Gdzie strzelały szampany, a kto śpiewał "Nic się nie stało"?

Agaton Koziński
Wybory przebiegały w przyjaznej atmosferze. Przegrani gratulowali rywalom zwycięstw, z kolei wygrani dziękowali za poparcie. Nawet w Słupsku przegrany Zbigniew Konwiński pogratulował triumfu Robertowi Biedroniowi

Nie w jednym z dużych miast, ale w Słupsku miała miejsce największa niespodzianka drugiej tury wyborów samorządowych. Według nieoficjalnych na razie danych z niedzieli wieczór bardzo dobry wynik zanotował Robert Biedroń z Twojego Ruchu, zdobywając fotel prezydenta. Jeśli tak wskażą również oficjalne dane, to będziemy mówić o wielkim zaskoczeniu, gdyż - przynajmniej teoretycznie - nie miał on w ogóle szans, by do drugiej rundy dotrzeć. Nie dość, że jest posłem dołującej w sondażach partii, to jeszcze jako aktywista środowiska LGBT i zadeklarowany gej wydawał się na straconej pozycji. Tymczasem stało się dokładnie na odwrót i wiele wskazuje na to, że Biedroń prezydentem miasta zostanie. Z gratulacjami zadzwonił do niego już konkurent w drugiej turze - Zbigniew Konwiński.

Generalnie drugą turę wyborów na swoje konto zapisać może Platforma Obywatelska, która obroniła stan posiadania, a dodatkowo przejęła władzę w Poznaniu oraz we Wrocławiu (Dutkiewicz wcześniej był kandydatem niezależnym, a w tym roku startował jako kandydat w sojuszu z PO). Nic dziwnego, że partia w niedzielny wieczór triumfowała. - Gdańsk, Wrocław, ale przede wszystkim Warszawa i Poznań, tam zwyciężyła Platforma. Pewnie jeszcze wiele mniejszych miast zaskoczy nas tą dobrą wiadomością, tam również Platforma bardzo mocno ubiegała się o palmę pierwszeństwa i mam nadzieję, że jutrzejsze wyniki, te szczegółowe, będą dla nas równie korzystne jak te z tych miast, o których mówiłam - ogłosiła Ewa Kopacz, szefowa partii, w niedzielny wieczór. - To pozytywne wyniki, które dobrze rokują na najbliższą kampanię prezydencką i parlamentarną - wtórował jej Grzegorz Schetyna, szef MSZ i jeden z liderów partii.

Jednak Jarosław Kaczyński nie wyglądał w niedzielny wieczór na zmartwionego. - Te wyniki są znakomitą zapowiedzią na przyszłość, na nadchodzące wybory prezydenckie i parlamentarne. Jeszcze nie tak dawno wydawało się, że takie wyniki są poza naszym zasięgiem. Dziś są rzeczywistością. Mam nadzieję, że ten proces wzmacniania się PiS będzie trwał. To musi oznaczać, że w Polsce zbliża się dobra zmiana, której ona tak bardzo potrzebuje - powiedział prezes PiS, komentując w niedzielę wyniki drugiej tury.

Spośród niedzielnych zwycięzców najmniej pewną minę miał Rafał Dutkiewicz we Wrocławiu - zdobył 52,7 proc. głosów, a Mirosława Stachowiak-Różecka (Prawo i Sprawiedliwość) - 47,3 proc. Pierwsze reakcje: umiarkowana radość w... obu sztabach. - Dziękuję wrocławianom. Proszę o oklaski dla wrocławian! - mówił Dutkiewicz. - Sondaż pokazuje nasze zwycięstwo. Na wyniki trzeba będzie poczekać do rana. Gratuluję Mirosławie Stachowiak-Różeckiej znakomitego wyniku. Widać, że Wrocław jest podzielony. Trzeba skleić Wrocław. Przeciągnąć wrocławian na jasną stronę mocy. Zrobiłem wiele dobrych rzeczy dla Wrocławia. Czasem zachowywałem się niewłaściwie - dodał. Zapytaliśmy Rafała Dutkiewicza, jaka będzie jego pierwsza decyzja w nowej kadencji. - Na pewno to będzie przyjęcie projektu budżetu miasta - odpowiedział. Czy wymieni swoich zastępców? - Jeszcze z nimi nie rozmawiałem, zmian nie wykluczam, choć to bardzo dobra ekipa - stwierdził.

Z kolei Mirosława Stachowiak-Różecka ze sztabem na wynik wyborów czekała w klubie Inspiracja przy pl. Solnym. Przyszła w turkusowej sukni chwilę po godz. 20. Przywitały ją brawa. Po godz. 21, gdy ogłoszono sondażowe wyniki wyborów, goście wznieśli toast za nowy, lepszy Wrocław. Słychać było komentarze: "To mała różnica", "Nic jeszcze nie wiadomo". - Mam świadomość, że to bardzo dobry wynik. Będę stać na czele ruchu, który będzie Wrocław zmieniał, mimo że Dutkiewicz będzie nim rządził. Będziemy bardzo silną opozycją, za którą będzie stało pół Wrocławia. Gratuluję Rafałowi Dutkiewiczowi - powiedziała Mirosława Stachowiak-Różecka.

W Poznaniu doszło do politycznego trzęsienia ziemi. Ryszard Grobelny, który od 1998 r. rządził miastem, poniósł porażkę - na rzecz kandydata Platformy. W sztabie PO na kilkanaście minut przed ogłoszeniem wyników prowadzono głównie kuluarowe rozmowy. Zebranych rozgrzało przywitanie Waldego Dzikowskiego, byłego szefa wielkopolskiej PO, z Rafałem Grupińskim, obecnym przewodniczącym regionalnych struktur. Od lat między tymi politykami panowały chłodne relacje, natomiast w niedzielny wieczór wylewnie się przywitali i zrobili misia. Rozbawieni działacze PO zaczęli skandować: "Gorzko, gorzko".
Kiedy o godz. 21 telewizje podały sondażowe wyniki, wielu zgromadzonych w auli Wyższej Szkoły Handlu i Usług wydało okrzyk radości. Jednak zwycięzca Jacek Jaśkowiak zachował kamienną twarz. Jak mówił jeszcze przed ogłoszeniem wyników, do końcowego rozstrzygnięcia podchodził ze spokojem. Potem przyznał, że spodziewał się zwycięstwa, a utwierdziły go w tym rozmowy z mieszkańcami przed drugą turą. Kandydatowi towarzyszyła żona Joanna, pracująca jako notariusz. Po ogłoszeniu sondażowych wyników Jaśkowiak objął żonę i pocałował. Potem wszedł na scenę i dziękował mieszkańcom za zaufanie, a PO za otwarcie na nowych ludzi wywodzących się z ruchów miejskich. Po wieczorze w sztabie Jaśkowiak wraz ze współpracownikami pojechał do klubu Meskalina, by spotkać się ze środowiskami, które poparły go w drugiej turze.
O godz. 20 w Baker Street, gdzie rozpoczął się wieczór wyborczy Ryszarda Grobelnego, więcej było dziennikarzy niż sympatyków kandydata. Jednak na kwadrans przed godz. 21, gdy bliskie było ogłoszenie wyników sondażu, sala napełniła się. Przyszli wszyscy zastępcy prezydenta Grobelnego - Tomasz Kayser, Mirosław Kruszyński, Dariusz Jaworski i Jerzy Stępień. Obecni byli również między innymi dyrektorzy wydziałów, sportowiec Szymon Ziółkowski i Jarosław Pucek, prezes ZKZL. Jak podczas każdych wyborów, Ryszardowi Grobelnemu towarzyszyła także rodzina - żona oraz córka i syn.

Sztab prezydenta sondażowe wyniki wyborów przyjął oklaskami i odśpiewaniem "Nic się nie stało", co zagłuszyło prezentowaną na telebimie radość sztabu Jacka Jaśkowiaka. Niektórzy nie kryli rozczarowania nie tyle przegraną, co przewagą, z jaką zwyciężył kontrkandydat. Po ogłoszeniu sondażu Ryszard Grobelny podziękował poznaniakom i pogratulował Jaśkowiakowi. Otrzymał bukiet czerwonych róż, które wręczyli mu radna Joanna Frankiewicz i Norbert Napieraj, szef sztabu. Odchodzący po 16 latach prezydent na koniec rzucił do swoich ludzi: "Jedziemy dalej".

W Gdańsku zadowolenie z wyniku wczorajszych wyborów wyrażali zgodnie obaj kandydaci. Paweł Adamowicz, bo realnie wygrał. Andrzej Jaworski, bo po raz pierwszy (a przypomnijmy: startuje już po raz trzeci) przeszedł do drugiej tury i uzyskał w niej bardzo przyzwoity rezultat, prawdopodobnie najlepszy wynik PiS w wyborach samorządowych w mateczniku Platformy.
Skoro obaj rywale uważają się za zwycięzców, złośliwe można by uznać, że obaj przegrali. Paweł Adamowicz przyznał zresztą, że te wybory były dla niego trudną przeprawą. Już sama konieczność walki o fotel w drugiej turze z pewnością wiązała się z pewnym rozczarowaniem. W dodatku większość kandydatów pokonanych w pierwszej turze przed wyborczą dogrywką przekazała swoje poparcie Andrzejowi Jaworskiemu. Z jednym istotnym wyjątkiem. Ewa Lieder, kandydatka Gdańska Obywatelskiego, z trzecią największą liczbą głosów w pierwszej turze, nie poparła nikogo - ostatniego dnia kampanii ogłosiła, że pójdzie do wyborów, ale odda głos nieważny.

Paweł Adamowicz, który w pewnym sensie przespał trochę pierwszą turę, w zasadzie kontynuował swoją taktykę, tyle że zintensyfikował działania. Nie wziął urlopu, ale jego plan pracy w ramach obowiązków prezydenckich skrojony był tak, by jak najbardziej rzucać się w oczy potencjalnym wyborcom. Po godzinach urzędowania stawiał na bezpośredni kontakt z wyborcami, przyjmując ich w biurze i wychodząc na ulice. Korzystał też ze wsparcia politycznych i medialnych celebrytów. Do dziejów trójmiejskiej samorządności przejdzie obraz prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego rozdającego na gdańskim przystanku tramwajowym ulotki Pawła Adamowicza.

Kampania przed drugą turą była siłą rzeczy krótka i nie zawierała nowych elementów merytorycznych - poza obietnicą darmowej komunikacji miejskiej zgłaszaną przez wszystkich kandydatów PiS w dużych miastach. Andrzej Jaworski grał też na nucie socjalnej, mówił dużo o zaniedbanych dzielnicach, zadłużaniu miasta w związku z rozdętymi i - jego zdaniem - niepotrzebnymi inwestycjami oraz uciążliwości wysypiska w Szadółkach.

Zaskakujące, że obaj kandydaci są w zasadzie zgodni w tym, że debaty wyborcze, których w ostatnich dniach odbyli po kilka, nic nie przyniosły. Jaworski twierdził, że jego rywal unika merytorycznej dyskusji. Z kolei Adamowicz uznał, że program jego przeciwnika nie ma żadnych elementów godnych poważnego namysłu. Kampania stała się za to swoistym konkursem piękności. Liczba plakatów z podobiznami obu panów przebiła wszystko, co widzieliśmy do tej pory.

Trudno powiedzieć, w jakim stopniu awantura wokół nieporadności PKW i rzekomych fałszerstw wyborczych w pierwszej turze wpłynęła na wynik wyborów. Wydaje się, że zmobilizowała obie grupy wyborców po równo. 35 proc. frekwencji to przyzwoity wynik.

PO w dalszym ciągu może liczyć w Gdańsku na większe poparcie niż PiS, ale trudno się oprzeć wrażeniu, że Paweł Adamowicz nieco się po 16 latach wyborcom opatrzył. Będzie miał o czym myśleć przez kolejną kadencję.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie