Trudno jednak wyobrazić sobie, żeby Pawlak, od zawsze związany z ruchem ludowym i silnie zakorzeniony w partii, chciał wyjść z własną inicjatywą. - Nie widziałbym Pawlaka jako lidera nowej partii politycznej. Obserwował los politycznych weteranów takich jak Leszek Miller, który próbował stworzyć swoją partię kanapową - ocenia prof. Kik.

Ten zamiar nie powiódł się do tego stopnia, że zdecydował się na kandydowanie z list Samoobrony, byle przetrwać w polityce. Dopóki nie zaakceptowano go z powrotem w Sojuszu Lewicy Demokratycznej, czekał na swoją szansę. Podobnie może się stać z Pawlakiem. Będzie czekał na wypalenie nowego przywódcy i zaatakuje dopiero wtedy, kiedy nadarzy się stosowna okazja. - To nie jest zdecydowanie moment, w którym należałoby odchodzić. Tym bardziej że porażka nie była miażdżąca, ale o włos. Choć politycznie nie osiągnie już raczej stanowiska wyższego niż prezes partii, w polityce przed nim jeszcze wiele lat - mówi politolog dr Jarosław Flis.

Eksperci zgodnie twierdzą, że o przyszłość Pawlaka poza polityką nie ma obaw. Poza oczywistym i powszechnie znanym doświadczeniem na stanowisku szefa Ministerstwa Gospodarki przez cztery lata był prezesem zarządu Warszawskiej Giełdy Towarowej. Był też pierwszym prezesem zarządu Krajowego Samorządowego Funduszu Pożyczkowego "Karbona". Przykłady można mnożyć.

Jeśli nie chciałby dłużej zostać w polityce, tak jak były premier Kazimierz Marcinkiewicz mógłby wkroczyć w świat biznesu. Pole manewru ma spore, bo do samej emerytury zostało mu niemal 15 lat. Do tej politycznej jeszcze więcej. Na razie musi odpocząć.

Barbara Dziedzic

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie