Gronicki: Nie wchodźmy do strefy euro. Przed kryzysem brońmy się, oszczędzając

Redakcja
Grzegorz Mehring/Polskapresse
- Czy Polska, zakładając, że uda nam się wejść do strefy euro, będzie miała coś do powiedzenia w tym gronie? Teraz w dużej mierze sami jesteśmy sobie sterem i żeglarzem. Inaczej po wejściu do strefy euro. Nie jestem zresztą przekonany, czy dziś nasza gospodarka wytrzymałaby przynależność do unii monetarnej. Dziś posiadanie niezależnej waluty chroni nas przed niekorzystnymi zjawiskami na europejskich rynkach - mówi były minister finansów, doradca prezesa NBP Mirosław Gronicki w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Czego rząd powinien się spodziewać w ciągu najbliższych czterech lat? Kryzys, który wszyscy zapowiadają, jest rzeczywiście nieunikniony?
Na pewno czekają nas cztery trudne lata pod względem gospodarczym. O ile pierwszych dwadzieścia lat po transformacji ustrojowej było stosunkowo łatwych, sytuacja w światowej ekonomii była dla Polski korzystna, o tyle teraz będzie trudniej. Przede wszystkim dlatego, że potencjał, którym Polska dysponowała po 1989 r., powoli się wyczerpuje. Trzeba zacząć myśleć innymi kategoriami.

Czytaj też:Exposé premiera Tuska. "Chcemy podwyższyć wiek emerytalny do 67. roku życia"

Które zasoby Polsce się wyczerpują? Gdzie objawią się największe słabości kraju w najbliższych latach?
Polska zaczęła się bardzo szybko rozwijać po wejściu do Unii Europejskiej w 2004 r. Dziś jednak już widać, że przez najbliższe dziesięć lat gospodarka na kontynencie będzie się rozwijać raczej wolniej niż szybciej. Dopiero gdy uda się wprowadzić wszystkie zmiany strukturalne, które są niezbędne, rozwój może przyśpieszyć. To przełoży się na polski eksport, który siłą rzeczy osłabnie. Jednocześnie Polska ma bardzo nieciekawą strukturę makroekonomiczną. Mamy najniższy wskaźnik oszczędności w stosunku do PKB w krajach Europy Środkowej. Na to jeszcze nałoży się coraz mniejszy napływ kapitału zagranicznego do Polski. Bez oszczędności i napływu kapitału nie ma inwestycji, a bez inwestycji nie ma wzrostu gospodarczego. Dlatego uważam, że podstawowym wyzwaniem dla Polski w najbliższych czterech latach będzie zmiana struktury makroekonomicznej kraju. Przede wszystkim musimy zwiększyć poziom oszczędności na tyle, żeby zachować właściwy poziom inwestycji. Warto podglądać choćby sposób, w jaki rozwiązują te problemy Czesi. Oni wygenerowali większe oszczędności i przynosi to rezultaty.

Czytaj też:Będziemy pracować do 67. roku życia. Sprawdź, czy nowe emerytury obejmą i ciebie

Dziś głównym motorem napędzającym wzrost polskiego PKB jest wysoka konsumpcja. Większe oszczędności sprawią, że ona zmaleje - a na tym straci PKB. Jak pogodzić dwie sprzeczności: większe oszczędności i wzrost gospodarczy?
Aby konsumpcja rosła, musi być wzrost gospodarczy. To działa w takiej kolejności, nie odwrotnie. Jeśli bowiem to wysoka konsumpcja ma stymulować wzrost PKB, to trzeba sięgać do oszczędności, których nie mamy. Analiza danych GUS pokazuje, że już teraz mamy do czynienia ze zjawiskiem niepokojącym. Do 2009 r. Polacy żyli oszczędnie, ale od dwóch lat coraz chętniej wydajemy. Na razie ten model się sprawdza, Polska zachowuje wzrost PKB. Ale na dłuższą metę takie rozwiązanie nie będzie działało - nie mamy bowiem dodatkowych źródeł kapitału, za pomocą którego moglibyśmy sfinansować konsumpcję. W dodatku coraz bardziej widać, że kapitał zagraniczny do Polski będzie napływał coraz cieńszym strumieniem.

Czytaj też:Tusk: Duchowni w powszechnym systemie ubezpieczeń. Jesteśmy gotowi na zmiany w konkordacie

Skąd ten malejący napływ? Brakuje kapitału na świecie czy raczej Polska przestaje być atrakcyjnym miejscem do inwestowania?
Kombinacja obu czynników. Polska rzeczywiście przestaje być krajem atrakcyjnym dla inwestorów. Oczywiście, nie jest tak, że całkowicie straciliśmy powab, na pewno dużo lepiej zainwestować u nas niż na przykład na Węgrzech. Ale też nie można już porównywać obecnej sytuacji do tej, która miała miejsce w latach 2006-2007, kiedy ten kapitał walił do nas drzwiami i oknami.

Czytaj też:Dorn: Ten rząd nie przetrwa kadencji bez zmian. Krytyczny będzie rok 2013
Polska nie ma więc wyboru i musi zacząć oszczędzać. Rozumiem, że oczekuje Pan od nowego rządu, że ogłosi on program wprowadzenia większych oszczędności?
To jedno z rozwiązań. Mnie osobiście bardziej podoba się inne. Polska musi zmienić model gospodarowania w ciągu najbliższych kilku lat. Trzeba odejść od rozwiązania, w którym jesteśmy tak dużym importerem kapitału jak obecnie, i doprowadzić do sytuacji, w której będziemy jednocześnie sprowadzać ten kapitał, ale także będziemy w stanie go wyeksportować. Stanie się to możliwe tylko wtedy, gdy wygenerujemy w kraju odpowiednio duże oszczędności. Oznacza to, że w ciągu czterech lat te oszczędności muszą wynosić dobrze ponad 20 proc. wartości PKB - dziś wynoszą one zaledwie 16 proc. Większe oszczędności są niezbędne po to, by polska gospodarka stała się jeszcze bardziej odporna na to, co się dzieje za granicą. Obecne obawy rządu przed rozwojem sytuacji gospodarczej na świecie wynikają właśnie z tego, że nie dysponujemy żadnymi rezerwami finansowymi

Czytaj też:Exposé premiera Tuska. "Chcemy podwyższyć wiek emerytalny do 67. roku życia"

Oszczędzanie wymaga zaciskania pasa. Uważa Pan, że nowy rząd zdoła do tego przekonać Polaków?
Ale to oszczędzanie nie musi oznaczać, że spadną dochody Polaków. Wystarczy, żeby przestały rosnąć wydatki. Polityka musi się stać na tyle wyważona, żeby z jednej strony zachować wzrost gospodarczy, który zapewni utrzymanie poziomu życia na obecnym poziomie, a z drugiej stworzyć zdrowe zasady rozwoju, tak by wzrost PKB nie był finansowany pożyczkami. Proszę spojrzeć, jak dziś wiele pieniędzy wypływa z Polski w postaci zysków podmiotów zagranicznych, które dawniej u nas zainwestowały. Te fundusze bardzo by się u nas przydały.

Do tych problemów, które Pan wymienił, niedługo dojdzie jeszcze jeden - w 2013 r. skończą się dotacje z Unii Europejskiej, na następne będziemy musieli czekać dwa lata. Innymi słowy, za dwa lata pieniędzy na nowe autostrady nie będzie.
Nie zgadzam się - można przecież znaleźć inny sposób ich finansowania. Choćby poprzez projekty realizowane w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego.

Czytaj też:Tusk: Duchowni w powszechnym systemie ubezpieczeń. Jesteśmy gotowi na zmiany w konkordacie

A jakie reformy strukturalne powinien podjąć rząd? Eksperci w pierwszej kolejności wymieniają KRUS, emerytury mundurowe. Podziela Pan ten pogląd?
Dziś najbardziej zapalnym punktem systemu są ubezpieczenia emerytalne. Pomimo że rząd zdecydował się zabrać część składki do OFE, to nie zmieniliśmy samej struktury ZUS-u. Wygląda to w ten sposób, że w długim okresie składki rosną wolniej niż wydatki. Nie ma szans, by działający w ten sposób system mógł się zbilansować. Dlatego nie należy mówić tylko o KRUS-ie czy o mundurówkach. Tutaj chodzi o cały system emerytalny. Waloryzacja rent i emerytur połączona z rosnącą liczbą osób, którym przysługują te świadczenia, sprawia, że problemem stanie się zbilansowanie całego systemu. Trzeba to zmienić.

Polska zmaga się ze swoimi problemami, ale trudno analizować je, nie zwracając uwagi na otoczenie międzynarodowe. Z dużo większymi kłopotami musi sobie radzić strefa euro - i ona rozwiązuje je poprzez coraz większe zamykanie się. Do tej pory kurs proeuropejski w Polsce nie budził wątpliwości. Czy powinniśmy go kontynuować i próbować jak najszybciej przyjąć wspólną walutę?
Pytanie brzmi inaczej: czy Polska, zakładając, że uda nam się wejść do strefy euro, będzie miała coś do powiedzenia w tym gronie? Moim zdaniem to jest kluczowe pytanie, które musimy sobie zadać, zastanawiając się nad tym, czy przyjęcie europejskiej waluty ma być naszym priorytetem.

Czytaj też:Dorn: Ten rząd nie przetrwa kadencji bez zmian. Krytyczny będzie rok 2013
Przynależność do strefy euro bardzo obniżyłaby koszty kredytów - a tańszy kredyt oznaczałby szybszy wzrost gospodarczy.
Ale jednocześnie tracimy w dużej mierze prawo do prowadzenia samodzielnej polityki monetarnej. Teraz w dużej mierze sami jesteśmy sobie sterem i żeglarzem. Inaczej jest po wejściu do strefy euro. Proszę zapytać Słowaków, czy oni mają cokolwiek do powiedzenia w tej grupie. A jednocześnie Bratysława musi brać udział w pomocy dla Grecji - z tego powodu upadł nawet rząd słowacki. A wracając do Polski. Dostęp do tańszego kredytu wcale nie jest tak jednoznacznie powiązany z tym, czy jesteśmy w strefie euro, czy nie. On jest często powiązany ze strukturą systemu finansowego poszczególnych krajów. Na przykład Czesi mniej płacą za pożyczki zagraniczne niż Polska, gdyż struktura ich finansów publicznych jest wyżej oceniana niż nasza. Ale już Słowacja płaci więcej niż my i członkostwo w eurozonie niewiele im w tym pomaga. Także uważam, że dopóki unia monetarna zmaga się z problemami, to wchodzenie do niej nie da nam żadnych korzyści, natomiast pociągnęłoby za sobą koszty w postaci konieczności płacenia kontrybucji na rzecz państw pogrążonych w kłopotach. Niech strefa euro upora się w tymi problemami, my w tym czasie dostosujemy się do wymagań, jakie stawia się krajom należącym do unii monetarnej, a wtedy będzie można do niej dołączyć.

Tyle że w tym czasie unia monetarna może się na tyle zamknąć, że dołączenie do niej będzie podobnie trudnym wyzwaniem, jakim było wejście do Unii Europejskiej.
Nie sądzę, by tak się mogło stać. Polska jest na tyle istotnym elementem równowagi ekonomicznej na kontynencie, że strefie euro będzie zależeć na tym, byśmy do niej dołączyli. Sekowanie nas byłoby dziwne. Dlatego nie widzę powodu, dla którego powinniśmy za wszelką cenę dążyć do dołączenia do strefy euro. Być może będzie to miało sens za cztery, pięć lat, ale w tej chwili wiązałoby się to ze zbyt wysokimi kosztami. Nie jestem zresztą przekonany, czy dziś nasza gospodarka wytrzymałaby przynależność do unii monetarnej. Dziś posiadanie niezależnej waluty chroni nas przed niekorzystnymi zjawiskami na europejskich rynkach.

Rozmawiał Agaton Koziński

Cały wywiad przeczytasz w weekendowym wydaniu "Polski" lub na stronie prasa24.pl.

Czytaj też:Dorn: Ten rząd nie przetrwa kadencji bez zmian. Krytyczny będzie rok 2013

Wideo

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Ś
Śledź

A moim zdaniem pan Mirosław popełnia błąd. Oszczędności na pewno wygenerują spadek popytu i spadek PKB. Słowo oszczędności wcale nie idzie w parze z innowacyjnością. Nie kto inny a Igor Ansoff przestrzegał przed nadmiernym oszczędzaniem bo można byłoby tak naprawdę gospodarkę zagłodzić.

Mówiąc o oszczędnościach natychmiast należałoby powiedzieć naszym biznesmenom, że nie powinny ich robić tam gdzie idą pieniądze na innowacyjność, rozwój technologiczny, rozwój firm i większa sprawność zarządzania. A najczęściej niedoświadczone organizacje tną wydatki o długookresowym zwrocie, czyli wydatki na badania na d rozwojem firmy, unowocześnieniem zarówno narzędzi jak i produktów. Jeszcze gorzej, gdy tnie się doświadczoną kadrę. Firma taka, która odchudzi się w ten sposób po okresie "postu" nie będzie w stanie się podźwignąć, ponieważ przezorni wyłapią najlepsze kąski z rynku pracy i zostaną z zerowymi mocami produkcyjnymi. Część starej kadry może się przekwalifikować i rozpocząć „nowe życie” To równia pochyła i tak śliska że nie sposób z powrotem się na nią wspiąć.

Moim zdaniem prostego człowieka, powinno się postawić na rozwój, na badania, na innowacyjność i wdrożenie technologii energooszczęsnych, a także na bardziej agresywny marketing i reklamę zdobywając nowe rynki. Ansoff napisał ważne słowa: "Kto się nie rozwija ten się zwija". Ograniczenie popytu po przez wzywanie do oszczędności spowoduje że będzie brak przychodów, które można było by przeznaczyć na te cele, o których napisałem. Dzięki popytowi nasz rynek się teraz kręci i PKB nie maleje. Teraz trzeba tylko położyć naciski na rozwój technologiczny, innowacyjność, lepsze i pełniejsze wykorzystanie zasobów rynku pracy, budowę nowych organizacji (usługowych i przemysłowych), które będą wychodzić na przeciw potrzeba wynikających z przewidywanych kierunków rozwoju naszej cywilizacji. Robót jest, co nie miara i rąk do pracy jest wystarczająca ilość tylko trzeba to zaplanować i po te ręce sięgnąć.

Przykład. Będzie gaz łupkowy? Już teraz państwo powinno inspirować i pomagać w organizowaniu firm, które będą projektować i obsługiwać informatycznie i technologicznie infrastrukturę związaną z eksploatacja i wykorzystaniem tego bogactwa w kraju a następnie rówmnież za granicą. Jak gaz popłynie szerokim strumieniem to już będziemy technicznie i organizacyjnie przygotowani i dzięki temu wykonamy potężny skok rozwojowy? A więc nie oszczędzanie tylko mądre inwestowanie. Im szybciej tym lepiej.
Podobnie jest w innych branżach. Planowanie rozwoju nie odeszło do lamusa. Ono powinno być jak najbardziej na czasie.

j
jo

zamiast pseudodywagacji pseudoekonomicznych nauczyłbyś się poprawnie pisać we własnym ojczystym języku,POlaku

G
Gość

Kryzys przyszedł nagle?
Europejskie elity to przegapiły? Zbudowały mechanizm w którym wspólny pieniądz oparty jest na różnych politykach podatkowych, inflacyjnych, zadłużeniowych?

Odwrotnie – zaplanowały. To jest mechanizm kluczowy dla integracji europejskiej. Otóż najpierw daje się ludziom coś fajnego. Na przykład podróżowanie bez paszportów i granic. Wszyscy są zachwyceni, szczęśliwi. Ale po jakimś czasie się okazuje, że przy okazji trzeba, o czym nie mówiono wcześniej głośno, wprowadzić wzajemne uznawanie wyroków, wspólną politykę azylową, czy imigracyjną... Z euro było tak samo. Świadomie, a nie w wyniku błędu, zbudowano system w którym za jakiś czas miało dojść do przesilenia. Jeśli chodzi o istotę podobnego do obecnego. Wtedy, przy tej okazji zamierzano uzyskać od państw członkowskich coś normalnie nie do uzyskania – zarządzanie gospodarcze z Brukseli. Podając to jako konieczny warunek uratowania wspaniałej, wspólnej waluty. To polityka indukowania zmian, wprowadzania nierównowagi, którą potem trzeba wyrównać – dalszą integracją. Dotąd zresztą niezwykle skuteczna. Uważam, RZE

b
ben

Swiat nie jest sprawiedliwy a ludzie rowno obdarzeni talentami. Bieda w niektorych czesciach swiata( cala Afryka), jest spowodowana mniejszymi mozliwosciami intelektualnymi czarnych ludzi, byla i bedzie zawsze. Niektore czesci swiata funduja sobie biede na wlasne zyczenie albo na przymus(ZSRR, Chiny i wszystkie demoludy) - przeciez to nie kraje bogate zalozyly u nich komunizm. ,,Wyrafinowane kalkulacje,nastawione egoistycznie na zysk" od poczatku swiata byly glownym motorem rozwoju pojedynczych ludzi oraz(bardzo wazne) calych spoleczenstw. Trzeba pamietac, ze bogactwo pojedynczych ludzi w spoleczenstwie nie sumuje sie tylko mnozy - jezeli 10 ludzi maja po 100 tysiecy gdy zaloza spolke to nie sa warci milion tylko wielokrotnosc tego miliona(zalezy od wspolnego zaufania i dalszej ,,wyrafinowanej kalkulacji nastawionej na zysk". Przy okazji (przy tych ,,wyrafinowanych") moga zyc mniej zdolni - beda zyc, rozmnazac sie, miec mieszkania ale z oczywistych wzgledow nigdy nie beda bogaci.

K
KONFESION

Pragna wejscia TERAZ do STREFY EURO....Mam nadzieje,ze ROZPADNIE sie SAMA a wraz z nia...NEOkolonialny...TANDEM...Niemiecko-Francuski....z ogromna OCHOTA majacy apetyt na TRIO z Rosja!!!

n
naucz. akademicki

w strefie euro. Warto powiedziec glosno 20 miliardow zlotych.Podatnik zaplaci, tak mysla ludzie ,kt. zarabiaja krocie.Przeciez nie chodzi o wejscie juz, teraz,ale WARUNKI TRZEBA MIEC WYPRACOWANE,a potem jak bedzie korzystny przelicznik, to Polska wejdzie.

c
cezar

Gdyby w dziedzinie ekonomii nie kierowano się tylko wyrafinowanymi kalkulacjami, nastawionymi egoistycznie na własny zysk, lecz w sposób istotny dopuszczono by do głosu wymiar miłości, niektórzy oczywiście byliby mniej przesadnie bogaci, ale też nie byłoby tak szokującej biedy w pewnych częściach świata, tak wielkich nierówności gospodarczych, tak wielu niesprawiedliwości, tyle wyzysku słabszych, tylu niepotrzebnych łez i krwawych rewolucji, a także nie byłoby obecnego kryzysu, o kórym tak dużo się mówi; byłoby natomiast więcej sprawiedliwości, solidarności, dobra w perspektywie całej ludzkości, byłoby więcej prawdziwego postępu.

Dodaj ogłoszenie