18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

"Gabinet cieni? Opozycja wprowadza tematy zastępcze"

Anita Czupryn
Kazimierz Marcinkiewicz, były premier: Jestem emerytem politycznym
Kazimierz Marcinkiewicz, były premier: Jestem emerytem politycznym Maciej Jeziorek/Polskapresse
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
- Czy Jarosław Kaczyński stanie jak Kaszpirowski na trybunie sejmowej i zahipnotyzuje posłów, żeby zagłosowali za jego zbawicielem Polski, kandydatem na premiera? Przecież to humbug - mówi Kazimierz Marcinkiewicz w rozmowie z Anitą Czupryn

Politycy PiS obiecują, że już niedługo mamy poznać nazwisko kandydata na premiera z ramienia PiS. Podobno ma to być kobieta, podobno z tytułem profesora, podobno znająca się na ekonomii. Ciekawa jestem, kogo Pan typuje?
To jest kompletnie nieważna informacja. To najnormalniejsze w świecie, zwyczajne oszustwo. Ktoś dmucha balon, który - jak dojdzie do głosowania w Sejmie nad konstruktywnym wotum nieufności - z hukiem pęknie. Bo dziś taki kandydat Jarosława Kaczyńskiego w Sejmie uzyska maksymalnie 140 głosów, i to jeszcze w sytuacji, gdy niektórzy posłowie się pomylą przy głosowaniu. Nie ma szans na to, by dziś PiS przejął władzę. Czy Jarosław Kaczyński stanie jak Kaszpirowski na trybunie sejmowej i zahipnotyzuje posłów, żeby zagłosowali za jego wspaniałym, najmądrzejszym, zbawicielem Polski, kandydatem na premiera? Przecież to jest humbug. To temat zastępczy spraw, które są dziś w Polsce naprawdę najważniejsze.

To po co, Pana zdaniem, prezes Jarosław Kaczyński to robi?
Nie wiem, ale nawet gdyby mu to wyszło, choć oczywiście nie ma takich szans, to po dziewięciu miesiącach Jarosław Kaczyński przyjdzie do takiego premiera, nowego zbawiciela Polski i powie: "Polska potrzebuje dziś przyśpieszenia, dlatego teraz ja zostanę premierem" - tak jak powiedział mi sześć lat temu. I potem będzie walczył z Dornem, Kaczmarkiem, z Blidą, z Lepperem, z Giertychem. Będzie walczył i rozpieprzał IV Rzeczpospolitą, swój rząd i swoje poparcie społeczne.

A w jakich okolicznościach Pan został premierem?
To dziś nie ma już żadnego znaczenia. Polska ma naprawdę przed sobą ważne sprawy do załatwienia, wielkie rzeczy, a my się zajmujemy tematem zastępczym. Przez najbliższe tygodnie będziemy się zastanawiali, kto to może być, jaki może być, co może, a co nie może zrobić, tylko że to jest po prostu oszustwo. To jest cyrk, a my będziemy oglądali, jak w cyrku klauni skaczą, udają, przebierają się, a potem przyjdzie do głosowania w Sejmie i zostanie dziurawy flak.

Ten kryzys będzie się ciągnął parę lat, a ze względu na koniunkturę na całym świecie i to, że większość krajów Europy nie ma wzrostu gospodarczego, wyjście z niego będzie dużo dłuższe

Ale gdyby jednak PiS się udało, to co by Pan, wiedząc już to, co wie, powiedział takiej osobie, której kandydaturę Jarosław Kaczyński chce wystawić na premiera?
Nic bym nie powiedział, bo przecież to jest iluzja. Naprawdę, dziś ważniejsze sprawy dla Polski robi Paweł Kukiz, zbierając podpisy pod projektem okręgów jednomandatowych. Więcej robi Paweł Kukiz niż Jarosław Kaczyński dla demokracji, dla Polski, dla Polaków. Tylko że być może Paweł Kukiz nie wie, że aby wprowadzić okręgi jednomandatowe, trzeba zmienić konstytucję. A na zmianę konstytucji PiS nigdy w życiu nie pozwoli, dopóki będzie w parlamencie.

Jesienna ofensywa PiS rozpoczęła się od wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego, gdzie nie wspomniał już o katastrofie smoleńskiej, były za to propozycje programowe. Jak Pan ocenia ten program?
Zawiodłem się tym tak zwanym exposé, dlatego że ono nie było kompleksowe. Ono nawet nie poruszało najważniejszych spraw, które dziś stoją przed Polską. W jednej części były interesujące - w tej, która dotyczy różnych rozwiązań proinwestycyjnych, niestety są one także dosyć drogie dla budżetu. Natomiast te, które są może nawet ważne, jak opieka społeczna czy edukacja, przede wszystkim dotyczą wzrostu kosztów. Pomyślałem sobie po tym exposé premiera Kaczyńskiego, pomijając już to, że nie rozumiem, dlaczego ono zostało wygłoszone w okresie największego rozgłosu afery Amber Gold, że może dobrze by było, gdyby Jarosława Kaczyńskiego, nawet za te partyjne, budżetowe pieniądze powozić trochę po Europie, po świecie. Zawieźć go do Budapesztu, do Londynu, do Madrytu, spotkać go z ludźmi, z ekonomistami, premierami, ministrami, niech on zobaczy trochę świata, to może zobaczy też, że żyjemy w permanentnym kryzysie i to nie jest tylko kryzys Europy, Stanów Zjednoczonych, ale to jest też spowolnienie w Azji i wszyscy będziemy to odczuwali. A jest trochę tak, jakby Jarosław Kaczyński znał świat tylko z książek, i to najczęściej historycznych, i z przekazów swoich współpracowników. Mamy dziś wielkie wyzwania, jak finanse publiczne czy wydatki sztywne w budżecie państwa. Proszę sobie wyobrazić, że dostaje pani pensję, ale część pensji otrzymuje pani w formie 500-złotowego bonu tylko na kosmetyki. Po roku pani ma już wszystkie kosmetyki i nie wie, co z tym bonem zrobić. Tak jest w naszym budżecie. Pewne wydatki są po prostu marnowane. W jednym roku potrzeba trochę więcej, w innym trochę mniej. Trzeba je albo znieść, albo rozsztywnić w taki sposób, aby rząd miał cztery lata na osiągnięcie pewnego wskaźnika, a nie co roku tak samo. Musimy tworzyć okręgi nowoczesnych technologii, doliny krzemowe w Polsce, znajdować na to pieniądze także państwowe, budżetowe, łączyć je też z funduszami prywatnymi, bo to jest nasza przyszłość. Ale tak naprawdę najważniejszym polskim wyzwaniem dziś jest - według mnie - zaufanie.

Od dawna zwraca mówi się o tym, że zaufanie jest utraconym ogniwem po 1989 r.

Tak jest. Nie mamy zaufania do państwa, do siebie, do instytucji, do polityków (to akurat pal go sześć). Ale to powoduje, że ludzie nie są tak przedsiębiorczy, jak mogliby być. Albo że emigrują stąd, bo nie ufają państwu polskiemu. Przestrzeń pomiędzy obywatelami a państwem w ogromnej mierze wypełnia administracja. A polska administracja jest beznadziejna. Jest niczym, szmelcem. Pokazał to Smoleńsk, pokazał to Amber Gold i cała masa różnych wydarzeń, które się dzieją przez ostatnie 20 lat - że administracja i urzędy są byle jakie. Dziś nie ma zaufania do urzędu skarbowego, do prokuratury, do sprawiedliwego sądu, do innych instytucji, nie są wykrywane te wszystkie mafijki, które nie tylko przy okazji Amber Gold zobaczyliśmy. One są na każdej prowincji, w każdym powiecie mamy powiązania polityków, biznesmenów z prokuratorami, sędziami, adwokatami. Podam inny przykład - Magda Gessler zrobiła dla naszego zdrowia i życia więcej niż cały, beznadziejny sanepid. Po jej programach sanepid powinno się w ogóle zlikwidować. Ona wchodzi do restauracji, w których my również bywamy, i pierwsze, co robi, to czyści kuchnię, w której przecież co tydzień jest sanepid. Wydajemy miliony na instytucję, która nic nie robi, na darmozjadów. Taką mamy dziś administrację. Jeśli nie zaczniemy jej reformować, zmieniać, przywracać do stanu służby dla obywateli, to nie zbudujemy zaufania społecznego. A bez zaufania społecznego nie można zbudować silnego państwa.

Jak Pan sobie wyobraża tę reformę administracji? Należałoby wymienić wszystkich urzędników bez wyjątku?
Po 20 latach polska administracja wymaga daleko idącej przebudowy, także organizacyjnej. Trzeba skomasować niektóre instytucje i urzędy, inne w ogóle zlikwidować, sukcesywnie doprowadzić do sytuacji, że o około 30 proc. mniej ludzi będzie pracowało w administracji, ale będą lepiej uposażeni, będą mieli opisane swoje stanowiska pracy i będą dobrze kontrolowani w taki sposób, że będą wypełniali publiczną służbę. Tego dziś w Polsce nie ma. Wystarczy pojechać gdziekolwiek za granicę, do Londynu, Monachium, żeby zobaczyć, że tam podejście do służby publicznej jest na innym poziomie. Oczywiście, że tam też zdarzają się gamonie, są niedorajdy, ale cała machina państwa jest zupełnie inna.

Wróćmy jeszcze do PiS. Kolejnym pomysłem prezesa Jarosława Kaczyńskiego jest zorganizowanie debaty na temat programu gospodarczego partii, zaproszenie 39 ekonomistów, ale już nie ministra finansów Jacka Rostowskiego. Jak Panu się wydaje, czy debata bez człowieka, który ma największa wiedzę na temat finansów państwa, odniesie jakiś skutek?
Uważam, że pomysł jest dobry. Dobrze, że namówiono Jarosława Kaczyńskiego do takiego spotkania, bo być może ci ekonomiści nauczą go trochę ekonomii. To są mądrzy ludzie, wiedzą, na czym to wszystko polega. Tydzień temu byłem w Krynicy na forum ekonomicznym, uczestniczyłem w panelach i to było fajne. Ludzie zatroskani o Polskę, Europę, świat, o wzrost gospodarczy, o kryzys, rozmawiali, wymieniali się doświadczeniami, wiedzą. To było niezwykle konstruktywne. A potem człowiek wraca do realnego życia i spotyka się z problemami, programami, wypowiedziami, ze stanem polityki, który jest kompletnie oderwany od tej rzeczywistości. Zatem może jak premier Kaczyński i jego świta posłuchają ekonomistów, jak zobaczą, że to spojrzenie na ekonomię nie jest zależne tylko i wyłącznie od politycznych ideologii, to może rzeczywiście zaczną pracować nad prawdziwym programem dla Polski. Bo Polska dziś wymaga remontu. Dobrze więc, że to spotkanie się odbędzie, choć będzie trudne, niepełne, bez Jacka Rostowskiego, ale jednak będzie.

Prezes Jarosław Kaczyński stawia dziś na nowe twarze w swoim ugrupowaniu. Nie widać zbyt często Antoniego Macierewicza, nie słychać Joachima Brudzińskiego, są za to Andrzej Duda, Przemysław Wipler. Jak Pan tę zmianę ocenia?

Myślę, że jest to zmiana podyktowana badaniami. Wiadomo, że grupa najbliższych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego, do których należą Brudziński i Macierewicz, jest źle odbierana, że nimi się wyborów nie wygra, więc pokazuje się innych ludzi, lepiej odbieranych. Muszę przyznać, że z przyjemnością słucham Przemysława Wiplera, bo widać, że on coś chce, zna się na tym, co robi, ma różne pomysły. Fajnie, że w PiS jeszcze są ludzie, których można posłuchać i z którymi pewnie można jeszcze normalnie o Polsce porozmawiać.

Myśli Pan, że to są ludzie, którzy przyciągną nowych wyborców, poszerzą elektorat PiS?
Nie ma takiej możliwości. PiS jest partią, która swoje najwyższe notowania, najwyższe zdobycze ma już za sobą. To, co PiS osiągnął w okolicach 30 proc. i Jarosław Kaczyński jako kandydat na prezydenta, to już się nie powtórzy. Jarosław Kaczyński może nawet nie wystartuje w następnych wyborach prezydenckich, bo będzie się bał porażki ze Zbigniewem Ziobrą. PiS ma swój elektorat, mniej więcej w okolicach 25 proc., i ten elektorat będzie się tylko pomniejszał. Bo ile razy można głosować i wspierać partię, która bez przerwy przegrywa? I zaraz znów przegra w parlamencie tak zwane konstruktywne wotum nieufności wobec rządu. Bo to tylko gra pozorów, a nie poważna propozycja dla Polski. Jestem przekonany, że Jarosław Kaczyński uważa, że jeśli przedstawi innego kandydata, inteligentnego, spokojnego profesora, to pokaże, że PiS ma inną twarz, program i może warto PiS wspierać. Tylko że ile razy ludzie mogą się na coś takiego nabrać?

To jak to jest być premierem z nadania Prawa i Sprawiedliwości?
To zależy kiedy. My przez 2004 i 2005 r. ciężko pracowaliśmy, stworzyliśmy całościowy program naprawy solidarnej Polski. Gdy zostałem premierem, to lojalnie współpracując z prezesem Kaczyńskim, dzień po dniu ciężko harując, ten program wdrażałem. Stąd udało nam się zmienić podatki, wprowadzić różne nowe udogodnienia dla rodzin, uczniów, studentów, rodzących matek, udało się kompletnie zmienić sektor energetyczny. Dziś bez tej zmiany polska energetyka by leżała. To my utworzyliśmy cztery konglomeraty energetyczne, zmienialiśmy rzeczywistość. To było kapitalne. Dziś PiS nie ma takiego programu. Proszę też pamiętać, że do mojego rządu weszli genialni ludzie: Religa, Gęsicka, Meller, dziś cała trójka już nie żyje, ale to byli pierwszej klasy specjaliści w swoich dziedzinach. Takich ludzi, niezależnych w rządzie był ogrom. Oni nie byli związani z PiS, kochali Polskę i chcieli ją zmieniać. Jeśli dziś Jarosław Kaczyński przedstawi rzeczywisty program naprawy państwa, który będzie wyczuwany przez ludzi, to być może znów przyciągnie ludzi z różnych środowisk, tak jak wtedy, gdy wygraliśmy wybory. Ale dziś tego nie widać.

Polityczne działanie PiS odbywa się pod wyraźnym hasłem "Obalić premiera Donalda Tuska". To dobry scenariusz polityczny, aby chcieć obalać rząd w rok po wyborach?
Nie rozumiem tego. Po roku ta koalicja, mimo różnych popełnionych błędów, trzyma się bardzo mocno i- co więcej - zamierza przedstawić kolejny program zmian w Polsce i nie widać, by były tam jakiekolwiek chęci na zmianę premiera czy na zmianę koalicji, czy na wcześniejsze wybory. Niczego takiego nie ma. Ci ludzie mają większość, może niewielką, ale mają, ponad 231 posłów jest wystarczające w demokracji, żeby dalej prowadzić swoje rządy. Nie może partia 130-szablowa fikcyjnie zgłaszać konstruktywnego wotum nieufności, bo nic z tego nie będzie. Nie ma możliwości wygrania takiego głosowania. Naprawdę jestem zdumiony, bo wydaje mi się, że wszystkie te działania opozycji są wprowadzaniem tematów zastępczych.

Co - jako były premier - poradziłby Pan Donaldowi Tuskowi przed zapowiadanym przez niego nowym exposé? Co powinno się w tym exposé znaleźć?
Moje przekonanie jest takie, że Polska wymaga kapitalnego remontu, i to w kilku sferach. Najważniejszą jest administracja. Tu potrzebna jest rewolucja. Mądra, przemyślana, ale jednak daleko idąca rewolucja. Na miejscu premiera poprosiłbym Jana Rokitę o szybkie opracowanie raportu o stanie administracji w Polsce.

Patrząc na dotychczasowy sposób kierowania krajem, zastanawiam się, czy premierowi Tuskowi taka rewolucja jest potrzebna?

Może jemu nie, ale Polsce jest potrzebna, i mnie to interesuje, stąd moja rada. Dalej: sprawy finansów publicznych i budżetu. Reformy wymagają wydatków sztywnych, budżetu zadaniowego, to oszczędności, które nie będą bolały. Zwykle w wielu miejscach na koniec roku wydaje się środki po to tylko, żeby je wydać. To nie ma sensu, to jest kompletne marnotrawstwo, państwo nadal nad tym nie panuje. Dalej "uwilczkowienie" przepisów gospodarczych, czyli zdjęcie z biznesu masy niepotrzebnych obciążeń. Ja też prowadzę działalność gospodarczą i wiem, z iloma sprawami muszę się borykać. Ważna jest sprawa powiązania gospodarki z nauką, z edukacją. Jeśli nie stworzymy w kilku miejscach Polski wielkich dolin krzemowych, centrów nowych technologii, to nie będziemy mieli przyszłości. Musimy znaleźć na to pieniądze budżetowe, ale też połączyć te środki ze środkami prywatnymi. Robi to Putin pod Moskwą od dwóch czy trzech lat. Powinniśmy działać podobnie, bo lada moment nasze zalety niskich kosztów pracy przestaną istnieć. Wprowadziłbym też jednak liniowy VAT, jedną stawkę, 19- lub 20-procentową.

Jest szykowany pakiet ułatwień dla przedsiębiorców, przeciwdziałania bezrobociu wśród młodych ludzi. To dobre kierunki?
Bez dokonania daleko idących zmian zmarnujemy pokolenie młodych, ambitnych, dobrze wykształconych ludzi. Mamy w Polsce 10 mln ludzi od 19 do 35 lat i musimy dać im Polskę. Dać możliwość łatwego zakładania firm, prowadzenia działalności gospodarczej, umożliwić pracę, rozwój własny i rozwój Polski.

Na razie to młodzi ludzie wolą zakładać firmy w Wielkiej Brytanii, bo tam koszty są nieporównanie mniejsze.
To są właśnie te obciążenia, o których mówię. Ale jednocześnie widzę dziś tendencję, że trzydziestoparolatkowie wracają do Polski, zdobyli świetne doświadczenie, zrobili kariery na Zachodzie i wracają, bo znajdują pracę na najwyższych stanowiskach, w zarządach spółek nawet Skarbu Państwa, ale też prywatnych firm. Jeśliby taki trend utrzymać, to by oznaczało tworzenie się nowej elity w Polsce. Przyciąga ich to, że tu mogą osiągać wyższe stanowiska niż na świecie, gdzie są dyrektorami, a tu zostają wiceprezesami. Rząd ma to ułatwiać, stworzyć warunki, aby tego rodzaju powroty były częstsze.

Tylko że wisi nad nami widmo kolejnej fali kryzysu. Pana zdaniem faktycznie będzie tak, że jak zapowiada rząd, ten kryzys dopiero nas dotknie?

Kryzys, z jakim mamy do czynienia, jest kryzysem permanentnym i będzie wieloletni. Nie da się szybko zlikwidować zadłużenia Stanów Zjednoczonych, Hiszpanii, Włoch, Grecji i wielu innych krajów. Tego się nie zrobi przez rok, dwa czy trzy. W związku z tym ten kryzys będzie się ciągnął parę lat, a ze względu na koniunkturę na całym świecie i fakt, że większość krajów Europy nie ma wzrostu gospodarczego, a wręcz ma recesję, wyjście z kryzysu będzie dużo dłuższe. Musimy nauczyć się żyć w kryzysie i przygotowywać się na jeszcze cięższe czasy. Polska w tym stanie, jakim jest, może rozwijać się w dynamice ponadczteroprocentowej. Wtedy byśmy szybciej doganiali świat, który dziś stoi. A w tym roku my wpadniemy jednak w nieco ponad 3 proc. To opóźnienie moglibyśmy nadrobić, wdrażając różnego rodzaju reformy.

Niemiecka gazeta "Der Spiegel" napisała o Donaldzie Tusku w kontekście przyszłego szefa Komisji Europejskiej. Dobrze by było, gdyby premier Tusk przeszedł do polityki europejskiej? Jakie ma na to szanse?
Dziś to jest wróżenie z fusów. Wybory europejskie odbędą się za dwa lata, w związku z tym jest jeszcze dużo czasu na tego typu dywagacje. One są na pewno przedwczesne i nie sądzę, aby dziś ktokolwiek w Europie już się nad tym zastanawiał. Natomiast na pewno sytuacja, w której polski polityk mógłby osiągnąć takie stanowisko, dla Polski byłaby ze wszech miar dobra. To oznaczałoby, że wpływ na sprawy europejskie Polska miałaby dużo większy. Ale także otworzyłoby to nową furtkę do biurokracji. Dzięki takiemu stanowisku stalibyśmy się równorzędnym partnerem dla największych: Niemców, Francji, Wielkiej Brytanii, Włochów i Hiszpanii. Myślę, że rzeczywiście z polskich polityków tylko Donald Tusk miałby jakąkolwiek szansę na tego typu miejsce.

Mecenas Roman Giertych został pełnomocnikiem Michała Tuska w jego sporze z mediami, do PO pewnie nie przejdzie, ale może spróbuje zmontować ugrupowanie z konserwatywnym Jarosławem Gowinem, z Michałem Kamińskim? Widzi Pan szansę na jakąś nową partię, która podgryzałaby elektorat PiS i PO?
Oddzieliłbym politykę od spraw zawodowych. Jeśli spojrzymy na spory różnych osób z mediami, to na pewno mecenas Roman Giertych ma najwięcej zwycięstw. Trudno nie wybierać takiego człowieka do takich spraw. Ja też do niego dzwonię, gdy mam jakieś nieporozumienia z mediami. Jeśli chodzi o polską scenę polityczną, to jest ona zabetonowana, w ogromnej mierze nie poparciem społecznym, ale wojną polsko-polską, co krystalizuje ludzi i budżetowymi pieniędzmi. Partie dostają pieniądze, liderzy rządzą i tak jest im wygodnie. Dlatego wejście nowej partii jest bardzo trudne. Ale w sytuacji, kiedy dzisiaj można powiedzieć, że w ciągu ostatnich miesięcy poparcie społeczne straciły Platforma oraz PiS, a nawet mniejsze partie, jak PSL, i nikt nie zyskał, to znaczy, że pojawia się dziś grupa 10-15 proc. wyborców, którzy nie mają już swojej partii. Jeśli taka tendencja się utrzyma, to kto wie, być może za rok albo dwa pojawi się sytuacja, że ten elektorat będzie szukał swojego nowego wyrazu politycznego, partii, którą będzie mógł poprzeć. Ludzie, którzy są zniesmaczeni Tuskiem i Kaczyńskim, są nowocześni, mają poglądy centrowe, może lekko konserwatywne czy liberalno-konserwatywne, więc przestrzeń między PO a PiS może się pojawi. Dziś jeszcze tego nie widzę, ale kto wie?

Jaką rolę widziałby Pan dla Joanny Kluzik-Rostkowskiej, bo pojawiły się głosy, że ma mieć pewne miejsce w rządzie Donalda Tuska?
Nie mam pojęcia, wiem tyle co z doniesień medialnych. Mam nadzieję, że Donald Tusk przedstawi nowe propozycje dla Polski i nowych ludzi, którzy będą te propozycje realizowali. Mam nadzieję, że będzie rekonstrukcja rządu, odświeżanie gabinetu jest bardzo potrzebne. Wszędzie na świecie to się dzieje i w Polsce też tak powinno być. To, co zrobił Tusk w pierwszej kadencji, było dla Polski niezmiernie ważne. To, co ustabilizowało naszą gospodarkę w czasach kryzysu, ale także podniosło rangę Polski w Europie, to był spokój. Po burzy PiS-owskiej taka polityka spokoju była potrzebna. Ale dziś spokój to już za mało. Dziś potrzebne jest patrzenie w przyszłość, a do tego Joanna Kluzik-Rostkowska jest dobra. Była bardzo dobrym wiceministrem w rządzie PiS, u mnie też była wiceministrem, znam ją, jest kompetentna i byłaby wzmocnieniem dla rządu. Ale takich Kluzik-Rostkowskich w tym rządzie potrzeba dużo więcej.

Polska wymaga kapitalnego remontu, i to w kilku sferach. Najważniejszą jest administracja. Na miejscu premiera poprosiłbym Jana Rokitę o szybkie opracowanie raportu o stanie administracji w Polsce

A co z Pańską przyszłością polityczną?
Ja jestem emerytem politycznym i bardzo mi z tym dobrze.

Rozmawiała Anita Czupryn

Wideo

Komentarze 10

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

t
tylko PIS
PIS od dawna uważa, że każde obrady Sejmu i Senatu, każda impreza masowa np. mecze, Euro , Olimpiady Festiwale powinna poprzedzać msza.
j
janusz
Marcinkiewicz! I cała reszta tej bandy cyników-zapomnieliście o jednej bardzo ważnej kwestii:POLSKIEJ RACJI STANUa naród wam kiedyś to przypomni.
O
Obywatel
Pan Prezes Jarosław Kaczyński stanie jako Koszmarowski i przerazi cały Sejm i Senat!
p
polo
jak zawsze na rewolucyjnym posterunku, gotowa do walki na śmierć i życie
z kaczystowskim wrogiem klasowym.

Ps.
Szczerze przyznaję, nie czytałem!
Nie jestem w stanie czytać Kaziowych pierdół.
N
NorvidNH
Oto wzór jak wór bzdur!
Donaldzie nasz zbawicielu drogi!
Nasze dzieci w czepku urodzone i ustawione!
Donaldzie chwalebny!
My twoi towarzysze pokryci towarzyszami.
Kochamy ciebie w twoim synu!
Bo bez przekrętów nikt się nie wzbogacił.
p
polo
Jednomandatowe okręgi są dobre w cywilizowanych krajach, a nie w
republikach bananowych, gdzie matoły wybierają do władzy złodziei i meneli.
z
zenek
akcję na rzecz okręgów jednomandatowych można poprzeć tutaj: www.zmieleni.pl
l
lennox
Potem dziwić się temu, że 16% dochodu rocznego budżetu z podatków pożerają światowi spekulanici z racji udzielonych kredytów. Wredny nauczyciel WF-u spod Gorzowa latałby do dzisiaj na lekcjach WF w dresie ze 100% czesanego poliamidu marki Luxpol z sąsiedzkiego Stargardu Szcz, gdyby nie wielka dobroduszność dr Jarosława Kaczyńskiego. Notabene, wczoraj w tym miejscu sterczał funkcjonariusz Pieronek. Jutro zapewne będzie Niesiołowski. Pojutrze będzie Gronkiewicz-Waltz. Natomiast rydwany z fortunami toczą się dalej. Złota z Plichta Amber, jak nie było, tak nie ma. Rydwany z fortunami toczą się dalej! Brawo!
?
A ja mysle ze sie zgodzi ale tylko na to, co nakaze Kaczynski a jemu ks. Rydzyk. Na przyklad, ze sejm zaczyna posiedzenia odmawianiem rozanca.
P
POdode
- Marcinkiewicza. Pamiętam jak nabijał się nawet z niego niezbyt lotny POlityk Komorowski.
Dodaj ogłoszenie