Głos Polski pozostanie silny, ale Unię czeka kryzys

Agata Kondzińska Magdalena Kula
Irlandczycy odrzucili w referendum traktat z Lizbony, który miał uporządkować prawo unijne. Dla Polski oznacza to, że pozostajemy w Unii na tych samych zasadach.

Irlandczycy odrzucili w referendum traktat z Lizbony, który miał uporządkować prawo unijne. Dla Europy oznacza to szukanie rozwiązań, jak wybrnąć z pata. Dla Polski - że pozostajemy w Unii na tych samych zasadach. Komentatorzy spolaryzowali się w ocenach. - To bardzo zła wiadomość dla Polski - mówi Dariusz Rosati, europoseł SdPl. - To nic dla naszego kraju nie oznacza - odpowiada Konrad Szymański, eurodeputowany PiS.

Nowy traktat miał ułatwić sposób podejmowania decyzji obowiązujących dla całej Unii. - Ale mówienie o tym, że tylko przy traktacie z Lizbony możliwa jest na przykład wspólna polityka wschodnia czy energetyczna, nie jest prawdą. Bo dziś jej ułomność nie wynika z braku procedur, ale z braku woli politycznej i rozbieżności interesów członków Unii - mówi Konrad Szymański.

Rosati ripostuje: - Rzeczywiście, wola polityczna powinna być, ale jak są twarde reguły, to jest czego przestrzegać i do czego się stosować - twierdzi. W traktacie z Lizbony było jasno zapisane, że wszyscy członkowie UE mają obowiązek solidarnie pomóc krajowi, który stał się np. celem zamachu terrorystycznego czy katastrofy. Zasada solidarności miała również obowiązywać w przypadku bezpieczeństwa energetycznego.

Politycy, których cieszy decyzja Irlandczyków, za najważniejsze uznają zachowanie nicejskiego systemu głosowania w Radzie UE (odpowiednik Rady Ministrów), korzystnego dla naszego kraju. W Nicei Polska dostała bowiem aż 27 głosów w Radzie, tyle samo co Hiszpania i tylko o dwa mniej niż Niemcy czy Francja. System lizboński siłę naszego głosu by osłabił. Decyzje miałyby być podejmowane na zasadzie podwójnej większości: państw (55 proc.) i obywateli (65 proc.).

Zmiana sposobu liczenia głosów obowiązywałaby od 2014 r. - Ale na szczęście zostaje tak, jak jest, czyli mamy mocną pozycję w Radzie - cieszy się Ryszard Czarnecki, europoseł niezależny. - No i nie będzie prezydenta Unii, szefa dyplomacji, a to oznacza, że podatnicy mniej zapłacą za administrację - dodaje.

Ale jest ważniejsza sprawa, na którą zwracają uwagę polscy politycy: Ukraina. Polska już od dłuższego czasu stara się wypaść w Unii jako rzecznik swojego wschodniego sąsiada i lobbuje za przyjęciem Ukrainy do wspólnoty europejskiej. I odrzucenie traktatu lizbońskiego rozmowy utrudni. - Nie ma szans na stworzenie wspólnej dyplomacji, rozmowy z państwami spoza UE nadal będą utrudnione, rozbite na relacje z pojedynczymi krajami - mówi Krzysztof Lisek, szef sejmowej komisji spraw zagranicznych.

- 27 państw, które we Wspólnocie już są, będą skupione na rozwiązaniu kryzysu po odrzuceniu traktatu przez Irlandię i wypracowaniu strategii działania. Negocjacje z Ukrainą czy Gruzją schodzą na dalszy plan.

Wraz z upadkiem traktatu w Irlandii upada też idea inicjatywy obywatelskiej. Po raz pierwszy obywatele mogliby bowiem zgłaszać swoje propozycje zmian prawa, ale potrzebowaliby do tego 1 mln podpisów pod petycją.

Nadal będzie obowiązywała zasada jednomyślności, jeśli chodzi o rozwiązywanie spraw wewnętrznych UE, walkę z terroryzmem, globalne ocieplenie i bezpieczeństwo energetyczne. Traktat z Lizbony miał znieść możliwość blokowania decyzji przez jedno państwo.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie