reklama

Gotówka w Polsce przegrywa z kartami. Zbliżeniowo płacimy pięć razy częściej niż Niemcy! Seniorzy wybrali bezpieczeństwo i wygodę

Zbigniew Bartuś
Zbigniew Bartuś
Zaktualizowano 
Polska jest europejskim fenomenem rozwoju płatności bezgotówkowych: rola monet i banknotów szybko maleje, zwija się sieć bankomatów, aż 85 proc. transakcji robimy bezstykowo. Nieoczekiwanie rewolucję zaczęli napędzać seniorzy.

Mniej gotówki: wygoda w cenie prywatności [KOMENTARZ]

- Nie ma pani plastiku?! Zbliżeniowo! Szybko! – irytuje się dwoje emerytów w kolejce do kasy w „Biedronce” przy Starowiślnej w Krakowie. W rękach trzymają – przygotowane do płacenia - karty. Kobieta przed nimi, niemiecka turystka, reguluje należność za koszyk towarów – gotówką. W opinii emerytów: „głupio blokuje kasę”.

Jeszcze parę lat temu sytuacja taka byłaby nie do pomyślenia. Polski emeryt kochał gotówkę jak mało kto w Europie, a do wszelkich kart „i innych nowinek” odnosił się z rezerwą. Wprawdzie część seniorów miało w portfelu karty, ale tylko po to, by wypłacać z ich uzyciem gotówkę z bankomatów.

Dzisiaj Polska jest liderem rozwoju płatności bezgotówkowych, rola monet i banknotów błyskawicznie maleje, rekordowo szybko kurczy się sieć bankomatów: w tym roku wypłaciliśmy z nich najmniej pieniędzy od 11 lat! Nieoczekiwanymi liderami tej rewolucji stali się nasi emeryci. Naturalna z wiekiem niechęć do „nowinek” przegrała u nich z wygodą.

Kiedyś szybciej płaciło się gotówką, teraz - kartą. Decyduje też wygoda

Adam Tochmański, dyrektor Departamentu Systemu Płatniczego NBP, wyjaśnia, że ogromną rolę odegrało radykalne obniżenie tzw. opłat interchange, jakie sklepy i punkty usługowe muszą płacić za każdą transakcję wydawcom kart płatniczych – zachęciło to do zamontowania terminali płatniczych wielu kupców i usługodawców, w tym najpopularniejsze sieci handlowe, na czele z posiadająca prawie 3 tys. placówek Biedronką (do 2014 r. można tam było płacić wyłącznie gotówką). Do portugalskiego potentata trafia co czwarta złotówka wydawana przez polskich klientów w sklepach detalicznych. Biedronki są przy tym ulubionym miejscem zakupów wśród seniorów.

Głównym powodem wielkiej popularności kart jest jednak przełomowa technologia – płatności zbliżeniowych. - Polacy ją pokochali z uwagi na prostotę, szybkość i wygodę - tłumaczy Adam Tochmański. I podkreśla, że kluczowe okazało się wdrożenie przez banki rekomendacji NBP, dzięki którym płacenie zbliżeniówkami stało się wyjątkowo bezpieczne, a co za tym idzie – godne zaufania szerokich mas klientów.

Polska wyrosła na technologicznego lidera w płatnościach: nigdzie tak szybko nie przybywa kart i transakcji zbliżeniowych

Czechy, Polska, Słowacja i Węgry – tak wygląda europejska czołówka krajów o największym udziale nowoczesnych form płatności za towary i usługi. A gdzie Niemcy, Brytyjczycy, Francuzi, Skandynawowie? Daleko w tyle! Przewrót ów dokonał się w znacznym stopniu za sprawą wprowadzonej u nas po raz pierwszy 12 lat temu technologii płatności zbliżeniowych.

Z danych NBP jednoznacznie wynika, że Polska wyrosła na technologicznego lidera Europy w płaceniu kartami: nigdzie tak szybko nie przybywa kart i transakcji bezstykowych, uznawanych za najbardziej wyrafinowane technicznie.

Dokładnie 20 lat temu mieliśmy w Polsce 5,9 mln kart płatniczych, przy czym większości z nich używaliśmy do wypłacania gotówki z bankomatów. Dekadę temu w naszych portfelach było już 32 mln kart i gwałtownie rosła liczba dokonywanych nimi transakcji bezgotówkowych. Dziś mamy prawie 42 mln kart i – jak wynika z danych NBP - w kwietniu tego roku, po raz pierwszy w historii, wydaliśmy przy ich pomocy bezgotówkowo więcej niż wypłaciliśmy z bankomatów (87 mld zł wobec 85 mld zł).

Liczba sklepów i punktów usługowych, w których można zapłacić kartą, wzrosła w rok o jedną czwartą (o 96 tys.). Stale maleje natomiast liczba bankomatów (w rok o tysiąc), a to dlatego, że korzystamy z nich najrzadziej od 11 lat: w I kwartale tego roku zrobiliśmy to zaledwie 149 mln razy (co daje 5 transakcji na dorosłego Polaka), podczas gdy aż 1,2 mld razy, a więc 10 razy więcej niż 11 lat temu, zapłaciliśmy kartą bezgotówkowo.

Przewaga z powodu zapóźnienia: 85 proc. transakcji zbliżeniowo. A w Niemczech - 17 proc.

Te 42 mln kart w naszych portfelach to więcej, niż jest obywateli naszego kraju. Samo w sobie jest to w Europie wynikiem słabym. Należymy natomiast do absolutnych liderów płatności zbliżeniowych: wykonujemy w ten sposób już 85 proc. transakcji kartami, częściej robią to tylko Czesi (93 proc.), wyprzedziliśmy Węgry i Słowację. Niemcy z 17-procentowym udziałem zbliżeniówek w transakcjach nie mogą się równać. Podobnie Szwedzi, gdzie ten udział wynosi 12 proc.

Powód? Banalny: większość placówek handlowych i usługowych w Polsce (i całej pokomunistycznej części Europy) w ogóle nie obsługiwało wcześniej kart płatniczych, więc kiedy wreszcie zaczęły to robić, sięgnęły po najnowsze i najwygodniejsze technologie – czyli właśnie płatności zbliżeniowe. Zrobiła tak m.in. popularna sieć Biedronka, która jeszcze w pierwszej połowie 2014 r. przyjmowała wyłącznie gotówkę. Jej śladem podążyły mniejsze sklepy i liczba terminali w kilka lat wzrosła o połowę. Klienci sami zaczęli je wymuszać – i to w wariancie zbliżeniowym, bo tak płaci się szybko i wygodnie. Docenili to zwłaszcza seniorzy.

Na początku obecnej dekady zbliżeniówkami można było płacić w 40 tys. dostosowanych do tego terminali, w 2014 roku liczba urządzeń dobiła do 300 tys., a dziś wynosi prawie 850 tys. - wszystkie terminale w Polsce obsługują zbliżeniówki! W kraju tej wielkości jest to fenomenem (polscy turyści w Niemczech mają z takim płaceniem nie lada problem).

W połowie dekady wydawaliśmy przy użyciu zbliżeniówek 40 mld zł kwartalnie, teraz – prawie 80 mld. Wprawdzie mniej więcej tyle samo wydajemy w sklepach, punktach usługowych itp. żywą gotówką, ale jest tak głównie dlatego, że wciąż ponad połowa z 2 mln zarejestrowanych w Polsce kas fiskalnych nie obsługuje kart. Dotyczy to m.in. części urzędów – w niektórych pewne opłaty wnieść można tylko gotówką. Ale i tu – za sprawą determinacji obecnego rządu - postęp jest ogromny: jeszcze trzy lata temu bezgotówkowych urzędów było 85 proc., dziś stanowią już tylko 30 proc., w przyszłym roku zbliżeniowe terminale mają mieć już wszystkie.

Największe problemy w płaceniu kartami są w Polsce na bazarach, w punktach usługowych (szewc, stolarz, mechanik), w transporcie, mniejszych sklepikach. Płatności kartą nie akceptuje też połowa prywatnych gabinetów lekarskich.

Czytaj także

WIDEO: Barometr Bartusia

Wideo

Materiał oryginalny: Gotówka w Polsce przegrywa z kartami. Zbliżeniowo płacimy pięć razy częściej niż Niemcy! Seniorzy wybrali bezpieczeństwo i wygodę - Dziennik Polski

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

d
das

bo glupi ...niewolnik

K
Kłamstwo !

Chyba jednak nie ... Pięć razy częściej niż niemcy ? Którzy niemcy ? Ci ,którzy mają paszport od wczoraj i ciemną karnację ? Przecież oni płacą muszelkami ,albo tureckimi dywanami .Najczęściej wcale ,tylko kradną ,lub dostają bony na produkty od państwa .Więc co to za populistyczne brednie ?

Dodaj ogłoszenie