Google kontra Chiny. Sieć wygra z cenzurą

Małgorzata Gołota
To kolejny dowód na to, że nawet chwalący się blisko stuletnią już tradycją chiński komunistyczny reżim nie jest ani wszechwiedzący, ani wszechwładny. Koncern Google znalazł sposób na to, jak chińscy internauci mogą omijać surową internetową cenzurę.

W wyszukiwarce pojawiła się mianowicie nowa funkcja sugerująca alternatywę dla terminów wyszukiwania, które mogą kierować do ocenzurowanych stron i spowodować przerwanie połączenia.

W oficjalnym komunikacie Google nie wspomina co prawda wprost o cenzurze internetu stosowanej przez władze Chin, jednak sama konstrukcja aplikacji nie pozostawia w tej sprawie wielu wątpliwości.

Cenzura wprowadzona przez Pekin opiera się na prostym mechanizmie - jeśli chociażby jedno słowo klucz wpisane w wyszukiwarkę uznane zostanie za politycznie drażliwe, połączenie zrywa się. Nowa funkcja Google ostrzega użytkownika, że użyty termin "może spowodować czasowe zerwanie połączenia" zanim ten kliknie "search" i sugeruje bezpieczniejszą alternatywę dla kłopotliwych słów lub zwrotów.

Oficjalnie Google uzasadnia wprowadzenie tej funkcji utrudnionym wyszukiwaniem nawet neutralnych treści. Jako przykład podano znak "jiang", który po chińsku tłumaczy się jako "rzeka", ale i tak jest blokowany, bo - zdaniem Pekinu - może się również odnosić do byłego prezydenta Chin Jianga Zemina.

Wynalazek koncernu już spędza sen z powiek prezydenta Hu Jintao i całej jego administracji, od lat walczącej z wszelkimi formami wolności w sieci i wykorzystującej do tego ponad sześćdziesiąt wydanych specjalnie w tym celu rozporządzeń (tzw. projekt Złota Tarcza). Wskutek coraz silniejszych nacisków władz domagających się daleko idącej współpracy w kwestii kontrolowania internetowych treści w 2010 r. Google zamknął zresztą nawet swój główny oddział w Chinach. Obecnie koncern działa w Chinach kontynentalnych z Hongkongu, który cieszy się większą autonomią niż reszta kraju.

By cenzurować sieć, administracja prezydenta Hu Jintao wydała ponad 60 rozporządzeń

Aplikacja wprowadzona teraz przez Google to pierwsza od dawna szansa na to, by chińscy internauci zyskali wolny dostęp do informacji. Do tej pory zdarzało się bowiem, że rząd odblokowywał jedynie pojedyncze witryny. Na przykład blokada strony dziennika "New York Times" została zniesiona po tym, jak dziennikarze z gazety w wywiadzie z Jiang Zeminem wprost zapytali go o jej przyczynę. W czasie konferencji APEC w Szanghaju w 2001 r. odblokowano z kolei zazwyczaj cenzurowane witryny serwisów informacyjnych CNN, NBC i gazety "Washington Post".

Google to druga co do popularności wyszukiwarka w Chinach. Kraj ten ma największą na świecie populację internautów liczącą 513 mln osób.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie