Globalizacja a la Teklehaymanot

Tomasz Jaroński
Tomasz Jaroński
Tomasz Jaroński
Jesienią ubiegłego roku, po zmianach organizacyjnych najważniejszych wyścigów na świecie, Czesław Lang, szef Tour de Pologne, od razu twierdził, że w nowym sezonie szalenie istotne będą punkty zdobywane w klasyfikacji World Touru.

- Zawodnicy powinni wybierać takie wyścigi, jak Tour de Pologne - mówił Lang. - U nas owe oczka łatwiej zdobyć niż na przykład w Giro czy Tour de France.

Lang miał rację, co nie wszyscy tak lotnie pojęli. Punkto-manię zlekceważyli przede wszystkim sami zawodnicy, przyzwyczajeni, że w poprzednich latach jakieś tam rankingi nie miały żadnego znaczenia. Tymczasem według prawideł Międzynarodowej Unii Kolarskiej (UCI) siłę poszczególnego teamu ustala się na podstawie nie tylko finansowych gwarancji, ale także poziomu sportowego, określanego właśnie sumą liczby punktów zgromadzonych przez zawodników.

Stąd przy powstawianiu nowych drużyn, przy fuzjach, których jesienią nie brakowało, możliwości zatrudnienia kolarza z dużą liczbą punktów wzrastały. Skorzystali na tym cykliści dość egzotyczni, którzy jednak kosili punkty w wyścigach, o których u nas nikt nie słyszał. Rosjanin Borys Szpilewski brylował w azjatyckich zawodach, w barwach irańskiego zespołu, i znalazł miejsce w ekipie AG2R. Czołowy kolarz afrykański rodem z Erytrei Daniel Teklehaymanot trafił do nowego australijskiego teamu GreenEdge i wreszcie Irańczyk Mehdi Sohrabi zasili Lotto Ridley. Ciekawe, czy ich wartość jest iście punktowa i robić będą za martwe dusze, czy też zobaczymy ich w składach na ważne europejskie wyścigi. Choć wygrywający etap kolarz z Erytrei może komentatorowi popsuć nieco potoczystość wymowy.

System punktowy jednym się podoba, innym nie - jak to zwykle w życiu bywa. Najostrzej zaatakował UCI były mistrz świata Thor Hushovd. Norweg twierdzi, że system jest skomplikowany i mylący i zawodników oraz drużyny. Jego zdaniem łatwiejsze są teraz transfery spoza Europy, co powoduje problemy. Hushovd problemów nie ma, znalazł silny zespół BMC, a jego głos wydaje się wpisywać w walkę z konkurencją, a przecież UCI chodzi o globalizację kolarstwa.

CZYTAJ WIĘCEJ FELIETONÓW TOMASZA JAROŃSKIEGO W SERWISIE POLSKATIMES.PL

Z kolei o punkty upominają się kolarze przełajowi, pragnący także mieć prawo do ubiegania się o intratne transfery. Moim zdaniem kolarstwo nie może się zamykać w kilku krajach, a na innych patrzeć jak na drugą ligę. W tej mierze działania UCI akurat popieram, choć nie do końca jestem przekonany, że uda się złamać monopol Francji, Włoch, Hiszpanii, Belgii i Holandii na kolarstwo z najwyższej półki. No ale Czesław Lang tego dokonał, może więc i inni, nawet z Erytrei.

Tomasz Jaroński, Eurosport Polska

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

W
Wyrzykowski
Słusznie Czesiu Lang zauważył że punkty się liczą i w podtekście stwierdził także że ważna jest ranga wyścigu i jego trudności. Bo nie są warte te same punkty zdobyte w Erytrei i punkty zdobyte na TdF. UCI winno określić wagę wyścigu co powinno mieć wpływ na ilość zdobytych punktów. Ale obaj wiemy że tego nie zrobi aby nie narazić się możnym członkom UCI których kolarze dopiero raczkują
Dodaj ogłoszenie