Gawęda o pabianiczaninie Stanisławie Staszewskim

    Gawęda o pabianiczaninie Stanisławie Staszewskim

    Lucjan Strzyga

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Czym słyną podłódzkie Pabianice? Średniowiecznym rodowodem, tkactwem, którego korzenie sięgają XVI wieku, i żyjącą tu ongiś narodowościową mozaiką. Ponadto miasto chlubi się olimpijką Jadwigą Wajsówną, dyrygentem Henrykiem Debichem, biskupem filozofem Bohdanem Bejze, zaś z żyjących pianistą Karolem Niczem i byłym selekcjonerem reprezentacji Polski Pawłem Janasem. Teraz do palety historycznych pabianickich sław dołączył Stanisław Staszewski (1925-1973), legendarny poeta i bard.
    Gawęda o pabianiczaninie Stanisławie Staszewskim

    ©Archiwum

    Wczoraj na budynku Szkoły Podstawowej nr 5 w Pabianicach uroczyście odsłonięto tablicę pamiątkową ku jego czci. A właściwie nie tylko jego, ale też jego ojca Kazimierza, który przez wiele lat kierował wspomnianą podstawówką, a ponadto udzielał się jako założyciel i pierwszy prezes pabianickiego oddziału Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego (nosi obecnie jego imię), a również syna - Kazika Piotra, znanego z roli założyciela zespołu Kult. Za kulisami tej fety skrył się skromnie inicjator upamiętnienia tej artystycznej familii, czyli Radosław Szymański.

    Przy okazji rozerwał się worek z atrakcjami dla poszukiwaczy śladów po panu Stanisławie: na Starym Rynku w siedzibie PTTK wygłoszono odczyt zatytułowany "Pabianickie korzenie rodziny Staszewskich", suto okraszony wspomnieniami krajoznawców, wyświetlono film dokumentalny z 1993 roku "Tata Kazika" w reżyserii Jerzego Zalewskiego oraz zaprezentowano bibliofilom i poszukiwaczom książkę "Czarna Mańka" autorstwa Stanisława Staszewskiego i Andrzeja Boczarskiego.

    CV Stanisława Staszewskiego również warto się dobrze przyjrzeć, bowiem reprezentuje pokolenie, które miało okazję żyć w ciekawych czasach. Gdy wybuchała wojna, nasz bohater miał 14 lat, solidną mieszczańską rodzinę (ojciec, wspomniany Kazimierz, był dyrektorem gimnazjum) i chwałę dawnego szlacheckiego gniazda. Przez wojenną zawieruchę przeszedł jak większość rozentuzjazmowanych rówieśników - wziął udział w Powstaniu Warszawskim - co ciekawe - na Pradze, zatem nie powojował i potem, bojąc się zemsty Niemców, zakonspirował się solidnie. Potem jednak wpadł na szczęśliwszy pomysł (co piszę na odpowiedzialność Piotra Czerskiego, twórcy strony internetowej o Stanisławie Staszewskim): oto wraz grupą kolegów zgłosił się na ochotnika do Wehrmachtu, stąd natychmiast zdezerterował. Złapany zaś trafił do obozu jenieckiego w Mauthausen.

    Jego przeżycia w obozie nie należały do najmilej przezeń wspominanych. W marcu 1945 roku, przez wyniszczającą pracę w kamieniołomach, zachorował tak ciężko, że w stanie beznadziejnym więźniowie wrzucili go po prostu na górę ludzkich zwłok przeznaczonych do spalenia. Przeleżał tam całą noc i nagle stał się cud - odzyskał przytomność. Ale siły wróciły mu dopiero dzięki paczce od ciotki z Pabianic właśnie. Oficjalnie Staszewski już nie żył, można więc powiedzieć, że niemiecka biurokratyczna potrzeba adresata ocaliła mu życie.
    1 3 »

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo