reklama

Generał Krzysztof Bondaryk, czyli szef wszystkich szefów

RedakcjaZaktualizowano 
Krzysztof Bondaryk, jak przystało na człowieka służb, rzadko udziela się w mediach
Krzysztof Bondaryk, jak przystało na człowieka służb, rzadko udziela się w mediach Fot. Marcin Obara/Polskapresse
Profesjonalista, zamknięty w sobie, wręcz ponury. Jego wiedza o służbach specjalnych, ludziach polityki i biznesu może być porażająca, pewnie dlatego budzi taki respekt. O Krzysztofie Bondaryku, szefie ABW i nowo mianowanym generale - pisze Dorota Kowalska.

Ma opinię niezatapialnego człowieka służb. I jeśli jeszcze kilka miesięcy temu, kiedy wybuchała afera z podsłuchiwaniem dziennikarzy, byli tacy, którzy zastanawiali się, czy Krzysztof Bondaryk nie straci stanowiska, tak dzisiaj nikt już nie wątpi w pozycję szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Tuż przed Świętem Niepodległości prezydent Bronisław Komorowski podpisał 16 nominacji generalskich, w tym tę Bondaryka. Osoby tajemniczej, niepojawiającej się w mediach czy na warszawskich salonach. - To, że Krzysztof Bondaryk jest osobą tajemniczą, to chyba dobrze, bo szef służb taki właśnie powinien być - zauważa poseł Marek Biernacki, były szef MSWiA. I dodaje, że Bondaryk to człowiek "przekonany o swojej dużej wiedzy i mocno ambitny". W tym miejscu należy jeszcze dodać: bardziej niż mocno kontrowersyjny. Bo z jednej strony przyjaciele Bondaryka podkreślają piękną kartę w jego życiorysie, jaką była walka o wolną Polskę, zachwalają fachowość i talent organizacyjny. Z drugiej - wrogowie wypominają mu zbytnią miłość do biznesu i obsesyjne gromadzenie haków na swoich przeciwników. - Kontrowersyjny? To nie jest człowiek ulegający wpływom czy ktoś, kogo można prowadzić na sznurku, może stąd taka opinia - mówi gen. Sławomir Petelicki, twórca jednostki specjalnej GROM. - Ja zetknąłem się z Bondarykiem, kiedy GROM był w MSW. Realizowaliśmy wspólne zadanie, o co poprosili nas Amerykanie, bardzo im zresztą na tej sprawie zależało, ale oczywiście nie mogę mówić o szczegółach. Kiedy dowiedziałem się, że będę z nim współpracował, trochę się przestraszyłem. Wydawał się typem urzędnika, a bardzo takich nie lubię. Szybko zmieniłem o nim zdanie. Jest człowiekiem nie tylko niesłychanie pracowitym, ale walecznym i odważnym, czego może nie widać po jego posturze. W każdym razie, kiedy pojechaliśmy z Wojciechem Brochwiczem do USA, nasłuchaliśmy się pochwał, a była to zasługa głównie Bondaryka - opowiada gen. Petelicki. I dodaje, że ostatni raz spotkał się z szefem ABW na 77. urodzinach Krzysztofa Kozłowskiego, ojca chrzestnego jednostki GROM. - Bondaryk to fachowiec wysokiej klasy - nie ma wątpliwości gen. Sławomir Petelicki.

Tragicznie zmarły poseł Zbigniew Wassermann nazwał kiedyś Bondaryka "szefem szefów", ale też jego pozycja, z racji tego, że podlega bezpośrednio premierowi, jest większa niż ta Jacka Cichockiego, sekretarza stanu odpowiedzialnego z ramienia rządu za służby specjalne, a równa ministrom.
Jędrzej Jędrych, wiceprzewodniczącym Sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych w poprzedniej kadencji Sejmu, tak w jednym z wywiadów mówił o Krzysztofie Bondaryku: "Bondaryk jest istotnym elementem układu władzy Platformy Obywatelskiej. Już prace komisji pokazywały wyraźnie, że jest on mózgiem PO, jeżeli chodzi o myślenie o służbach. Aczkolwiek, na co chcę zwrócić uwagę, Bondaryk nigdy nie występuje sam, gdzieś w tle zawsze pojawia się Wojciech Brochwicz i jego ekipa. Bondaryk dzięki swoim znajomościom jest bardzo silnym graczem w obecnym układzie rządowym".

Krzysztof Bondaryk swoją polityczną karierę zaczynał w Białymstoku. Tu skończył Wydział Humanistyczny i Wydział Prawa Uniwersytetu Warszawskiego - Filii w Białymstoku, aktywnie działając w Niezależnym Związku Studentów. Był jeden z inspiratorów Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania. Wiosną 1982 r. został aresztowany za naruszenie dekretu o stanie wojennym, bo działając w podziemnych strukturach NZS i NSZZ "Solidarność", redagował, drukował i kolportował opozycyjne pisma. Kiedy po sześciu miesiącach wyszedł z więzienia, kontynuował studia, potem uczył historii, by zostać asystentem w Instytucie Historii PAN. - Z tego, co wiem, jest właśnie po studiach humanistycznych, ale ma ścisły umysł. Jest pragmatyczny. Mówi w sposób bardzo precyzyjny - opowiada Janusz Zemke, niegdyś przewodniczący Sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych. I dodaje, że Bondaryk to profesjonalista, który służby poznał właściwie od podszewki. Już w 1990 r. objął funkcję szefa białostockiej delegatury UOP, jak podkreśla poseł Zemke, komórki ważnej i trudnej, wysuniętej na wschód.
- Wcale o tę funkcję nie zabiegał, proszono go, by się podjął tego zadania. Jego osoba gwarantowała, że nowe służby będą funkcjonowały zgodnie z nowymi standardami. Był także moralną gwarancją ich jakości - opowiadał mi kiedyś Konstanty Miodowicz z PO, który bardzo sobie ceni kartę opozycyjną Bondaryka i przyjaźń, jaka łączy go z szefem ABW. Ale też Bondaryk uchodzi za jednego z oficerów, którzy tworzyli niepodległościowe służby specjalne. Tyle że te niepodległościowe służby dość ochoczo podsłuchiwały polityków. Mówił o tym m.in. Włodzimierz Cimoszewicz, który w wywiadzie udzielonym "Polsce" stwierdził, że na początku lat 90. był podsłuchiwany właśnie za zgodą Krzysztofa Bondaryka. - Takie były czasy: podsłuchiwano i ludzi prawicy, i lewicy - opowiada nam jeden z polityków Platformy Obywatelskiej.
Ze stanowiska szefa białostockiej delegatury UOP Bondaryk odszedł jednak w niesławie. Ówczesny szef MSW Zbigniew Siemiątkowski sugerował, że to on stał za przeciekiem jego rozkazu o monitorowaniu nastrojów politycznych w wielkich zakładach pracy. Bondaryk utrzymuje, że odszedł, bo miał inne plany zawodowe. I rzeczywiście, wrócił do Białegostoku, gdzie pracował m.in. dla Katolickiego Stowarzyszenia "Civitas Christiana" i jako doradca dla Rady Miejskiej Białegostoku.

Cały artykuł przeczytasz w weekendowym wydaniu "Polski The Times" lub na stronie prasa24.pl.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

M
Max

Aresztowany w stanie wojennym w 1982 r za przestepstwa, które wg dekretu o stanie wojennym były zbrodnią. Powstaje pytanie dlaczego został zwolniony po pół roku bez skazania przez sąd i jak dla ironii kontynuował studia? Bardzo dziwne ?

a
aborygen

a Australia i pan Ryszard? tez coś tam wspomina,tylko co????? oto pytanie!

~kumpel ze studiów

Generał K. Bondaryk nie ukończył studiów prawniczych,
zaliczył tylko historię.

Dodaj ogłoszenie