Greń: Rząd nie chciał rozkręcać afery w PZPN przed Euro. Wszystko zamiatano pod dywan

Hubert Zdankiewicz
Kazimierz Greń Wojciech Barczyński/Polskapresse
- W komisjach PZPN siedzą ramię w ramię policjanci, politycy, byli milicjanci i esbecy. Sami sobie państwo odpowiedzcie, czy takie towarzystwo może być zainteresowane wyjaśnianiem czegokolwiek - mówi Kazimierz Greń, prezes Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej, w rozmowie z Hubertem Zdankiewiczem.

Upublicznił Pan dokumenty, z których ma wynikać, że kolejni prokuratorzy, ministrowie sportu i premier Donald Tusk nie reagowali na informacje o łamaniu prawa w PZPN. Nie zastanawiał się Pan dlaczego?
Wiele razy słyszałem, że pan premier chce zmian w związku, ale na deklaracjach się skończyło. Po ujawnieniu kompromitujących Grzegorza Latę i Zdzisława Kręcinę taśm Kulikowskiego usłyszeliśmy od niego - cytuję - że jeśli potwierdzą się zarzuty pod ich adresem, to on do końca roku zrobi porządek w PZPN. Nie minęły dwa tygodnie, a nagle mówi: To nie chodzi o ten rok. No to ja dziś mówię: Teraz to my sobie sami damy radę, przecież 26 października są wybory. Po co nam teraz ingerencja rządu? Gdzie pan był przez ponad trzy lata, gdzie było Ministerstwo Sportu? To nie są oskarżenia. Ja tylko pokazuję opinii publicznej, jak zamiatano wszystko pod dywan. Nawet opozycja nie reagowała, choć wysyłaliśmy pisma do szefów poszczególnych klubów parlamentarnych. Do Jarosława Kaczyńskiego, Grzegorza Napieralskiego. Ministrów Adama Giersza i Joanny Muchy.

Może uznali, że dowody nie są wystarczające?
Z tych dokumentów wyraźnie wynika, że PZPN łamał swój statut. Choćby tym, że delegował na zjazd delegatów z wyrokami sądowymi. Nie kończono zjazdów. Podpisywano umowy bez członków zarządu. Choćby tę najsłynniejszą, z firmą Sportfive na prawa do transmitowania spotkań reprezentacji Polski. Pokłosiem takiej polityki jest obecne zamieszanie przy okazji meczów z Czarnogórą i Mołdawią. Uchybień było wiele, a ja i ludzie ze mną współpracujący przez trzy lata próbowaliśmy powstrzymać tę patologię. I co? Robiono ze mnie wariata. Szykanowano. Taśmy Kulikowskiego pokazały, że mówiłem prawdę, a do wielu rzeczy mogłoby nie dojść, gdyby władza i prokuratorzy zrobili to, co do nich należało.

Czemu mieliby nic nie robić?
Dobre pytanie. Że w PZPN zamiatano pod dywan, to mogę jeszcze zrozumieć. Proszę spojrzeć, jakie tam są powiązania w komisjach poszczególnych wydziałów. Siedzą w nich ramię w ramię policjanci, politycy, byli milicjanci i esbecy. Sami sobie państwo odpowiedzcie, czy takie towarzystwo może być zainteresowane wyjaśnianiem czegokolwiek. Natomiast co do rządu, to jedyny rozsądny powód, jaki znalazłem, nazywa się Euro 2012. Nie chcieli rozkręcać afery przed turniejem. Tyle że ja bym chciał zapytać pana premiera: czy jak policja złapie kogoś na kradzieży w Wigilię, to go nie zamknie, bo idą święta? Chciałbym też zapytać Grzegorza Latę, jakim prawem myśli o drugiej kadencji po tym, jak doprowadził do takiego stanu polską piłkę.

Uważa Pan, że nie powinien?
Uważam, że nie ma moralnego prawa, choć oczywiście nie tylko on odpowiada za całe zło w polskiej piłce. Trzeba to podkreślić - nie wystarczy wybrać nowego prezesa, jeśli otoczenie pozostanie takie samo. Natomiast ja się bardzo cieszę z tego, że Lato kandyduje. Chciałbym, żeby stanął przed delegatami na Walny Zjazd i przekonał się osobiście, co o nim sądzą. Daję mu - proszę mnie trzymać za słowo - maksymalnie 10 głosów. Obawiam się jednak, że prezesowi zabraknie odwagi i poinformuje, że wycofuje się z wyścigu o prezesurę na wewnętrznym posiedzeniu zarządu.

Mówi się, że poparcie dla obecnego prezesa spada. Są jednak działacze, jak np. Zbigniew Lach, którzy mówią: lepszy stary Lato niż nowy Kosecki.
Jak słyszę Zbyszka Lacha, to jakbym kabaretu pod Baranami słuchał. Wy, dziennikarze, bardzo go lubicie, bo zawsze coś tam fajnego powie, np. mnie dowali. Tyle że jak była wiosną możliwość odwołania Laty, to na dwa dni przed posiedzeniem zarządu mieliśmy 12 głosów za tym wnioskiem. W pewnym momencie dowiedziałem się jednak, że Lach będzie głosował przeciwko. Ja do niego wtedy zadzwoniłem i pytam dlaczego. A on na to: bo mnie pan Niemiec [prezes Małopolskiego ZPN - red.] wezwał i mówi, żebym nie głosował przeciwko swoim kolegom. No i sam pan widzi, jak to się odbywa. Wybierani byli niedawno delegaci na Walny Zjazd w Małopolskim. No i kto jest delegatem? Niemiec, były milicjant Lach i Hańderek, którego słynny "Fryzjer" nazywa w swojej książce "Hańberkiem". To wszystko ta sama kapela. Niektórzy zwyczajnie chcą utrzymania starego układu, bo im tak dobrze. Dlaczego Hańderek nie miałby dalej latać po świecie przy reprezentacji, dostawać nagrody. On, proszę pana, poleciał w lutym do Turcji. Co robił szef Komisji Rewizyjnej w Turcji? Formę sędziom szlifował?

Ale przecież Niemiec krytykuje Latę. Mówi się, że sam chciałby kandydować.
Niemiec grzmi w Krakowie, że jest źle, a potem w drodze do Warszawy nagle zmienia zdanie i mówi: Chodźmy za Grzesiem. Prezesem też lepiej niech nie zostaje. Ja bym wolał mieć prezesa, który nie wsiada z trudem do pociągu. Niepotrzebny nam Kabaret Starszych Panów. Ja się nie dziwię, że oni z Bugdołem idą ramię w ramię. Oni byli razem jeszcze przy Dziurowiczu.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie