Futbol jednoczy narody

Agaton Koziński
Są różne ścieżki budowania niepodległości - Agaton Koziński podsumowuje tydzień w świecie idei

Kair, Egipt

Egipt nie może się uporać z własnymi słabościami. Nadzieja w sporcie. Sukcesy pomogą odbudować narodową jedność - uważa Mustafa Abdelhalim, publicysta kairskiego dziennika "Al-Ahram".

Abdelhalim, jeden z najbardziej cenionych i najczęściej nagradzanych dziennikarzy w Egipcie, w swoim komentarzu przypomniał niedawno zakończoną olimpiadę w Londynie. Podkreślał radość, jaką sukcesy wzbudzały w poszczególnych krajach, dodając na marginesie, że nie była ona udziałem jego ojczyzny (Egipt zdobył na niej tylko dwa srebrne medale). Ale jednocześnie cieszy się z samego faktu, że w tych zawodach wzięła udział egipska drużyna futbolowa. Dla niego bowiem jest ona niemalże symbolem kraju.

Dlaczego? Bo trenerem tej drużyny, złożonej z samym muzułmanów, jest Kopt. Hani Ramzy, bo o nim mowa, jest zresztą piłkarską legendą całego kraju, gdyż poprowadził reprezentację Egiptu do zwycięstwa w Pucharze Afryki w 1998 r. Teraz znów odniósł sukces, gdyż kierowani przez niego zawodnicy zdołali dojść aż do ćwierćfinału. I ten sukces może cieszyć wszystkich Egipcjan, nie tylko muzułmanów.

Nie zawsze tak było, w przeszłości narodowa drużyna piłkarska była tworzona przez pryzmat innych wartości niż tylko kwalifikacje sportowe. Hassan Shehata, wcześniejszy trener egipskiej kadry, podkreślał, że w jego drużynie grać będą tylko muzułmanie. Z kolei Kościół koptyjski organizował oddzielną ligę piłkarską tylko dla swoich wyznawców. Teraz to się zmieniło. "Sport powinien mówić jednym językiem do wszystkich" - twierdzi Abdelhalim.

Publicysta podkreślał, że w Londynie najpiękniejsze były chwile radości po zwycięstwach, zwłaszcza moment, gdy Ramzy nosił swych piłkarzy na ramionach. Wtedy nie było kompletnie widać różnicy między Koptami a muzułmanami. Właśnie ten gest, ten moment powinny według niego stać się kompasem wyznaczającym kierunek, w którym powinien iść Egipt.

Stambuł, Turcja

Nie tylko Egipt martwi się o jedność kraju. Także Turcja, która obawia się secesjonistycznych zapędów mniejszości kurdyjskiej. Erdoan A. Shipoli twierdzi, że Kurdowie nie mają podstaw do tego, by osiągnąć to, co udało się Albańczykom w Kosowie.

"Kraje Dalekiego Wschodu szybko rozwijają się gospodarczo, ale nie przekładają tego na swą pozycję na świecie. Wolą być pasażerem, niż usiąść za kierownicą" - pisze Bryan Harris

Shipoli jest politologiem z Uniwersytetu Fatih, a także współdyrektorem Stambulskiego Instytutu Przywództwa. W artykule napisanym dla dziennika "Today's Zaman" polemizuje on z kilkoma autorami (tylko jednego, Noama Chomsky'ego, wymienia z nazwiska), którzy snuli publicystyczne paralele między sytuacją Kurdów a Kosowian. Shipoli uważa, że nie mają one racji bytu, i w punktach wymienia trzy argumenty na poparcie swej tezy.

Po pierwsze, różnice polityczne. Armia Wyzwolenia Kosowa (UÇK), która była motorem napędowym niepodległości Kosowa, powstała jako organizacja obronna, chroniąca Kosowian przed opresjami. Natomiast Partia Pracujących Kurdystanu (PKK) na początku była organizacją marksistowską, która dopiero po pewnym czasie przejęła ideologię narodowo-wyzwoleńczą.
Do drugie, UÇK cieszyła się szerokim poparciem w Kosowie, stali za nią zarówno chrześcijanie, jak i muzułmanie mieszkający w tym państwie. Natomiast PKK ma w Turcji poparcie tylko niewielkiej garstki Kurdów. Wielu z nich natomiast odżegnuje się od metod i działań stosowanych przez tę partię.

Po trzecie wreszcie, inna jest sytuacja Kurdów w Turcji od byłej sytuacji Albańczyków w Kosowie. UÇK powstała, bowiem przez 10 lat Kosowianie byli regularnie ofiarami ataków Serbów. Tworząc tę organizację, chcieli się zwyczajnie bronić. Natomiast sytuacja Kurdów w Turcji jest odmienna. Nie są nękani, nikt nie zamyka ich uczelni ani nie prześladuje ich elit. Dlatego też oni nie potrzebują obrony, jak potrzebowali jej Kosowianie, i dlatego też PKK nie cieszy się takim poparciem, jakim cieszyła się UÇK.

Shipoli podkreśla jednocześnie, że nie jest adwokatem strony tureckiej. "To nie jest tak, że Kurdowie nie popierają publicznie PKK, bowiem opresyjny reżim turecki tego zabrania. Mam wielu kurdyjskich przyjaciół i oni sami mi o tym powiedzieli" - zaznaczył.

Tajpej, Tajwan

Turcja, obok krajów Dalekiego Wschodu, uważana jest za jeden z najszybciej rozwijających się krajów świata. Niedługo być może przejmie palmę pierwszeństwa. Bryan Harris pisze bowiem na łamach "Japan Times", że zjawisko, które określano mianem wieku Azji, właśnie mogło dobiec końca.

Harris, publicysta mieszkający w Tajpej, zmierzył się z popularną tezą o tym, że XXI wiek będzie należał do azjatyckich tygrysów gospodarczych. Podstawy do takich twierdzeń były uzasadnione, bowiem PKB krajów regionu przez dziesięciolecia rosły regularnie o co najmniej kilka punktów procentowych. Ale według niego sukcesy ekonomiczne o niczym nie świadczą - czego dowodzi historia.

Najlepiej widać to na przykładzie Chin - argumentuje Harris. Choć ten kraj stał się już drugą gospodarką globu, to nic nie robi, by tę siłę w jakikolwiek sposób przełożyć na swą pozycję w świecie. "Woli siedzieć na fotelu pasażera, zamiast samemu wziąć kierownicę do ręki" - podkreśla. A że na to zaczyna powoli nakładać się spowolnienie gospodarcze, to bym bardziej widać, że kraj nie kwapi się do zmiany swej pozycji.

Podobnie zresztą zachowuje się cały region. Po ostatnim spotkaniu Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN) po raz pierwszy w 45-letniej historii nie było komunikatu końcowego. To według Harrisa świadczy o słabości krajów tworzących stowarzyszenie. I właśnie z takich powodów XXI stulecie nie będzie wiekiem pod znakiem krajów azjatyckich.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie