Gdynia. Neutralizacja potężnego ładunku wybuchowego [16.06.2020]. Minerzy podjęli minę i zdetonowali ją trzy kilometry od brzegu

Szymon Szadurski
Szymon Szadurski

Wideo

Ważącą tonę minę, zawierającą w środku aż 700 kilogramów materiału wybuchowego, zalegającą niedaleko wejścia do gdyńskiego portu, zneutralizowali we wtorek, 16 czerwca, żołnierze z 8. Flotylli Obrony Wybrzeża Marynarki Wojennej. Operacji towarzyszyły szczególne środki ostrożności.

Zagrodzony wstęp na plaże, nadmorskie deptaki i funkcjonariusze pilnujący, aby nikt nie pojawiał się w zakazanych strefach. Takie obrazki mieszkańcy mają jeszcze całkiem świeżo w pamięci. Dziś rano podobne obostrzenia wprowadzono jednak nie ze względu na koronawirusa, a akcję unieszkodliwiania ładunku wybuchowego, pozostałości jeszcze po II wojnie światowej, leżącego na dnie morza w okolicach Śródmieścia Gdyni. Jego siła odpowiadała tonie trotylu. Oznaczało to, że w przypadku eksplozji fala uderzeniowa w wodzie sięgnie niemal jedenastu kilometrów i będzie śmiertelnie niebezpieczna dla kąpiących się osób.

Zakaz wstępu do morza, ostrzeżenia przy pomocy alertów RCB

W związku z tym ogłoszony został zakaz wstępu do morza od Rewy aż po Westerplatte. Dodatkowo w Gdyni, gdzie odłamki miny mogłyby ranić na lądzie osoby znajdujące się w odległości pół kilometra, czyli m.in. na fragmentach al. Jana Pawła II i marinie, zamknięto wejście w te miejsca. Funkcjonariusze policji, straży miejskiej i żandarmerii wojskowej zawracali nielicznych przechodniów, mających ochotę na nadmorski spacer. Tłumów i tak nie było. Większość mieszkańców i turystów dowiedziała się już wcześniej o obowiązujących obostrzeniach z rozsyłanych w formie SMS alertów RCB, lub śledząc zapowiedzi w mediach. Funkcjonariusze pilnowali dostępu do okolic plaży w Gdyni nie tylko w Śródmieściu, ale także w Orłowie, Redłowie, Oksywiu, czy na Babich Dołach.

- Wszędzie tam również wyznaczone zostały strefy bezpieczeństwa - usłyszeliśmy od mł. asp. Jolanty Grunert z Komendy Miejskiej Policji w Gdyni. - Obowiązuje w tych miejscach zakaz wstępu na plażę.

Aby poradzić sobie z pilnowaniem tak rozległego odcinka linii brzegowej, ściągnięte zostały do Gdyni posiłki z oddziału prewencji gdańskiej komendy wojewódzkiej. Także jednak w innych miastach w strefie rażenia ładunku, m.in. w Sopocie i Gdańsku, w okolicach plaż pojawiły się wzmożone siły mundurowych. Na szczęście akcja neutralizacji miny przebiegła bez żadnych komplikacji. Zakończyła się też znacznie wcześniej, niż o godz. 15, jak prognozowano. Żołnierze rozpoczęli swoją pracę o godz. 8. Minęły trochę ponad trzy kwadranse, a niebezpieczny ładunek mieli już podjęty z dna morza. Krótko po godz 12 było już po wszystkim. Nikomu nic się nie stało. Mieszkańcy oraz turyści mogli wkrótce zacząć znowu korzystać z uroków nadmorskich spacerów oraz kąpieli.

- Operacja rozpoczęła się wcześnie rano - relacjonuje przebieg wydarzeń kmdr ppor. Grzegorz Lewandowski z 8. Flotylli Obrony Wybrzeża w Gdyni. - Niszczyciele min wyszły w morze i grupa nurków minerów przemieściła się w rejon, gdzie zalegała mina. Zeszli pod wodę, podczepili specjalne stropy, pontony wypornościowe, podnieśli obiekt z dna i rozpoczęli jego holowanie do miejsca wyznaczonego przez Urząd Morski w Gdyni oraz Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska w Gdańsku.

Przed zdetonowaniem miny przepłoszyli foki i morświny

Zanim trzy kilometry od brzegu na wysokości Kępy Redłowskiej nastąpiła neutralizacja miny, żołnierze z okrętów wojennych przy użyciu stacji hydrolokalizacyjnych, a także z motorówek, wywołując niewielkie eksplozje, przepłoszyli z zagrożonego rejonu występujące w Bałtyku ssaki morskie, foki i morświny. Marynarka Wojenna pilnowała również, aby właściciele jachtów, czy łodzi pontonowych, nie naruszali zakazu żeglugi. Materiał wybuchowy został następnie wypalony metodą deflagracji. Pozostałości miny saperzy zdetonowali.

W sprawie detonacji wypowiedzieli się też przedstawiciele Fundacji WWF Polska, według których samo płoszenie zwierząt mogło nie wystarczyć:

W Zatoce Puckiej wojsko zdetonowało minę z czasów II Wojny Światowej. Prowadząc tego typu działania, które rzecz jasna mają na celu ochronę życia ludzkiego, nie możemy zapominać o zwierzętach, zamieszkujących Bałtyk. Ze względu na siłę rażenia wybuchu, strefa bezpieczeństwa została ustanowiona od Rewy aż do Westerplatte. W tym roku obserwowaliśmy wyjątkowo dużo foczych szczeniąt na tym obszarze. Występuje tam również, krytycznie zagrożony wyginięciem, bałtycki morświn.
- czytamy na stronach WWF Polska.

Zwierząt o wybuchu nikt nie informował

Zarówno sama eksplozja, jak i generowany przez nią hałas podwodny, stanowi ogromne zagrożenie dla życia mieszkających tam ryb, ptaków, ssaków morskich oraz pozostałych organizmów. - piszą członkowie WWF.

Możliwe negatywne skutki to trwałe lub czasowe przesunięcie progu słyszalności (zjawisko które znamy m.in. z przerw w szkole lub głośnych koncertów muzycznych), uszkodzenie aparatu słuchowego czy nawet śmierć.

Dlatego ważne jest, aby w trakcie prowadzonych działań stosować metody ograniczające negatywne skutki hałasu, takie jak np. sprawdzone na wielu akwenach kurtyny bąbelkowe. Bałtycka populacja morświna liczy tylko ok. 500 osobników. Zwierzęta te są niezwykle wrażliwe na zanieczyszczenia dźwiękiem, posługują się echolokacją, a narząd słuchu odgrywa kluczową rolę w orientowaniu się w przestrzeni wodnej, odnajdywaniu pokarmu lub innych osobników. Bez sprawnego słuchu szansa morświnów na przeżycie oraz rozmnażanie się drastycznie spada.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie