Godzic: Złe wiadomości dobrze się sprzedają. Ten świat interesuje tylko to, ile jest ofiar

Redakcja
Wiesław Godzic
Wiesław Godzic Grzegorz Mehring/Polskapresse
- Media są rozpędzoną maszyną, której chyba nie da się zatrzymać. Są próby robienia dnia dobrych wiadomości, ale media nie są zainteresowane tym, że coś idzie dobrze - mówi medioznawca Wiesław Godzic w rozmowie z Anitą Czupryn.

11 września 2011 roku wszystkie telewizje na świecie pokazywały na żywo jeden i ten sam obraz - płonące wieże World Trade Center w Nowym Jorku. Czy to, co się wtedy wydarzyło, zmieniło oblicze mediów?
Nie jestem entuzjastą stwierdzenia, że po 9.11, jak to się skrótowo mówi, coś się radykalnego stało z mediami. Niewątpliwie te słynne obrazy robione na Manhattanie były tworzone nie tylko przez profesjonalistów. To był także, i przepraszam, że mówię to z sarkazmem, który tu nie pasuje, dzień triumfu amatorów. Dla mediów to był ważny dzień, ponieważ pokazały z jednej strony straszną, diabelską naturę terroryzmu, ale z drugiej pokazały jedność. Nie chcę, by to źle zabrzmiało, ale były populistyczne.

Pokazując ludzi, którzy wyskakiwali z płonącego wieżowca?
Pokazywali poranionych ludzi, ale też włączali się z kamerami do akcji niesienia pomocy. To było coś, na co nie były przygotowane, ale się sprawdziły, były tam, na miejscu. Cały świat zamarł, widząc te zdjęcia. To na dobrą sprawę było tylko kilkanaście sekund, ale my je godzinami oglądaliśmy. Ameryka miała już takie doświadczenie, podobną sytuację, kiedy pobito motocyklistę Rodneya Kinga w Los Angeles. Kilkanaście sekund niewyraźnych zdjęć zrobionych w ciemności amatorską kamerą było pokazywanych przez kilkanaście godzin w ciągu dnia. Ale patrząc z perspektywy tych dziesięciu lat, czytam, że w tej chwili trwa w Ameryce ideologiczny spór, czy 11 września to ma być dzień żałoby, o co prawica zwraca się do prezydenta Baracka Obamy, czy dzień pamięci narodowej? Jak widzę, każde zdarzenie, u nas takim przykładem jest katastrofa smoleńska, będzie wykorzystywane ideologicznie.

Nie ma Pan jednak wrażenia, że w tamtym momencie media zostały przez terrorystów wykorzystane? Gdyby nie było możliwości przekazu, terroryści nie podrzynaliby ludziom głów przed kamerami. Bez przekazu medialnego to nie miałoby dla nich żadnej mocy.
Ktoś niezbyt rozsądnie mógłby powiedzieć, że gdyby nie było mediów, nie byłoby terroryzmu. Jedną z cech terroryzmu jest to, że żądają dostępu do kamery, aby mogli głosić swoje poglądy. Chciałbym, żeby media same o tym decydowały, czy udostępnienie kamery, czyli obrazu ekranowego, terroryście, może doprowadzić do sytuacji zaognienia, eskalacji, czy to jest warunek, bez którego nie będą prowadzone żadne negocjacje. Media mają tu poważny moralny problem, ale nie można narzucić mediom zasady, że z terrorystami się nie rozmawia. Bo zawsze ktoś się z tego zakazu wyłamie. Ważne jest, co robią wielkie stacje. Czy rzeczywiście są prowadzone na sznurku terrorystów, czy też mogą uderzyć pięścią w stół, choć takie zachowanie może być niebezpieczne, bo może wywołać reperkusje wobec jeńców. Poza tym, jeśli media nie będą interesować się terrorystami, nie dopuszczą ich przekazu, to znajdą oni inne, alternatywne sposoby.

CZYTAJ TEŻ:
* Godzic: Najbardziej lubimy kulturę grafomanii
* 8 września obchodzimy dzień dobrych wiadomości

Trudno się nie zgodzić z tym, że media w pewien sposób potęgują idee terrorystów. Oni nauczyli się grać mediami, dostosowali się do współczesnych środków przekazu i nie mówię tu tylko o telewizji, bo siłą rażenia aktów terrorystycznych jest ich rozprzestrzenianie się na cały świat. A świat mediów w tej chwili cechuje szybkość, emocjonalność i obrazy na żywo.
Ma pani rację. Idea samoograniczenia się mediów jest piękna, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto nie będzie jej przestrzegał. Przy okazji, proszę zwrócić uwagę, jeśli mówimy teraz "media", to nie bardzo wiemy, co rzeczywiście mamy na myśli. Z jednej strony, są profesjonalne wielkie stacje w danym kraju, ale jest też dziennikarstwo obywatelskie. Jak można nakazać człowiekowi, który ma kamerę i kręci, aby nie włożył nagrania na YouTube? Możemy się tylko odwoływać do poczucia obywatelskości. Dzisiaj z kolei spotykam się z takim poglądem, że zło należy pokazywać. Ale ile obrazów zła można pokazywać, aby one działały przeciwko temu złu? Zgadzam się jednak, że nie możemy dziś żadnej kwestii społecznej załatwić bez udziału mediów.

Czy od czasu ataku na WTC w przekazach medialnych największym wzięciem cieszą się złe wiadomości?
Złe wiadomości zawsze dobrze się sprzedają. Nikt jednak nie uczy tego, jak pokazywać dobre wiadomości. One są takie cukierkowe i nie wiadomo, jak tu modulować głos. Dam przykład ostatniego wypadku kolejowego - na miejscu jako jedna z pierwszych stacji była TVN 24. Przez pół godziny dziennikarze mieli problem, czy należy wierzyć strażakom, czy policjantom. Czy jedna osoba, czy dwie są ofiarami. Ekscytuje nas zła wiadomość i ekscytuje jeszcze gorsza. Zastanawiam się, czy nie można by tego odwrócić i cieszyć się z tego, że jest tylko jedna ofiara. Ale wyraźnie chodziło o to, kto ma bardziej precyzyjne informacje dotyczące ofiar. Ten świat interesuje to, ile jest ofiar.

Rozmawiała Anita Czupryn

Więcej przeczytasz w weekendowym wydaniu dziennika "Polska" lub w serwisie prasa24.pl

CZYTAJ TEŻ:
* Godzic: Najbardziej lubimy kulturę grafomanii
* 8 września obchodzimy dzień dobrych wiadomości

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Chyba 2001 a nie 2011

Dodaj ogłoszenie