Gomułka: Nie zaczyna się nowy kryzys. Trwa raczej długa rekonwalescencja

Redakcja
Stanisław Gomułka
Stanisław Gomułka Wojciech Gadomski/Polskapresse
Polskę i Europę czeka spowolnienie - mówi ekonomista Stanisław Gomułka w rozmowie z Witoldem Głowackim.

W ciągu kilku ostatnich miesięcy w gigantycznym tempie narasta niepewność na rynkach. Niemal codziennie odbywa się wyczekiwanie na kolejne kluczowe decyzje czy wydarzenia. Przykłady tylko z ostatniego tygodnia: najpierw decyzja Banku Szwajcarii o osłabieniu franka za wszelką cenę, potem wyrok niemieckiego trybunału konstytucyjnego dotyczący pomocy Niemiec dla krajów grupy PIIGS. Czy naprawdę każde takie wyczekiwane wydarzenie jest potencjalną furtką do kolejnej fazy kryzysu?
Duża niepewność rynków jest faktem. Ale przyczyny obecnej nerwowości wymagają dokładnej identyfikacji, dyskusja wokół nich jest często pełna nieporozumień. Przykłady takich nieporozumień właśnie pan wymienił. Rzeczywiście - decyzja Szwajcarów była nieoczekiwana i zaskoczyła rynki. Banki centralne na ogół wstrzemięźliwie podchodzą do bezpośrednich interwencji. W tym wypadku interwencja - i to znaczna - została podjęta w obronie szwajcarskiej gospodarki, której zagraża ciągłe umacnianie się franka. Tyle tylko że nie ma to w rzeczywistości specjalnego wpływu na sytuację globalną. Gospodarka Szwajcarii ma niewielkie rozmiary, frank szwajcarski budzi zaś emocje polskich kredytobiorców i niektórych inwestorów, ale nie odgrywa szczególnie kluczowej roli w światowym czy nawet europejskim systemie walutowym. Dlatego w przypadku Szwajcarii decyzja o mocnej interwencji ma o wiele mniejsze znaczenie, niż gdyby podobne działania interwencyjne przeprowadził na przykład Bank Japonii. Jeśli odnotowaliśmy już jakieś rzeczywiste, namacalne skutki tej decyzji Szwajcarów, to dotyczą one wyłącznie niewielkiego obniżenia rentowności obligacji części państw europejskich - w tym Niemiec, w minimalnym stopniu także Polski. A to całkiem dobra wiadomość, bo oznacza mniejsze koszty obsługi długu zagranicznego. Z kolei wyrok niemieckiego trybunału konstytucyjnego po prostu rozwiał ostatecznie, mało skądinąd realne, obawy o los pakietów pomocowych udzielanych w dużej mierze przez Niemcy. Oczywiście gdyby ów wyrok podważył konstytucyjność uczestnictwa Niemiec w tych operacjach, mielibyśmy do czynienia z poważnym wstrząsem. Na serio nikt tego jednak się nie spodziewał. Wyrok potwierdził zatem dość powszechne oczekiwania.

Widzimy jednak zmaganie świata z całym pakietem kryzysów. Mamy do czynienia z problemem monetarnym - będącym po części skutkiem dodruku pieniądza przez USA i strefę euro na rzecz stymulowania gospodarki po roku 2008. Do tego dochodzi kryzys dłużny - coraz większe problemy niektórych państw ze spłatą zobowiązań. Cały czas mówi się o groźbie klasycznej gospodarczej recesji. Jeśli dodamy do tego problemy polityczne - utrudniające podjęcie decyzji o reformach w strefie euro, a wcześniej także w Stanach Zjednoczonych - lista robi się długa.

Gospodarka jest w tej chwili po poważnym wstrząsie. Globalny powrót do zdrowia potrwa jeszcze kilka lat. Ale nie będzie to czas recesji, najwyżej pewnego spowolnienia

Zacznijmy więc od początku. Rzeczywiście - recesja po upadku banku Lehmann Brothers sprawiła, że banki centralne zwiększyły ilość pieniądza bazowego w gospodarce, przede wszystkim wzmacniając sektor finansowy i później stymulując słabnącą gospodarkę. Dotyczy to zwłaszcza Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, natomiast strefy euro w znacznie mniejszym stopniu. Jednocześnie jednak polityka monetarna ulegała od tego momentu zauważalnemu zacieśnieniu pomimo silnego obniżenia stóp bazowych przez banki centralne. Przyczyniły się do tego mocno ustalenia Bazylei III nakładające na banki obowiązek powiększenia kapitałów własnych w relacji do ogólnej sumy kredytów, a także zwiększona ostrożność banków. Dynamika wzrostu masy kredytów w wielu krajach osłabła, w niektórych odnotowano nawet spadek kredytów. Ponieważ równocześnie wzrosła stopa bezrobocia, więc w tej chwili nie mamy do czynienia z jakimś poważnym zagrożeniem inflacyjnym.
A nie o tym właśnie świadczył wzrost przed interwencją kursu franka jako waluty niepodlegającej presji dodrukowanych euro, funtów i dolarów i jednoczesne notowanie kolejnych rekordów wszech czasów przez cenę złota?
Nie - jedno i drugie świadczy przede wszystkim o niepewności i nieufności rynków. Można się raczej zastanawiać, co tę niepewność wywołuje. Rzeczywiście palącą kwestią jest z pewnością naprawa sytuacji w finansach publicznych w strefie euro. W niedalekiej przyszłości konieczne będą wręcz zmiany w traktacie lizbońskim i układzie z Maastricht - przede wszystkim w kwestii nowego zdefiniowania limitów zadłużeniowych - tak aby obejmowały również zagraniczne zobowiązania krajów, więc sektora publicznego i prywatnego. W tej chwili zaś za naprawdę kluczową należy uważać niedawną decyzję szefów państw strefy euro oraz Europejskiego Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, z inicjatywy kanclerz Niemiec Angeli Merkel i prezydenta Nicolasa Sarkozy'ego, o kolejnym pakiecie pomocowym dla Grecji, Portugalii i Irlandii, tym razem także z udziałem pieniędzy od sektora prywatnego. To z pewnością ważny krok do uspokojenia sytuacji, ale będzie można powiedzieć to z całą pewnością dopiero wtedy, gdy pakiet zostanie uruchomiony. Na razie Finlandia domaga się dla swego udziału w tej akcji pomocowej jakiegoś specjalnego zabezpieczenia. Uruchomienie pakietów pomocowych nie może być obwarowane takim warunkiem. Ponadto jest pytanie, czy kraje kredytobiorcy będą przestrzegać określonych warunków, czy będą w stanie wprowadzić dostatecznie szybko dostatecznie duże wymagane sytuacją pakiety oszczędnościowe.

Właśnie - bo zaciągane teraz długi jednak będą musiały z czegoś spłacić.
Takie przynajmniej jest założenie. Przypuszczam zresztą, że jest ono całkiem rozsądne w odniesieniu do Irlandii i być może także Portugalii. Jedynie w przypadku Grecji istnieje duże prawdopodobieństwo konieczności darowania znacznej części długu. W każdym razie kwestia ograniczania deficytów budżetowych nie jest tylko problemem krajów najbardziej zagrożonych niewypłacalnością. W tej chwili dotyczy to większości gospodarek wysoko rozwiniętych i rozwijających się. Z tym że przecież nikt nie będzie przeprowadzał tego ograniczenia z wysokich poziomów w relacji do PKB do niemal zera w skali na przykład jednego roku. Ten proces potrwa przez kilka najbliższych lat. Nie przepadam osobiście za mówieniem o "strategii małych kroków" czy "politycznym realizmie". Ale w tej akurat kwestii raczej nie ma innego wyjścia - i dotyczy to także Polski.

Rozmawiał Witold Głowacki

Więcej przeczytasz w weekendowym wydaniu dziennika "Polska" lub w serwisie prasa24.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie