Gdzie szukać śladów wojny w Warszawie i okolicach. Atrakcje turystyczne w woj. mazowieckim

Witold Głowacki
Witold Głowacki
Fort VII Twierdzy Modlin pod Cybulicami
Fort VII Twierdzy Modlin pod Cybulicami Wikipedia
Przedstawiamy przegląd kilkunastu miejsc, w których w Warszawie i jej bezpośrednich okolicach przetrwały namacalne ślady wojny. Warto je odwiedzić - choćby w ramach dłuższej, bardziej turystycznej wycieczki po okolicach naszego miasta.

Warszawiacy dobrze zdają sobie sprawę z tego, jak ogromny wpływ na obecny kształt stolicy wywarła jej wojenna przeszłość. Teoretycznie Warszawa jest miastem pełnym śladów wojny - samych miejsc pamięci mamy w mieście kilkaset, nie brakuje również pomników i innych form upamiętniania przeszłości. Choć nawet warszawskie Stare Miasto powstało na nowo na dawnym polu bitwy, a II wojną światową i historią getta oraz Powstania Warszawskiego naznaczony jest nawet układ ulic w stolicy, w mieście i jego bezpośredniej okolicy wcale nie ma tak wielu realnych iśladów wojny. Na polu Bitwy Warszawskiej 1920 roku nie zobaczymy dosłownie nic. Po wielu starciach i bataliach wszystkich wojen od Powstania Styczniowego do Powstania Warszawskiego pozostały jedynie wojenne cmentarze i upamiętniające tablice. Dlatego przygotowaliśmy przegląd takich miejsc w Warszawie i pod Warszawą, gdzie ślady wojny mają nieco bardziej namacalny charakter. Oto one.

Skansen w Mniszewie

Znajduje się na południe od Warszawy przy poprowadzonej wzdłuż lewego brzegu Wisły drodze nr 79, mniej więcej w połowie drogi z Góry Kalwarii do elektrowni Kozienice. Obiekt upamiętniający walki na przyczółku warecko-magnuszewskim z 1944 roku jest po części także reliktem PRL. Nie oszukujmy się, czasy jego świetności przypadały na lata 70. - czyli niedługo po jego otwarciu. Zarazem jednak to nadal w zasadzie jedyne takie miejsce w rejonie Warszawy - i choćby dlatego skansen nadal wart jest odwiedzenia. Utworzono go na miejscu bitwy o przyczółek warecko-magnuszewski - pierwszy obszar zajęty przez I Armię WP i Armię Czerwoną na lewym brzegu Wisły. W październiku 1944 roku tam, gdzie dziś znajduje się skansen, znajdowały się realne pozycje bojowe 1 Warszawskiej Samodzielnej Brygady Kawalerii i 3 Pomorskiej Dywizji Piechoty. Okopy i urządzenia polowe kompanijnego punktu oporu, będące tematem skansenu, są po części odtworzeniem transzei i ziemianek z okresu wojny. Ścisłą rekonstrukcją historyczną raczej jednak nie da się ich nazwać. Na terenie skansenu możemy zobaczyć kilka pojazdów należących do WP - dwa czołgi T-34, amfibię BAW i dwie katiusze. Jest też kilkanaście różnego rodzaju armat i haubic. Wszystkiego można dotknąć, do jednego z czołgów można nawet wejść. Zobaczymy też oczywiście elementy fortyfikacji polowych kompanijnego punktu oporu - transzeje, ziemianki, zapory przeciwczołgowe i zasieki z drutu kolczastego. Są też umocnione stanowiska ogniowe artylerii i artylerii przeciwlotniczej oraz posterunki obserwacyjne różnego typu. Skansen zajmuje łącznie kilka hektarów - większość umocnień znajduje się na terenie zalesionym. Wizytę tam można połączyć z piknikiem czy plażowaniem nad nieodległą Pilicą.

Relikty wojny w Puszczy Kampinoskiej

W Puszczy Kampinoskiej dość łatwo można natknąć się na sosny o charakterystycznym łukowatym wygięciu w dolnej część pnia. Z reguły w pobliżu takich wygiętych sosen w odległości nie większej niż kilkadziesiąt metrów zobaczymy też relikty okopów - i tych z pierwszej, i tych z drugiej wojny światowej. To nie przypadek. Drzewo o takiej charakterystycznej formie nazywane jest w fachowej literaturze „sosną kozacką”. Dlaczego? Bo jest dziełem żołnierza. Zostało przycięte - bywało, że szablą (w czasie I wojny światowej najczęściej kozacką - stąd też nazwa), częściej zapewne saperką - po to, by oczyścić przedpole wykopanych w lesie okopów umożliwiając skuteczną obserwację i ostrzał. Traktowano w ten sposób najczęściej drzewka młode, kilkuletnie. Niektóre usychały, ale całkiem spora część z nich odrastała - pędem szczytowym w miejsce tego siekniętego szablą stawała się któraś z bocznych gałęzi. W rejonie rezerwatu Kromnów znajduje się cały las takich sosen - nazwany Tańczącym Borem, natrafimy na nie łatwo tez w innych częściach Puszczy.

Nic w tym dziwnego. Największy kompleks leśny w rejonie warszawy był teatrem walk we wszystkich regularnych i nieregularnych wojnach, które toczyły się na terenie Polski od Powstania Styczniowego. W rejonie Sierakowa znajdziemy zresztą mogiłę powstańców styczniowych. W trakcie I wojny światowej znajdowały się tu liczne pozycje zarówno Rosjan, jak i Niemców. Podczas II wojny światowej w Puszczy działały silne oddziały partyzanckie Armii Krajowej - w okresie Powstania Warszawskiego mające liczebność zbliżoną do regularnej dywizji. Przez kilka miesięcy 1944 roku część Puszczy znajdowała się zresztą pod niemal wyłączną jurysdykcją AK - stąd w historiografii mowa, nieco na wyrost, o Rzeczpospolitej Kampinoskiej. Jej „stolicą” i zarazem główną bazą partyzantów AK była miejscowość Wiersze.

Studzianki Pancerne

W sierpniu 1944 roku rozegrała się tu naprawdę zażarta bitwa znana każdemu widzowi serialu „Czterej Pancerni i Pies”. Choć serialowa wersja bitwy - według narracji peerelowskiej propagandy - przewyższała rozmachem tę realną, nie można powiedzieć, żeby starcie pod Studziankami nie było krwawe i trudne dla obu stron. Oddziały I Armii WP i Armii Czerwonej starły się tu z Niemcami z Dywizji Pancernej Hermann Goering, 19 Dywizji Pancernej i 45 Dywizji Grenadierów. Na wielką skalę zaangażowano tu artylerię, Skrzyżowanie w rejonie Studzianek przechodziło z rąk do rąk aż siedmiokrotnie. Ostatecznie Niemców udało się zamknąć w kotle okrążenia i sukcesywnie zniszczyć.

Relikty bitwy zachowały się przede wszystkim w lasach na zachód od Studzianek. Spacerując tam łatwo dostrzeżemy linie okopów z 1944 roku, a także miejsca po ziemiankach i stanowiskach okopanych czołgów i dział samobieżnych. Nie brakuje również licznych zarośniętych lejów po eksplozjach. Jeszcze w latach 90. XX wieku można tam było znaleźć a to szczątki pordzewiałej skorupy hełmu wśród poszycia, a to powbijane w korę drzewa odłamki.

Możliwy jest też dojazd pociągiem (linia radomska) do stacji Strzyżyna lub Dobieszyn. Stamtąd mamy ok. 6-7 kilometrów leśnymi przecinkami do rejonu bitwy.

Pole bitwy pod Bolimowem

Dziś Puszcza Bolimowska kojarzy nam się przede wszystkim z rzeką Rawką, ewentualnie z sielankowymi osiedlami domków letniskowych jak Budy Grabskie, czy Joachimów. Nieco ponad 100 lat temu rozegrał tu się jednak prawdziwy horror. Od grudnia 1914 roku aż do lipca 1915 roku toczyła się tutaj jedna z większych bitew frontu wschodniego I wojny Światowej - określana w literaturze mianem bitwy nad Rawką czy też bitwy (lub bitew) pod Bolimowem. Cofający się na wschód po przegranej bitwie pod Łodzią Rosjanie postanowili stworzyć wzdłuż rzeki Rawki silną linię obrony złożoną z kilku linii okopów.

Niemcy czterokrotnie użyli tu broni gazowej. Po raz pierwszy 31 stycznia 1915 roku - było to pierwsze zastosowanie gazów bojowych w historii I wojny światowej. Ta pierwsza próba została przeprowadzona z rozmachem - Niemcy użyli aż 100 baterii dział i wystrzelili na rosyjskie linie aż 18 tysięcy pocisków artyleryjskich z 4 kilogramami toksycznego bromku ksylitu w każdym. Nie przyniosło to jednak niemal żadnego efektu - był srogi mróz, więc gaz nie rozprężał się tak, jak powinien, w dodatku pociski grzęzły w głębokim śniegu.

Kolejne trzy ataki gazowe - z maja, czerwca i lipca zebrały już jednak śmiertelne żniwo na znaczną skalę. Tym razem używano chloru - wypuszczanego bezpośrednio z nawet 12 tysięcy butli. Za pierwszym razem wiatr był za silny, więc nieco zbyt szybko gaz przeszedł przez rosyjskie pozycje. Za drugim razem Niemcy zatruli kilka tysięcy Rosjan i zdołali przesunąć front o 6 kilometrów. Za trzecim razem kierunek wiatru chwilę po rozpoczęciu ataku się zmienił - zatruciu uległo najpierw 5000 żołnierzy rosyjskich a następnie 1500 Niemców.

Nad Rawką dość długo toczyła się też specyficzna podziemna wojna - saperzy obu stron próbowali się podkopać pod pozycje wroga i umieścić tam ładunki wybuchowe.

Ślady po okopach wzdłuż Rawki są do dziś widoczne gołym okiem. Można się na nie natknąć w wielu miejscach w pobliżu rzeki, niekiedy da się wyróżnić dwie a nawet trzy linie umocnień. W Bolimowie dwie butle po niemieckim chlorze można zobaczyć do dziś - zrobiono z nich dzwony pożarowe. W 1915 roku zmieniła się też nazwa części Joachimowa - nazywa się ona i dzisiaj Joachimów-Mogiły od wielkiej liczby grobów żołnierzy obu stron, które zostały tam po bitwie. Tam też do naszych czasów przetrwał największy cmentarz wojenny w tym rejonie.

Budynki wprost z Powstania

Jeszcze dwadzieścia lat temu ślady po kulach na fasadach kamienic były w dzielnicach Warszawy pamiętających Powstanie czymś zupełnie powszechnym. Dziś jest ich już coraz mniej - co nie zmienia faktu, że zobaczyć w stolicy nadal jest relatywnie łatwo.

Chyba najsłynniejszym obecnie świadkiem obu warszawskich powstań jest obecnym zrujnowana kamienica przy Waliców 14 na Woli. Najpierw znajdowała się w obrębie Getta, później zaś - w okresie Powstania Warszawskiego - była jednym z głównych punktów oporu w tej części miasta. Zniszczona bombami fasada budynku nigdy nie została odbudowana, wyglądająca dość upiornie kamienica nie została jednak zburzona, ba do 2004 roku była nieprzerwanie zamieszkiwana. W wielu miejscach jej niewykończonej elewacji widać i dziś ślady po kulach i artyleryjskich odłamkach.

Przez całe dekady największą pozostałością po Powstaniu były znajdujące się przy Senatorskiej ruiny Banku Polskiego - będącego ważną powstańczą redutą i mocno zniszczonego . Część terenu została jednak przeznaczona pod biurowiec, w którym pieczołowicie zabezpieczono widoczne ślady walk. To, co zostało z samego Banku, pełni obecnie funkcję sali eventowo-weselnej - fasada budynku nadal pełna jest śladów po kulach i odłamkach.

Niemało pozostało też takich śladów na pojedynczych kamienicach Śródmieścia i Mokotowa. Zobaczymy je przy Rakowieckiej 41 i przy Naruszewicza 12, a także przy Wilczej 62 (tam widać ślad po całej oderwanej bombami części kamienicy) czy przy Emilii Plater 6 i 7 (bardzo wyraźnie widoczne ślady po całych seriach). Także przy Emilii Plater nosi ślady po kulach ogrodzenie kościoła św. Barbary.

Forty twierdzy Modlin

Jest wiele - łącznie prawie 20. Część z nich była w 1939 roku ważnymi punktami polskiego oporu podczas kampanii wrześniowej i obrony Modlina. Problem w tym, że akurat po nich niewiele zostało, lub też znajdują się na terenach wojskowych, niedostępnych dla przeciętnego turysty. Dlatego polecamy odwiedziny w ruinach fortu VII znajdującego się na obrzeżach wsi Cybulice, na północno wschodnim krańcu Puszczy Kampinoskiej. Fort jest dość rozległy, można wejść do części jego kazamatów (przyda się latarka). Całość zachowała się w relatywnie niezłym stanie - choć część umocnień została metodycznie powysadzana. Całkiem niedaleko od wejścia na cały teren znajdziemy na przykład częściowo odkryty za sprawą wielkiej szczeliny w betonie jeden z tuneli łącznikowych między obiektami umocnienia. Około kilometra na północ od fortu, już za szosą, znajdują się natomiast pozostałości po magazynie amunicji będącym zapleczem fortu.

Podczas obrony Modlina we wrześniu 1939 roku w tym rejonie znajdowały się pozycje polskiej 8 Dywizji Piechoty, która toczyła z Niemcami zażarte walki broniąc twierdzy od południa. Przeciw tej jednej dywizji, rozciągniętej na linii od Czosnowa do Kazunia Niemcy skierowali aż trzy - oraz kilka pomniejszych jednostek. Ślady po zarówno polskich, jak i niemieckich okopach z tego okresu a także leje po eksplozjach pocisków artyleryjskich znajdziemy w okolicy fortu VII również i dziś. Cały teren był dość intensywnie eksplorowany przez poszukiwaczy militariów z okresu II wojny światowej.

Fort Beniaminów, weteran trzech wojen

Znajduje się w rejonie Białobrzegów nad Zalewem Zegrzyńskim - stanowi element umocnień Warszawskiego Pierścienia Fortecznego budowanego przez Rosjan od połowy XIX wieku aż do wybuchu I wojny światowej. W sierpniu 1915 roku, kiedy Rosjanie opuszczali Warszawę i Modlin, cofając się pod naporem Niemców, fort został przez nich metodycznie powysadzany. Niemcy szybko go częściowo odbudowali, tak by bronił rejonu Warszawy tym razem od strony Wschodu. Ponieważ jednak front wschodni ustabilizował się setki kilometrów dalej, w Beniaminowie założono obóz internowania - trafili tam polscy legioniści, którzy odmówili przysięgi na wierność cesarzowi, wśród nich między innymi Stefan Grot-Rowecki, przyszły dowódca Armii Krajowej. Większość z nich przetrzymywano jednak nie w samym forcie, tylko położonych bliżej Białobrzegów koszarach dla jego załogi.

Po 11 listopada 1918 roku fort został oczywiście przejęty przez polską armię. W trakcie wojny polsko-bolszewickiej fort został obsadzony przez solidną załogę. 14 sierpnia 1920 roku - już w ramach Bitwy Warszawskiej, bolszewicy próbowali go zdobyć - zostali jednak odparci po ciężkich walkach, tym samym więc fort Beniaminów stał się jednym z położonych najdalej na zachód punktów polskiego oporu w rejonie Warszawy.

W kampanii wrześniowej fort nie odegrał niemal żadnej roli. Po ataku na ZSRR w 1941 roku Niemcy urządzili w Beniaminowie stalag 368 - obóz jeniecki, w którym więziono wyłącznie jeńców sowieckich. Przetrzymywano ich w straszliwych warunkach, traktowano wyjątkowo brutalnie, śmiertelność w takich obozach była niezwykle wysoka - ich realia przypominały raczej obozy koncentracyjne niż wojsk.

W czasach współczesnych fort długo stał opuszczony, później na jego terenie urządzono pole do paintaballa i tor dla Fuadów i crossów, snute są też plany przekształcenia całego kompleksu na hotel.

Bunkry w Mazowieckim Parku Krajobrazowym

Jest ich tam łącznie kilikanaście - niektóre z nich zachowały się w całości, po innych zostały tylko wysadzone fundamenty i poskręcane pręty zbrojeniowe z żelbetonu. Prawie wszystkie to dzieło Niemców - zarówno z okresu I, jak i II wojny światowej. Z roku 1915 pochodzi na przykład nieźle zachowany betonowy schron obserwacyjny w rejonie Pohulanki koło Zagórza. Kilkaset metrów stamtąd, na obrzeżach Wesołej można zobaczyć pozostałości po całej grupie niemieckich bunkrów postawionych w 1941 roku, przed i już po ataku III Rzeszy na ZSRR. Jako tzw „Przedmoście Warszawy” miały one bronić polskiej stolicy będącej dla Niemców kluczowym węzłem komunikacyjnym przed ewentualnym kontratakiem Sowietów. Część z nich została zresztą wykorzystana podczas wielkiej bitwy pancernej, jaka rozegrała się na wschód od Warszawy na przełomie lipca i sierpnia 1944 roku, część nigdy nie została wykorzystana.

Największą fortyfikacyjną atrakcją rejonu Mazowieckiego Parku Krajobrazowego jest zaś świetnie zachowany bunkier Regelbau 120a (schron obserwacyjny artylerii) na Dąbrowieckiej Górze między Otwockiem a Celestynowem. Znajduje się on pod opieką fundacji Pro Fortalicium i w weekendy (w godzinach 10-17) można go zwiedzać. Zachowała się tam kopuła pancerna, odtworzono też wewnętrzne wyposażenie obiektu. W pobliżu znajduje się jeszcze jeden niemiecki bunkier - również z 1941 roku.

Wyprawę do bunkrów można połączyć z wieloma wariantami pieszych i rowerowych wycieczek po Mazowieckim Parku Krajobrazowym - czy to przemierzając lasy z zachodu na wschód, czy to wzdłuż Mieni i Świdra.

Bodnar nie może pełnić funkcji RPO

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie