Gdzie rodzi się najwięcej dzieci w Polsce? Górą metropolie, fatalny wynik głosujących na PiS bastionów „tradycyjnej rodziny”

Zbigniew Bartuś
Zbigniew Bartuś
Gdańsk, Opole, Warszawa, Poznań, Białystok, Kraków – oto miasta, których mieszkanki rodzą najwięcej dzieci w Polsce. Wśród regionów króluje Pomorskie, wyraźnie wyprzedzając Wielkopolskę i Małopolskę. Fatalnie wypadają zaś województwa wschodnie – Podkarpackie, Lubelskie, Podlaskie i Świętokrzyskie oraz Śląsk: kultywowany tam oficjalnie „tradycyjny model rodziny” nie przekłada się na dzietność kobiet. Co może zdumiewać, najgorzej jest na wschodniej wsi, otoczonej przez PiS opieką socjalną i akcjami propagandowymi pod hasłem „ochrony tradycyjnej rodziny”. Dzietność jest tam zdecydowanie niższa niż w metropoliach.

Barometr Bartusia - krakowska gastronomia walczy z pandemią i niemądrym prawem

Znany demograf prof. Piotr Szukalski z Uniwersytetu Łódzkiego sporządził najświeższe zestawienie regionów, miast i powiatów o największej i najmniejszej dzietności w Polsce. Przyjmuje się, że aby w danym kraju (regionie, gminie) nie ubywało mieszkańców, przeciętna kobieta powinna urodzić w swym życiu dwójkę lub więcej dzieci; współczynnik dzietności jest wtedy wyższy niż 2, co zapewnia tzw. zastępowalność pokoleń.

- Demografowie posługują się terminami dzietności niskiej (współczynnik dzietności nie przekraczający 1,5) i najniższej z niskich (współczynnik dzietności poniżej 1,3), opisując sytuację bez wątpienia krytyczną z punktu widzenia procesu reprodukcji ludności – wyjaśnia prof. Piotr Szukalski.

Krach dzietności: wieś (też) przestała rodzić

W Polsce w 1992 roku wskaźnik ten spadł poniżej 2 i dalej malał, aż do historycznego minimum - 1,22 w roku 2003. Mieliśmy wtedy najniższą dzietność na świecie. Potem Polki rodziły chętniej, ale obecna dekada znów zaczęła się spadkami. Przyczyniła się do nich polska wieś, na której przez stulecia dzietność była nawet kilkukrotnie wyższa niż w miastach. Problem narasta, co widać w Małopolsce: w prawie wszystkich gminach wiejskich odnotowano obniżenie wskaźnika dzietności. Dzieje się tak mimo zasiłków z 500 plus, które - w intencji rządu - miały zachęcić kobiety do rodzenia.

- Od roku 1998 r. dzietność w naszym kraju jest stale niższa od 1,5, zaś dodatkowo w latach 2002-2006 i 2012-2015 była niższa niż 1,3. Dane te jednoznacznie wskazują na długotrwałość i głębokość odejścia od prostej zastępowalności pokoleń, świadcząc o głębokich zmianach społecznych odnoszących się do modelu życia rodzinnego – komentuje demograf.

Liderzy dzietności: ziemia limanowska i nowosądecka bronią honoru tradycjonalistów

Zwraca uwagę, że w trzech województwach (opolskie, śląskie i dolnośląskie) zdecydowanie niższe natężenie urodzeń niż średnio dla Polski utrzymuje się już od 30 lat. Długofalowo relatywnie najlepsza jest sytuacja w Pomorskiem oraz Wielkopolsce i Małopolsce. Natomiast cywilizacyjne zmiany w podejściu do małżeństwa i rodzenia dzieci, które w pierwszym rzędzie dokonały się na zachodzie i północy Polski oraz w metropoliach, zachodzą teraz najintensywniej w regionach postrzeganych jako bastiony tradycjonalizmu, czyli w Podlaskiem, Lubelskiem, Świętokrzyskiem i na Podkarpaciu. Co istotne – obejmują także tereny wiejskie: spadki dzietności bywają tam rekordowo duże w historii. Podlaska wieś ma dzietność poniżej 1,3, gdy tamtejsze miasta – mocno powyżej 1,4…

- W wielu regionach kobiety mieszkające w miastach rodzą dziś średnio więcej dzieci niż kobiety z tamtejszych wiosek – mówi prof. Szukalski.

Skalę tych przemian najlepiej obrazują liczby. O ile na Mazowszu poziom dzietności obniżył się z 1,99 w 1991 r. do 1,57 w 2019 r. (w tym 1,58 w miastach), to na Lubelszczyźnie spadł w tym samym czasie z 2,38 do 1,32, na Podkarpaciu z 2,5 do 1,34, a w Świętokrzyskiem z 2,36 do 1,24. W Małopolsce ów spadek był łagodniejszy: z 2,19 do 1,49.

Prof. Szukalski sporządził zestawienie 20 powiatów o najwyższej dzietności w Polsce w latach 2017-2019. Otwierają je dwa powiaty pomorskie: kartuski (dzietność 2,256!) i wejherowski (1,835). Na podium znalazł się jeszcze powiat garwoliński (mazowieckie, 1,808). W całej dwudziestce jest w sumie aż siedem powiatów z Mazowsza, pięć z Pomorza i pięć z Wielkopolski. Dochodzi do tego powiat wrocławski (miejsce 14. z dzietnością 1,737).

Tereny uchodzące za tradycyjne reprezentują w pierwszej dwudziestce tylko dwa powiaty małopolskie: limanowski (miejsce piąte: 1,784) oraz nowosądecki (miejsce siedemnaste: 1,695).

- Ogółem 87 spośród 380 polskich powiatów odznaczało się dzietnością powyżej 1,5 dziecka, zaś 100
dzietnością poniżej 1,3 – wylicza demograf.

Bieguny dzietności: katastrofalny wynik Tarnowa

I zastrzega, że każdy region posiada swoje „bieguny” wysokiej, jak i niskiej dzietności. Np. w Małopolsce po przeciwnej stronie niż ziemia limanowska i nowosądecka (oraz myślenicka ze wskaźnikiem 1,61) jest miasto Tarnów, z dramatycznie niską dzietnością 1,242. Niewiele lepiej wypadają powiaty: chrzanowski (1,291) i olkuski (1,295).

Jeszcze większe różnice są na – generalnie dzietnym – Pomorzu: w Gdańsku wskaźnik dobija do 1,62, a w sąsiednim Sopocie wynosi zaledwie… 1,049! To ponad dwa razy mniej niż w rekordowo rodzących Kartuzach. Na Podkarpaciu dołuje Krosno (1,173), w Lubelskiem Zamość (1,115), w Podlaskiem – Siemiatycze (1,17), w Świętokrzyskiem – powiaty kazimierski (1,069) i ostrowiecki (1,084), na Śląsku – Częstochowa (1,23), na Dolnym Śląsku – Jelenia Góra (1,06)…

- Jeśli idzie o stolice województw, jedynie trzy miały w owym okresie średnią dzietność powyżej 1,5 (Gdańsk, Warszawa i – co najbardziej zaskakujące – Opole, gdzie najprawdopodobniej występuje najniższa skala zawyżania liczby ludności w regionie), zaś w przypadku kolejnych czterech (Poznań, Białystok, Kraków, Olsztyn) do tej granicznej wartości niewiele brakowało – mówi prof. Szukalski.

Dodaje, ze cieszyć może relatywnie spora dzietność w metropoliach, w których mieszka znaczna część Polaków (w samej Warszawie – 5 proc. ogółu). Ten wyraźnie utrwalający się trend oznacza jednak, że tereny „tradycjonalistyczne” będą się szybko kurczyć, a metropolie na ich tle rosnąć. Nie powstrzyma tego ani nasilenie zasiłków (tutaj PiS już chyba wyczerpał limit, zwłaszcza w kontekście koronakryzysu), ani intensywne propagowanie „tradycyjnego modelu rodziny”.

W rok ubyło 40 tys. Polaków

Widać to zresztą po liczbach: od czerwca 2019 do czerwca 2020 roku urodziło się w Polsce 369 tys. dzieci. Jednocześnie ponad 409 tys. Polaków zmarło. W rok ubyło nam zatem 40 tys. obywateli, czyli miasto wielkości Oświęcimia.

Profesor Piotr Szukalski sugeruje politykom, by przyjrzeli się wnikliwie faktycznym, a nie urojonym przyczynom spadku dzietności kobiet na konkretnych obszarach oraz relatywnie wysokim wskaźnikom w innych miejscach.

- Czynniki warunkujące trwałe utrzymywanie się relatywnie wysokiej skłonności do posiadania potomstwa w niektórych częściach naszego kraju powinny przyciągać większą uwagę tak badaczy, jak i decydentów. Jeśli na tych terenach zidentyfikowano by np. lokalne działania instytucji samorządowych czy organizacji pozarządowych wzmacniające wpływ czynników kulturowo-obyczajowych, dziedziczenia zachowań demograficznych i struktury gospodarczej, tj. zmiennych zazwyczaj wykorzystywanych do wyjaśnienia występującej tam wyższej dzietności, wiedza taka mogłaby być bardzo użyteczna do wzmocnienia działań pronatalistycznych w pozostałej części kraju – kwituje naukowiec.

Czytaj także

Wideo

Materiał oryginalny: Gdzie rodzi się najwięcej dzieci w Polsce? Górą metropolie, fatalny wynik głosujących na PiS bastionów „tradycyjnej rodziny” - Dziennik Polski

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
2 sierpnia, 9:36, Gość:

To, że w Krakowie jest duża dzietność smuci a nie cieszy, gdyż gród Kraka jest od lat przeludnionym miastem (to głównie skutek napływu ludności z innych miejscowości kraju oraz z zagranicy) i pogarsza się komfort życia. Jednocześnie wyludnia się Łódź, wyludniają się Katowice. oznacza to, ze rodzą s8ę przyszłe darmozjady, które będą siedzieć w biurowcach i za bezużyteczną pracę pobierać ogromne wynagrodzenia, a robotników zabraknie (dochód narodowy powstaje w produkcji, czyli w fabryce, a nie w biurze). Przeludnienie Krakowa to dyskomfort życia. Uważam, ze w Krakowie nie powinno być 500 (miasto powinno być z tego programu wyłączone z uwagi na przeludnienie), a rodziny mające trójkę lub więcej dizeci powinny być dodatkowo obciążone lokalnym, miejskim podatkiem, a jak nie chcą płacić podatku i chcą pobierać 500 to wyprowadzka do wyludniających się Katowic czy jeszcze bardziej wyludniającej się Łodzi. Nie chcę milionowego Krakowa!!! Niech Łódź znów będzie większa od Krakowa!!! Kraków jest tak przeludniony, że rodziny z jednym dzieckiem powinny uchodzić za wzór (wielodzietne to na wieś lub do wyludniających się miast)!!! Chcesz mieć dużo dzieci - wynocha z Krakowa do Katowic lub do Łodzi!!! Nie hodujmy darmozjadów zza biurek!

Czy ty wiesz co piszesz ? Czy coś wypiłeś ?

Dodaj ogłoszenie