Girzyński: Kaczyński "zabiłby tłustego cielca" dla Ziobry? To fikcja

Redakcja
Zbigniew Girzyński
Zbigniew Girzyński FOT.BARTEK SYTA
- Żeby można było mówić o powrocie syna marnotrawnego (Ziobry - red.), po pierwsze musiałby nastąpić akt żalu za grzechy i prośba o to, aby te grzechy zostały wybaczone, puszczone w niepamięć. A wtedy rodzi się pytanie, czy Jarosław Kaczyński, stosując w tym miejscu biblijne porównanie, którego sam kiedyś dokonał, "zabiłby tłustego cielca na powitanie". Sądzę, że ta sytuacja jest fikcją polityczną - mówi Zbigniew Girzyński, poseł PiS, w rozmowie z Dorotą Kowalską.

Adam Hofman zapowiedział, że w kwietniu ruszacie z nową kampanią. Co to za kampania właściwie?
Nie wiem, proszę o to pytać Adama Hofmana.

Jest Pan w PiS i nie wie, jaką kampanię przygotowała partia?
Jeszcze nie było posiedzenia klubu ani spotkania rady politycznej, gdzie byśmy te szczegóły omawiali. Także nic na temat kampanii powiedzieć nie mogę. Po bliższe informacje w tym temacie odsyłam więc do osób z komitetu politycznego i rzecznika prasowego.

Żadnej wiedzy?
Żadnej.

Nie zaskoczyło Pana przystąpienie do PiS Antoniego Macierewicza?
To raczej rzecz całkowicie naturalna dla obserwatora z zewnątrz, który zapewne nie miał nawet świadomości, że Antoni Macierewicz nie jest w PiS. Przecież od co najmniej sześciu lat pan Macierewicz jest osobą jednoznacznie kojarzoną z PiS, w rządzie Prawa i Sprawiedliwości pełnił ważną funkcję wiceministra obrony narodowej, a od ponad czterech lat posła na Sejm. Startował z naszych list i współpracował z nami, reprezentując swoje środowisko Ruchu Katolicko-Narodowego. Teraz doszedł do wniosku, że ta formuła współpracy się wyczerpała, że warto byłoby włączyć się mocniej w funkcjonowanie PiS jako struktury partii i stąd jego decyzja, z której się zresztą cieszę. Witamy na pokładzie.

Mówi się, że Macierewicz i jego ludzie mają zapełnić lukę po Zbigniewie Ziobrze.
To są dwie różne postacie na scenie politycznej, każda ma swój dorobek i nie odważyłbym się stawiać ich obok siebie i w ten sposób porównywać, traktując jednego jako zamiennika drugiego.

Brakuje Zbigniewa Ziobry w PiS?
Mnie nie.

A jak Pan ocenia wyniki Solidarnej Polski, bo chyba fajerwerków nie ma?
Od początku uważałem, że koncepcja polityczna lansowana przez Zbigniewa Ziobrę i Jacka Kurskiego nie rokuje powodzenia. Twierdziłem nawet, i podtrzymuję swoją tezę, że PJN, który także miał plan tworzenia alternatywnej wobec PiS partii prawicowej, miał ku temu większe szanse. Ale i te plany się nie powiodły. W związku z tym mizerne wyniki Solidarnej Polski nie są dla mnie zaskoczeniem. Przypuszczam, że ta tendencja będzie trwała i mam nadzieję, że ten fakt wybije z głowy podobne inicjatywy tym, którzy chcą zaprzepaścić jedność na prawicy, jaka się dokonała dzięki Prawu i Sprawiedliwości.

I co dalej z tymi politykami, bo to jednak znane nazwiska: Kurski, Kempa, Ziobro, Mularczyk.
Oni wszyscy dokonali pewnego politycznego wyboru i nie jest moim zmartwieniem, co dalej z nimi będzie. Pewnie sobie poradzą.

A wyobraża Pan sobie sytuację, że wracają do PiS?
W polityce możliwe są różnego rodzaju powroty i rozstania. Czas pokaże. Dziś wydaje mi się to bardzo mało prawdopodobne.

Czytaj także:
* Girzyński: Argumenty Tuska oczywiście fałszywe. Wciąż straszy PiS-em
* Czekanie da PiS zwycięstwo? "Wielu wyborców PO musi sobie odgryźć rękę"
* Mularczyk: Hofman realizuje wobec nas podłą strategię medialną

Czyli Jarosław Kaczyński nie przyjmie syna marnotrawnego?
Nie wiem, czy traktował Ziobrę kiedykolwiek jak syna, i nie wiem, czy Zbigniew Ziobro widział w Jarosławie Kaczyńskim swojego ojca. Żeby można było mówić o powrocie syna marnotrawnego, po pierwsze musiałby nastąpić akt żalu za grzechy i prośba o to, aby te grzechy zostały wybaczone, puszczone w niepamięć. A wtedy rodzi się pytanie, czy Jarosław Kaczyński, stosując w tym miejscu biblijne porównanie, którego sam kiedyś dokonał, "zabiłby tłustego cielca na powitanie". Sądzę, że ta sytuacja jest fikcją polityczną.

Nie mogę Pana jako człowieka PiS, na dodatek z Torunia, nie zapytać, co Pan myśli o apelu ojca Rydzyka, aby katolicy nie płacili podatku w ramach protestu przeciwko decyzji o nieprzyznaniu koncesji telewizji Trwam?
Biorąc pod uwagę, że obecny premier jako szef największego ugrupowania opozycyjnego wzywał do niepłacenia abonamentu telewizyjnego, który jest jednym z wielu podatków, tylko dlatego, że uważał, iż zmiany w Polsce, jakie wówczas się dokonywały, mu się nie podobały, wcale mnie nie dziwi, że inni idą w jego ślady. I w sytuacji, kiedy pewne rzeczy im się nie podobają, wysuwają podobne apele.

Nieopłacenie abonamentu nie jest jednak przestępstwem, niepłacenie podatków już tak.
Jest dokładnie takim samym przestępstwem. Tak podatki, jak abonament są daniną publiczną nałożoną na obywateli. I zarówno w jednym, jak i drugim przypadku są wyciągane w sytuacji ich niepłacenia konsekwencje, chociaż rzeczywiście w przypadku podatków są one poważniejsze.

Pan się w tym roku rozliczy z fiskusem?
Ja już w zeszłym roku zapłaciłem podatek. Jak każdy pracownik sfery budżetowej nie mam możliwości niezapłacenia podatku, bo jest on odprowadzany od mojego wynagrodzenia.

I pochwala Pan takie apele?
Przyjmuję je ze zrozumieniem, biorąc pod uwagę dwie rzeczy. Po pierwsze to, jakimi metodami, będąc liderem opozycji, posługiwał się obecny premier. Po drugie, biorąc pod uwagę, ze polskie państwo część swoich obywateli, w tym wypadku telewidzów telewizji Trwam, spycha poza margines. W związku z tym nie dziwię się, że ci, którzy czują się zepchnięci poza margines, próbują o swoim dramacie głośno powiedzieć, manifestując to w bardzo radykalny nawet sposób.

Jak Pan ocenia pierwsze miesiące rządu Donalda Tuska?
Bardzo ciekawa koncepcja personalna. Minister do spraw fryzjerstwa - pani Joanna Mucha, minister do spraw filozofowania - pan Jarosław Gowin.

Czemu Pan jest złośliwy?
Nie jestem, staram się tylko dopasować funkcje do spraw, którymi się ci państwo zajmują. Nie chcę obrażać pani Muchy, ale przecież ona wielokrotnie dawała wyraz temu, że nie ma bladego pojęcia o sporcie. Ostatni jej tekst, że jest zaskoczona, kto wylosował drużyny do rozgrywek o Superpuchar Polski, wprawiły w dobry humor nawet małe dzieci, które się w minimalnym stopniu sportem interesują. Z kolei, jak się popatrzy na lawinę protestów wysypujących się z różnych instytucji wymiaru sprawiedliwości na te pomysły, które się w tym resorcie rodzą, też można się zastanowić nad fachowością ministra Gowina. Gdy do tego dodamy tak fenomenalne pomysły i postacie jak pan Graś, zwanego przez niektórych stróżem, a uwikłanego ostatnio w aferę podpisową, to mogę powiedzieć tylko jedno: cały ten rząd to jedna wielka kompromitacja. I mam nadzieję, że Polacy wreszcie to dostrzegą.

Czytaj także:
* Girzyński: Argumenty Tuska oczywiście fałszywe. Wciąż straszy PiS-em
* Czekanie da PiS zwycięstwo? "Wielu wyborców PO musi sobie odgryźć rękę"
* Mularczyk: Hofman realizuje wobec nas podłą strategię medialną

A dlaczego Jarosław Gowin jest od filozofowania, nie bardzo rozumiem?
Bo jest filozofem.

To nie znaczy, że będzie złym ministrem sprawiedliwości.
Jak na razie nie zauważyłem, aby był dobrym. Na razie jego pomysły wzbudzają zasadnicze wątpliwości.

Jakie na przykład?
Te dotyczące chociażby likwidacji sądów rejonowych, bo nie zauważyłem, aby za tym pomysłem szły rozwiązania usprawnienia pracy sądów czy jakieś oszczędności. Wręcz odwrotnie - myślę, że będzie jeszcze większy bałagan w instytucjach podlegających pod ten resort.

Czyli nie widzi Pan dobrych ministrów, same miernoty?
To byłoby nie do końca sprawiedliwe, gdybyśmy wszystkich ocenili w taki sam sposób. Ale są na pewno postacie, którzy w negatywnym tego słowa znaczeniu się wyróżniają. O nich wspomniałem. Poza tymi postaciami są osoby kompletnie bezbarwne.

Nazwiska proszę.
Chociażby pani Szumilas w resorcie edukacji narodowej, która była wcześniej wiceministrem i która tak naprawdę stała za wszystkimi absurdalnymi pomysłami firmowanymi przez panią Hall. Teraz osobiście je firmuje, ale dzięki temu, że jest politykiem bezbarwnym, mniej ekstrawaganckim niż pani Hall, to mniej widoczne. Tyle że z punktu widzenia szkolnictwa wcale nie mniej szkodliwe. Wręcz odwrotnie. I takich przykładów jest więcej. W każdym razie trudno znaleźć ministrów, którzy w jakiś pozytywny sposób by się wyróżniali. Są oczywiście takie osoby, które nie zdążyły pokazać, co potrafią, jak pan Kamysz na przykład. Z czasem się przekonamy, czy są tak samo beznadziejni jak pani Mucha, czy może trochę lepsi, a może okażą się całkiem przyzwoitymi ministrami.

Zły rząd, kilka wpadek, żeby wspomnieć chociażby o ACTA czy o reformie refundacji leków, a Platforma wciąż w sondażach przed wami.
Nie tak mocno, zdaje się. Tak naprawdę te wszystkie wyniki sondażowe nie mają dzisiaj żadnego znaczenia, bo najbliższe wybory mamy za trzy lata. Po drugie są w żaden sposób nieweryfikowalne. Nie wiem, czy ci, którzy te badania robią, rzeczywiście je robią, czy może tylko siedzą przed telewizorem i dedukują: "A, źle się ostatnio o Platformie mówi, to im trochę odejmiemy".

Nie ma Pan żadnych podstaw, żeby snuć takie dywagacje.
Mam, bo znałem wyniki sondażowe przed wyborami i widziałem, jak weryfikują je wybory. Różne były stopnie wpadek i kompromitacji, ale pamiętam sytuacje, kiedy sondaże różniły się od wyników o 20 proc., a nie o 2 czy 3, które mieszczą się podobno w granicach błędu.

Nie czuje Pan jednak niedosytu, bo rząd słaby, a opozycja jeszcze słabsza?
Nie dostrzegam słabości w opozycyjności PiS.

Czytaj także:
* Girzyński: Argumenty Tuska oczywiście fałszywe. Wciąż straszy PiS-em
* Czekanie da PiS zwycięstwo? "Wielu wyborców PO musi sobie odgryźć rękę"
* Mularczyk: Hofman realizuje wobec nas podłą strategię medialną

Przegraliście po raz szósty wybory.
Co wcale nie oznacza, że opozycja jest słaba. Konserwatyści w Wielkiej Brytanii przegrywali wybory przez ponad 15 lat. My je przegrywamy od pięciu. Co w żaden sposób nie świadczy o słabości intelektualnej czy ideowej. Biorąc po uwagę, jakie ugrupowanie złożyło najwięcej projektów ustaw, biorąc pod uwagę, że jako jedyni prezentujemy całościowy program funkcjonowania polskiego systemu gospodarczego i społecznego, uważam, że jako opozycja ze swoich zadań wywiązujemy się w sposób właściwy. A to, że być może nie jest to dostrzegane przez taką liczbę Polaków, jak byśmy chcieli, to mam nadzieję, że przy okazji następnych wyborów to się zmieni.

A ja myślę, że jakoś słabo idzie wam zdobywanie nowego elektoratu.
Nie jest rzeczą łatwą pozyskiwanie nowego elektoratu. Ale biorąc po uwagę, że w wyborach prezydencki Jarosław Kaczyński zdecydowanie wygrał z Bronisławem Komorowskim w grupie osób między 18. a 24. rokiem życia, to teza, że nie potrafimy pozyskiwać nowych wyborców, a to są ewidentnie nowi wyborcy, nie jest już tak oczywista.

Eksperci mówią, a politycy też, że jeśli ktoś jest teraz w stanie zagrozić Platformie, to nie PiS, ale połączona lewica. Januszowi Palikotowi udaje się zdobywać nowych wyborców.
Nie przypuszczam, aby retoryka świńskiego ryja, gumowego penisa i chamstwa w stosunku do ludzi wierzących przyniosła większy sukces wyborczy niż zagospodarowywanie krzykliwego, ale jednak tylko marginesu społecznego.

17-procentowe poparcie to całkiem spory margines społeczny.
Nie sądzę, aby zwolenników Jerzego Urbana, ludzi, którzy uważają, że zabójca ks. Jerzego Popiełuszki jest świetnym fachowcem od spraw kościelnych, że zacytuję jednego z posłów Ruchu Palikota, było na tyle dużo, aby osiągnąć sukces wyborczy zbliżający do pozycji, jaką posiada Prawo i Sprawiedliwość.

Ale być może pragnienie, które wyraża chociażby Aleksander Kwaśniewski, aby lewica się zjednoczyła, jednak się ziści.
Przy całym szacunku dla prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego od chwili jego odejścia z urzędu, które miało miejsce siedem lat temu, nie odnotował wśród swoich pomysłów żadnego, który zakończyłby się powodzeniem.

Czyli nie uważa Pan, aby się lewica połączyła?
Nie wiem, czy się połączy, czy nie. Ale nie uważam, aby ona w takim układzie odniosła sukces. W Polsce miejsce na lewicę o wiele bardziej silną niż dzisiaj jest zagospodarowane przez Platformę. Jeżeli, lewica potrafiłaby odebrać elektorat PO, mogłaby osiągnąć wynik dużo lepszy niż obecnie. Ale dzisiaj to pieśń przyszłości.

Jakie będą kolejne lata tego rządu?
Myślę, że obecnie mamy do czynienia z przykładem zupełnej arogancji władzy. Platforma wygrała po raz drugi wybory parlamentarne, stworzyła rząd i premier Tusk stwierdził, że niczym się już nie musi przejmować. Nominował niekompetentnych ludzi na ministrów, wmawiając obywatelom, że oni na czymkolwiek się znają, może bez konsultacji społecznych wprowadzać bardzo wątpliwe pod względem merytorycznym zmiany, jak chociażby ACTA. Wszyscy mogą sobie protestować, a on i tak zrobi, co chce. Wydaje mi się, że ta arogancja władzy będzie narastała, bo dzisiaj ambicją premiera Tuska nie jest wygrywanie kolejnych wyborów, ale ucieczka do Brukseli na jakieś intratne stanowisko unijne. Więc będzie traktował swoją funkcję wyłącznie w kategoriach trampoliny do kariery w instytucjach europejskich.

Platforma bez Tuska się rozpadnie, a PiS wygra wybory?
PiS nie tylko w takiej sytuacji, ale każdej innej, ma największe szanse z polskich ugrupowań politycznych, aby te wybory wygrać.

Czytaj także:
* Girzyński: Argumenty Tuska oczywiście fałszywe. Wciąż straszy PiS-em
* Czekanie da PiS zwycięstwo? "Wielu wyborców PO musi sobie odgryźć rękę"
* Mularczyk: Hofman realizuje wobec nas podłą strategię medialną

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
spokojny
za to zdjęcie zagłosuję na niego - na portalu YouJoke
a
alleluja i do przodu :)
a co do samego zdjęcia - to wspaniałe ujęcie :)
s
spokojny
PiS jest Polsce potrzebny. Przy silnej partii centrowej jaką jest PO w Polsce potrzeba też silnej partii prawicowej i taką rolę może pełnić PiS. PiS ma taką szansę i może wygrać następne wybory parlamentarne ale musi pozbyć się swojego hamulcowego, uporczywie stojącego na czele tej partii, bo to właśnie J. Kaczyński blokuje dalszy rozwój PiS-u a szkoda, bo jest tam szereg interesujących polityków. A tymczasem w ostatnich wyborach PiS niestety znowu postawił na przegrywającą kartę J. Kaczyńskiego.
i
i tyle
to debil, a nie fotograf.
Dodaj ogłoszenie