Graś: Mamy w sobie pokorę. Zdarza nam się popełniać błędy

Joanna Miziołek
Paweł Graś: Przyznaję, że mam ułatwioną pracę, bo premier jest bardzo komunikatywny i chwała mu za to. Jest pytany o wszystko i odpowiada
Paweł Graś: Przyznaję, że mam ułatwioną pracę, bo premier jest bardzo komunikatywny i chwała mu za to. Jest pytany o wszystko i odpowiada Bartek Syta/Polskapresse
- Mamy w sobie pokorę. Zdarza nam się popełniać błędy, ale tylko ten, kto nic nie robi, ich nie popełnia. Wiem, że są tacy, którzy modlą się o konflikt, żeby źle się działo w Platformie - mówi rzecznik rządu Paweł Graś w rozmowie z Joanną Miziołek

Często Pan kłamie?Nie zdarza mi się kłamać. Czasem sytuacja wymaga tego, aby zachować się jak w tej piosence, że "żołnierz dziewczynie nie skłamie, chociaż nie wszystko jej powie". Czasem ze względu na dobro sprawy nie można o wszystkim powiedzieć, a przynajmniej w określonym momencie. Ale funkcja rzecznika polega na udzielaniu informacji, a nie na zakłamywaniu.

A jakie są te wyższe konieczności, w których nie można powiedzieć prawdy? Dobro partii?Nie. Ja jestem rzecznikiem rządu, a nie partii. Bywają takie sytuacje, kiedy z jakąś informacją trzeba poczekać.

Za to ja sobie przypominam. Kiedy wyszła czołówka dotycząca trotylu w "Rzeczpospolitej", rano w programie telewizyjnym nie powiedział Pan, że wiedział o sprawie. A przecież pan Hajdarowicz wszystko Panu powiedział o 1.30 w nocy.Nie wiedziałem o wszystkim. Przedstawiłem szczegółowo proces zdobywania wiedzy w tej sprawie. Zgodnie z tym, co mówiłem, z całością zapoznałem się rano w drodze do telewizji, czytając artykuł w "Rzeczpospolitej".

Co się w takim razie stało o 1.30 w nocy?Wydawca poinformował mnie, że powstaje artykuł z tezą, że na szczątkach tupolewa znaleziono materiały wybuchowe i że tę informację potwierdził prokurator generalny. To była cała wiedza, jaką wtedy uzyskałem. Ze szczegółami zapoznałem się rano.

Tylko że rano następnego dnia wydawał się Pan zaskoczony?Byłem zaskoczony i zbulwersowany tak jak wszyscy, którzy przeczytali ten artykuł.

Pojawiają się informacje o tym, że wydawca "Rzeczpospolitej" zaraz po aferze trotylowej dostał mejla z kancelarii premiera z wyceną reklam spółek Skarbu Państwa. Nie mam żadnej wiedzy na ten temat.

Grzegorz Schetyna bardzo wysoko ocenia pana premiera Tuska jako szefa rządu i szefa partii. Jestem pewien, że nie zrobi niczego, co premierowi albo Platformie mogłoby zaszkodzić

A później wydawca "Rzeczpospolitej" miał dostać informację, że jeśli kilka następujących osób nie zostanie zwolnionych, to rząd wycofa reklamy spółek Skarbu Państwa z dziennika.Uważam to za bzdurę, brednię. Na pewno nikt ze strony rządu nie formułował żadnych oczekiwań personalnych ani pod adresem tego, ani żadnych innych wydawców. Nie ingerujemy w żaden sposób w relacje między dziennikarzami a wydawcami, właścicielami wydawnictw czy instytucji, dla których pracują. To są absolutnie rzeczy, które są poza naszym zainteresowaniem.

Zna Pan Grzegorza Hajdarowicza tyle czasu, chyba nie chce mi Pan powiedzieć, że nigdy nie zdarzyło się Panu konsultować z nim żadnej sprawy politycznej, żadnego tematu w gazecie.Nie konsultuję z wydawcami ani treści publikacji, ani kwestii personalnych.

A jak często Panowie do siebie dzwonią?Rzadko, tylko w wyjątkowych sytuacjach. Znamy się z okresu podziemia. Mniej więcej z tego samego czasu co z redaktorem Rymanowskim, od którego wczoraj dostałem książkę z dedykacją wspominającą naszą "zadymiarską" przeszłość w podziemiu. Mam z okresu studenckiego, NZS-u i zadym krakowskich sporo znajomych w różnych miejscach. Ale to są znajomości prywatne i nie ma to żadnego znaczenia dla funkcji, jaką pełnię, i zadań, jakie wykonuję.

To może należałoby ograniczyć kontakty z takimi ludźmi jak pan Hajdarowicz. Wtedy nie będzie Pan posądzany o naciskanie na media.Nie wpływałem, nie wpływam i nie mam zamiaru wpływać na żadne decyzje personalne czy treści publikacji ani w "Rzeczpospolitej", ani w żadnych innych mediach.

Pan ma posiadłość w Zabierzowie, pan Hajdarowicz w Karniowicach, tak? Dzielą was tylko trzy kilometry? Często Pan u niego bywa?Nie mam posiadłości w Zabierzowie. Od wielu lat mieszkam w Warszawie i w Kętach. Pan Hajdarowicz ma dworek pod Krakowem, to wszystko.
Współpracuje Pan z mediami cały czas. Co Pan ma do powiedzenia tym, którzy mówią, że wolność słowa jest dzisiaj ograniczana?Nie mam poczucia, żeby była ograniczana. Patrząc na ilość dzienników, tygodników, aktywność różnych portali internetowych, myślę, że jest dokładnie odwrotnie. Różne rzeczy można o Polsce mówić, ale na pewno nie można powiedzieć, że ktokolwiek w jakikolwiek sposób próbuje ograniczać wolność mediów. To jest zupełnie nieuprawnione.

Zależy Panu na pluralizmie w mediach? Czy prawa strona, po której stoją dziennikarze, Pana nie interesuje? Skoro Pan mówi o ilościach rozwijających się dzienników i tygodników, to zdaje się, że odejścia publicystów z "Rzeczpospolitej" i "Uważam Rze" Pana nie zmartwiły. Inni sugerują, że wprost przeciwnie.Przez lata walczyliśmy, aby w Polsce istniały wolne media i panowała wolność słowa. Mamy media prywatne i publiczne i panuje tutaj absolutnie pełny pluralizm. Wszystkie poglądy, nawet te najbardziej radykalne, dzięki mediom pojawiają się w obiegu publicznym.

Zawsze pokusą władzy jest ingerowanie w media. Nie kusi Pana, żeby niektóre z nich przystopować?Pamiętam czasy, kiedy taka pokusa nie tylko istniała, ale była wcielana w życie. Na pewno nie dotyczy to okresu rządów PO i PSL. Dziś nie ma ani takiej pokusy, ani takiej potrzeby. To dobrze, że istnieją różnorodne media, dzięki temu odbiorcy mogą sobie wybierać to, co ich najbardziej interesuje, to, co do nich najbardziej dociera, i to, co im najbardziej odpowiada.

Ostatnio Angela Merkel powiedziała, że będzie wspierała prasę, która jest w kryzysie. Tymczasem nasz premier, po tym jak na konferencji mówi, że zawód dziennikarza jest bardzo ważny dla kraju, ogłasza, że nie czyta gazet. Ignorujecie prasę? Proponuję raz jeszcze posłuchać, jak brzmiała wypowiedź pana premiera. W żartobliwej wymianie zdań wpierw powiedział, że z wielka uwagą czyta kierowane do niego apele dziennikarzy, a potem, że przed konferencją stara się nie czytać gazet, bo ma wtedy potencjalnie dobry nastrój. Naprawdę wnioskuje pani z tego, że ignorujemy prasę?

W poniedziałek ruszyła nowa strona internetowa kancelarii premiera, a na niej blogujący ministrowie. To taki sposób na uniknięcie procesu wywiadów, a przez to trudnych pytań ze strony dziennikarzy? Teraz zawsze możecie powiedzieć, że przecież minister napisał już o tym na blogu. To jest tylko odpowiedź na rozwijające się media, na rozwijające się formy i sposoby komunikacji z ludźmi. To reakcja na postęp i rozwój technologii. Trzeba z tego korzystać w maksymalny sposób i nie można na to zamykać oczu. Był taki czas, kiedy robotnicy niszczyli maszyny parowe, bo zabierały im pracę. A teraz trzeba się pogodzić z tym, że jest coraz więcej środków komunikacji, coraz więcej sposobów, żeby docierać do wyborców. Obowiązkiem rządu jest, żeby z takich form komunikacji korzystać. Jeszcze przez długi czas internet nie zastąpi mediów tradycyjnych, ani telewizji, ani radia, ani prasy. Teraz ministrowie będą jeszcze bardziej aktywni w mediach społecznościowych, na blogach, Twitterze. Ale warto zauważyć, że ministrowie są również bardzo aktywni w tradycyjnych mediach. Musimy informować o naszych planach i działaniach i będziemy do tego wykorzystywać wszystkie dostępne środki i sposoby.

Ministrowie muszą się zaktywizować, bo słupki poparcia dla rządu zaczęły spadać?Z sondażami jak z pogodą - czasem deszcz, a czasem trochę słońca. Te gorsze skłaniają nas do jeszcze większej aktywności i pracy.

Kiedy przez ostatnie miesiące obserwowałam komunikację kancelarii premiera, to aż chciałam powiedzieć: "Szczęśliwy to kraj, w którym premier tłumaczy się z deszczu, murawy". Czy premier powinien brać wszystko na klatę?Premier jest otwartym i odpowiedzialnym człowiekiem. Trudno, żeby unikał odpowiedzi na pytania czy prośby o komentarze, nawet jeśli dotyczą spraw drobnych.

Tylko czy premier powinien być pytany o wszystko i na wszystko odpowiadać? To chyba rola rzecznika rządu. Premier zastępuje Pana w pracy?No właśnie, pani redaktor, czy powinien być pytany? To raczej pytanie do państwa. Chociaż przyznaję, że mam bardzo ułatwioną pracę, bo pan premier jest bardzo komunikatywny i chwała mu za to. (śmiech)
A jak radzi sobie z klubem?Z klubem przede wszystkim radzi sobie szef i kolegialne władze klubu.

On sobie przede wszystkim nie radzi. Pytam, jakie są relacje Donalda Tuska z klubem Platformy. Czy częste? Bo mam wrażenie, że komunikacja między nimi nie jest najlepsza. Kiedy premier negocjuje unijny budżet, szef klubu bez porozumienia z nim składa wniosek o Trybunał Stanu dla Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry. Premier mówi, że się od tego dystansuje.Premier często spotyka się z kolegium klubu, zarządem partii, parlamentarzystami i działaczami Platformy w terenie. W tej konkretnej sprawie wiele tygodni przed ogłoszeniem wniosku o Trybunał Stanu odbyła się dyskusja na zarządzie partii. Premier wielokrotnie wyrażał swoją opinię na ten temat. Faktem jest, że termin podania tej informacji do wiadomości publicznej przez władze klubu nie był z nim konsultowany. Chociaż na takie rzeczy żaden termin nie jest dobry. Nie ma konfliktu między władzami klubu a premierem. Wiem, że są tacy, którzy o taki konflikt i o to, żeby źle działo się w Platformie, modlą się każdego dnia, ale wierzę głęboko, że te modlitwy nie zostaną wysłuchane.

W Platformie są ludzie, którzy modlą się o konflikt?Nie. Nie mówię o ludziach Platformy, ale o tej drugiej stronie. O tych, którzy życzą nam jak najgorzej.

Cóż to za źli ludzie? Zalicza się do nich Grzegorz Schetyna?Pani żartuje. Grzegorz Schetyna jest absolutnym patriotą Platformy. Tego wspólnego projektu, który prowadzimy od 2001 roku. Ma ogromny wkład w budowanie pozycji naszej formacji.

Tylko ten patriota PO mówi, że nie słyszał, że premier będzie kandydował znów na szefa partii?Grzegorz Schetyna bardzo wysoko ocenia pana premiera Tuska jako szefa rządu i szefa partii. Jestem pewien, że nie zrobi niczego, co premierowi albo Platformie mogłoby zaszkodzić. Nie wiem, czy Grzegorz Schetyna będzie chciał kandydować na stanowisko szefa partii, ale zgodnie ze statutem każdy członek Platformy może zawalczyć o to stanowisko w 2014 roku. Dla mnie jest oczywiste, że najlepszym kandydatem, sprawdzonym zarówno w czasach opozycji, jak i w trudnych czasach sprawowania władzy, jest Donald Tusk. Ostateczną decyzję o kandydowaniu podejmie premier. Na pewno należę do licznego grona tych, którzy będą go do tego gorąco namawiać.

A mógłby mi Pan wyjaśnić, o co chodzi w sformułowaniu, że jesteście patriotami Platformy. Bo kiedy to słyszę, zastanawiam się, czy dla was nie jest ważniejszy interes własnej partii od dobra kraju?Interes PO i państwa jest bardzo tożsamy. Platforma dowiodła tego wielokrotnie. Wszystkie nasze działania służą interesowi państwa i jego obywateli. I jeśli czasem gdzieś rodzą się pokusy, żeby interes partyjny przedkładać nad interes państwa, rozprawiamy się z nimi szybko i zdecydowanie.
Jest Pan tak długo przy premierze. Jakie są pokusy władzy?Taką pokusą może być np. unikanie trudnych i niepopularnych decyzji. Myślę, że przez te pięć lat udowodniliśmy, że jesteśmy na tę i inne pokusy odporni.

Uległ Pan jakiejś pokusie?Uległem pokusie udzielenia pani tego wywiadu.

Przeciwnicy zarzucają wam, że jesteście aroganccy.Mamy w sobie pokorę i wielokrotnie potrafiliśmy to udowodnić. Zdarza się nam popełniać błędy, ale tylko ten, kto nic nie robi, ich nie popełnia. Potrafimy się do nich przyznać i przeprosić. Wyciągamy z tego wnioski na przyszłość.

Jakie błędy popełniliście?Najbardziej spektakularnym przykładem było zamieszanie wokół ACTA. A ostatnio nieporozumienia związane z ustawą dotyczącą GMO. Polityka informacyjna resortu rolnictwa w tej sprawie powinna być bardziej ofensywna. W rządzie trwają prace nad rozporządzeniami do ustawy dotyczącej GMO, które w efekcie spowodują praktyczny zakaz upraw roślinności genetycznie modyfikowanej w Polsce. A narzędzia kontroli, które dzięki tej ustawie uzyska państwo, sprawią, że Polska będzie krajem wolnym od GMO.

Za błędy powinno się płacić. Tymczasem, jak zapowiedział premier, rekonstrukcja rządu dopiero za rok. Nie za późno?Pan premier mówił o tym, że półmetek tej kadencji to będzie czas, kiedy zostanie dokonana ocena poszczególnych resortów i ministrów i wtedy zapadną ewentualne decyzje personalne, więc do tego czasu trzeba poczekać.

Rozumiem, że skoro używa Pan minister słowa "ewentualne", to znaczy, że rekonstrukcji rządu może w ogóle nie być?Pan premier zapowiedział, że półmetek sprawowania kadencji to będzie okres rozliczania, podsumowania i decyzji co do przyszłości poszczególnych ministrów. To nie znaczy, że ich zdymisjonuje. Ale każdy z ministrów jest przez premiera na bieżąco rozliczany i oceniany.

Nadal po exposé premiera nie widać strategicznego celu tego rządu. Wciąż go szukacie?Plan został bardzo precyzyjnie opisany przez pana premiera w tak zwanym drugim exposé. To są trzy filary działania na najbliższe miesiące i lata. Mówimy o rodzinie, pracy i inwestycjach, czyli tych rozwiązaniach, które służą polityce prorodzinnej, o naszych propozycjach dotyczących rynku pracy, bo widzimy, że bezrobocie wśród młodych ludzi jest problemem, który narasta. Mamy precyzyjnie zarysowany plan inwestycji, czyli takiego koła zamachowego dla gospodarki, który powinien wesprzeć tworzenie miejsc pracy i sfinansować politykę prorodzinną. Przygotowaliśmy to na okres przejściowy między zakończeniem jednej perspektywy finansowej (mówimy oczywiście o środkach otrzymywanych z Unii Europejskiej) a otwarciem nowej od 2014 roku. Chcemy, aby w zapowiadającym się na dość trudny roku 2013 nie było spowolnienia inwestycji. Ten pomost między perspektywami finansowymi będzie wypełniony aktywnymi działaniami państwa w celu uruchomienia nowych inwestycji i tworzenia nowych miejsc pracy.

To jak chcecie tworzyć te miejsca pracy?Zamierzamy wspierać gospodarkę choćby przez mechanizm, który nazwaliśmy Inwestycje Polskie. Poprzez uruchomienie linii gwarancji kredytowych na miliardy złotych, zwłaszcza dla sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Poprzez inwestycje w sektor energetyczny czy zbrojeniowy. To wszystko będzie się łączyło z zapotrzebowaniem na pracowników, co w naszym przekonaniu przełoży się na ogólny wzrost zatrudnienia. Zapobieganiu bezrobociu służy też deregulacja. Otwarcie zawodów według naszych obliczeń powinno zaowocować ponad 100 tys. miejsc pracy. Temu służą też takie posunięcia, jak chociażby uregulowanie kwestii VAT kasowego, które ułatwi przedsiębiorcom funkcjonowanie i rozliczenia.
Po pięciu latach rządzenia, kiedy patrzy Pan na szefa, kogo Pan widzi? Jak bardzo Donald Tusk się zmienił? Stał się bardziej brutalny w swoich decyzjach?Nie należy mylić stanowczości z brutalnością.

Z idealisty zmienił się praktyka.Na pewno jest człowiekiem, który nie boi się podejmować kontrowersyjnych decyzji. Takich pod prąd. Nawet jeśli wiąże się to z ryzykiem spadku notowań. Tak było w przypadku podniesienia wieku emerytalnego czy reformy emerytur służb mundurowych. Pan premier wykorzystał te pięć lat do budowy pozycji Polski. Dzisiaj gramy w zupełnie innej europejskiej lidze. Staliśmy się państwem, z którego opinią liczą się wszyscy i którego nie można pominąć przy podejmowaniu kluczowych decyzji dotyczących przyszłości Europy.

Oboje się zgodzimy, że mogłoby być lepiej.To jest taka "oczywista oczywistość". Zawsze mogłoby być lepiej.

A nie ma Pan wrażenia, że premier nie ma już w sobie wizji, że rządzenie zmieniło się w zarządzanie kryzysami?Premier wielokrotnie mówił o swojej filozofii sprawowania władzy, która mówi o tym, że rządzący nie są od budowania wielkich ideologii i dostosowywania życia obywateli do wizji doktrynerów, do tej "jednej i jedynie słusznej ideologii". Zadaniem rządu jest takie funkcjonowanie, aby zapewnić maksymalne bezpieczeństwo obywatelom, nie krępując ich energii i przedsiębiorczości. Zadaniem rządu jest także reagowanie w trudnych sytuacjach. I właśnie w tych trudnych i kryzysowych sytuacjach wielokrotnie dowiedliśmy, że państwo potrafi działać sprawinie i skutecznie. Tak było np. w przypadku klęsk żywiołowych, jak powodzie czy trąby powietrzne. Nasza wizja to wizja władzy, która służy społeczeństwu, nie wchodzi z butami w życie obywateli. To wizja państwa, które jest aktywne na arenie międzynarodowej i buduje swą gospodarczą i militarną siłę. To wizja Polski, która jest silna energią i aktywnością swoich obywateli.

Czy Platforma jest normalna?A co to za pytanie?

Wasz przyjaciel Roman Giertych mówi, że władza, a więc Platforma, jest próżna i leniwa, czyli normalna. Jak się Panu podoba ta definicja?Platforma jest spokojną, dobrze zakorzenioną w społeczeństwie partią, która buduje swoją pozycję w centrum sceny politycznej. Jesteśmy ugrupowaniem, które konsekwentnie realizuje plan modernizacji Polski i z pokorą oczekuje oceny naszej pracy w następnych wyborach.

Wideo

Komentarze 12

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
to są skutki rządów PO, panie Graś! Mały wycinek "osiągnięć".
G
Gość
Jarek wkurzył się że jego partyjni dziennikarze wylecieli z 'Rzeczpospolitej" i "Uważam Rze"? Tak jest przyzwyczajony do rozkazywania że nie może znieść faktu że PRYWATNY właściciel sam sobie dobiera współpracowników? Pomijam już to że ostatnio zwolnieni PiS-macy biorąc sporo kasy od Hajdarowicza, za jego plecami produkowali konkurencyjne dla pracodawcy 'wSieci' (czy tam 'WSIeci;). I co miał głaskać ich po główkach i dać prezent że robią go w konia?
Już widzę innych właścicieli gazet jak skaczą z radość że ich pracownicy za plecami pracują dla konkurencji:)
j
jureq
to jest ten typ pokory ministrów. Pan Boni po Acta, Ofe itp. trzyma się majsterkowania przy korytku pomimo,że w oczy mu się to mówi, no ale przecież jest to mowa nienawiści. A nie ochrona społeczeństwa prawa do dobrego wizerunku państwa jako wartości. Demokracja jest tu zrównana z niewolnictwem, wybrałeś no to cierp. Refleksji wybranka w tej ustawie nie będzie. Oni przecież robią dobrze na przekór, a zawiść to przecież cecha narodowa opisana przez wieszczów.
A
Al.
My już Panu i reszcie oszustów z PO-PSL dziękujemy. Już za długo moczycie swoje ryje w korycie.
Za bardzo już jesteście pewni siebie,że to tak na zawsze będzie - ale niestety, przyjdzie czas rozliczeń i to szybciej niż się wam zdaje. Od koryta odciągniemy was, i wyjdzie wszystko jak 5 lat doprowadzaliście ten kraj do ruiny i jakimi oszustami jesteście.
B
Bart
Mniej niż zero.
G
Gonzalo
Gość mi przypomina pewnego znajomego ciecia.
k
koszerny
p. Grasiu cichi pokornego serca zmiłuj się nad nami
c
cezar
boją się pisu-arów.
i
internautka50+
to p Niesiołowski i p Palikot( proszę nie mówić że on nie jest z PO bo jest)
I pokorny premier, któremu nie potrzebny był do niczego prezydent L K na którego głos oddało 52 obywateli ( to dopiero pokora)
A
Andrzej
Politycy tej partii sa najbardziej zaklamani.Mysla ze sa najmadrzejsi.Co to jest dyskusja,to temat dla nich obcy.Pokazywanie ich w srodkach przekazu to czas stracony.Wszyscy mowia to samo.Zenada!
G
Gość
Graś robi z tą panią, co chce, a ona tańczy jak on jej zagra. A pan rzecznik albo KŁAMIE albo mówi półprawdy, Przy Hajdarowiczu az by się prosiło o pytanie czy dlatego nabył Rzepę, bo jest znajomkiem Grasia - co by się zgadzało z dziwnym sposobem nabycia Presspubliki.

Pani Miziołek potulnie łyka wszelkie wykręty Grasia.
?
Jak żyć?
Dodaj ogłoszenie