Friz podbił YouTube, a teraz chce wejść na giełdę. Ekipa S.A. będzie rewolucją? "Wchodzimy w rynek gamingu"

Kacper Rogacin
Kacper Rogacin
Fot. Piotr Twardowski
Karol "Friz" Wiśniewski to jeden z najpopularniejszych polskich youtuberów, który na YouTube odniósł gigantyczny sukces. Teraz jego Ekipa planuje... podbić giełdę! O założeniu spółki giełdowej Ekipa S.A., wejściu w rynek gamingu i nagraniu własnej płyty opowiadają Friz i menager Ekipy - Łukasz "Wujek Łuki" Wojtyca.

Zakładam, że większość osób, po dojściu na szczyt polskiego YouTube’a, poczułaby się totalnie spełniona. A wam ciągle jest mało. Jak wpadliście na pomysł wejścia na giełdę?
Friz: To był pomysł Łukasza.
Łuki: Od dawna zastanawialiśmy się, jaki będzie nasz następny cel. Na YouTube osiągnęliśmy sukces, ale nie zamierzaliśmy na tym poprzestawać.
Friz: Były w planie jakieś biznesy, rozważaliśmy różne pomysły. Myśleliśmy najpierw o zwykłej spółce z o.o. Ale ostatecznie Łuki uznał, że dużo fajniej będzie spróbować czegoś, czego nikt jeszcze na YouTube nie robił.

Łukasz długo musiał przekonywać Cię do tego pomysłu?
Friz: Nie, bardzo szybko poczułem, jak wielka jest to szansa i jak bardzo chciałbym, żeby to wypaliło. Początkowo chcieliśmy po prostu reinwestować zarabiane przez nas środki. W pewnym momencie Łukasz zaproponował spółkę giełdową. Ja do tamtej pory giełdą się nie interesowałem, byłem zupełnie „zielony”. Ale dzięki naszym znajomościom z osobami siedzącymi bardzo mocno w tematach giełdowych, ten pomysł stał się realny. Pogadaliśmy, chłopaki wytłumaczyli mi, na czym miałoby to polegać i postanowiliśmy, że ruszamy.

Wejście na giełdę będzie rewolucją dla Ekipy?
Łuki: W jakimś stopniu na pewno. Przenosimy do spółki akcyjnej całą naszą działalność operacyjną i wizerunek całej Ekipy, wszystkie współprace każdego z jedenastu członków Ekipy, wszystkie reklamy, które są wyświetlane na kanałach YouTube. Ale poza tym także całą markę odzieżową Ekipatonosi. Co bardzo ważne - Ekipa S.A. będzie miała prawa do posługiwania się wizerunkiem członków Ekipy.
Friz: Rzeczy, które wymienił Łukasz, to ma być core spółki, jej fundament. Ale to nie będzie wszystko, co chcemy robić w ramach jej działalności. Są też biznesy, o których jeszcze za dużo nie mówiliśmy, a które będą związane z różnymi innymi branżami. Chcemy stawiać nogi na wielu płaszczyznach, żeby zwiększyć stabilność spółki, dywersyfikować źródła przychodów i zmniejszyć ryzyko niepowodzenia.

Co to za inne branże? Możecie coś zdradzić?
Łuki: Jasne. Nie możemy powiedzieć o głównym projekcie, na czym on polega, ponieważ to jest tajemnica. Za tym projektem stoi bardzo dużo podmiotów, inne spółki, firmy, które będą naszymi partnerami. Ale możemy powiedzieć, że wchodzimy w świat gamingu.

W sensie w produkcję sprzętu gamingowego?
Łuki: W zupełnie innym sensie. Karol, śmiało możesz powiedzieć.
Friz: Chcemy produkować software.

Gry?
Friz: Tak. To jest nasz cel. Uważamy, że jest to bardzo przyszłościowy temat, chcemy go zrealizować w nowoczesny sposób, nowy dla branży. Mamy też fajny motor napędowy - Ekipę - która pomoże w szybkim rozpędzeniu tego projektu.
Łuki: I – co najważniejsze – celujemy od razu w cały świat. Spółka akcyjna jest w Polsce, ale rynek gier, na którym będziemy działać, to rynek światowy. Przy czym, jak zaznaczył Karol, podejdziemy do tego tematu trochę inaczej, niż wszyscy. Nie będzie tak, że po prostu stworzymy grę i ją wypuścimy. Wokół tego będzie się działo dużo. Bardzo dużo. Gdybyśmy chcieli wypuścić grę na rynek polski, to raczej na pewno nam się to uda, odniesie ona sukces, przede wszystkim dzięki naszej rozpoznawalności. Tylko że rynek polski nawet nie pozwoli na opłacenie kosztów wytworzenia takiej gry. A z kolei na rynku zagranicznym nasza rozpoznawalność nie ma takiego znaczenia. Liczy się jakość, która u nas będzie na absolutnie najwyższym poziomie. Mamy na to sposób, to będzie mega atrakcyjne. O szczegółach nie możemy jeszcze powiedzieć, ale Ekipa pojawi się na świecie.

Wy z jednej strony jesteście trochę start-upem, ale... zupełnie niezwykłym.
Łuki: Trochę tak jest. Z jednej strony to jest start-up, bo nie jesteśmy jeszcze tak dobrze obeznani i aktywni w świecie wielkiego biznesu. Ale z drugiej strony, my już działamy, już notujemy ogromne przychody i mamy takich partnerów, że kiedy ich ujawnimy, wszyscy zrozumieją, o jakiej skali biznesu mowa.
Friz: Gdybyś chciał zainwestować w naszą spółkę, to kupujesz akcje czegoś co już zarabia i co ma w planach zrobienie nowych rzeczy, które będą globalne. Te rzeczy pozwolą zarabiać dużo, dużo więcej, niż do tej pory.

Brzmi mega ciekawie. W takim razie kiedy debiut Ekipy na giełdzie?
Friz: Standardowego debiutu nie będzie, ponieważ wejdziemy na giełdę przez przejęcie innej spółki giełdowej. Z połączenia dwóch spółek wyjdzie jedna – Ekipa S.A.

Możecie ujawnić, co to za spółka?
Friz: Niestety, nie możemy.

A kiedy dojdzie do przejęcia?
Łuki: W przyszłym roku. Teraz prowadzimy ofertę prywatną, skierowaną do inwestorów prywatnych. Można zostać akcjonariuszem w spółce akcyjnej, która nie jest notowana na giełdzie. Taka spółka może mieć do 149 inwestorów. Na ten moment prowadzony jest audyt naszej spółki, na podstawie którego zostanie ustalona wartość Ekipy S.A.
Friz: Uprzedzając pytanie - bardzo ważnym aspektem jest dla nas to, żeby znaczna część tej spółki była w naszych rękach. Nie chcemy doprowadzić do sytuacji, w której ktoś przejmie większość udziałów w naszej spółce. Ponad połowa udziałów będzie u nas.

Kiedy rozmawialiśmy w sierpniu, Łukasz stwierdził, że w ciągu kilku lat wartość waszej spółki przekroczy miliard złotych. To aktualna wizja?
Łuki: Trzeba zaznaczyć, że wycena spółki giełdowej nie oznacza, że spółka ma dokładnie tyle pieniędzy na koncie. Mamy odpowiednio rozpisane kolejne kroki. Jeśli pierwsze etapy, zaplanowane na najbliższe dwa lata, pójdą tak, jak zakładamy, to kolejny krok powinien pozwolić na to, by wartość spółki przekroczyła miliard złotych.

A tym krokiem będzie…?
Łuki: Coś, o czym jeszcze nie możemy powiedzieć. Ale zanim ten krok wykonamy, ogłosimy o co chodzi. Spółka giełdowa musi informować publicznie wszystkich akcjonariuszy.

Zastanawiam się, czy fakt istnienia spółki nie nałoży na was dodatkowej presji? Czy nie pojawi się przytłaczające uczucie, że wszystko, co robicie, będzie wpływało na wartość spółki?
Łuki: Myślę, że ja i Karol możemy mieć delikatnie różne odczucia w tej kwestii. Ja od razu powiem, że zdajemy sobie sprawę, że robimy spółkę publiczną. Wszystkie nasze działania są publiczne, więc z tego powodu nie możemy zrobić jakiejś głupoty.
Friz: Odpowiedzialność będzie na pewno duża, zdecydowanie większa, niż teraz. Ale mam wrażenie, że my bardzo dobrze radzimy sobie psychicznie z ciążącą na nas odpowiedzialnością. Staramy się wspólnie, w gronie całej Ekipy, dyskutować na wszystkie tematy, żeby nie wynikały jakieś niefajne sytuacje. Po wejściu na giełdę te obowiązki będą na pewno większe, ale chcemy się w tym sprawdzić.
Łuki Oczywiście nie jest też tak, że czujemy się tutaj bezkarni. W momencie, kiedy np. twoja rodzina, twoi znajomi mówią: „Słuchaj, mamy jakieś oszczędności, chcielibyśmy zainwestować w Ekipę”, to już daje do myślenia. Sytuacja, w której inwestor, mający mnóstwo pieniędzy, wrzuca w nas milion złotych, jest czymś totalnie innym niż sytuacja, kiedy ktoś, kto ma np. 80 tys. zł oszczędności, wrzuca je w nasz biznes. Tu chyba największa będzie odpowiedzialność moralna za to wszystko.
Friz: Ale pamiętaj, że dla nas to jest projekt życia i my poświęcimy się temu w dwustu procentach. Zrobimy wszystko, żeby ta spółka odniosła sukces, co automatycznie powinno sprawić, że zainwestowanie w nas przyniesie korzyści. Tak samo było na początku z Domem Ekipy. Wszystko, co robiliśmy, miało na celu rozwój Domu Ekipy i odniesienie sukcesu. I to się udało.
Łuki: Pytałeś o presję i ona w jakimś stopniu na pewno będzie odczuwalna. Ale zdecydowanie przeważają aspekty pozytywne. Spójrz na to w ten sposób: mamy teraz Ekipę. Jest Karol, który zbudował imperium. Ma umowy z twórcami. Widziałeś, jak działamy w naszym domu - na jednym piętrze trwają sesje zdjęciowe z nowymi produktami ze sklepu, na innym pracują montażyści przy wielu komputerach. Teraz rozmawiamy w studio do streamowania na Twitchu. Mamy ogromne globalne kontrakty. To wszystko ma już pewną wartość. Sama Ekipatonosi ma w tym roku przychód na poziomie 10 milionów złotych. Jeśli ktoś nam zaufa i dostanie część tego wszystkiego, to pieniądze, które w ten sposób zgromadzimy, wykorzystamy na nowe cele.

Mieliście momenty zwątpienia w ten projekt?
Łuki: Zwątpienia nie. Ale były momenty, że doskwierał nam... brak wiedzy.
Friz: Cały czas mamy poczucie, że robimy to pierwszy raz, jesteśmy w tym nowi i jest to dla nas coś, co dopiero będziemy odkrywać. Gdzieś z tyłu głowy jest myśl, że nie wiemy, czy to wyjdzie. Ale jednocześnie wiemy, że damy z siebie maksa, żeby to wyszło.
Łuki: U nas generalnie jest tak, że za każdym razem, gdy mamy jakaś obawę, że coś nie wyjdzie, to ona bierze się z braku wiedzy. Pojawia się, kiedy nie wiemy, jak coś działa. Ale z każdego spotkania z naszym "aniołem giełdy" wychodzimy dziesięć razy mądrzejsi. W rozmowach między sobą posługujemy się już językiem giełdowym. Rozumiemy terminy, które wcześniej były dla nas kompletnie niezrozumiałe. Rozumiemy też sam mechanizm działania spółki na giełdzie. No i mamy ten komfort, że to nie my decydujemy o tym, jak wszystko będzie wyglądało. Są osoby, bardzo doświadczone osoby, które opiekują się projektem i czuwają nad tym, by wszystko przebiegło idealnie. Te osoby wdrażają nas w świat giełdy, tłumaczą nam, jak wszystko funkcjonuje...
Friz: ...i są przy tym o wiele bardziej pewne sukcesu, niż my. My mamy jakieś wątpliwości, bo dla nas jest to pierwsza taka akcja. A oni, ludzie, którzy wprowadzali na giełdę dziesiątki spółek, mówią nam: "Spokojnie. To jest murowany sukces".
Łuki: Słyszymy na przykład: "Na giełdę wchodziły firmy, które w porównaniu z wami nie miały zupełnie nic. I osiągały sukces". My mamy gotowy biznes, on zarabia i oddajemy część tego biznesu po to, by zebrać kasę i ruszyć dalej.

Co stanie się ze spółką w przypadku, kiedy jeden lub kilku z członków Ekipy postanowi odejść? Tak jak np. Mixer. To odbije się na kondycji spółki?
Friz: Podstawową sprawą jest fakt, że dla nas wszystkich najważniejsza jest komunikacja. Jeśli ktoś uzna, że chciałby robić coś samemu, to nikt z nas nie będzie miał z tym problemu. Każdy ma wolną rękę. Ci ludzie są z nami, bo chcą być z nami, bo wierzą w ten projekt i chcą w nim uczestniczyć. Jeśli ktoś podejmuje jakąś decyzję to jest to jego decyzja i nie mamy z tym problemu.

Czyli – czysto hipotetycznie – nie dojdzie u was do sytuacji, jakie zdarzały się na polskim YouTube, kiedy ludzie musieli wbrew własnej woli coś robić, bo byli do tego zobowiązani umowami? Z takich sytuacji wynikały potem niewyobrażalne kwasy.
Łuki: My też mamy umowy, ale umowy są na czas wojny. A my nie chcemy mieć wojny z nikim. Przypadek Mikołaja jest bardzo specyficzny. On troszeczkę nie poradził sobie z presją.
Friz: Zagubił się.
Łuki: Tak. On z nami nie rozmawiał na zasadzie takiej, że my go wyrzucamy z Ekipy. W momencie, kiedy zakończył się pierwszy sezon, Mixer poczuł wiatr w żagle, poleciał do Warszawy i nie było z nim kontaktu przez jeden miesiąc, drugi miesiąc. Więc to była jego decyzja, a nie wyrzucenie z grupy. Projekt będzie trwał do momentu, kiedy Karol nie zrezygnuje z Ekipy - a nie oszukujmy się, to jest jego życie. To jest najważniejszy motor napędowy. Ale dodatkowo trzeba podkreślić, że rzeczy, które planujemy, nie są związane już zupełnie z nami. Nawet hipotetyczny upadek wizerunkowy Karola, jakikolwiek wypadek losowy, nie spowoduje, że ta spółka przestanie prosperować.
Friz: Na nią będą składały się rzeczy, które są w ogóle niezwiązane z tym, co teraz robimy. Ale jednocześnie to, co teraz robimy, też chcemy do niej wnieść, żeby to podniosło jej wartość, pozwoliło rozwinąć ją w maksymalnym stopniu.

Dlaczego wasz widz powinien kupić akcje Ekipy S.A.?
Friz: Widzisz, my nie podchodzimy do tego w taki sposób. Jeśli ktoś wierzy w nas i chciałby kupić nasze akcje, to super. Ale dla nas ten rynek giełdowy, finansowy, jest nową odnogą. Nie będzie tak, że my skupimy się na tym, by to widzowie inwestowali w naszą spółkę giełdową. Jeśli będą chcieli, to to zrobią. Ale to będzie żyło swoim życiem, w osobnym świecie.

A jakość kontentu, który tworzycie, ulegnie zmianie, dzięki działalności spółki?
Łuki: Nie planujemy przekierowywać środków zebranych od akcjonariuszy na rozwój naszych kanałów. One świetnie działają, mamy tony super jakości sprzętu. Gdybyśmy chcieli jeszcze w to inwestować, to byłoby to trochę przepalanie pieniędzy. Niby moglibyśmy kupić kamery za setki tysięcy złotych, ale korzyści płynące z ich posiadania nie rekompensowałyby takiego wydatku. Nasze kanały świetnie sobie radzą. Doinwestujemy troszeczkę sklep Ekipatonosi, żeby przyspieszyć jego rozwój. Zresztą już to robimy, byłeś na sesji zdjęciowej i widziałeś, że te produkty są już trochę inne, ich poziom jest jeszcze wyższy.

Ekipatonosi rozwija się w tempie kuli śniegowej?
Łuki: Ekipatonosi ma rok i na pewno od momentu powstania zrobiła gigantyczny skok. Ale to jest branża odzieżowa, która - widać to po statystykach – z powodu Covidu ma ponad 50-procentowe spadki rok do roku. My też to odczuwamy. Nie jest co prawda źle, ale w tej chwili raczej mamy stagnację, niż rozpędzanie się. Poza tym teraz trwa okres wyprzedażowy. Bardzo mocne wzrosty zawsze pojawiają w okresie świątecznym, to też zmienia wyniki. Wiesz, my cały czas inwestujemy. Teraz wynajęliśmy nowy magazyn, który jest 4 razy większy od dotychczasowego. Zatrudniliśmy osoby, które specjalizują się już bezpośrednio w produkcji odzieży.
Friz: Zmieniamy oprogramowanie na systemy zarządzania na najwyższym poziomie, które funkcjonują w największych firmach na świecie.
Łuki: Wrócę jeszcze do poprzedniego pytania. Wydaje mi się, że dzięki spółce Karol będzie miał nawet więcej kontentu. Chcemy sprawić, by ludzie trochę więcej dowiedzieli się o giełdzie. Żeby ona była trochę bardziej sexy. Po prostu chcemy wytłumaczyć, czym ona w ogóle jest. Tę branżę, która jest gdzieś z boku, jest tajemnicza, będziemy chcieli przedstawić bliżej naszemu widzowi. Jasne, ten widz jest teraz młodszy, ma 15-16 lat, ale za 5 lat to już będzie osoba, która będzie zastanawiała się, co zrobić ze swoimi oszczędnościami. Może akurat dzięki nam dowie się czegoś o giełdzie i będzie mogła inwestować.
Friz: Ja czuję, że w tym wszystkim mamy pewną misję. Kiedy nie miałem firmy, kiedy nie prowadziłem działalności gospodarczej, to wydawało mi się, że to jest mega trudne. Jak ją założyłem, to okazało się, że to jest mega prosta rzecz i wręcz nie opłaca się nie mieć firmy. Później założyliśmy kolejną firmę (Ekipatonosi) i znów wszystko okazało się być bardzo proste. Mam wrażenie, że w szkołach o tym się tak dużo nie mówi. Mnie też nikt nie nauczył, że firma to super sprawa i opłaca się ją mieć. Chciałbym te moje doświadczenia przekazać młodym ludziom. Pokazać, że nie trzeba obawiać się zakładania firm, czy spółek.

Czyli wasz kontent w przyszłym sezonie znów trochę się zmieni?
Łuki: Zmieni się, ale głównie z innych względów. Co nie, Karol?
Friz: Tak. Nasze plany youtubowe są odrębnym działem, mamy długoterminową wizję i planujemy rzeczy, które będziemy robić za jakiś czas.

W sierpniu wspominaliście o możliwym wyjazdowym, zagranicznym sezonie. To będzie to?
Łuki: Nie, nie bierzemy pod uwagę sezonu wyjazdowego w przyszłym roku. To byłoby niemożliwe do zrealizowania z powodu pandemii.

Co w takim razie planujecie?
Friz: Chcemy trochę podziałać muzycznie. Nie tylko w tematach rapowych, jak dotychczas.

Kolędy?
Friz: W tym roku raczej nie, chociaż... Kto wie?
Łuki: Chcemy zrobić płytę dla nas. Po to, aby - kiedy pandemia się skończy - na spotkaniach z widzami mieć coś do zaprezentowania.
Friz: Żeby przyjść z czymś do naszych fanów, a nie tylko siedzieć i zbijać piątki.
Łuki: To będzie bardzo duże przedsięwzięcie, które zaabsorbuje nas na kilka najbliższych miesięcy. Podejdziemy do tego w sposób całkowicie "na beczkę", ale też profesjonalnie.

Planujecie nagrać kawałki w stylu „Przejmujemy Jutuby”, czy np. akustyczne piosenki też się pojawią?
Friz: Celujemy w różne gatunki, akustyczne tematy też. Ale będą też rzeczy zupełnie inne i abstrakcyjne. To będzie nasza mieszanka, z którą będziemy mogli się identyfikować i którą chcielibyśmy sami usłyszeć.

Krótko mówiąc – wejście na giełdę nie oznacza, że nagle porzucicie frajdę, spontaniczność i zaczniecie przede wszystkim siedzieć nad giełdowymi wykresami?
Friz: Absolutnie! Ktoś mógłby pomyśleć, że progres, jaki wykonaliśmy, zgasił w nas tę spontaniczność. A ja właśnie teraz mam więcej frajdy z tego, co robimy. Jest zdecydowanie dużo luźniej, niż kiedyś. Możemy robić rzeczy, które chcemy robić i dzięki temu spełniamy się i realizujemy.
Łuki: Myślę, że mamy w tej chwili dużo więcej spokoju. Wcześniej bywało bardzo nerwowo, podczas daily ludzie często byli na granicy wytrzymałości. Mieliśmy całe tygodnie, w trakcie których spaliśmy po 5 godzin dziennie, żeby zdążyć z nagrywkami. Teraz czujemy się bardziej wypoczęci. A czy brakuje w tym spontaniczności? Wydaje mi się, że nie. Ale też wszyscy jesteśmy już dużo bardziej dojrzali. I dużo bardziej naturalni.

Magdalena Boczarska o swojej roli w serialu "Król"

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.